Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.

09 października 2009

Maria Piasecka

e-tom: Runy, dar Odyna

Runy - magiczny dar Odyna. Rozdział 34
Sztuka wróżenia z run

Kategoria: Runy


Maria Piasecka
RUNY - MAGICZNY DAR ODYNA

PRZYPOWIEŚĆ Z ZIEMI RUN


Othala

Własność przodków
niewzruszony fundament
rodzi trwałe piękno którym się radujemy
w zaciszu domostwa


Odkąd Syndr usłyszał karły w grocie praprzodka Modsognira opowiadające o ludziach, zapragnął zobaczyć, jak jest na powierzchni. Najbardziej marzył o jasności i blasku, który roztacza się nad ziemią. Istniał tylko jeden sposób, aby wydostać się z podziemnych grot. Ci, których klejnoty zostały uznane przez Najstarsze Karły za wyjątkowo kunsztowne, mieli prawo pić wodę Othala - magiczny napój pozwalający mieszkańcom podziemnego świata bezpiecznie poruszać się w blasku Słońca. Bez napoju zamieniali się na ziemi w kamienie,

Blask złota i blade refleksy górskich kryształów były jedynym światłem, jakie Syndr do tej pory widział. Nadszedł dzień, kiedy po raz pierwszy miał wyjść na powierzchnię - dzięki wielomiesięcznej pracy nad kolią. Dzięki niej otrzymał "bilet" do ludzkiego świata i bez mógł opuścić swoje królestwo bez lęku, że skamienieje na zawsze. W grocie Modsognira Najstarsi wręczyli mu puchar z wodą Othala. Przewodnik wskazał skalne schody. Gdy Syndr przekroczył ostatni ich stopień, ujrzał blask słońca, nieporównanie jaśniejszy od najdokładniej oszlifowanego i wypolerowanego klejnotu.

Swoją kolię wymienił na ziemi na sporo najróżniejszych przedmiotów, które zadziwiły jego oczy. Nie rozumiał, dlaczego jego praca jest aż tak wiele. Niektóre karły przynosiły do grot przedziwne rzeczy, ale trzymały je w ukryciu, więc Syndr nie był dobrze obeznany z dziełem rąk ludzkich. Postanowił, że nie będzie ukrywał swoich zdobyczy, aby wspólnie z innymi kałami podziwiać to, co stworzyli ludzie. Kiedy czas magicznego napoju stracił moc, Syndr wrócił pod ziemię i wbrew zwyczajowi pokazywał wszystkim nabyte cuda. Najstarsi z niechęcią patrzyli na te poczynania, ale zabraniać czegokolwiek nie mieli w zwyczaju.

Odkąd Syndr ujrzał powierzchnię ziemi, chciał przebywać tam stale, lecz prawo karłów było odwiecznie niezmienne. Tylko najpiękniejsze klejnoty otwierały drogę na skalne schody. Syndr zaczął pracować bez wytchnienia. Wytapiał niestrudzenie złoto i nadawał mu kształty, jakich dotąd podziemne groty nie widziały.

Gdy zaczął częściej spotykać się z ludźmi, a otrzymane od nich przedmioty rozdawać swoim ziomkom, w życie karłów wkradł się niepokój; każdy dążył do tego, by jak najczęściej wychodzić na powierzchnię ziemi. Twórcy z podziemnych korytarzy chcieli oglądać blask słońca, o którym Syndr tak przejmująco opowiadał, a najbardziej pragnęli wzbogacać kolekcje przedmiotów nabywanych od ludzi. Niewielu jednak karłów było zdolnych wzbić się ponad przeciętność i otrzymać pozwolenie od Najstarszych.

Wreszcie przyszedł dzień, w którym Syndr nie otrzymał wody Othala za swe dzieło. Kiedy wrócił do pracowni i obejrzał dokładnie ostatni swój wyrób, przyznał w duchu rację Najstarszym. Klejnot był miernej roboty. Raziły niedociągnięcia w miejscach, gdzie złoto łączyło się z górskim kryształem, a nie wyważone proporcje burzyły harmonię całości. Syndr wziął się do pracy od nowa, lecz kamień i metal nie mogły się ze sobą odpowiednio połączyć, by rozbłysnąć wspólnym, niepowtarzalnym blaskiem. Wydawało się, że wystarczy im nadać ostatni szlif, ale Syndr nie wiedział, jak to zrobić. Stracił wyczucie formy, zaczynał się wahać i drżała mu ręka. Próbował wyrabiać inne klejnoty, ale żaden z nich nie mógł uzyskać dawnego piękna i blasku. Tak więc droga na powierzchnię została przed karłem zamknięta.

Mijały lata. Syndr postarzał się. Wiele lat nie oglądał już słońca. Starał się nieustannie o pozwolenie wyjścia na powierzchnię, lecz nadal nie mógł dokonać niczego na miarę swych możliwości. Zapomniał już, jak smakuje woda Othala. Postanowił wreszcie poradzić się jednego z Najstarszych, dlaczego utracił zdolność tworzenia piękna.

- W grocie Modsognira ukryty jest kamień - usłyszał odpowiedź - na którym przodkowie wyryli tajemne Runy. Jeśli zdołasz je odczytać, poznasz mądrość tradycji. I przyczynę własnej bezsilności.

Tęsknota za słońcem i ludźmi prowadziła każdego dnia Syndra do groty Modsognira. Znalazł wreszcie upragniony kamień, jednak nie potrafił odczytać runicznego napisu. Zrezygnowany, poświęcił się wyłącznie wyrabianiu klejnotów. Przestał się gdziekolwiek spieszyć. Wciągnął się bez reszty w pracę, która z czasem osłabiła pęd popychający go ku powierzchni. Przesiadując w swojej pracowni Syndr zastanawiał się, dlaczego przodkowie ustanowili prawa zabraniające karłom wychodzić na powierzchnię, kiedy tylko mają na to ochotę. Może dlatego, że ludzie nie stanowili dla karłów dobrego przykładu? Przyniesione od ludzi przedmioty nie przetrwały przecież próby czasu Wszystko, co przyniósł niegdyś do groty, co z radością i dumą rozdawał innym, rozpadło się. Powoli zaczynał rozumieć, dlaczego jego klejnoty miały dla ludzi tak wielką wartość. Były piękne i trwałe. Była w nich zawarta moc czasu, moc cierpliwości i koncentracji. Gdy Syndr uświadomił to sobie, miłość z jaką oddawał się temu, co robił, zaczęła w nim na nowo rozkwitać. Zapomniał o świecie, oddając się pracy nad diademem, o jakim zawsze marzył.

Nowy klejnot Syndra zachwycił nawet najbardziej wymagającego, Najstarszego karła. Droga do skalnych schodów znów stała dla Syndra otworem. Nie spieszył się jednak na powierzchnię. Pragnął przede wszystkim dowiedzieć się, co jest napisane na tajemniczym kamieniu, który dawno temu oglądał. Zaczął się domyślać, że Najstarsi ukrywają przed nim najważniejszą tajemnicę ich tradycji.

Choć Syndr nie spodziewał się, że kiedykolwiek dostąpi takiego zaszczytu, nadszedł dzień, kiedy został uroczyście zaproszony do groty Modsognira. Po raz pierwszy ujrzał wszystkie dwadzieścia cztery Najstarsze Karły.

- Podejdź do kamienia i spójrz na Runy - poproszono Syndra.

Z ufnością i pokorą podszedł do kamienia. Spojrzał na nieczytelne dotąd dla siebie znaki i ku własnemu zaskoczeniu odczytał napis, który niegdyś był dla niego nieczytelny:

Wartość czerpie moc z wieczności
Piękno rodzi się w ciemności.

Wszystkie Karły wstały i milczeniem uczciły słowa tradycji. Teraz Syndr nabrał pewności, że dopóki mądrość przodków nie zostanie zapomniana, dopóty karły żyć będą bezpiecznie i przekazywać ludziom przedmioty, w których zaklęte jest trwałe piękno. Zrozumiał, jakie niebezpieczeństwo kryje blask powierzchni, jeśli przedwcześnie się ją ujrzy. Tylko nieliczni potrafili patrzeć w słońce nie tracąc więzi z czasem i zdolności tworzenia. Na straży tego porządku stał kamień, pod którym biło źródełko Othala.



Maria Piasecka • Runy - magiczny dar Odyna

w Tarace od 9 października 2009



Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)