zdjęcie Autora

20 stycznia 2013

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Babcia ezoteryczna (odcinków: 128)

Scenariusze perfidnie odtwarzane

Kategoria: Twórczość

« Klimakteryjne odchyłki Spalony słońcem Merkury cwałujący na krabie »

Historia Pani i Pana i ich rozwodu przypomniała mi inną, wprawdzie nie rozwodową, ale związaną z małżeńską zdradą. Kto mówi, że głupi ludzie nie mają genialnych pomysłów? Testowanie serialowych scenariuszy jest częstsze niż się wydaje, ale trudne do zdemaskowania, ponieważ nie wszyscy oglądają seriale. A jednak czasem warto, jeśli chce się żyć. I w dodatku można podkształcić się w archetypach.

         Czytając w prasie o Katarzynie W. wyczytałam, że popełniając zabójstwo ponoć wzorowała się na jakimś filmie. Ja mogę opowiedzieć inną historię, tego samego rodzaju, choć nie z tak dramatycznym skutkiem.

         Tu bohaterką też jest Pani, nazwijmy ją Zosia. Pani Zosia przebywając na działce odległej o 150 km od jej domu w nocy dostała bólów zamostkowych i przez obudzonego sąsiada została odwieziona do miejscowego szpitala.

         Okazało się, że w jej tętnicy prawdopodobnie utworzył się zator, ale szpital był kiepsko wyposażony i nie dysponował wówczas nowoczesną aparaturą, więc leczono ją tradycyjnie, zastrzykami w brzuch i lekami uspokajającymi oraz obniżającymi ciśnienie.

         Mąż pani Zosi przyjeżdżał na działkę tylko w weekendy ponieważ pracował na odpowiedzialnym dyrektorskim stanowisku. Jak się później okazało jego sekretarką była pewna przechodzona panienka, nazwijmy ją „Inną”. Ta Inna była nieszczęśliwą kobietą – według jej opowiadań ciężko doświadczoną przez los. Te ciężkie doświadczenia życiowe to zdrada ukochanego, śmierć rodziców, dybanie na majątek przez jej brata. Przez zdradę ukochanego została panienką, śmierć rodziców spowodował brat. Tak coś pomajstrował przy butli z gazem, że wybuchła i zabiła rodziców. W dodatku brat był gangsterem, przez co został znienawidzony i pozbawiony prawa do spadku. W związku z tym dybie stale na życie swojej siostry – panienki, chcąc odziedziczyć po niej dom będący spadkiem po nich, zanim zostanie mężatką. Taką historię opowiedziała Inna mężowi pani Zosi, wskutek czego postanowił zaopiekować się nieszczęśliwą panienką i awansował ją z podrzędnej biuralistki na swoją sekretarkę. Kiedyś opowiedział żonie jej smutną historię, tak bardzo ubolewając nad nieszczęściami kobieciny, która w dodatku przeszła ciężką operację utrudniającą jej znalezienie chętnego na dwupiętrowy dom męża, że pani Zosia nie wytrzymała i wyraziła wątpliwość, czy w Polsce można kogoś jawnie zabić i pozostać bezkarnym, będąc w dodatku gangsterem, na którego działania skierowane są oczy wszystkich. Nie wyeksponowała swojego żalu, że jej losy i choroby rodzonemu mężowi są raczej obojętne

         Jej nieufność do  osoby sekretarki miała swoje niewypowiedziane podstawy – po prostu była kobietą trzeźwo stąpającą po ziemi i nie wierzącą w historyjki o „książkowych” ludzkich nieszczęściach, no i znała wiele opowieści o mężach, którzy po pięćdziesiątce zmieniają swoje priorytety życiowe na młodsze, w zgubnej nadziei, że te lepiej się nimi zaopiekują na starość, wdzięczne za podniesienie ich społecznego statusu. Na swoje nieszczęście nie oglądała też seriali, ale los tu ją wyręczył i pozwolił obejrzeć w szpitalu jeden jedyny odcinek z kilku tysięcy innych, który ją oświecił co do przygotowywanego dla niej losu.

         Mąż powiadomiony o tym, że żonę zabrano do szpitala „na serce”, przyjechał na drugi dzień. Pani Zosia przeszła już jeden zawał i kilka innych incydentów, więc rokowania były niepewne. Przywiózł jej maleńki, przenośny telewizorek, trochę osobistych rzeczy i po pół godzinie, przekonawszy się, że żyje odjechał, bowiem był bardzo zapracowanym człowiekiem i wiele urzędowych spraw od niego zależało.

         Pani Zosia leżała w szpitalu tydzień i stan zdrowia jej się poprawiał. Ustąpiły bóle, wracała jej energia, chęć do rozmów z ludźmi, jednym słowem chęć do życia. Mąż obiecywał, że przyjedzie w weekend.

         Leżące na oddziale kobiety pochodziły najczęściej z okolicznych wsi, biedne, spracowane. Opowiadanie o nieszczęściach i chorobach było rozrywką numer 1, a rozrywką numer 2 oglądanie seriali. Niestety, szpital nie posiadał telewizorów. Za to miała je ta Paniusia Zosia. Kobiety więc przymilając się namówiły ją, żeby włączała im telewizor o godzinie „Szansy na sukces”, ponieważ oglądanie tej wrednej Brok robiącej zakusy na prawowitego męża pozwalało im mieć nadzieję, że Prawowita Żona pokona Wredną, Dobro zwycięży Zło, a one zyskają jeszcze jeden dzień pobytu w szpitalu, do następnego jarmarku w czwartek, zwyczajowo przeznaczanego na odwożenie babć karetką do domów opornych rodzin. Przez ten czas co sobie pojedzą, to pojedzą, podleczą się trochę i nikt im nie każe czegoś robić.

         Pani Zosi żal było tych kobiecin, więc odpalała im telewizor, ustawiając na przeciwległą stronę sali, ponieważ sama niczego w rodzaju serialu nie miała zamiaru oglądać, a one w zamian opowiadały jej swoje życiowe historie, równie godne uwiecznienia, jak perypetie wrednej Brok i dynastii nafciarzy z Teksasu. Potem pani Zosia wszystko mi opowiedziała i dzięki niej uzyskałam koloryt lokalny do jednego ze swoich tekstów (w oczekiwaniu na działanie sigili).

         Przy kolejnym odcinku drzemiąca po lekach pani Zosia została gwałtownie wybudzona. Była kobietą racjonalną, ale wierzyła w przeczucia i sny i coś kazało jej wsłuchać się w dialog z telewizora.

         Wredna Brok rozmawiała z jakimś młodym Przyjacielem rozważając sposoby na wyeliminowanie Prawowitej Żony i razem wymyślili, że skoro tamta jest chora na serce, najprościej będzie zadzwonić do niej, poinformować, że mąż ma zamiar ją porzucić i związać się z Brok, dać jej na to dowody, a tamta dostanie zawału i szybko się wykończy. Wówczas Brok poślubi jej męża (wraz z jego majątkiem) i będzie sobie żyła długo i szczęśliwie w tajnym związku z Przyjacielem.

         Nadszedł weekend, a mąż pani Zosi nie przyjechał. To znaczy przyjechał na działkę, bo odwiedziły ją sąsiadki, które zawiózł na grzyby, a potem odwiózł na widzenie do szpitala, a sam pojechał do Świętego Źródełka, którego woda leczyła wszystko. Z sąsiadkami umówił się na powrót w holu szpitala, świętą wodę przekazał przez salową. To już była epoka telefonów komórkowych, więc pani Zosia zadzwoniła do męża dopytując się, kiedy ją odwiedzi. Wszakże działka była odległa od szpitala osiem kilometrów, na grzyby z sąsiadkami miał dalej. Ale mąż oświadczył, że porozumiał się już ze szpitalem i następnego dnia wypuszczają panią Zosię, więc nie ma potrzeby żeby wcześniej się pojawiał; o świętej wodzie mówiła podczas jego pierwszej (i ostatniej) wizyty pewna kobieta spod okna, więc dla niej ta butelka jest przeznaczona, żeby sobie nią wymasowała kolana i nad nią się pomodliła. Panią Zosię wypuścić mają ze szpitala o 13-ej, więc przyjedzie po nią tylko ma być gotowa i spakowana, bo on nie ma czasu.

         Przyjechał o 15-ej. Tylko ten. kto nigdy nie leżał w szpitalu wie, co to jest czekać z gotowym wypisem i spakowanymi rzeczami całe 2 godziny w zimnym holu szpitalnym, głodnym i spragnionym, bo obiad był o 14-ej i wypisywani go nie dostawali; nie dostawali też śniadania, bo robiono im ostatnie analizy do wypisu.

         Pani Zosia nie miała też pieniędzy, żeby wezwać taksówkę, do szpitala zabrał ją sąsiad w koszuli nocnej i kapciach, jak iść jesienią w ten sposób na postój przez pół miasta?

         Mąż jednak w końcu pojawił się i odwiózł panią Zosię na działkę. Wypakował jej jakieś kiełbasy zakupione po drodze oraz bochenek chleba i oświadczył, że musi jechać (w niedzielę), bo ma niesłychanie ważne sprawy zawodowe i bez niego świat się zawali albo spali.

         Pani Zosia została na działce sama. Wiatr wył w kominie, w piecu nie napalono, a kiełbasa domagała się przygrzania, przynajmniej na wodzie. Drewno było w drewutni, woda w studni, a między drewutnią, studnią i domem wiatr wzbijał sterty jesiennych liści i tumany deszczo-śniegu. W odległej  wsi wyły łańcuchowe psy, a pani Zosia bała się zostać sama tej nocy. Może właśnie tę noc wybrały siły wyższe, żeby uwolnić świat od jej uciążliwej obecności? Sąsiadki przyszły, pomogły coś tam i poszły, a sąsiad zostawił kolejarską sygnałową trąbkę, żeby dmuchnęła w nią, gdyby coś złego zaczęło się dziać. Nie wpadł na to, że pani Zosi problem zdrowotny właśnie na tym polegał, że brakło jej czasem oddechu.

         O północy panią Zosię z oparów leków wybudził dźwięk telefonu. Męski gruby głos oświadczył jej, że jeśli nie zrobi czegoś ze swoim mężem i ową Inną, zostanie lekko uszkodzona, a mąż skasowany. Rozmówca przedstawił się jako gangster z mafii (jakiej – pominę milczeniem – ale parę dni wcześniej podobno zamordowali kogoś opornego w podwarszawskim motelu George), a mąż pani Zosi wszedł im w paradę, ponieważ chodzi z dziewczyną gangstera i wcina się w jego żywotne interesy.

         Na szczęście pani Zosia była przymulona działaniem leków i przemowa gangstera (?) nie zrobiła na niej takiego wrażenia, jak powinna. Gangster więc powtórzywszy swoje groźby oświadczył, że ma dowód na wszystko, co mówi, a mianowicie, niech no pani Zosia zadzwoni na komórkę męża i wypyta się, gdzie on właśnie tej nocy przebywa. On, jako gangster wie to doskonale, zlecił swoim ludziom śledzenie go i widzi doskonale przez okno willi co wyprawia z jego dziewczyną. Jeśli pani Zosia nie zrobi z tym porządku co najmniej jedna osoba zginie...

         Pół nocy pani Zosia wydzwaniała do męża, ale komórka była wyłączona. Na działce nie zawsze był zasięg, więc czasami pani Zosia wybiegała w kapciach i nocnej koszuli w deszczo-śnieg na drogę, gdzie był zasięg. Nie mogła pozwolić, żeby mąż, jaki by nie był, zginął jak ci nieszczęśnicy zaplątani w walki mafiozów.

         W końcu małżonek odebrał telefon, zaskoczony, nie ukrywał, że nie przebywa w swoim domu ani nie załatwia pilnych spraw służbowych.

         Rano przyjechały samochodem dorosłe dzieci pani Zosi i ewakuowały ją do domu. Gdyby nie to, że jedno z dzieci słyszało rozmowę z człowiekiem przedstawiającym się jako gangster, sama pani Zosia byłaby przekonana, że wszystko jej się przywidziało pod wpływem leków, które jej dano w szpitalu do zażycia przed snem.

         Tak więc sprawa się wydała, a gangster nękał panią Zosię telefonami jeszcze blisko rok. Mąż odmówił wyjaśnień, a pani Zosia zastanawiała się skąd „gangster” znał numer jej komórki i fakt, że przebywała w szpitalu „na serce”. W ogóle zaczęła trochę myśleć i kojarzyć różne fakty. Policja oświadczyła, że nie ma powodu interweniować, bo nic takiego się nie stało. Syn połączył telefon z komputerem i uruchomił jakiś program identyfikujący nadawcę, ale policjanci przestrzegli go, że użył metod hakerskich więc może za to odpowiadać przed sądem. W końcu pani Zosia zmieniła numer telefonów domowego i komórki i nikomu ich nie dawała. Jedno z dzieci, jak w poprzedniej historii, uważało, że matka ma przywidzenia, kto bowiem o zdrowych zmysłach uwierzy, że pewna Inna posłużyła się metodą wrednej Brok z amerykańskiego serialu.

         Moim zdaniem to dowód na to, że archetypy mocno się trzymają.

         Uspokoję Was, pani Zosia przeżyła i ma się dobrze. Sprawa się rozmyła i pani Zosia z mężem żyją w miarę spokojnie. Pani Zosia podciera mu ślinę, karmi, myje i zmienia pieluchy, ponieważ mąż choruje na nieuleczalną chorobę. Znajomi są przekonani, że będzie żyła dotychczas, dopóki nie zabraknie jej celu w życiu, to znaczy dopóki ma obowiązki wobec męża. Po jego śmierci jako żona idealna, zgaśnie.

         Uśmiejecie się, ale ma Chirona w koniunkcji z Jowiszem i Węzłem Księżycowym na descendencie. To pozwala zrozumieć dlaczego tak rozsądna z pozoru kobieta zamiast mścić się na sprawcy jej trudnych życiowych chwil opiekuje się nim z oddaniem godnym lepszej sprawy.

Babcia ezoteryczna: wstęp na końcu

Ten blog ma opisywać zwyczajne doświadczenia w zwyczajnym życiu. Świadomie sterując swoimi zachowaniami (np. tzw. świadome śnienie) czy narzucając sobie pewne praktyki, zazwyczaj ma się na oku jakiś cel, w ostateczności zmierzenie się z nowymi doświadczeniami. W naszym wysterowanym do przesady życiu, możliwość naturalnych, nowych i silnych doznań jest ograniczona, poszukuje się ich wszakże dla lepszego zrozumienia siebie. W moim życiu przeszłam wiele krańcowych doświadczeń i dlatego, być może już ich nie poszukuję. Prosto mówiąc: boję się ich gorzej, niż diabeł święconej wody. Życie nauczyło mnie, że żadnym procesem nie można bezkarnie sterować. Niewinne wysłuchanie „kasety odchudzającej” zaproponowanej przez psychologa czy udział w tzw. „muzykoterapii” może pociągnąć za sobą nieoczekiwane skutki, z których niepożądanymi wpływami walczyć trzeba nawet kilka miesięcy. Jednak zarówno mnie, jak i innym ludziom doświadczenia takie przytrafiają się niosąc ze sobą NIEZROZUMIANE I NIEOCZEKIWANE, co próbujemy zrozumieć i ocenić już po fakcie. Często jednak ocena ta jest nieudolna z braku wiedzy. W tym blogu zajmuję się tylko opisem, niech ocenia ktoś inny. Dlaczego więc ezoteryczna babcia? W tym roku kończę 70 lat, jestem Słonecznym Strzelcem i Księżycowym Rakiem. Neptun, który właśnie wszedł do znaku Ryb niedługo będzie tranzytował mój ascendent i od jakiegoś czasu odczuwam potrzebę porządkowania pewnych zjawisk w moim życiu. Kilka lat studiuję astrologię ale ona nie wystarcza mi do interpretacji niektórych zjawisk czy wydarzeń w moim życiu. Każde z nich osobno daje się zazwyczaj wytłumaczyć, ale razem, jako całość... Z podsumowaniem ich już znacznie gorzej. Pozostaje więc na razie tylko opis.


« Klimakteryjne odchyłki Spalony słońcem Merkury cwałujący na krabie »

komentarze

1. zemsta • autor: Nierozpoznany#35082013-01-23 15:35:42

Cóż Pani Zosia jest po prostu mądrzejsza. Zemstę pozostaw Bogu. I proszę...
Pozdrawiam - Rewizjonista.

2. Mściwy Bóg..jak się wyda to ohyda...żona idealna też.. • autor: Nierozpoznany#33372013-01-23 21:09:14

n

najpierw pomyślałam..a dobrze mu tak ale zaraz włączyła mi się lampka...oj, ...scenariusze pisze samo życie..Tak sie zastanowiłam...skąd autor serialu zaczerpnął pomysł na swój film. bo może było odwrotnie..znaczy nie odtwarzany scenariusz filmowy tylko scenariusz wynikły z obserwacji życia?..to , że inni go "wzbogacają" o dodatkowe elementy, to ciąg dalszy...inspiracji? Ludzka pomysłowość nie zna granic..szkoda tylko że wykorzystują je do manipulacji innymi.
Zdrada, chęć opuszczenia związku jest często sygnałem ...czas na zmiany. Potem okazuje się, że zmiany nie wchodzą w grę, bo....czwórka dzieci, wspólny dom, chory lub niepełnosprawny obecnie współmałżonek. Bywa ,że stosują wobec siebie szantaż emocjonalny.....on/ona poddaje się i wszystko wydaje się pozornie wracać do "normalności". ...pozornie.Wkrótce zaczyna chorować , zazwyczaj ten, który chciał odejść..(możliwe, że nie odszedł fizycznie ale psychicznie był daleki i to rozdarcie to gleba dla późniejszej choroby)wtedy pada to haniebne "kara boska"... z ust „żądnych krwi i zemsty” ….

Znałam małżeństwo o scenariuszu podobnym acz nie identycznym...Chciał odejść..ale zrezygnował pod wpływem szantażu emocjonalnego (?)..poczucia odpowiedzialności wobec czwórki dzieci?..Kiedy zachorował opiekowała się nim...wkrótce ponownie wyszła za mąż...i znowu opiekowała się chorym , drugim mężem...ten wyzdrowiał, przynajmniej na tyle, że był na chodzie. Ona umarła 10 laat później...wróciły zadawnione żale za...nieudane życie, brak satysfakcji i różne takie..nawet żal do matki, że była. Taka.....Nie żyją oboje..on miał 47 lat ona 58...i koniec. Nikt tego scenariusza nie pisał...chyba, że życie..ale ten scenariusz jest odtwarzany ciągle na nowo...czasami modyfikowany, ubarwiany...i tylko ...ludzi żal.

Niestety nie wiem gdzie miała, w którym miejscu w horoskopie Chirona w Byku, bo nie znałam jej godziny urodzenia ale pięc planet miała w Baranie w tym Słońce i Marsa oraz Wenus i Urana...a ja sie martwiłam (kiedyś) Marsem w Rybach...

Komentowanie wyłączone wszędzie od 1 sierpnia 2020.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)