Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.

09 października 2009

Maria Piasecka

e-tom: Runy, dar Odyna

Runy - magiczny dar Odyna. Tajemna mowa znaku
Sztuka wróżenia z run

Kategoria: Runy


Maria Piasecka
RUNY - MAGICZNY DAR ODYNA

I . TAJEMNA MOWA ZNAKU


Niniejsza książka nie jest tekstem do czytania w potocznym tego słowa znaczeniu. Jej zasadnicza część, a więc symboliczna interpretacja dwudziestu czterech znaków runicznych, nie przynosi informacji o świecie lub o przygodach wymyślonych postaci. Niezwykłość tej książki polega na tym, że jej bohaterem może stać się każdy, a wiedza, o którą dzięki niej się wzbogacimy, pozwoli nam na głębsze samopoznanie.

Przewodnikiem po znanej, z zarazem nieznanej krainie, jaką sami dla siebie stanowimy, będą znaki graficzne zwane runami. Są to litery alfabetu, którym posługiwano się w odległej przeszłości na terenie dzisiejszej Skandynawii.

Wedle mitologii nordyckiej runy są darem boskim. Staroislandzka "Edda" wspomina o bogu Odynie, któremu runy objawiły się jako owoc cierpienia oraz ofiary z samego siebie. Poszukując wartości duchowych oraz źródła mądrości, Odyn ofiarował się "drzewu życia", na którym wisiał przebity własnym oszczepem dziewięć dni i nocy. Dręczony głodem, pragnieniem, bólem i bezsilnością był już na granicy życia i śmierci. I wtedy, spoglądając ku dołowi, ku korzeniom drzewa, a zarazem przecież w głąb samego siebie, ujrzał runy. Wydał głośny okrzyk i upadł na ziemię w oszołomieniu. Odniósł zwycięstwo nad samym sobą i nie miał już wątpliwości, co czynić, jak postępować. Odyn nauczył się posługiwać magiczną mową run i przekazał swą wiedzę ludziom.

Pieśni "Eddy" oraz sagi wspominają o wycinaniu run przede wszystkim w celach magicznych dla odczytywania przyszłości, odpędzania demonów i wrogów, dla obłaskawienia sił natury i zapewnienia dobrego losu. Runy miały także zapobiegać chorobom oraz leczyć je.

Archeolodzy i językoznawcy rozpoczęli systematyczne badania nad runami w wieku XIX. Do dziś trwają nieustanne dyskusje uczonych wokół run i zabytków pokrytych napisami runicznymi. Za najcenniejsze zabytki z okresu normańskiego (III-IX w.) uważa się płytę nagrobną z Eggium, złoty róg z Gallehus i kolos kamienny z Rök. "Uczeni dwudziestego stulecia - pisze Marian Adamus a książce «Tajemnice sag i run» - krok po kroku zgłębiają tajniki znaków oddanych na użytek ludzi przez jednego ze zdetronizowanych bogów naszego globu."

Geneza run wciąż stanowi nierozwiązaną zagadkę. Runy wycinano pierwotnie na drewnianych tabliczkach, na przedmiotach z kości, drewna i kamienia, potem zaczęto wykuwać je w blokach skalnych. Każdy znak oddawał jeden dźwięk, było to więc pismo fonologiczne. Starsza odmiana alfabetu runicznego składała się z dwudziestu czterech znaków i stosowana była od III do IX w. Najstarsze zapisy runiczne, wycięte w drewnie, a więc w materiale nietrwałym, są rzadkim zabytkiem. Do naszych czasów dotrwały przede wszystkim napisy wyrzeźbione w kamieniu.

Zagadkę run próbowano rozwikłać porównując alfabet runiczny z alfabetem łacińskim, greckim, gockim czy etruskim. Dopatrywano się wpływu celtyckiego alfabetu ogamicznego, który podobnie jak runy, stosowany był do celów magicznych. Litery ogamiczne (wedle wierzeń należące do boga Ogmiosa), nie zawierające, tak jak runy, żadnej krzywizny, wycinano w drewnie. Tworzyły alfabet roślinny, w którym każda litera nosiła nazwę drzewa. Celtowie wierzyli, że zaklęcie zapisane silniej działa niż wypowiedziane czy wyśpiewane. Nacięcia na drzewie o charakterze magicznym lub wróżebnym utrwalały i wzmacniały zaklęcia lub życzenia. Alfabet ogamiczny i runiczny, mimo odmienności znaków graficznych, łączy podobieństwo rytualno-magicznej funkcji. Inne podobieństwo wiązałoby się z nazwami obu alfabetów: słowo "ogam" i słowo "runa" źródłowo nie oznaczają liter, lecz "tajemnicę, rzecz sekretną, tajemny szept". Słowo "runa" jest rodzaju żeńskiego - mówimy więc: "ta runa", "te runy", "tych run" (nie zaś - "ten run", "tych runów"). Powołuję się tutaj na autorytet Apolonii Załuskiej-Strömberg, największej polskiej specjalistki z zakresu literatury nordyckiej, tłumaczki "Eddy poetyckiej".

Uczeni nie są zgodni co do tego, gdzie i kiedy pojawiło się najpierw pismo runiczne w Europie Zachodniej. Wybitny runolog R.W.V. Elliott sugeruje mieszanie się dwóch oddzielnych tradycji: zapisu alfabetycznego z jednej strony i symbolicznego z drugiej. Rysunkowe symbole kreślili na skałach Germanie, zanim posiedli jakąkolwiek formę pisma. Prehistoryczne wyrzynanie znaków na skałach, czyli hälliristningar, było szczególnie powszechne na terenie dzisiejszej Szwecji i datowane na drugi okres epoki brązu (około 1300 przed Chr.). Nacięcia owe, związane prawdopodobnie z idoeuropejskim kultem słońca i płodności, przedstawiały ludzi i zwierzęta, części ciała ludzkiego, motywy broni, symbole słońca, swastykę oraz formy kwadratu i okręgu. Owe symbole obrazkowe były, wedle Elliotta, stosowane w praktyce wieszczbiarskiej, tak jak późniejsze runy.

Sztukę wycinania run w celach magicznych uprawiali początkowo nieliczni wtajemniczeni. Towarzyszył temu ściśle ustalony rytuał. Znaki wycinano nocną porą, barwiono je czerwoną farbą, a niekiedy krwią ofiarnego zwierzęcia lub nawet krwią ludzką, co miało potęgować moc run. Podczas tego ceremoniału szeptano magiczne zaklęcia. Sama obecność niektórych znaków runicznych mogła szkodzić, niektóre zaś uważano za szczęśliwe. Dla uniknięcia nieszczęścia "złe" runy wystarczyło spalić. Aby spotęgować siłę dobroczynnych run należało wyryć je na drzewie leszczyny, następnie zetrzeć na proszek, wymieszać z miodem i wypić.

Sztuka mistrzów i mistrzyń run dotykała każdego aspektu życia, od najbardziej sakralnego, do najbardziej praktycznego. Istniały runy i zaklęcia wpływające na pogodę, stan morza, plony, miłość, zdrowie; runy płodności, narodzin i śmierci, runy do rzucania i zdejmowania klątwy. Znający tajemnice run pełnili funkcję szamanów, byli pożądani, szanowani i zarazem budzili strach. Runiczne symbole służące do wróżenia wycinane były na gałązkach lub malowane na gładkich, płaskich kamykach, które, jako przedmioty naturalne, wcielały sakralną moc. Wróżki i wróże nosili owe gałązki czy kamyki w specjalnych woreczkach, a podczas ceremonii wieszczbiarskiej potrząsali woreczkiem, wysypywali runy na ziemię i interpretowali ukazujące się znaki.

Wedle anonimowej XIII-wiecznej "Sagi o Eryku Czerwonym", ówczesna mistrzyni sztuki runicznej nosiła pelerynę wyszytą na obrębieniu szlachetnymi kamieniami, głowę miała okrytą kapturem o podszewce z kocich skór, w jednej ręce trzymała laskę z gałką na końcu, a u pasa jej długiej sukni wisiał woreczek z runami.

Dokładniejszy scenariusz jednego ze sposobów wróżenia starożytnych plemion germańskich można odtworzyć w oparciu o traktat Tacyta "Germania" z I w. po n. Chr. Tacyt zwrócił uwagę, iż Germanie, bardziej niż inne znane mu plemiona, przykładali wagę do wróżbiarstwa, do przepowiadania losu. Sposób wróżenia wydawał się Tacytowi prosty: ścinano gałąź owocowego drzewa, dzielono na kawałki, które oznaczano specjalnymi znakami i rozrzucano swobodnie na białym suknie. Następnie kapłan danej społeczności, jeśli konsultacja była publiczna, lub ojciec rodziny, jeśli była prywatna, po inwokacji do bogów, z oczami wzniesionymi ku niebu, podnosił trzy kawałki gałązek, wszystkie naraz, i interpretował widniejące na nich znaki.

Rozrzucanie gałązek należy do najstarszych praktyk wróżebnych, znanych w różnych rejonach starożytnego świata. Gałązki nie były pierwotnie oznaczane żadnymi literami, sam ich układ tworzył dla wtajemniczonych czytelny obraz. Gdy Herodot (V w. przed n. Chr.) podróżował wokół Morza Czarnego, napotkał potomków Scytów, którzy okadzali się przykryci derkami i w stanie odurzenia rzucali w górę gałązki, by "odczytać" ich znaczenie, gdy upadną na ziemię. Jakże odporna na działanie czasu okazała się "magiczna" cząstka ludzkiej duszy, skoro - po upływie przeszło dwóch tysiącleci - rozrzucanie gałązek jest współcześnie praktykowane podczas konsultacji z chińską "Księgą Przemian" - "I-Cing'iem"!

Alfabet runiczny niewątpliwie wzbogacił pierwotne systemy wróżenia, nadał im walor rytualny i sakralny w kontekście mitologii nordyckiej. Najwcześniejsza wersja tego alfabetu, zwana starszym futharkiem (od nazwy pierwszych liter) zawierała dwadzieścia cztery znaki podzielone na trzy "rodziny" po osiem run w każdej. Trójkę i ósemkę uważano za liczby obdarzone specjalną mocą magiczną. Każda z trzech grup znaków nosiła nazwę pochodzącą od imion bogów: Freya, Hagala i Tyra:


ósemka Freya:

Fehu, Uruz, Thurisaz, Ansuz, Raidho, Kenaz, Gebo, Wunjo


ósemka Hagala:

Hagalaz, Nauthiz, Isa, Jera, Eihwaz, Perthro, Elahaz, Sowilo


ósemka Tyra:

Tiwaz, Berkano, Ehwaz, Mannaz, Laguz, Ingwaz, Othala, Dagaz



Zapoznajmy się z prawdopodobnym brzmieniem oraz znaczeniem niektórych run w wersji, jaką można przyjąć na podstawie badań runologów.

  • (F) stanowiło znak pierwszej głoski wyrazu "fehu" - bydło. Kojarzono ów znak z siłą witalną i życiem.
  • (R), od słowa "Raidho" - podróż, wiązane było z urokiem pozagrobowej wędrówki do krainy Walhalli i ogólnie z życiem bohatera, pełnym przygód i sławy.
  • (K), od słowa "kanna" - wrzód lub "kanu" - łódź, łączono z kultem bogini ziemi, Nertius, która symbolizowała płodność, urodzaj i dostatek.
  • (G), od słowa "Gebo" - dar, zwracało uwagę na ofiary składane bogom i dary spływające od bogów na człowieka.
  • (W), od słowa "wulthuz" - sława, symbolizowało boga Ullra, jednego z licznych synów Odyna.
  • (M), od słowa "Mannaz" - człowiek, symbolizowało Askra, pierwszego człowieka, którego stworzył Odyn.
  • Bogowie Tyr, Ing i Odyn posiadali swe symbole na runach: (T), (I), (A).

  • Bezpośrednio ze światem przyrody wiązały się runy następujące:

  • (J) - "Jera" (żniwa, plony, owocny rok),
  • (U) - Uruz" (tur, święte zwierzę, siła męska),
  • (H) - "Hagla" (grad, siły natury powodujące zniszczenie),
  • (E) - "Eihwaz" (cis, z którego wyrabiano łuki i tabliczki do nacinania run),
  • (S) - "Sowilo" (słońce, światło, ciepło, płodność, zdrowie, życie),
  • (B) - "Berkana" (brzoza, budząca się do życia wiosną),
  • (L) - "Laguz" (woda, żywioł o dwu obliczach niosący życie i urodzaj, a czasem zniszczenie),
  • (D) - "Dagaz" (dzień, światło, bezpieczeństwo, pewność siebie, znak chroniący przed demonami nocy).

Dobór odpowiednich run na określoną sytuację życiową pozostawiano ludziom obeznanym z magią, gdyż niewłaściwie stosowane litery zamiast pomóc mogły zaszkodzić. Wierzono, że znaki runiczne działają w trojaki sposób: poprzez treść kryjącą się za każdym pojedynczym znakiem, poprzez określony dobór i układ znaków oraz poprzez moc magiczną zawartą w całym alfabecie. Tak więc, aby spotęgować siłę run, wycinano kilka takich samych znaków obok siebie. Napis runiczny wieńczony bywał także wycięciem wszystkich dwudziestu czterech liter futharku. Nacinanie obok siebie identycznych run było zjawiskiem częstym. Na kamieniu z Gummarp, wystawionym przez ród Wulfów, wyrzeźbiono trzy runy "F" (symbol bydła, umiejętności, dobrobytu), które w magiczny sposób miały przynieść szczęście oraz przyciągnąć dobroczynne siły. Jedna z pieśni "Eddy" wspomina, że wycięcie trzy razy runy "TH" może spowodować obłęd, czy też nieustanny niepokój. Na przedmiotach codziennego użytku, na narzędziach pracy i na broni ryto znaki runiczne mające przynieść szczęście i chronić przed nieszczęśliwym wypadkiem. Na głazach i blokach skalnych rzeźbiono runy upamiętniające bohaterskie czyny lub śmierć.

Obecność run w kulturze i świadomości germańskiej nie była krótkotrwałym epizodem. Posługiwano się runami na przestrzeni wieków, od starożytności do czasów nowożytnych. Jednakże złoty okres runicznej magii skończył się wraz z nastaniem Inkwizycji. Posiadanie tabliczki z runami stało się wówczas dowodem na zajmowanie się czarami i groziło stosem. Nawet wskazanie miejsca, w którym znajduje się kamień runiczny, mogło dowodzić konszachtów z diabłem. Runy zeszły do podziemia. Potajemnie wycinano je, zwłaszcza na przedmiotach codziennego użytku, by chroniły człowieka swą dobroczynną mocą, zapewniały pomyślność i oddalały zło.

Runiczny futhark, czy też wspomniany już celtycki ogam, nie są jedynymi alfabetami, które uznano za dar bogów. Dokumenty z różnych obszarów kulturowych wspominają o boskim pochodzeniu pisma, o literach obrazujących święte siły, będących widzialnym znakiem boskiego działania, manifestacją i "przedłużeniem" Słowa jako zasady istnienia wszystkiego, co jest na świecie. Przeświadczenie owo znalazło wyraz w różnych mitologiach. Tak jak Germanie czy Celtowie wiązali pochodzenie swych alfabetów odpowiednio z Odynem i Ogmiosem, Grecy przypisywali wynalezienie liter swego alfabetu Hermesowi, a Egipcjanie bogu magii i nauk Thotowi. Wedle niektórych tradycji litery alfabetu tworzą ciało Boga lub też, jako pochodzące od pierwszego, boskiego Logosu, są obrazem wielości stworzenia i symbolem tajemnicy bytu. O twórczej mocy liter własnych alfabetów wspominają tradycje kabalistyczna i islamska. Uznanie nadprzyrodzonej genezy alfabetu sprawiło, iż w niektórych kulturach została szeroko rozbudowana symbolika liter. Islam posiada na przykład swój system odpowiedniości między literami alfabetu arabskiego, boskimi atrybutami, cyframi, znakami zodiaku i planetami. Podobnie w hebrajskiej kabale każdej literze odpowiada cyfra oraz symbolika związana ze światem natury.

W tradycji hinduizmu bogini Sarasvatu, stanowiąca energię Brahmy, jest boginią słowa i alfabetu, którego litery utożsamione zostały z częściami ciała. Sam Brahma zaś przedstawiany bywa w wieńcu z piętnastu liter symbolizujących ewolucję bądź reintegrację, zależnie od tego, czy litery odczytywane są w porządku alfabetycznym czy odwrotnym. Zarówno w tradycji hinduizmu jak i buddyzmu litery znajdują zastosowanie rytualne w yantrach i mandalach (wzór energetyczny bóstwa w formie diagramu), służąc do medytacji.

Alfabety, których litery miały integrować człowieka z kosmosem stanowią więc pokaźną rodzinę, do której należą także runy. Dawni mistrzowie run przekazywali swą wiedzę ustnie wybranym uczniom drogą inicjacji. Ich sekrety nie były zapisywane, a jeśli nawet były - nie przetrwały. Dziś możemy dotrzeć do owych tajemnic tylko częściowo. Całość natomiast, choć niedostępna wprost, może być przybliżona drogą domysłów i intuicji: to bowiem, co nieuchwytne w jednej tradycji, staje się wyraźniejsze w świetle tradycji innej - zwłaszcza wtedy, gdy obie zdają się nawiązywać do podobnych wartości. Warto więc pokusić się o próbę zrozumienia magii run choćby za pośrednictwem tego, co wiemy dziś o literach alfabetu sanskryckiego w ich religijnej funkcji.

Litery te, zwłaszcza w tantryzmie buddyjskim i siwaistycznym, stanowiły graficzny obraz mantry, mistycznego dźwięku, będącego narzędziem zbawienia. Litery reprezentowały odrębne i określone siły lub właściwości Boga, były też bóstwami mającymi swe siedziby w poszczególnych punktach ludzkiego ciała. Intonowanie liter alfabetu, połączone z dotykaniem ciała w odpowiednich punktach, miało pobudzać energię zawartą w literach. Na skalę kosmiczną te same wibracje istniały na różnych poziomach wszechświata. Tak wiec litery posiadały moc czynienia ludzkiego ciała boskim, a zarazem integrowały człowieka z Uniwersum. Praktykowanie intonacji miało doprowadzić do przekonania, że grupy liter nie są czymś odrębnym, ale stanowią własne ciało praktykującego, a cały wszechświat pulsuje w jedności z jego świadomością. Poczucie, iż przenikające świat wibracje dźwięku są nieodłączną cząstką człowieka, który ich doświadcza, bywało pierwszym krokiem w kierunku poznania Jaźni. Wspomniane techniki fizjologii mistycznej (jak je określił Mircea Eliade) służyły przede wszystkim joginom i ascetom. Dotarcie do "głębszego poziomu rzeczywistości" nie interesowało profanów. Mistyczne litery były dla nich interesujące jako talizmany chroniące przed demonami, chorobami i czarami.

Podobne przeświadczenia na temat związku człowieka z całością kosmosu leżały u podstaw sakralnych praktyk ascetycznych oraz świeckich działań magicznych. Różniły się owe praktyki celem, jaki za ich pośrednictwem chciano osiągnąć. W jednym przypadku chodziło o rezygnację, odejście od "zwykłej rzeczywistości", o zaistnienie w innym wymiarze, dającym poczucie wolności i nieśmiertelności, w drugim zaś przypadku dominowała postawa "zdobywcza", akceptująca świat takim, jaki on jest, pod warunkiem zapanowania nad rzeczywistością. Panowanie zaś owo to nie tylko proste "przyciąganie" dobrego i korzystnego, a "oddalanie" złego i niekorzystnego, lecz także wcześniejsze przygotowanie psychiczne na to, co niesie los i świadomość właściwie dokonanych wyborów.

Magia i sztuka wróżenia, wychodzące naprzeciw powyższym dążeniom człowieka, zakładały jedność ludzkiej istoty z naturą i kosmosem, zakładały "widzenie świata w ziarenku piasku, a niebios w dzikim kwiecie z lasu", jak pisał William Blake; zakładały w ten sposób działanie wśród symboli - takich między innymi, jak litery alfabetu, jak właśnie runy. Współczesny badacz tybetańskiej sztuki wróżenia, Lama Chime Radha Rinpocze, pisał, że jeśli ktoś działa wśród symboli i sięga głębiej w ich znaczenie "dojdzie do integralnego spojrzenia na świat i zauważy, że jedność jest w wielości, nieskończona wielość w nieskończenie małym, wysokość w niskości, rozpozna, że za wszystkimi zjawiskami kryje się Jedność, która pozbawiona jest jakichkolwiek cech, i która jest źródłem dla wszystkich istnień. Postępując zaś tak, rozwinie w sobie intuicyjny wgląd w twory świata natury, które odzwierciedlają uniwersalne zasady. Taki zaś wgląd jest podstawą sztuki wróżenia".

Jeśli zdecydujemy się z podobnym nastawieniem podejść do run, nie będą one dla nas tylko reliktem przeszłości i ciekawostką historyczną. Staną się żywe jako alfabet pomagający nam rozmawiać z własnym wnętrzem. Będzie można zadawać im pytania, tak jak chińskiej "księdze Przemian", czy też kartom Tarota.

W jakich sytuacjach możemy sięgać po runy? Czy w ogóle pozwoli na to nasz sceptyczny umysł, tak łatwo odrzucający wszystko, co nie da się racjonalnie wyjaśnić? Przede wszystkim należy pamiętać, że wyrocznia run nie przepowiada konkretnych wydarzeń, jakie przyniesie nam los. Nie jest informacją przychodzącą z zewnątrz, lecz wiedzą, która drzemie w nas samych, połączonych z wszechogarniającą przyrodą.

Naszą przyszłość określają w niebagatelnym stopniu lęki i motywacje, które są potencjalnie obecne w każdej chwili teraźniejszości. Runy mogą skierować na nie naszą uwagę, a dostrzeżone i rozpoznane, elementy te mogą zostać włączone w sferę wyborów. W sytuacji stresowej, w życiowym impasie, gdy trudno nam rozwiązać jakiś problem lub podjąć decyzję - ponieważ umysł nasz porusza się wedle schematów przeszłości i zamknięty jest na to, co nowe i ożywcze - runy mogą wskazać drogę wyjścia z owego zamkniętego kręgu, przedstawić starą sytuację w sposób świeży i służyć pomocą w rozwiązywaniu trudności.

Zmysły, doświadczenie i rozum tworzą tylko część naszej wiedzy o nas samych i o rzeczywistości. Zwraca nam na to uwagę choćby psychologia głębi, tradycja ezoteryczna, przeżycia religijne, czy też nasza własna intuicja. Jednakże dominacja rozumu oraz lęk i poczucie winy blokują naszą wewnętrzną wiedzę, nie dopuszczają jej do głosu, nie pozwalają włączyć jej w życie.

Pierwszym krokiem ku przełamaniu takiej sytuacji może być stan psychiczny sprzyjający wróżeniu: należy pozwolić umysłowi osiągnąć spokój, koncentrację i otwartość na wszelkie zdarzenia, jakie niesie chwila obecna. Radzenie się wyroczni winno umieścić nas w prawdziwym czasie teraźniejszym, bowiem cokolwiek zdarza się w danej chwili, posiada cechę, którą C.G. Jung nazywa "jakością szczególną dla tego momentu". Dla większości z nas doświadczenie prawdziwej teraźniejszości jest czymś ekstremalnie trudnym. Trwonimy większą część naszego życia rozwodząc się nad przeszłością lub też fantazjując na temat przyszłości. Jednakże, gdy poddamy się prawdziwej teraźniejszości w momencie wróżenia, możemy doświadczyć tego, co Lama Chime Radha nazywa otwarciem się na misterium i tajemnicę, "gdzie prawdy będące do tej pory poza świadomością wprowadza się w jej obręb, bez względu na to, czy ktoś uważa, że są one odsłonięte w jego wnętrzu, czy też bardziej lub mniej dostarczone z zewnątrz".

Mottem dla run mogą być słowa widniejące w świątyni delfickiej: "Poznaj samego siebie". Jak należy do przesłanie rozumieć? Można tutaj pójść za sugestią autora książki o runach, Ralpha Bluma, który uważa, iż każdy z nas jest wyrocznią dla samego siebie. Ćwicząc naszą prawdziwą umiejętność przepowiadania, radzimy się wewnętrznej Wiedzącej Jaźni, nawiązujemy kontakt z wewnętrznym przewodnikiem, cząstką nas samych, która zna wszystko, co powinno być znane w aktualnym momencie życia.

W tym, co najlepsze, pisze Blum, każdy z nas jest jak strumień, w którym płynie boska mądrość. Tu mieści się siedziba wewnętrznego przewodnika dysponującego intuicyjną wiedzą, której pragniemy. Nie zawsze słyszymy spokojny, cichy głos, który jest naszym naturalnym dziedzictwem. Bywa on zagłuszany przez strach i zwątpienie w siebie. Runy właśnie wtedy mogą nam służyć pomocą. Mogą stać się mostem wiodącym ku naszej Wiedzącej Jaźni.

Kontemplując runę wylosowaną dla rozświetlenia jakiegoś problemu należy pamiętać, że rozwiązanie nurtującej nas kwestii nie zależy od samej wyroczni. Gdy odczytujemy interpretację runicznego znaku, do naszej świadomości docierają różne obrazy, myśli, idee, które pozwolą w świeży sposób spojrzeć na stary problem i zadecydować o właściwym działaniu dla danego czasu. Współdziałając z wyrocznią można zbudować nowy rodzaj ufności do siebie samego, nowy typ życiowej odwagi.

Runy, jako zwierciadło naszej Jaźni, mogą stać się magiczną i świętą grą dla wprawnego "gracza", który kładąc runy przed sobą sprawi, że Wiedzące oświetli nieprzeniknione na wzór doskonałego różdżkarza odnajdującego wodę przy pomocy samych dłoni.

Takie podejście do fenomenu wróżenia może wydawać się dla sceptycznego umysłu zbyt egzaltowane. Dlaczego właściwie mamy uwzględniać sugestie wyroczni przy podejmowaniu życiowych decyzji? Na to pytanie próbuje odpowiedzieć filozof współczesny, Alan Watts. Jego rozważania wiążą się bezpośrednio z "Księgą Przemian", lecz mają wymiar uniwersalny. Watts uważa, że przekonanie o racjonalnym podejmowaniu decyzji jest do pewnego stopnia naszą iluzją. Racjonalnie roztrząsamy jedynie argumenty "za" i "przeciw", potem zaś działamy intuicyjnie. Albo już jesteśmy zmęczeni roztrząsaniem sprawy, albo dochodzimy do wniosku, że czas zdecydować się wreszcie na coś. Działamy więc jakby w oparciu o nieistotne głupstwa, jakbyśmy radzili się łodyg krwawnika, których rozrzucenie pozwala odcyfrować heksagram odsyłający do odpowiedniego tekstu wyroczni w "I-Cing'u". Opieramy się na przeczuciach, tj. na "peryferycznym widzeniu" umysłu. Skuteczność decyzji uzależniona byłaby w ten sposób od "wczuwania się w sytuację".

Owo widzenie peryferyczne lub panoramiczne uruchamia w nas (i poszerza) konsultacja z wyrocznią. Kosztem ostrego widzenia punktowego zaczynamy obejmować wewnętrznym wzrokiem rozleglejszy obszar. Zaczynają docierać do nas impulsy zwykle pomijalne, bo zbyt słabe, by odebrała je świadomość. Stajemy się zarazem bardziej otwarci i bardziej przyzwalający dla nas samych. Tak właśnie można by rozumieć fenomen wróżenia od strony psychologicznej. W jaki sposób jednak pogodzić się z faktem, że ta, a nie inna z przypadkowo wylosowanych run ma jakikolwiek związek z nurtującym nas problemem, o który pytamy?

Nasze wątpliwości mogłaby tutaj rozwiać propozycja C.G. Junga. Zastrzeżenia, jakie mamy w stosunku do wyroczni, biorą się zwłaszcza z przesądów zachodniej mentalności, która za aksjomat uznała prawa przyczyny i skutku. Prawa te, na których dotąd opiera się nauka, w naturalnych warunkach są - jak pisze Jung - wyjątkiem. Gdy pozostawimy rzeczy własnemu biegowi, każdy proces częściowo lub całkowicie podlega przypadkowości. Widząc w tym ograniczenie, przeszkodę lub niebezpieczeństwo, człowiek wkłada wiele wysiłku w walkę z przypadkiem. Przyczynowość może opisać sekwencje wydarzeń - nie wyjaśni natomiast ich zbieżności. Zbieżność wydarzeń w czasie i przestrzeni jest wedle Junga czymś więcej niż tylko przypadkiem, jest szczególną współzależnością między obiektywnymi zdarzeniami a subiektywnymi (psychicznymi) stanami obserwatora. Współzależność tę Jung nazywa zasadą synchroniczności.

Tak więc, cokolwiek się wydarza, przynależy do określonego momentu życia, jako nieodzowna jego cząstka. Każdy znak-składnik określonej wyroczni ("Księgi Przemian", kart Tarota czy run) posiada swoją wartość symboliczną, związaną z pewną modelową sytuacją życiową. Symbol wylosowany przez nas w pewnym momencie czasu zbieżny jest, wedle zasady synchroniczności, z naszą wewnętrzną sytuacją, powstałą w chwili losowania. Tekst wyroczni otwiera przed nami syntetyczny, całościowy obraz nas samych, który może być uzupełnieniem analitycznych rozważań, do których przywykliśmy. Rozdrabniająca, różnicująca, dzieląca włos na czworo działalność naszego umysłu zostaje zatrzymana. Symbol, jego znaczenie i my sami tworzymy całość w chwilowej totalności.

Rozważania teoretyczne o runach są niczym dyskusja o wodzie, która przede wszystkim służy do picia. Runy ożywają naprawdę wówczas, gdy nasz umysł jest "suchy", gdy jesteśmy w impasie i trudno nam znaleźć rozwiązanie w ciężkich chwilach życia. Rozbłyskują sensem, mienią się znaczeniem i trafiają do przekonania, gdy losujemy je w skupieniu, nastawieni na problem, który chcemy rozwikłać. Zapraszają do spotkania z naszym wnętrzem, zwracają uwagę na błędy, które popełniliśmy w stosunku do siebie samych. Zachęcają do refleksji na rytmem działania i niedziałania, pasywnością i aktywnością, stosownie do okoliczności.

Nic w życiu nie dzieje się niepotrzebnie, zarówno dobrodziejstwa, jak i przeciwności losu mogą sprzyjać pełniejszemu otwarciu na świat, prowadzić do głębszego zrozumienia sensu egzystencji człowieka. Dlatego każda z run zdaje się mówić o tym samym, o cnotach uznanych przez starożytność, które i dziś warto pielęgnować: o cierpliwości, skromności, niezłomności i umiarze.

Runiczny dialog z samym sobą za pomocą symboli (dialog z własną nieświadomością, która może się uzewnętrznić w języku znaków graficznych), ma także sens ezoteryczny. Obecny jest on wszędzie tam, gdzie wyrocznia podkreśla potrzebę transformacji, stoczenia walki ciemnego, egoistycznego "ja" z tym, co stanowi naszą pełnię, z Jaźnią. Gdy Jaźń zwycięży, nastąpi integracja osobowości, zwana przez C.G. Junga osiągnięciem indywidualizacji, a przez tradycję Wschodu - samorealizacją. Runy będąw tym procesie nauczycielem powtarzającym nieustannie: idąc drogą rozwoju duchowego wystrzegaj się pychy; cokolwiek osiągniesz - jesteś zawsze u początku; chcąc zmienić świat - zacznij od siebie.

Jak to uczynić? Jak wydostać się z ograniczeń "ego", których plonem są zmartwienia i wstrząsy, stresy i agresja? Mędrcy powiadają, że to my sami trzymamy się "ego", a nie ono nas. Co więcej - przy pomocy "ego" usiłujemy pojąć to, co je przerasta. Próbujemy ocean zmieścić w kubeczku, jak ów chłopiec spotkany przez św. Augustyna. Czemu więc, idąc za radą św. Augustyna, nie wrzucić kubeczka do oceanu? Wielkie wypełnia przecież małe. Zamiast troszczyć się o to, czyj "kubek" jest lepszy, a czyj gorszy, czyj mądrzejszy, a czyj głupszy, warto przyjrzeć się sobie poprzez coś szerszego, coś, co nas przekracza, a pozwoli nam harmonijnie współbyć z samym sobą i wszystkim,co nas otacza. Jeśli nie da się tego uczynić od razu, można stopniowo, wędrując krok po kroku, znak po znaku - ścieżką wytyczaną przez runy.


* * *

Oto fragment eposu staroislandzkiego - Eddy poetyckiej - który przedstawia moment otrzymania run przez Odyn.


Edda poetycka, Pieśń Najwyższego, Pieśń V
(zwana Rúnatháttr Othins, czyli Pieśń Odyna o runach)



Wiem, że wisiałem na wiatrem owianym drzewie
Przez dziewięć nocy,
Oszczepem zraniony, Odinowi ofiarowany
Sam sobie samemu.
Na tym drzewie, o którym nikt nie wie,
Z jakich wyrasta korzeni.

Chlebem mnie nie nakarmiono, ni napojem z rogu,
Wypatrywałem ku dołowi,
Przyjąłem runy - wołając przyjąłem, Spadłem potem stamtąd.

Pieśni dziewięć wszechmożnych od sławnego dostałem
Syna Bölthorna, Bestli ojca,
I napój dostałem drogiego miodu,
Wylany z Odrörira.

Wtedy zacząłem dojrzewać i rozumieć
I rosnąć i mężnieć;
Słowa mi ze słów słowa stwarzały -
Czyny mi z czynów czyny stwarzały.

* * *

Runy otrzymasz i czytelne znaki.
Bardzo wielkie runy
Bardzo mocne runy
Co Olbrzym Śpiewak zabarwił a bogowie stworzyli
I boski run Głosiciel rytował

Odin - Asom, Alfom - Dain,
Dawlin - Karłom,
Alswidr - Olbrzymom, a ludzkiemu pokoleniu -
Ja sam runy kreśliłem.

* * *

Czy wiesz, jak rytować trzeba? Wiesz, jak badać trzeba?
Czy wiesz, jak rysować trzeba? Wiesz, jak obrabiać trzeba?
Czy wiesz, jak modlić się trzeba? Wiesz, jak ofiary składać trzeba?
Czy wiesz, jak przekazać trzeba? Wiesz, jak na ofiarę zabić trzeba?

Lepiej nie modlić się, niż ofiarować za wiele,
Zawsze za ofiarę czeka człowiek zapłaty,
Lepiej nie przekazać, niż zabić za wiele
[......................................]

Thundr tak nakreślił przed stworzeniem ludzi,
Gdzie stał, gdy z powrotem odszedł.

Ze staroislandzkiego przełożyła
Apolonia Załuska-Strömberg



Maria Piasecka • Runy - magiczny dar Odyna

w Tarace od 9 października 2009



Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)