zdjęcie Autora

20 marca 2012

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Kolej warszawsko-wiedeńska (odcinków: 122)

Różne folki


« Marzenia sztabsoficerów Fantomowe ciała i radykalne głody »

Powoli w tym blogu wędruję... poprzez mapy i geopolitykę... w kierunku mojego właściwego konika (kota? - tego na punkcie...) czyli naszej małej-dużej poszerzonej ojczyzny czyli Międzymorza. Ale zanim tam (opłotkami) dojdę, będzie o folku. Folk to też mój konik. Słucham z Sieci folku przeważnie z Polski, z Węgier (rewelacyjne www.folkradio.hu!), z Serbii i Chorwacji (często nie rozróżniam, język ten sam), z Macedonii i Rumunii. Z dalszych stron też, ale tu ma być o naszym Międzymorzu.

Słyszę trzy rodzaje folku.

Węgierski to czysta żywa wełna! Samo źródło, w dodatku wcale nie archiwalne ani muzealne, bo słyszy się w dźwiękach, że ten styl muzyki, tradycyjnej narodowo-ludowej, jest wciąż żywo i twórczo uprawiany i zachował ciągłość ze stariną. A jak porywa, jak kopie! (Podobnie jest w Macedonii.)

Serbia, Chorwacja i Rumunia to w swoim głównym nurcie coś jakby nasze disco-polo, tyle, że autentyczniejsze i przyjemniejsze uchu, ale wyrazista narodowość, styl chociaż naiwny to jednak zmyślny, z czym porównać? - Z subkulturami dawnych przedmieść, z paryskimi walczykami na akordeon, z amerykańskim country, które też podobnie zaczynało. Ani wiejska twardziel, ani kosmopolityczny pop. Swoje podwórko.

Polska, polski folk, to cepeliada. Minoderia, mizdrzenie się do słuchacza; coś co ma być i ludowe i artystycznie przetworzone, z czego zdziwaczenie, sztuczność, oderwanie. Ludowość pseudo, upozowana i spreparowana przez- i dla nostalgicznego inteligenta, nawet jeśli ma być dziko-autentyczna, to nie chłopska surowość w końcu, tylko jakaś udawana wulgarność. Słyszy się, że wielu coś usiłuje, ale jakoś nie mogą trafić w środek. (Pora zamienić się w jeża.)

-------------

Dopisuję za jakiś czas, po tym jak słuchałem w Dwójce Polskiego Radia pseudo-folkowe wielkopostne "pieśni dziadowskie" artystycznie udoskonalone. Błe, wstręt, Eckel, Eckel (jak wołał Nietzsche) - przerzuciłem się na kanał "Rosja Niepokorna" czyli ojciec Wysocki matka Okudżawa.

Bo żałość naszego folku przejawem czegoś ogólniejszego szerszego: podejrzewam, że polska dusza jest w ogóle PUSTA!

To jest nasza słabość. Jak słabością Węgier-Węgrów jest to, że ich kraj jest (a zwłaszcza był w historii) pusty w środku, ostatecznie "pusztą" go nazwano! - pisałem o tym kiedyś tu: "Z drugiej strony Bieszczadów" - tak naszą iście diabelską słabością jest pustość naszej duszy. Wygląda na to, że tam nic nie ma!

Nie wiem, czy żeby to przezwyciężyć, wystarczy zamienić się w jeża. Bo tamta droga jest dla tych, którzy mają potwora w środku. A jak ktoś ma trociny?

Kolej warszawsko-wiedeńska: wstęp na końcu

Pochodzę z Łowicza, który w 1845 roku został podpięty do Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej. Mieszkam w Milanówku, który powstał, ponieważ Kolej Warszawsko-Wiedeńska przecięła tutejszy las.


« Marzenia sztabsoficerów Fantomowe ciała i radykalne głody »

Komentowanie wyłączone wszędzie od 1 sierpnia 2020.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)