Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

06 września 2015

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Czytanie... (odcinków: 180)

Rytuał wschodu Słońca przez Domingo Dias Porta
(Film, nie czytanie)


« Münklera. Niemcy, najdziwniejszy kraj Europy Kłopotowskiego o Żydach. Czy jesteś Polaku dobrym Żydem? »


Wydarzenie przedstawione w tym wideo miało miejsce latem 2013 podczas kolejnego festiwalu „Serce i Umysł” (Heart&Mind) organizowanego przez fundację Orzeł Kondor Koliber. Momentami w tle widać buddyjską stupę, gdyż było to w gościnnie udostępnionym ośrodku Bon. Domingo Dias Porta razem z grupą uczestników festiwalu wykonuje poranny rytuał i instruuje słuchaczy, jak to zrobić. Rytuał można zaliczyć do jogi wizualizacji – nie ma dotąd takiego terminu, ale warto go zacząć używać, ponieważ rzecz istnieje od dawna. Mam na myśli praktyki wizualizacji, czyli budowania wyobrażonych obrazów i scen, kwitnące w tybetańskiej wadżrajanie (i podobno też w tantrze hinduistycznej) i które z tych źródeł rozprzestrzeniły się w nowoczesnej duchowości, wliczając new age i neoszamanizm.

Rytuał polega na wystawieniu się na wschodzące Słońce i pobieraniu odeń energii (tej „wewnętrznej”). Składa się z dwóch części: dwóch wizualizacji. Pierwsza polega na wizualizacyjnym uformowaniu widoku (lub światła) Słońca w rodzaj hostii, którą następnie połyka się i wypełnia nią odczuwane ciało. (Porta w objaśnieniach używa słowa hostia.) Druga polega na zwizualizowaniu „słonecznego kolibra” który siada i spoczywa w gnieździe uczynionym z obu dłoni.

Te wizualizacje są „niewinne” i cenne; podobne sam czasem wykonuję i we własnej praktyce i w grupie na warsztatach. Drobny – naprawdę drobny! – problem dotyczy dwóch punktów. Po pierwsze, przy pewnym stanie albo nastawieniu umysłu takie wizualizacje są pospolite i przychodzą – lub mogą przychodzić, gdy im się pozwoli – dosłownie na zawołanie. Ciekawym ćwiczeniem w warsztatowej grupie byłoby celowe otwarcie się na taki strumień wizualizacji. Gdy ktoś ma pewne doświadczenie, takie wizualizacje na potrzebny akurat temat może dosłownie wyciągać „jak z rękawa” – co w żadnym razie nie znaczy, że są one jakoś „złe”. To jest coś, co można porównać z umiejętnością improwizowania przez poetów lub muzyków; co zresztą jest – chyba – łatwiejsze, bo wizualizacja nie wymaga ani instrumentów ani (czasem trudnej w obróbce) materii słów. Ten stan umysłu, kiedy wizualizacje się tworzą, wydaje mi się cenniejszy niż poszczególne „kawałki” („egzemplarze”) wizualizacji.

Po drugie, jest kwestia, jak ktoś takie (lub podobne) wizualizacje lub wizualizacyjne (lub inne) rytuały traktuje. Podoba mi się i popieram to, co napisał Victor Sanchez w książce „Nauki Don Carlosa”: „Jedną z metod na działanie dla samego działania jest ustanowienie absurdalnych czynności codziennych, które odrzucamy z chwilą, gdy same staną się nawykiem.” I podaje przykład: „Zabieraj naczynia kuchenne na przejażdżkę samochodem raz w tygodniu.” No właśnie: jest kwestia, czy wizualizacyjne rytuały traktujemy jako „święty, nienaruszalny obowiązek” – czy raczej jako ćwiczenie na poszerzenie tego, co możemy robić z energiami swojego umysłu.

Tu dygresja. W talii tarota Wirtha diabeł (na karcie XV-Diabeł) ma na dwóch ramionach napisy: na jednym „coagula”, na drugim „solve”, co po łacinie znaczy „wiąż, ścinaj (jak mleko w ser), utwardzaj” – i: „rozpuszczaj, rozwiązuj”. To jest dobra ilustracja do tego, że są dwa podejścia do duchowych praktyk. Pierwsze polega na wiązaniu i utwardzaniu umysłów i postaw, drugie polega na rozwiązywaniu: więzów, „uwiązań”, problemów czy „kompleksów”.

Więc tamta kwestia polega na tym, czy ktoś wizualizacyjne rytuały traktuje jako „coagula”, coś do wiązania umysłu w pewien „supeł”, czy jako „solve”: coś co służy do powiększania wolnej przestrzeni. Czy jako „świętość”, czy jako ćwiczenie.

Domingo Dias Porta w rytuale zwraca się do Słońca. Które w jego słowach występuje jako bóstwo i kosmiczny ojciec. W porządku: jesteśmy poganami i odprawiamy kult solarny. Od Victora Sancheza wziąłem podobne przemawianie do ognia – właściwie do Ognia, czasem nawet do Praojca Ognia. Ale mam w pamięci fragment, który kiedyś wyczytałem (chyba) u Roszaka, że zdarzało się, że Indianie „modlili się” nie tylko do nieba, do ptaków, ale i do własnego psa. Jako do miejsca „gdzie bóg przystanął” – a raczej gdzie na chwilę „przystanęła” Moc. Tu jest podobny „fork”, rozbieżne drogi: czy tamto tytułowanie Słońca Ojcem mamy traktować jak nabożny obowiązek, czy jako ćwiczenie na percepcję świata? Dawno temu pewien mój (nieżyjący już) przyjaciel-poeta wyciągnął z rzeki (na biwaku na spływie) „świętą deskę”. No właśnie. Może być święty ojciec-Słońce, może być święta mokra deska. Tak jak rozumiem pogaństwo, nie jest ono drogą kultu, tylko drogą ćwiczeń.

Czy jest coś, co mi się w tym NIE podoba? Tak, ale nie dotyczy to ani samego rytuału, ani tego, co mówi „Maestro” Porta, ale samego filmu. Prócz filmu, widać film w filmie: widać kobietę uwijająca się z kamerą; zapewne z tej kamery pochodzą zbliżenia uczestników. Realizatorzy filmu – firmowanego przez fundację Orzeł Kondor Koliber – pokazali z bliska rozmodlone twarze uczestniczących osób. Niektórzy z nich to członkowie grupy Manuela Rufino, więc niejako „sprawa pozostaje w rodzinie”. Pominę kwestię, że niektóre osoby już odeszły z tej grupy, a ich filmowe awatary tam trwają! Niektóre uwiecznione osoby to goście festiwalu. Ludzie, którzy przyszli, ponieważ chcieli coś nowego zobaczyć i przeżyć, wziąć udział w rytuale i w duchowym ćwiczeniu przekazywanym od Indian Majów. Tymczasem bez zgody i bez uprzedzenia zostali schwytani w kamerę i stało się to wtedy, kiedy myśleli o wszystkim tylko nie o tym, że są filmowani, kiedy faktycznie otworzyli się (i swoje serca) na podniosłą atmosferę rytuału i na komunię duszy ze Słońcem – i to widać na filmie. Niektórzy schwytani w naturalistycznym zbliżeniu, z dokładnością do piega i zmarszczki na twarzy.

Śledząc ten film i podobne, bo w kolekcji Kondora Kolibra jest ich wiele, zastanawiałem się: a co będzie, jeśli ktoś z tych sfilmowanych zechce w przyszłości objąć stanowisko, powiedzmy, rektora poważnej uczelni albo prezesa spółki, i kwalifikująca komisja powie: no, tak, cenimy pana, pani umiejętności i zasługi, ale tamta modlitwa z tamtym guru... Czy wciąż pan, pani jest pod jego wpływem? – Inne nieciekawe warianty też możliwe. Co do internetu raz weszło, to tam trwa.

Byłem na tamtym festiwalu, zaproszono mnie, prowadziłem jeden z szałasów potu i jedno swoje warsztatowe ćwiczenie. Akurat w tamtym „powitaniu Słońca” nie brałem udziału. Jednak stopniowo zauważałem więcej niezręczności lub braku taktu lub wyczucia, jak to sfilmowanie i wyemitowanie „czcicieli Słońca” – w wykonaniu fundacji Kondor Koliber. Niedawne nocne fajerwerki na Żoliborzu były kolejnym. Te przypadki spowodowały, że trzymałem dystans względem tamtej grupy i jej lidera.

Czytanie...: wstęp na końcu

Czytanie różnych książek i internetów, i uwagi o nich.

Korekta przez: Radek Ziemic (2015-09-06)



« Münklera. Niemcy, najdziwniejszy kraj Europy Kłopotowskiego o Żydach. Czy jesteś Polaku dobrym Żydem? »

komentarze

1. A można było... • autor: Nierozpoznany#77862015-09-08 08:15:33

A można było zapytać...Wypełniając kartę zgłoszeniowyą na zwykły obóz harcerski znajdujemy klauzulę z zapytaniem czy wyrażamy zgodę na filmowanie i robienie zdjęć naszemu dziecku. W zależności od podjętej przez nas decyzji zdjęcia naszego dziecka pojawiają się na stronie hufca lub nie.Wszystko zależy od poszanowania woli każdego człowieka. Na festiwalu  niestety nikt mnie nie pytał czy życzę sobie by mnie filmowano...
[foto]

2. Granice • autor: Wojciech Jóźwiak2015-09-08 08:33:55

No więc właśnie mam wrażenie (na podstawie doświadczeń własnych i innych osób), że Kondor Koliber działa tak, że niezauważalnie przekracza kolejne granice: dobrych manier, smaku, wyczucia, osobistego bezpieczeństwa, poinformowania, kosztów jakie trzeba ponieść itd.

3. Ad. Granice • autor: Nierozpoznany#91812015-09-08 15:30:59

p. Wojtku w którym momencie fundacja przekracza kolejne granice "osobistego bezpieczenstwa, poinformowania oraz kosztów jakie trzeba ponieść" ????

Bazuje Pan na pomówieniach z artykułu/internetu czy jest to doświadczenie?



[foto]

4. Ad "bazuje" • autor: Wojciech Jóźwiak2015-09-08 15:41:45

Drogi/a "ra41938" -- proszę przeczytać wyżej, na czym bazuję. Co do szczegółów, zapraszam na priv. red@taraka.pl .

5. bazuje • autor: Nierozpoznany#91812015-09-08 20:36:35

Nie widze w teksćie niczego odnośnie wymiienionych przezemnie podpunktów. Z chęcią w wolnej chwili napisz na priv. Pozdrawaim

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)