Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

10 grudnia 2006

Wojciech Jóźwiak

e-tom: Rozważania pogańskie

Rozważania pogańskie. 7 - Sam rytuał
Sięganie do Zoriana Dołęgi Chodakowskiego


  < poprzedni    1    2    3    4    5    6    (7)    8    dalszy >  

część 1: Sięganie do Zoriana Dołęgi Chodakowskiego | część 2: Lud umarł | część 3: Osiem motywów Simpsona | część 4: Objawienia, prorocy i odnaleziska | część 5: Zapożyczenia i archetypy | część 6: MacEowen, ciemne plamy i słowiańskie Atlantydy


7.

Dopowiem coś, czego dotąd tu nie napisałem w Tarace w "Rozważaniach", bo wciąż mnie spychało w bok od tego tematu: dlaczego właśnie patrzę w stronę religii? Dlaczego mi tak zaimponowali hinduiści, którzy założyli aśram w Lanckoronie? Chodzi o rytuały. Jedyną rzeczą, której zazdroszczę religiom, są rytuały - dostęp do rytuałów. W zasadzie religie są jedynym miejscem gdzie ludzie wykonują rytuały, tzn. w zasadzie rytuały są wykonywane w strefie religii. Więc podoba mi się nie religia (co najwyżej pewne rodzaje religii tolerowałbym) - tylko rytuał. Pytanie: dlaczego? Ponieważ rytuał daje dostęp do pewnych stanów umysłu (stanów ducha) które trudno jest osiągnąć w inny sposób. Rytuały wytwarzają wzniosłe stany ducha. Te stany umysłu są źródłem: w nich zawarta jest pewna energia, którą trudno dostać w inny sposób. Oczywiście są rytuały "dobre", energetyzujące w dobry, wysoki sposób, ale i znam rytuały dołujące, wtrącające w stany energetycznie podłe. Wydaje mi się, że rytuały są nam potrzebne, ale nie jakieś konkretne - tylko że mamy w sobie (może w genach?) jakąś wrodzoną, naturalną potrzebę rytuału. Rytuał, oczywiście dobry rytuał, pozwala się ładować, dokarmiać jakimś rodzajem energii. Tymczasem mamy tak urządzoną rzeczywistość, że tych rytuałów nie ma, tzn. są jakieś, ale na nie monopol ma religia, u nas przede wszystkim kk. I teraz ktoś dostrzega, że istniejące rytuały mu nie wystarczają, że "to nie to", czego on by chciał, a że ma skojarzone na sztywno, że jak rytuał, to koniecznie religia, więc z tego wyciąga wniosek: założę własną religie, albo przyłączę się do jakiejś religii nowej i egzotycznej (np. do buddyzmu tybetańskiego). Ale rytuały w strefie religii są serwowane w sprzedaży wiązanej: tak, damy ci rytuał, ale razem z bogami, teologią, nauką o życiu po śmierci albo o przyszłych wcieleniach itd itp. Do tego jeszcze religie, jedne bardziej i silniej, inne słabiej, zakładają haki. Żeby adept za łatwo sobie nie poszedł. O tych hakach pisał do "Taraki" Alhean (patrz: Pieczęć czyli jak ukraść człowiekowi duszę, Złodzieje dusz), i obiecywał, że będzie robił warsztaty do odhaczania ludzi, ale jakoś szybko przestał tym się zajmować. (Dla wyjaśnienia: Alhean to nie ja! I nie Inqbus, to osoba całkiem inna, ale znana mi i realna. Oczywiście przy tych czystych rytuałach, o których myślę, haki byłyby do niczego niepotrzebne.)

Brak lub niedostatek energetyzujących rytuałów mnóstwo ludzi odczuwa, ale nie potrafią tego stanu braku nazwać, wyartykułować. Wydaje mi się, że wiele czynności robi się właśnie w zastępstwie rytuałów lub w poszukiwaniu rytuałów. Np. "kontakt z przyrodą". Idziesz do lasu albo wypływasz na jezioro albo idziesz w góry i aż się prosi, żeby dojść na końcu drogi do jakiegoś duchowego centrum i żeby tam się coś wydarzyło, co PODNIESIE cię na duchu. Czyli rytuał. Tego oczywiście nie ma, ale ludzie błąkają się po szlakach turystycznych np. w Tatrach albo Bieszczadach i czegoś szukają i nie znajdują. To też a-propo tego co pisał Simpson i o czym wspominał Arthurius, że często konwersja na Rodzima Wiarę zaczyna się od długich spacerów po lesie. Innym zjawiskiem, gdzie na początku jest szukanie rytuału, jest ruch śpiewania folkowego, tzw. archaicznego. Też jak to obserwuję, to mam wrażenie, że ludzie szukają czegoś innego niż realnie znajdują. Ale tam już jest "ciepło, ciepło", bo pieśń z natury jest rytuałem i w większości rytuałów powinno się śpiewać. I tu dochodzimy do jeszcze jednego gorącego punktu: śpiew, pieśń, to język. I tu natrafiasz na to, że ta pieśń i język muszą być twoje. Ja to doświadczenie zaliczyłem u Thomsona i stamtąd wyniosłem ten wniosek: obce słowa w rytuałach nieprzyjemnie często rażą, jak dysonans, i tak by chciało się mieć własne. (Zob.: "Z D. T. w Pupkach", zwłaszcza akapity 6 i 7.) Obce słowa w rytualnych pieśniach odbierane są jako coś dowolnego, co może być albo nie być - i nie działają, nie ma dostrojenia. Gdyby były rodzime, zapewne by działały. I tu jest klucz do rodzimości: to nie jest sprawa rodzimych bóstw, tylko sprawa rodzimych słów. Wszystko teraz leży w rękach Poetów i Grajków.

Co z bóstwami? W rytuałach, które tu mam na myśli, są jak akcesoria, które się odkłada na bok po użyciu. Mogę sobie wyobrazić, że śpiewam jakiś hymn do Peruna lub Welesa (a ofiarowywanie bóstwom hymnów, na czym jakoby polegała religijna praktyka Klanu Ausran Ignacego Danki, wydaje mi się najlepszym rodzajem ofiary), po czym dalej w te bóstwa wcale bardziej nie wierzę niż przedtem, ani mam potrzeby budowania jakiejś metafizyki, w której owe postaci staną się bardziej realne niż widzę je teraz.

To o czym tu myślę, oczywiście religią już nie jest i potrzebuje innej nazwy. Nazwę na to ukuł już kiedyś Jerzy Grotowski, kiedy po eksperymentach z teatrem i z energetyzującymi warsztatami poszedł dalej. Nazwał to "sztukami rytualnymi", ale to polskie tłumaczenie, bo on to nazwał po angielsku - "Ritual Arts" i ta nazwa nawiązywała do znanego terminu Martial Arts, co jest brzydko tłumaczone na polski jako "sztuki walki". Liczba mnoga jest nieprzypadkowa, ponieważ sugeruje wielość stylów rytuału, podobnie jak jest wiele azjatyckich stylów walki. Czemu wynalazek Grotowskiego się nie upowszechnił, nie wiem. Może czas nie dojrzał, może Mistrz popełniał jakieś błędy (zob. Jacek Dobrowolski, Jerzy Grotowski, guru i wampir) - nawet ja, nie znając go i właściwie w tych sprawach laik, jeden błąd widzę: Grotowski w tym, co robił, stał z boku: był konsekwentnie od początku do końca reżyserem i tak jak najpierw w swych przedstawieniach, tak i później w rytualnych sztukach udziału nie brał - dla mnie rzecz niepojęta!


Wojciech Jóźwiak
taraka@taraka.pl
10 grudnia 2006





  < poprzedni    1    2    3    4    5    6    (7)    8    dalszy >  

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)