Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

30 listopada 2006

Wojciech Jóźwiak

e-tom: Rozważania pogańskie

Rozważania pogańskie. 6 - słowiańskie Atlantydy
Sięganie do Zoriana Dołęgi Chodakowskiego


  < poprzedni    1    2    3    4    (5)    6    7    8    dalszy >  

część 1: Sięganie do Zoriana Dołęgi Chodakowskiego | część 2: Lud umarł | część 3: Osiem motywów Simpsona | część 4: Objawienia, prorocy i odnaleziska | część 5: Zapożyczenia i archetypy


6.

Moje słowianofilstwo jest późne. Właściwie poszło takim łańcuszkiem: najpierw zacząłem bywać na warsztatach Davida Thomsona, u niego zobaczyłem kwartalnik "Shaman's Drum" (1995, 6?), zaprenumerowałem, w którymś kolejnym numerze (rok był 1998) był duży artykuł Franka Hendersona MacEowena pt. "Rekindling the Gaelic Hearthways of Oran Mor", który przetłumaczyłem i jest od lat do czytania w "Tarace" pod skróconym tytułem "Oran Mor". Z MacEowenem wymieniłem emaile tylko wtedy, z okazji jego zgody na zamieszczenie, później on zniknął z Sieci, podobno udawał się na jakieś długie odosobnienia; nie wiem, co teraz robi. Tytuł znaczy mniej więcej "Rozpalenie na nowo gaelickiej drogi domowego paleniska Oran Mor" i zawiera niemożliwe do spolszczenia aluzje i aliteracje. Oran Mor to po gaelicku (szkocko-celtycku) "wielka pieśń", oran - pieśń, mor -wielka. MacEowen w "Shaman's Drum" opublikował parę lat później (2001) jeszcze jeden tekst pt. "Reclaiming Our Ancestral Bones: Revitalizing Shamanic Practices in the New Millennium". Ten także był dla mnie ważną inspiracją, ale już go nie przetłumaczyłem, z tej przyczyny, że wymiękłem już przy tytule, jeszcze bardziej jak widać barokowym niż poprzedni. (Gdyby Ktoś-z-Was chciał to dzieło przetłumaczyć, chętnie podeślę kopię. Zdradzę mu także, jak wymyśliłem przełożyć zupełnie nie-po-polskie "ancestral bones".) Ale wracając do tamtego pierwszego tekstu MacEowena. Autor opowiada w nim o swoich szamanistycznych początkach: jak od indiańskich praktyk, od szałasów potu i wieszania się za rany w Tańcu Słońca, przeszedł do szukania i rekonstruowania szamanizmu - a może po prostu religii - swoich szkockich, celtyckich przodków. Jest tam opis procesu, który można rozumieć jako łagodny channeling - coś w rodzaju medytacyjnego nawiązania kontaktu z bóstwami i mocami przodków, na potwierdzenie czego autor uruchomił w sobie umiejętność śpiewu gardłowego - którym, jak wierzy, posługiwali się wieszczowie dawnych Celtów. Dla mnie tamta opowieść była "jak bomba". Pomyślałem: skoro on, Szkot, może, to dlaczego nie mógłbym ja, Słowianin? Jednak ja poszedłem nie tyle drogą mistycznych eksperymentów, co po prostu wyszukiwania wiedzy. Wtedy, kilka lat temu, o starożytnościach słowiańskich wiedziałem tyle co wszyscy czyli tyle co nic. Najpierw musiałem przekopać się przez pseudonaukowy nacjonalistyczny "mit Biskupina" czyli mit "odwiecznej tubylczości" Słowian na ziemiach obecnej Polski. Co oczywiście jest brednią ułożoną kiedyś na potrzeby politycznej propagandy, ale dopiero wtedy w latach 90-tych tamten mit zaczynał u nas pękać, tzn. to, co wiedzieli niektórzy archeologowie i historycy zaczęło przedostawać się do szerszej publiczności, choć nie bez oporów, które trwają do dziś. Naprawdę "my" przyszliśmy ze wschodu. Problem z jak dalekiego... Tu nie ma zgody. W ogóle z pochodzeniem i pra-historią Słowian jest tak, że kiedy laik (jak ja) czegoś z wielkim trudem wreszcie się dowie, to natychmiast okazuje się, że przed nim kolejna dymna zasłona, kolejna warstwa niewiedzy - i nieujawnienia wiedzy. Fachowcy wiedzą więcej, ale jak ich szukać? To jest jeden z największych problemów: bo naukowcy zajmujący się starożytnościami słowiańskimi tworzą skrajnie hermetyczne kanały dyskursu. Jedna wielka wiedza tajemna.

Więc chociaż w minionych latach wyjaśniłem sobie w jakimś stopniu kwestię pochodzenia Słowian (w sensie grupy językowej), to wciąż ciemnymi widzę:

* "Ciemne wieki" między Prokopiosem z Cezarei (ok. 520 ne) a chrztem północnych Słowian (przed 1000). To ciemne półtysiąclecie, które nastąpiło już po pierwszej wielkiej migracji Słowian i po Wędrówce Ludów, jest zapewne znane - ale tylko wśród kryjących się specjalistów, za to nie ma o tym żadnej chociaż w miarę zrozumiałej książki. Nie ma książki choćby takiej jak Andrzeja Kokowskiego "Starożytna Polska" - która akurat na przyjściu Słowian się KOŃCZY. Prof. Kokowski jest archeologiem, ale zarazem starannie wykorzystuje wszelkie źródła pisane dla omawianej epoki, działając w podwójnej roli: jako archeolog i jako historyk. Dlaczego (ja się pytam?!) nikt choć trochę podobnej książki nie napisał o Słowianach, czyli o następnej epoce? Albo, jeśli napisał, lecz po rosyjsku lub powiedzmy serbsku, to czemu nikt u nas nie tłumaczy? Biała, czarna raczej plama...

* Na tle tych pięciu ciemnych wieków (a trzy następne wcale wiele jaśniejszymi nie były...) zieje jama jeszcze ciemniejsza: to jest problem stosunków i wpływów turecko-słowiańskich. Turcy byli w tamtych czasach nauczycielami Słowian. Oni przynieśli nowe techniki wojowania i uzbrojenia. Strzemię przy siodle, co zrewolucjonizowało wojnę. Doskonalszy rodzaj łuku. Monarchię i organizację. Pismo podobne do runicznego Turcy mieli - być może w nim kryje się zagadka pochodzenia głagolicy. (Od Turków mamy stare słowa: towar, towarzysz, tłumacz, słoń, kiełbasa, warkocz.)

* Nieustającą ciemną plamą są Słowianie z Grecji, tzn. z ziem Grecji obecnej. W tamtych wiekach Słowianie zaludnili całą Grecję właściwie prócz miast, osiedlali się nawet podobno na Krecie. W średniowieczu Peloponez, gdzie Sparta, Arkadia - serce przecież samo Hellady - nazywano "Morea", co jest słowiańskim słowem 'pomorze', tyle że z lokalną fonetyką. Oni mieli pierwszy kontakt z chrześcijaństwem i to już około 600 r ne i pewnie od nich, a nie od Sołuńczyków ponad dwieście lat późniejszych, tych od których rzekomo uczyli się języka Cyryl z Metodym, pochodzi słowiańska religijna terminologia.

Być może przyczyny obu plam są polityczne: nowocześni Grecy swoich Słowian systematycznie wynaradawiali i robią to nadal, i zdaje się przypominanie im słowiańskości Peloponezu i Tesalii jest wysoce polit-niepoprawne. (To samo robili/robią z Aromunami.) Z kolei Turcy wczesnośredniowieczni na obrzeżach Morza Czarnego także byli tematem niepopularnym w sytuacji, kiedy Bułgaria i Rumunia konstytuowały się w ostrej opozycji do Turcji i wysiedlały Turków, przecież tubylców starszych niż Włachowie i Słowianie, ze swoich granic, więc nic dziwnego, że i nauka ich zaniedbywała. A Sowieci czyścili etnicznie Krym z Tatarów.

* W ogóle brakuje dobrej i dostępnej historii obrzeży wczesnośredniowiecznej i późniejszej Słowiańszczyzny, więc Bałkanów i Powołża.

* Ciemną plamą jest Rumunia. Nasi autorzy mogą ją omijać, bo kraj niesłowiański. Ale ile my tracimy na nieznajomości Rumunii. To był drugi, równoległy i dziejący się na prawie tym samym terytorium, co Słowianie, proces dziejowy. To był wręcz równoległy świat do słowiańskiego! Różnica była taka, że posuwali się pod prąd: Słowianie szli z północnego wschodu na południowy zachód, Własi odwrotnie z południowego zachodu, z gór Półwyspu Bałkańskiego, na północny wschód, w Karpaty i ich obrzeża, aż za Dniestr i w drugą stronę na Morawy. Ich wędrówka była kilka wieków późniejsza od słowiańskiej. Rumuni-Własi (czy Wołosi) to jest ewenement w skali świata: etnos, który był cywilizowany - bo ich przodkowie byli obywatelami rzymskimi mówiącymi prowincjonalną łaciną; sam wielki cesarz Justynian był przecież jednym z nich: jeśli zdefiniować Rumunów jako mówiących językiem romańskim mieszkańców półwyspu bałkańskiego, to Justynian był Rumunem! Ale nacjonalistyczną legendą rumuńską jest, że wzięli się od italskich osadników w Dacji - bo faktycznie byli bałkańskimi tybylcami, Trakami lub Illirami, którzy nauczyli się łaciny, podobnie jak na drugim końcu imperium celtyccy przodkowie Francuzów. No więc zaczynali swoją historyczną drogę jako Rzymianie i świezi chrześcijanie, a potem, w czasach najazdów gockich, huńskich i słowiańskich, cywilizację utracili. Opuścili miasta i zapomnieli pisma. Zapewne zapomnieli też chrześcijaństwa, bo nic nie słyszałem o tym, żeby we wczesnym średniowieczu kościół z Konstantynopola utrzymywał swoje misje lub biskupstwa za Dunajem. Więc musieli spoganieć! Potem wypływają znów dopiero w XIV wieku. Ale w międzyczasie tworzyli jakieś mieszane społeczności ze Słowianami, bo przejęli od Słowian połowę słów swojego języka, a w zamian Słowianie czyli Bułgarzy z Macedończykami wzięli ich gramatykę. Któryś z językoznawców pisał, że język bułgarski to słowiański z romańską gramatyką. Proces romanizacji bułgarszczyzny trwał do około 1500 r ne. - zatem do tej daty musieli wzajemnie znać swoje języki, więc i żyć w bliskiej styczności, zapewne razem na jednej ziemi, tylko pewnie ci co mieszali w dolinach mówili po słowiańsku, a ci co wyżej w górach - po romańsku. Potem to się rozdzieliło terytorialnie i na północ od Dunaju wydestylował się język romański, na południe słowiański; obie frakcje, jak się rzekło, z potężnymi wpływami sąsiada. Myślę, że znajomość Rumunii i jej kultury, ludowej i nie, rzuciłaby mnóstwo wiedzy na Słowian. Gdzieś są znawcy, którzy wiedzą, ale się kryją.

* Sięgając wstecz przed inicjalny rok 500 ne., mamy ciemną plamę, całkiem mroczną, zakrywająca starożytne kultury archeologiczne (epoki żelaza i starsze) z tych terenów, z których Słowianie wyszli na zachód. Czyli starożytne kultury wschodnioeuropejskiej strefy leśnej. U nas dziedzina wiedzy totalnie nieznana, bo jak się wydaje, archeologowie, istoty z racji swego zawodu - grzebania w dołach w ziemi - urodzeni wszyscy w znaku Raka, więc i sztywno przywiązani do swoich małych przyziemnych ojczyzn, zatem i wykopków u sąsiadów nieciekawi. Rosjanie i Ukraińcy muszą mieć jakąś - pewnie dobrą - wiedzę z archeologii swoich ziem, a zagadka gdzie żyli Słowianie przed migracją na zachód jeśli ma być rozwiązana, to tylko dzięki ich materiałom.

Obraz w którym widać dawną "rdzenną", oryginalną i pogańską Słowiańszczyznę z jednej strony i dzisiejszy skosmopolityzowany stan rzeczy z drugiej strony, jest mocno uproszczony. Raczej jest tam obraz kolejnych, warstwami zalegających Atlantyd. Słowiańszczyzna rdzenna-pogańska-borysteńska ("borystenidami", od nazwy Borystenes czyli Dniepr u Greków, zaproponowałem kiedyś nazwać Bałto-Słowian, tubylców przecież dorzecza tej rzeki) - to pierwszy pokład. Drugi pokład to Słowiańszczyna - nazwijmy ją tak - Naddunajska, więc już po wielkiej migracji na zachód, ale wystawiona zarówno na wpływy europejsko-chrześcijańskie, jak i przede wszystkim stepowo-tureckie, a także poddana na Bałkanach wpływom substratu miejscowego, romańskiego głownie ale i greckiego, a u nas w zachodniej Słowiańszczyźnie pewnie germańskiego. To Atlantyda bis i jej kres kładzie chrystanizacja. Ale zaraz wynurza się Atlantyda numer trzy: to jest Słowiańszczyzna chrześcijaństwa głagolickiego i bogomiłów, słowiańszczyzna synkretycznych religii, broniąca się przed wszech-europejską urawniłowką. Generująca z siebie, już ubrana w chrześcijański płaszcz, własne środki wyrazu. I ta ginie rychło.

Na marginesie tu mnie niepokoi termin "Lach, lacki/laski" na określenie Polaków. Podejrzenie podobny do skrótu "lacki = łaciński". Czyżby termin "Lachy" nie mając nic wspólnego z rzekomymi Lędzianami pierwotnie znaczył nie tyle "Polacy", co "łacinnicy" i był używany w logicznej opozycji do "Słowian" - znów nie jako ludów mówiących tymi językami, ale chrześcijan modlących się w obrządku słowiańskim? To by wyjaśniało także, czemu etnonim "Słowianie" nieustannie żywy i używany na oznaczenie własnej tożsamości przez Rosjan, Ukraińców i Białoruś, u nas brzmi tak wymyślnie i książkowo, aż obco.

Atlantyd czwartego rzutu było zapewne kilka. Widzę dwie: jedną jest cywilizacja Moskwy-Rosji, tworzona przecież jako świadoma, odrębna słowiańskość. I tego nie można lekceważyć! Drugą jest sub-cywilizacja Rzeczypospolitej Polsko-Litewskiej, z jej oryginalnym ustrojem politycznym i sądowym, z jej samorządem, szlachtą, herbami i całym sarmatyzmem. Jakby powrót do starych nadczarnomorskich korzeni, bo pamięć o Sarmatach odżyła nie wyłącznie na zasadzie książkowego erudycyjnego mitu.

O inspiracjach od MacEowena nie skończyłem, będzie dalej.


Wojciech Jóźwiak
taraka@taraka.pl
8 grudnia 2006





  < poprzedni    1    2    3    4    (5)    6    7    8    dalszy >  

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)