Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.

05 listopada 2007

Nefilim

Rytuał przejścia (sen)
sen

Kategoria: Sny i wizje

Oto treść:

„Cisza...... Ciemność...... Czuję własny oddech, miarowy choć dość głęboki...... Otwieram powieki (a raczej czułem bardziej, że coś samo przez się ukazuje Mi się przed oczyma)...... Jakiś dźwięk dobiega Mych uszu, nie rozpoznaję go, choć wywoływał drgania (czułem wtenczas jakby coś lub ktoś chciał się porozumieć za pomocą - takie przyszło Mi najbliższe skojarzenie - echolokacji), które następnie „obezwładniły“ Moje ciało (i tu znowuż wrażenie jakbym po prawdzie ciała nie miał, czułem go jak zawsze, ale Moje skupienie skierowane było „gdzie indziej“), chciałem zlokalizować źródło owego sygnału i w pewnym momencie rozbłysła jednorazowo i w niesłychanie szybkim czasie (wrażenie „czasu“ jako takiego też zdawało się być zakłócone przez całość trwania snu, choć podobnie tyczy się to przestrzeni w tej części snu - trudno to określić - to jakby trwać w bezruchu jednocześnie na stałym gruncie lewitując na krańcu, a jednocześnie w epicentrum świata opleciony opończą mroku) jasność raczej odcienia blado-niebieskiego, samo zjawisko oślepiło Mnie - toteż jakbym zatracił się na moment w niepewnym „zamgleniu“ wizji, przy nagłym scedowaniu fonii (znaczy jakby zatkało wszystkie sensory w Moim „organizmie“). Kolejne zdarzenia przybrały formę jak gdyby pantomimy: gry bez słów z dostosowanymi do danej sytuacji dźwiękami otoczenia. Powoli odzyskując wład wzroku (mając jeszcze „plamki“, jak po naświetleniu oczu często się zdarza, iż niezależnie jak bardzo wytęża się wzrok, obraz jest dość fragmentaryczny) wyłoniła się (cóż może trafniej „zmaterializowała“) nagle i z niczego (jakby za pomocą pstryknięcia palcami) postać raczej ludzka, co mogę stwierdzić najpewniej mężczyzna, pierwsze co dało się unaocznić to fakt, iż emanował „dziwną“ poświatą nigdy przeze mnie nie zaobserwowaną (choć może zbliżoną do halo księżycowego) i to, że był od stóp po czubek głowy nagi (co więcej wydawało Mi się, że nie posiada owłosienia, zarostu czy włosów), uderzyło Mnie Jego łagodne oblicze, w sensie figuratywności był nader „proporcjonalny“ bez żadnych uchybień, ogarnęło Mnie ciepło, lekki dreszcz przeszedł gdzieś między synapsami w głowie i promieniował na całe Moje „ciało“, niby nic się nie działo ot Ja „po jednej“ On „po drugiej“ stronie wpatrzeni w siebie, żadnych gestów, zero tików, ogólnie brak ruchu, tylko płynące gdzieś z oddali jakby zapętlające się i jednocześnie „puszczane od tyłu“ odgłosy jak podczas brzasku słońca (mam tu na względzie może nie tyle trele i ćwierki, co jakby to porównać do odgłosów rosnącej trawy i skraplającej się rosy słyszanej przez Hajmdala z mitologii nordyckiej - piszę jaka pierwsza myśl mi przyszła do głowy, a już od dawien dawna zastanawiałem się jak to może brzmieć) i wtenczas strumień ciepła dotarłszy do stóp pomknął ku górze, wypełniał każdą cząstkę, każdą komórkę nabierając przy tym pewnej ostrości i krystaliczności, tracąc na temperaturze przechodził w coraz wyższe partie Mego „ciała“, postać w mgnieniu spotęgowała te dotkliwe doznania poprzez wyraźną przemianę w bezwzględnego, kipiącego złością (rzekłbym, że nawrót bodźca i zmiana postaci nastąpiła równomiernie, choć nie zmienił się On aż tak bardzo), muzyka nabrała kakofoniczej plątaniny, wstrząsające piski, zgrzyty, jątrzące odgłosy napinających się ścięgien i łamanych kości, i kiedy impuls dotarł do głowy (miałem wrażenie, że zabrał po drodze znaczną większość wnętrzności i rozsadzi mi głowę) będąc naprężony jak podczas wydechu wypuszczając z płuc ostatki powietrza, a krew dosłownie krzepnąc, z Jego oczu trysnęła czerwona wiązka (promieniowanie?) powodując rozkurcz, rozluźnienie, jakbym sam siłą woli „wypędził“ niepowołany stan i wszystko zapadło ciemno-czerwoną poświatą (jak podczas wpatrywania się w żarzący punkt przy zamkniętych powiekach), cóż ...... czułem spiekotę w oczodołach, zamknięte oczy zaszły mi gęstą cieczą, która zaczęła sączyć się do ust, rozpoznałbym zawsze ten smak...... KREW......  (tylko nie wiedziałem skąd, czy z oczu, czy może wyżej z czoła, głowy, a będąc w lekkim paraliżu, nie mogłem dociec skąd) i wszystko powoli zaczęło odstępować, całe te makabryczne odczucie przeminęło, nie czułem już obecności Jegomościa. Napawając się tą chwilą totalnej głuszy i wciąż podtrzymującego się acz przygasającego wrażenia czerwoności, postanowiłem, że spróbuję się zorientować w swoim położeniu. Mozolne otwieranie powiek przysporzyło Mi więcej trudności niż się spodziewałem, z zadziwieniem pamiętam jak kotara podnosiła się kłapcząc jak na ciężkich, metalowych kołowrotach, i nagle stwierdziłem (nie Mam pojęcia w jaki sposób - powiedźmy „pajęczy zmysł“, „trzecie oko“), że ktoś wpatruje się we Mnie, że nie byłem sam, że poczułem przyjemny zapach istoty nie skażonej ludzkim trwaniem, że otoczenie nabrało większej akustyki niż poprzednio, a generowana muzyka spływała na Mą skórę (dosłownie czułem jakbym miał membranę zamiast skóry) wybijając transowo-mantryczne dźwięki (kolejne skojarzenie - i podkreślam, każde podczas snu jakby ktoś Mi je „podpowiadał“!) jakby zapadającej się gwiazdy we własną grawitację - niezbyt gwałtowną, raczej przenikliwą i nęcącą (dało się wyczuć „erotyzm“) i gdym rozwarł powieki, stała praktycznie „na wyciągnięcie ręki“ postać, wybitnie kobieca, powab jakiego nigdy, nigdzie nie widziałem, tym razem nie muszę już chyba dodawać o JEJ najmniejszym z możliwych obciążeń ...... Była naga......, różana skóra, krągłości nie dające się streścić w piśmie ni ująć w formę (też była nieowłosiona na ciele, lecz posiadała długie ciemne włosy, których fałdy kusicielsko spływały nie zakłócając widowiskowości); wpatrywała się we Mnie (albo zgoła w Moim kierunku), a Ja w przypływie jurności nie potrafiłem nie odpowiedzieć na spojrzenie, nie wyczuwało się „napięcia“ (nawet w dwójnasób), a niekończąca się chwila dostarczyła niebywałych doznań podsycanych różnymi wrażeniami zapachowymi z natury podwyższających ponętność (najpewniej zgadywać nie trzeba, że chodzi o afrodyzjaki, może „fluidy“, sam nie wiem, z tą różnicą, że tych nie miałem okazji nigdy poznać), i kiedy tak mając wciąż przed sobą mimiczny performens, dochodząc niemal do istnej ekstazy, wykonała coś na pozór pląsu - tak to odebrałem, nagle „świat zawirował“ w pewnej chwili JEJ skóra zaczęła „pulsować“ (doprowadzając Mnie do granic rozkoszy - stwierdzam to poprzez „boski“ bezwład jaki Mnie ogarnął) krwisto-czerwonymi żyłkami wszędzie nawet na twarzy, usta rozwarły się wydając iście paraliżujący swąd (nie krzyk) - aż uniosła się lekka mgiełka, która narastała i narastała, aż w końcu przysłoniła mi wszystko włącznie z muzyką tła, która nabrała niskich tonów „wsysającej Czarnej Dziury“, ciężkie, „kopulacyjne“ (taki epitet, w istocie do zbliżenia nie doszło) tony zaczęły strzępić Mą skórę pierwej punktowo na twarzy, piersiach, brzuchu i genitaliach, potem jakby przez te prześwity i oczywiście oddechową drogą wtłaczać jął się dym już tak gęsty i duszący, że zacząłem nadymać się jak sycząca od swej „zjadliwości“ ropucha, której gruczoły jadowe skrytobójczo przeciwstawiły się jej woli, odurzający dym tłoczył się w przestworzach mego ciała przenikając swobodnie przez każdą błonę (nawet w głowie poczułem jakby „trepanację“, jakby Mi się wieko sklepienia czaszki otwarło)... Nie mogę stwierdzić, że stan Mój był nie do zniesienia, raczej konsystencja i struktura gazu była tak dobrana, że straciłem wszech czucie we wszystkich zmysłach, nie było to czyste wrażenie „duszenia się“ - raczej coś jak hiperwentylacja, wtenczas to „Sekutnica“ doznała nieporównywalnej odmiany, niesforne, dzikie, wręcz atawistyczne ataki szału (i po raz kolejny mimo wszystko poczułem, że to zaraz może minąć jak poprzednio, tylko wystarczy wytrwać, skonfigurować umysł na przetrwanie, skądś wiedziałem, że skoro Ja nie mogłem to i Ona Mnie nie tknie) i w nadchodzącej chwili Moje zmysły wyostrzyły się, wszystko nabrało takiego przejmującego tempa, wyrazistości i klarowności, zacząłem odczuwać wszystkie odgłosy, obrazy, smaki, zapachy, to co nazywamy wszechświatem objawiło mi się właśnie w tej chwili, a postać kobiety poczęła zmieniać się i transformować ni to w mężczyznę ni to na powrót w kobietę, koniec końców czując brzemię świata widziałem jak Istota przekształca się w jednego Osobnika (Osobnicę?) z gonadami żeńskimi i męskimi, która zaczęła wirować wokół własnej osi na przemian w pionie i poziomie dochodząc do niewyobrażalnej prędkości, emanując wielobarwną poświatą wyłonioną gdzieś z piersi, która zaczęła ogarniać całą Istotę, aż nabrała owalnego kształtu jednocześnie się kurcząc, w końcu znikła, rozprysła się bez żadnego śladu bytności, jakby te wydarzenia nigdy nie miały miejsca, to co skłonnym jest zapewnić o przebiegu zjawiska to Ja Sam...... Znowu cisza, ciemność, poczułem się bardzo senny (we śnie w rzeczy samej), a poczucie wszechogarniającego świata zaczęło się oddalać, zatracać, bezkształcić, na granicy słyszalności, zapadłem w komę......

Jest i dalszy ciąg...... Kiedy tak „drzemałem“, jest przeze mnie nie pojęte jak w tej chwili nastąpiło przejście: czy sen we śnie czy po prostu już "przebudziłem" się w nowej scenerii, wiem jedno: stałem przed lasem, dla pewności zacząłem „eksplorować“ swoje ciało - wszystko było na miejscu! To co Mnie zdziwiło to gwiazdy na niebie i brak księżyca, a lekki skręt głowy w tył uświadomił Mi przepastną pustkę, w totalnym mroku jednak dostrzegałem poszczególne kontury otoczenia (jak mniemam owe wrażenie zwie się widzeniem skotoskopowym...), nie miałem wielu perspektyw, zapędzać się na otwartą przestrzeń nie zadowalało Mnie, wkroczyłem więc do lasu podziwiając jego nieskalaną monumentalność, a mimo to nie napawał Mnie zgrozą, po prostu kroczyłem i podziwiałem jego nieodgadnioną tajemniczość, jakby pokazywał swoją odwieczną mądrość, niby spokój, zero ledwo wyczuwalny szum wiatru, niekiedy słyszalne odgłosy spadających liści, które normalnie przyprawiły by o dreszcz; nie wiedząc ile już przeszedłem, dosłyszałem tupot gdzieś za Mną, jak gdyby skradania się, kiedy przystanąłem - zamilkło, stałem koncentrując się na nieznanym obiekcie nie odwracając się za siebie, trwało to dłuższą chwilę, jakby owe COŚ również sprawiało wrażenie skoncentrowania się na Mnie, w pewnym momencie drgnąłem: może to ze zniecierpliwienia, skurczu bądź ciekawości, zastanawiając się czy to aby nie Moja imaginacja i wnet zaczął się galop z takim impetem, a jednak z pewną dozą opanowania czy wyrafinowania, że nie bacząc na niebezpieczeństwo odruchowo odwróciłem się i poczułem ból wgryzanych we mnie zębów i wbijanych pazurów, starałem się w skuteczny sposób odparować atak, ale im bardziej się miotałem, tym zębiska bardziej zagłębiały się w Me ciało, nie dano mi możliwości reakcji, refleks nic nie wskórał, adwersarzem okazał się...... WILK...... A Ja pomimo tego, że powaga tej sytuacji była najwyższej wagi, poddałem się brutalnej wieczerzy jako zakąska dla tego mitycznego zwierza, fakt, że rozszarpywał Me ciało (jakby to było implikacją poprzedniej wizji tej z hermafrodytą, która miała Mnie przygotować na ową ewentualność) sprawiło, że ległem bezwładnie za ziemię...... Zdawałoby się to końcem, jednak przebudziłem się w pewnym momencie i stwierdziłem, że nie czuję już swojego ciała, choć je widzę! Jak się okazało stałem się owym wilkiem pastwiącym się nad własnym (tym jeszcze człowieczym) korpusem i nagle naszedł Mnie głos: „BY STAĆ SIĘ NAPOWRÓT CZŁOWIEKIEM MUSISZ ZABIĆ!!!!!!“

I tak oto się kończy.


Nefilim
guidon@wp.pl

spisane 5 maja 2007




Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)