Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

19 listopada 2006

Wojciech Jóźwiak

e-tom: Rozważania pogańskie

Rozważania pogańskie. 3 - Osiem motywów Simpsona
Sięganie do Zoriana Dołęgi Chodakowskiego


  < poprzedni    1    (2)    3    4    5    6    7    8    dalszy >  

część 1: Sięganie do Zoriana Dołęgi Chodakowskiego | część 2: - Lud umarł


3.

Najlepsza i najpełniejsza jak dotąd książka o polskim neopogaństwie została wydana w Krakowie w 2000 roku po angielsku. Autor Scott Simpson, tytuł "Native Faith. Polish Neo-Paganism at the Brink of the 21st Century". Znamienne jest to jednoczesne ujawnienie tematu: książka, i jego ukrycie: po angielsku. Autor wyróżnia w polskim ruchu neopogańskim osiem głównych "motywów", tworzących jego rdzeń (core) wspólny różnym, często wzajemnie nieznającym się grupom.

Pierwszym jest wyobraźnia mityczna (Mythic Imagination), czyli, słowami autora, 'the Tolkien-esque mythopoetic fantasy impulse', mitotwórczy impuls w tolkienowskim stylu, mający luźne związki z historyczną prawdą i w gruncie rzeczy mogący obyć się bez niej. Impuls ten Simpson widzi zarówno w klasycznych już dla polsko-pogańskiego imaginerium malowanych przez Wawrzenieckiego "gontyn", bogów Stryjeńskiej, idoli Szukalskiego - jak i w hymnach ku czci praindoeuropejskich bóstw układanych w Klanie Ausran.[*]

* Klan Ausran, grupa wyznaniowo-twórcza założona i kierowana przez prof. Ignacego Dankę mieszkającego w Łodzi, wydaje mi się fenomenem tak niezwykłym, że aż niemożliwym i gdyby nie wywiad przeprowadzony z Danką przez Simpsona, powątpiewałbym, że coś takiego w ogóle istniało lub istnieje, bo raczej wygląda na wymysł lub prima aprilis.

Tu pomocny jest termin "wynaleziona tradycja" - 'invented tradition', wprowadzony przez jednego z anglosaskich badaczy tego zjawiska.

Odbudowanie ruin (Rebuilding the Ruins), drugi z motywów wg Simpsona, można także określić brzydszym słowem jako rekonstrukcjonizm, a należą tu wszystkie próby odbudowy minionej chwały, czy to w twardej materii, czy w obrzędzie lub słowie. Od poprzedniego, motyw ten różni się swoją zależnością od historycznych i archeologicznych źródeł, nie jest tworzeniem, lecz od-twarzaniem, a tym co go napędza, jest nie tyle inspiracja, co praca badawcza.

Post-chrystianizm (Post-Christian) - odrzucenie chrześcijaństwa i jego wartości przez ludzi, którzy czują się przezeń zranieni lub wyalienowani. Jak pisze autor, zawiera się w tym zarówno Nietzschańska pogarda dla tego, co słabe, Weberowska krytyka katolickiej orientacji na tamten świat, a także niezgoda ludzi nauki, by ślepo przyjąć kościelny model świata. Jest w tym i rys pozytywny: szukanie świata, który by "rósł wolny od okowów chrześcijaństwa". Motyw "post-chrześcijaństwa" ma przeciwny zwrot niż "odbudowa ruin" - o ile drugi skierowany jest w przeszłość, ten pierwszy kieruje się ku przyszłości. Autor zauważa, że w poszczególnych grupach motywy te nie równoważą się i zawsze jeden z nich przeważa. Klan Ausran w dziele odbudowy ruin postawił sobie tak monumentalne zadania, że chrześcijaństwa i tego, co po nim, może po prostu nie zauważać. Z kolei Zadruga lub Unia Społeczno-Narodowa, jak stwierdza Simpson, niewiele miejsca pozostawiały na zajmowanie się "ruinami".

Monizm-politeizm. Motyw ten dotyczy liczby czczonych bóstw, przy czym oba te warianty, jedyność boga i wielość bóstw, występują obok siebie tworząc nierozwiązywalne napięcie. Bywa też, że przyjęte jest zwracanie się do "bogów" w liczbie nieokreślonej i niepoznawalnej, albo myślenie o "bogu" jako pojawiającym się pod wieloma postaciami, lub jak Światowid, mającym wiele oblicz.

Genderyczna równość boskości. (Nawiasem, trudny orzech dla tłumacza: 'gender equity of divinity'.) "Trudno jest w neo-pogaństwie znaleźć to, co Męskie, bez tego, co Żeńskie" - jak pisze autor. Rodzima Wiara czci męskie Słońce zrównoważone przez Matkę Ziemię. Klan Ausran ma patronkę-boginię, osobistym zaś patronem lidera Klanu jest bóstwo męskie. Ale, zauważa Simpson, "feminizm, charakterystyczny dla neopogan w krajach angielskojęzycznych, jest prawie całkiem nieobecny w Polsce".

Religia przyrody. Pod tym określeniem rozumie się zarówno religię, która otacza przyrodę kultem, jak i system wierzeń, który powstał w wyniku naturalnej ewolucji. Na pytanie, czy ważna dla nich jest głęboka ekologia, zapewne wszyscy polscy neo-poganie odpowiedziliby: "oczywiście, tak!". Nie może być inaczej, gdy Ziemię uważa się za Świętą. (Tu przypomina się metaforę Dołęgi Chodakowskiego o ziemi ojczystej jako o "świętej tablicy".) Simpson zauważa też, że zdumiewająco często poszczególni ludzie na pytanie, jak to się stało, że zostali neopoganami, odpowiadają w taki mniej więcej sposób: "W dzieciństwie uwielbiałem/am długie spacery po lesie...". Podobne odpowiedzi rejestrowano w ankietach w innych krajach, więc raczej nie chodzi tu o wyuczony stereotyp. W drugim sensie neo-pogaństwo jest religią przyrody, ponieważ jest wyprowadzane z naturalnych zasad, nie zaś z objawionych przykazań. Moralność ma raczej podstawy w biologii niż w teologii.

Krew i ziemia (Blood and Soil) - czyli: "to jest religia moich ojców i religia tego kraju, Rodzima Wiara (the Native Faith)". Taka religia jest przeciwstawiana religiom uniwersalnym, jak chrześcijaństwo, islam lub buddyzm, które mogą być własnością każdego - Rodzima Wiara zaś jest czymś "własnym", wyłącznym - tak jak wyłącznie własnych ma się przodków. Inna sprawa, że grupa ludzka uznawana za "naszą" jest bardzo różnie w różnych grupach definiowana.

Immanentalizm. Najkrócej można to określić tak, że bóg lub boskość jest w TYM świecie. Motyw immanentalizmu bywa różnie formułowany: jako panteizm, czyli pogląd, iż Bóg (the Divine) jest tym samym, co materia (the Material). Jako pogląd, że Dobre Życie jest czymś, co człowiek tworzy na ziemi - w przeciwieństwie do nagród oferowanych niby jałmużna przez Boga w pośmiertnych, odległych i abstrakcyjnych niebiosach. Jako pogląd, że to, co Boskie, jest dostępne dla każdego, wszędzie i w każdym czasie - w opozycji do chrześcijańskiego monopolu na kontakt przez specjalnych funkcjonariuszy w specjalnych budynkach. Dalej: pogląd, że związek z Boskością jest ugruntowany na mojej kulturze, przodkach i kraju gdzie żyję - w opozycji do uniwersalnego boga, którego kult ignoruje wszystkie ziemskie "więzy". Immanentalizm neo-pogan idzie dalej, widząc sacrum w przyrodzie, skąd bierze postulat, że nie wolno pozwolić, by owo sacrum było niszczone. Właśnie ten motyw, immanentalizmu, Simpson uważa za najważniejszy i niejako definiujący dla wszystkich, skądinąd rozbieżnych, ruchów neopogańskich.

Tu odejdę od referowania książki Simpsona, by zwrócić uwagę na to, czym zajmowałem się w poprzednich odcinkach. Zorian Dołęga Chodakowski projektował odkrycie Słowiańszczyzny oryginalnej bo przedchrześcijańskiej, w obyczaju ludu-chłopstwa (prócz innych źródeł, o których wspomina). Faktyczna religia ludu w jego czasach - ale już w dużo mniejszej mierze dziś! - była synkretyzmem chrześcijańsko-etnicznym, lub też, w jakimś sensie tym, co Mircea Eliade[*]

* Nie wolno zapominać, że Mircea Eliade był STĄD, a Rumuni, mimo romańskiego języka, ze swoją ludową kultura należą do wspólnego typologicznie obszaru ze Słowianami.

nazwał "naturalnym chrześcijaństwem". Gdy przyjrzymy się po kolei ośmiu motywom Simpsona, zobaczymy, że chrześcijaństwo lub quasi-chrześcijaństwo ludu w każdym z tych punktów szło za opcją pogańską, a nie za ortodoksyjnie kościelną.

Wyobraźnia mityczna ludu nie krępowała się rygorami ortodoksji ani Biblii, której zresztą nie znano - dopiero dziś inteligenci zaczynają ją czytać. Lud chętniej słuchał apokryfów; podkreśliłbym to "słuchał" - gdyż chodzi o ustną nie-kanoniczną mityczną tradycję, i produkował apokryfy własne. Do dziś każdy wie, że w stajni betlejemskiej Dzieciątku towarzyszyły wół i osioł, nie było zaś przy nim konia ni psa, chociaż Ewangelia wg Łukasza (jedyna z czterech, która o tych wydarzeniach mówi) nie specyfikuje gatunków zwierząt u pasterzy. Każdy wie, że małego Jezusa odwiedziło Trzech Królów, a nawet znamy ich imiona, choć Ewangelia wg Mateusza (znów: jedyna, którzy o tym opowiada) wyraźnie stwierdza, iż byli to "mędrcy", a liczby ich ani imion nie określa. Apokryfy zarówno te uczone jak i ludowe rozrosły się w prawdziwą mitologię, pełniąc zresztą identyczną funkcję jak mitologie prawdziwe - np. wyjaśniając początki różnych rzeczy, jak te grzyby, które się wzięły z kawałków chleba zgubionych przez św. Piotra. Ja sam z dziecięcej tradycji pamiętam apokryficzne opowieści o święcie Matki Boskiej Gromicznej jako pamiątce tego, jak Maryja podczas zimowej wędrówki płonącą świecą osłaniała się od wilków (nikt nie umie mi objaśnić faktycznej genezy tego ewidentnie pogańskiego mitu...) - albo opowieści o tym, jak podczas ucieczki przed siepaczami Heroda Maryja z Dzieciątkiem chroniła się pod liśćmi drzew i osika ze strachu drżała, zdradzając świętą rodzinę, czego nie uczyniła dobra lipa - zauważmy że jest to bardziej mit założycielski o gatunkach drzew niż historia z życia Matki Boskiej. Apokryfy, zwłaszcza apokryfy ludowe są przez nowoczesnych katolików traktowane jak wstydliwa przypadłość, więc nie dziwota, że giną.

Motyw odbudowy ruin w ludowym synkretyzmie przejawiał się jako uporczywe zachowywanie ciągłości. Zmarłych grzebano na mogiłkach, które były pogańskimi miejscami obrzędów i pochówków. Kapliczkami i świątkami zaznaczano rozdroża i święte drzewa, które sakralnymi były i w czasach pogańskich przodków. Kler wznosił kościoły w miejscach pogańskiego kultu, z wolą zaczopowania dawnych miejsc mocy po chrześcijańsku, dla ludu zaś kościoły w tradycyjnie świętych miejscach stawały się, w końcu, wyrazem ciągłości. Fantastycznym przykładem odbudowywania pogańskich ruin środkami pozornie chrześcijańskimi są litewskie krzyże solarne. Przykładem zakonserwowania słowiańskich ruin są nasze herby szlacheckie. Podobnych przykładów znalazłoby się wiele.

Post-chrystianizm był trudny do praktykowania w warunkach formalnego choćby chrześcijaństwa, ale jeśli przyjrzeć się etosowi nawet nie ludu, a rycerstwa, późniejszej szlachty, widać, że mało miał on wspólnego z naukami i kościoła, i Jezusa. Styl życia i wartości ludzi, którzy musieli sami stawiać czoła zagrożeniom, dbać o przetrwanie własnych rodzin i o rodowo-sąsiedzką solidarność, nie mogły opierać się ma poczuciu grzeszności, na pokucie ani "nadstawianiu drugiego policzka".

Napięcie między monizmem a politeizmem w ludowym chrześcijaństwie istniało i istnieje i jest jeszcze bardziej uderzające niż u neopogan. Owszem głosi się, że Bóg jest jeden, choć dodaje się zaraz, że istnieje w trzech osobach, co już u źródeł chrześcijaństwa jest ukłonem w stronę politeizmu i trynitaryzmu miłego zwłaszcza starożytnym Egipcjanom. Mniej skrępowana zaś dogmatami postać Matki Boskiej mnoży się niby w najlepszym politeizmie: są Matki Boskie Zielne i Żniwne, Królowe Polski, Jasnogórskie i Ostrobramskie; mamy wreszcie niemal namacalne objawienia Maryi w tym a tym miejscu, w gałęziach tego oto rosnącego tu klonu, jak w warmińskim Gietrzwałdzie. Maryja, nieujęta do końca w monoteistyczne (czy quasi-monoteistyczne) dogmaty członkini chrześcijańskiej Boskiej Rodziny, krzewi się identycznie jak dawne boskie osoby prawdziwych politeizmów. Wielość boskiej Osoby nachodzi tu na jej immanentalizm... Ciekawe jest porównanie wielości i wielopostaciowości Maryi z niemal-jednością Jezusa.

Równość boskości co do płci oczywiście chrześcijaństwu była obca, jednak wysiłek twórczy ludu wokół postaci Maryi był wiele większy niż wokół innych czczonych osób, co świadczyłoby o stale obecnej potrzebie zrównoważenie pierwiastka męskiego żeńskim.

Elementy religii przyrody były obecne w ludowym chrześcijaństwie choćby jako otaczanie świętością i rozmaitymi tabu wołu, bociana, jaskółki, biedronki, lipy, źródeł, niektórych gór i tak dalej.

Motyw "krwi i ziemi" zjawiał się wszędzie tam, gdzie wyznawany wariant chrześcijaństwa stawał się wyznacznikiem tożsamości grupy, zwykle w konflikcie z obcymi. W czasach całkiem nowych wypłynął w endeckiej definicji "Polak-katolik" i jest pospolity do dziś w nacjonalistycznym myśleniu, w notorycznej sprzeczności nie tylko z posłannictwem Nazarejczyka, ale i z sensem słowa katolik, które znaczy przecież: powszechny.

Immanentalizm ludowego chrześcijaństwa przejawiał się w jego konkretności, w przywiązaniu do miejsc (tylko niektóre były święte, a jedne bardziej święte niż inne), przedmiotów, osób, w widzeniu świata zmysłowego i przyrody jako miejsca boskich i demonicznych epifanii - w burzy, gromie, deszczu, tęczy, wichrowym wirze, ogniu, pożarze, chlebie, święconej wodzie, święconym popiele, w rozstajnych drogach i niezliczonej liczbie innych rzeczy. Tu też zalicza się rozumienie Boga jako dawcy ziemskiego powodzenia (a dawniej - według Moszyńskiego - wręcz dawcy osobistego opiekuńczego bóstwa zwanego Dola), ale i prywatne modły poza kościołem, przy maryjnych kapliczkach na rozstaju dróg, obywające się bez kapłana. (Do dziś takie odbywają się w maju i w październiku sto metrów od mojego domu.)

Czyżby ludowe chrześcijaństwo, choć korzystające z usług specjalistów-kleru, było w istocie równie pogańskie jak dzisiejsze ekscentryczne grupy rodzimowiercze?

c.d.n.


Wojciech Jóźwiak
taraka@taraka.pl
19 listopada 2006





  < poprzedni    1    (2)    3    4    5    6    7    8    dalszy >  

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)