Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

22 sierpnia 2009

Wojciech Jóźwiak

Sekta pelikana
Mural z Sochocina daje wgląd w archaiczny mit o nurkującym ptaku-stworzycielu

Mojemu synowi Ignacemu i temu, że bawił na ślubie kolegi w Sochocinie, zawdzięczam cenne znalezisko: ikonę pelikana na tamtejszym kościele. Sochocin jest na Mazowszu koło Płońska w kierunku na Ciechanów nad Wkrą, obok osad o podobnie pięknych staropolskich nazwach jak Ojrzeń, Luberadz, Smardzewo, Kuchary Żydowskie i Przepitki. Przy okazji: Ojrzeń to od słowiańskiego imienia Ojrzan, czyli "ten którego ujrzano", Luberadz od imienia Lube(/i)rad, Sochocin od imienia Sochota, które samo jest zdrobnieniem.[1]

pelikan_01.jpg
Ukrzyżowanie z pelikanem - omawiany obraz z Sochocina. Foto Ignacy Jóźwiak
Malowidło na kościele przedstawia kompletny (choć z pewnym nadmiarem) PROGRAM ideowy, który w zarysie dostrzec można w serii "ptasich" polskich herbów: Jastrzębiec, Jezierza/Jeziora, Ślepowron - zwłaszcza gdy tę serię uzupełnić Korwinem.

jastrzebiec2_40.gifW Jastrzębcu mamy podkowę, w niej krzyż; a jeśli podkowę brzuchem w górę interpretować jako glif góry - góry kosmicznej, krzyż zaś jako refleks drzewa, to jest to w istocie rysunek kosmicznego Drzewa na równie kosmicznej Górze, więc rysunek Środka Świata, jego mistycznego centrum, z którego płynie Moc. Głód, szukanie, trwanie przy niej i karmienie się nią było istotnym motywem w pierwotnych religiach; motywowało zarówno glify herbów jak i słowa obrzędowych śpiewek - i pozostaje żywe do dziś w religii ludowej, czego obraz na kościele w Sochocinie jest świadectwem, do czego stopniowo dojdziemy. W kompletnej ikonie powinien być jeszcze ptak lub świecidło - gwiazda lub Słońce, dla dopełnienia kosmicznej wizji. W Jastrzębcu ptak jest, tyle że jako jastrząb nie w tarczy (gdzie rysunek) a w hełmie - i oczywiście w nazwie.

jezierza_50.gifJezierza/Jeziora idzie krok dalej, przedstawiając ptaka-sokoła przysiadłego na krzyżu. Znów nazwa herbu pokazuje coś, co przeoczono na rysunku: gdyż pod drzewem lub kosmiczną góra powinien być zbiornik wodny. Dlaczego? Bo ów ptak, który teraz wieńczy oś kosmicznego drzewa, był tym, który u początku czasu wyłowił ziemię, miejsce dla ludzi, z otchłani prawód. (Tak w pieśni: "Horyły wohni" - zobacz.) Uczyniwszy to w prawieku, teraz trwa na straży powołanego przez się do istnienia Świata Uporządkowanego, bacząc by nie powstały znów grożące mu zatopieniem odmęty Chaosu.

slepowron2_50.gifW herbie Ślepowron mamy i ptaka u szczytu, i drzewo (pod obrazem krzyża), i kosmiczną górę. Brakuje wody... ale nie całkiem, bo wskazuje na nią tytułowy Ślepowron, będąc ptakiem wodnym. W dodatku szalenie ambiwalentnym, bo zarazem wodnym i spoczywającym na drzewach, powietrzno-świetlistym jak wszystkie ptaki, ale pędzącym głownie nocny tryb życia, i ani całkiem czarnym ani białym. (Kolor szaroniebieski jako pośredni - mediacja - między bielą-światłem-dniem-życiem a czernią-mrokiem-nocą-śmiercią)[2]. Przez swą ambiwalencję mający więc wszystkie atrybuty mediatora ("przebywającego pomiędzy" - zauważ rdzeń med/międ, łac./słow., też żywy w angielskim), a jako mieszkaniec bytu pośredniego - antarabhava - bar-do - predestynowany do roli psychopomposa, czyli przeprowadzacza dusz umarłych na tamten świat. Tę mediacyjną ambiwalencję ptaka usiłowano też wyrazić inaczej: oto szczytowy sokół w Jezierzy miał być czarny, więc nocny - niezgodnie z naturą prawdziwych sokołów, korwin_50.gif a w Korwinie zastąpiono go po prostu krukiem. Ale ślepowron to po łacinie (z greckim cytatem) Nycticorax, czyli Kruk Nocny, co jeszcze podkreśla psychopompiczność jego. Być może ślepowron jako taki najpierw zaistniał w legendzie, jako mityczny nocno-wodny (więc wybitnie mediacyjny) ptak od dusz umarłych, a dopiero wtórnie i racjonalnie dopasowano tę nazwę do realnego gatunku nocnej czapli.

Z wymienionych glifów herbowych wynika następujący program ideowo-mitologiczny: oto jest Środek Świata, gdzie na Kosmicznej Górze, wznoszącej się z jeziora lub morza będącego zabytkiem Pra-Wód chaotycznych poprzedzających Stworzenie i będących dlań zarazem rodną macicą jak i zagrożeniem straszącym końcową zagładą, rośnie Kosmiczne Drzewo sięgające nieba, na którego szczycie zasiada Ptak, który kiedyś u Prapoczątku wyłowił świat z otchłani wód, więc w istocie ów świat stworzył, a teraz czuwa nad nim wypatrując zła, by mu w porę dać odpór. Patrz przepiękny poemat Jacka Dobrowolskiego "Raróg", gdzie tytułowy sokół - w istocie bohater-bóg - wciąż staje do kosmicznej zwycięskiej bitwy ze smoczowężowym złem. Przeglądając herby można się domyślać, że u szczytu Drzewa było - zamiennie lub wraz z Ptakiem - "świecidło" (tak Artur Sandauer pięknie przełożył hebr. orot, Ks. Rodz. 1.14), pewnie gwiazda, która jeśli rysowana była jako krzyżyk, zlać się mogła z krzyżem-drzewem i krzyżem-kaźnią. Gwiazda, Polarna, jako taka wskazuje na oś świata. Woda u stóp Góry i u korzeni Drzewa też miewa postać dwojaką: bywa wodą stojącą - jeziorem lub morzem, lub wodą wypływającą, rodzącą się - żywą wodą czyli źródłem (zauważ w tym słowie rdzeń "rodzić").

pelikan_02.jpg
Gołąb jako Duch św. - szczegół z muralu sochocińskiego. Foto Ignacy Jóźwiak
Pełny program zawiera więc następujące człony: jezioro/morze/źródło -> góra -> drzewo -> ptak -> gwiazda.

Tak powinna wyglądać kompletna ikona, zawierająca ideę kosmicznego środka pełnego mocy.

Ptak, jak już wspomniałem, odegrał w tej mitycznej strukturze podwójną rolę: po pierwsze, Pierwotnego Wyłowiciela-Stwórcy i po drugie: Czuwacza-Obrońcy, którego obecność strzeże ode złego. W pierwszej roli jego miejsce w dole, poniżej Drzewa, gwoli przypomnienia o jego pierwotnym kreatorskim ponurzeniu - gr. baptismos, który to termin po pol. oddany dziwacznie jako "chrzest"; w roli drugiej na szczycie Drzewa, a w istocie w/na niebie, w Górnym Świecie, ale nie zapominając o roli pośrednika między Górą a Dołem, jako że moce i bóstwa górnego świata mają wrodzone zamiłowanie do odlatywania... w niedostępną ludzkości oddal, co nieustannie czynili ulubieni dei otiosi Eliadego. Skoro Ptak jawi się w dwóch rolach, spodziewać się można jego podwojenia w ikonach; podwojenie też sprawi, że Górny Ptak od Ptaka Dolnego różnić się będzie gatunkiem - gatunkiem ornitologicznym, z którym do mitu należąc jest utożsamiany.

Te podwójność znajdujemy w nazwach pewnych ptaków w pewnych językach. Ptakiem-wyłowicielem jest ptak wodny, nurkujący. Na Północy jest nim nur, ros. gagara (nazwa od głosu), kultowy ptak ludów tamtych stron, np. Nieńców (patrz "Wywiad z Leonidem Larem"). Nur po grecku nazywa(ł) się kolymbos, dziwnie podobnie do łacińskiej i słowiańskiej nazwy całkiem innego ptaka: gołąb/gołub, columba. I oto w rosyjskim folklorze śpiewanym właśnie gołąb jest ptakiem najbardziej "kultowym", ptakiem najczęściej z tęsknym westchnieniem przyzywanym; warto przy okazji zwrócić uwagę na niesłychane uwrażliwienie na ptaki u (wszystkich trojga) Rusów.[3] Jedno z rosyjskich słów na kolor niebieski, kolor nieba, to gołuboj - co jeśli nawet tylko przypadkowo zbieżne z nazwą gołębia, to z pewnością wzmaga jego "niebiańskość". Z drugiej strony jest tam słowo głubok(ij) - głęboki, a i w naszym języku słowa głąb i gołąb są dziwnie podobne. Co by wskazywało na związek tego ptaka również z głębinami, oczywiście prawód, jak i na to, że po kilku indoeuropejskich językach wędrowało pojęcie ptaka zarazem bawiącego na niebie i w głębi wód[4], a słowo go oznaczające ostatecznie przylgnęło albo do wariantu dolnego (w grece), albo do górnego (w łacinie i w słowiańskich), pozostawiając jednak ślady pozwalające domyślić się stanu pierwotniejszego. Że nowy nieznany ląd za oceanem, Amerykę, "wyłowił" Kolumb, Cristoforo Colombo, a w kosmos pierwszy poleciał Jurij Gagarin, w tym kontekście zupełnie nas nie dziwi. Archetypy wyświetlają się nieustannie i historia przed nimi się nie zasłoni.

pelikan_03.jpg
Pelikan karmiący - szczegół z muralu sochocińskiego. Foto Ignacy Jóźwiak
Pelikan dobrze wpisuje się we wspomniany archetyp, będąc ptakiem zarazem wodnym i zanurzającym się (chociaż realne pelikany, lekkie przy swojej wielkości, czynią to z trudem i moczą raczej tylko szyje) - i białym, więc nawiązującym do niebiańskiej świetlistości. Na dobre do mitologii wprowadził jednak pelikana późnoantyczny zbiór opowieści o zwierzętach tytułowany "Fizjolog". Stamtąd pochodzi legenda o tym, że pelikan wpierw zabił swoje pisklę "bo było niegrzeczne", następnie on lub jego samica-matka wskrzesił(a) je po trzech dniach, spryskując je krwią z własnej dziobem rozdartej piersi. Inny wariant tej dziwnej[5] historii opowiada o karmieniu piskląt własną krwią. Tak ujęty pelikan na trwale wpisał się w chrześcijańską symbolikę, stając się zamiennikiem Chrystusa, zarówno w dziele wskrzeszenia, jak i karmienia swą krwią dzieci.

W muralu z Sochacina i w podobnych obrazach postać pelikana - na równi z Gołębiem-Duchem Św. - pozwoliła twórcom wprowadzić ptaka w jednym bądź drugim z jego kosmicznych pojawień do chrześcijańskiej ikony nie budząc podejrzeń o nieprawomyślność. Pod "skrzydłami" (znów ptasia metafora...) Kościoła zawsze niebezpiecznie było głosić herezje słowem. Za to herezje rysowane-malowane lub rzeźbione uchodziły dużo gładziej; zdaje się że "duszpasterze" programowo przymykali oko na takie praktyki. Dlatego warto, by profesjonalni badacze systematycznie przejrzeli polskie i ościenne kościoły pod kątem nie całkiem prawomyślnych ikonicznych zabytków. Sam, niefachowiec, zauważyłem kiedyś w jednym starym drewnianym kościele w Leśnie (obok są Dziemiany, Brusy, Wdzydze - czyli Kaszuby) niekanoniczną trójcę z Jezusem, Maryją i Marią Magdaleną, a na przykościelnym cmentarzu grób kapłana ze znakiem Uroburosa.

Mogło tak być, że twórcy, wyrażający się w rysunkach i malowidłach, rozproszeni w czasie i w przestrzeni, składali się na tajemną Sektę Pelikana, czczącą Boga pod postacią Ptaka i przez to stawali się "kanałem" dla tego samego archetypu, który wy(ob)raził się w herbach Jastrzębiec, Jezierza i Ślepowron, w pieśniach w rodzaju "Horyły wohni" i w arktycznym kulcie nura-gagary.

Mam hipotezę-podejrzenie, że pelikan w heraldyce i w lokalnych emblematach i ikonach pojawia się tam, gdzie wcześniej poganie jawnie czcili Kosmiczne Ptaki i może być tamtych kultowych ptaków chrześcijańskim wygodnym zastępnikiem. Na to przypuszczenie naprowadził mnie herb mojego rodzimego miasta Łowicza, gdzie pelikany rysowane są dwa, symetrycznie umieszczone po dwóch stronach drzewa. Drzewo oczywiście natychmiast odsyła do drzewa kosmicznego, podwójność zaś pelikanów zwraca czujną uwagę, ponieważ jest mało kanoniczna: kanoniczny pelikan powinien występować w pojedynkę. Podwojone u stóp drzewa są zwierzęta-strażnicy (tegoż Drzewa) - i stróżujące ptaki u drzewa faktycznie bywają w ikonicznym folklorze Słowian, zwłaszcza wschodnich, a i u nas, jako "kogutki" w wycinankach łowickich i kurpiowskich. Mając to na uwadze, pelikany w łowickim herbie wydają się być ledwie powierzchowną chrystianizacją starszego idącego gdzieś z głębi wieków przekazu. Sam Łowicz, pierwotnie osada na wyspie-kępie górującej nad błotami w pradolinie Bzury (kiedyś wielkiej, dziś bardzo przez ludzkie roboty spodlonej) "aż się prosi" o to, by dawna Słowiańszczyzna, albo i starsi Lugie[6] widzieli tam dobre miejsce na wspominanie Ptaków, co po wydobyciu świata z wód spoczywają czuwając na szczycie drzewa lub u jego stóp. Łowicz[7], zanim zbudowano miasto, był kępą dębów wznoszącą się nad rozlewiskami i trzęsawiskami.[8]

pelikan_04.jpg
Liściasta gałąź z wyrastająca z krzyża - szczegół z muralu sochocińskiego. Foto Ignacy Jóźwiak
W muralu z Sochacina mamy po kolei wszystko ze wspomnianego mitologicznego programu: krzyż Chrystusowy jest jawnie ukazany jako Drzewo, co podkreśla żywa liściasta gałąź z niego wystająca. Drzewiastość krzyża uwydatnia też to, że jest on pniem drzewa z korą i sękami, bez śladów ciesielskiej obróbki. U stóp krzyża-drzewa, jako echo Ptaka Ponurnego Wyłowiciela widnieje pelikan, rozkrwawiający swą pierś i karmiący tak swe dzieci. Ponad Drzewem unasza się drugi ptak, tym razem gołąb wcielony w Ducha św.; promienie idące od niego czynią zeń zarazem "świecidło" czyli gwiazdę, pośrednika między Niebem i ludzkością, źródło Światła Żywego. Symetrycznie, u dołu spod drzewa-krzyża wypływa źródło wody. Otoczone - żeby archetypowi bądź mitycznemu programowi stało się zadość - kamieniami, które są gdy im się lepiej przyjrzeć - białe! A wiemy, że sacrum Słowianom manifestowało się na białych (koniecznie) kamieniach: "kamiń marmurowy... a spod toho kaminia wodiczka wypływa..." - jak śpiewali kiedyś Łemkowie, a za nimi niedawno Orkiestra Św. Mikołaja.

Biel należy tu do systemu-mitemu: białym było to, co środkowe i najbardziej naładowane mocą. Dlatego szczególnie święte źródło (istok) nazwano białym; tak się wykłada nazwa miasta Białystok: Biały-istok. Nazwa Białoruś, gdzie "biały" zaznacza centralną najważniejszość, jest echem starań Połocka, pierwszej tamtejszej stolicy, o dominację w Rusi.

pelikan_03a.jpg
Białe kamienie i źródło wody - szczegół z muralu sochocińskiego. Foto Ignacy Jóźwiak
W obrazie z Sochocina mamy ciąg symbolicznych wizerunków: góra (krzyż stoi w górskim krajobrazie) -> woda-źródło / biały kamień -> nurkujący wodny, a zarazem biały i świetlisty ptak-strażnik u stóp drzewa -> drzewo kosmiczne -> drugi ptak ponad drzewem, przy tym będący źródłem światła jak gwiazda. Razem jest to obraz Mocy płynącej z centrum-osi świata i rozpływającej się w świat ludzi pod podwójną sakramentalną postacią światła i wody, i jednocześnie aluzja do opowieści o ptaku-wyłowicielu.

Gdy się przyjrzeć wszystkim elementom, to Chrystus Ukrzyżowany wydaje się tam być chrześcijańskim cytatem wklejonym w pogańską ikonę... bo nie odwrotnie! Jako że to, co niekanoniczne i nie-ściśle-chrześcijanskie, wyraźnie w tym obrazie przeważa.

To, co chrześcijańskie i co pogańskie, stapia się tutaj, zapewne w jakieś "naturalne chrześciajaństwo", o którym tak ciepło pisał Eliade, według swego krytyka[9] będąc prorokiem tej religii w przebraniu naukowca.

Jorge Luis Borges pisał o "sekcie feniksa". Od feniksa do pelikana niedaleko. Sekta Pelikana, jak widać, ma się dobrze...


Wojciech Jóźwiak

18 sierpnia 2009


PS. Od (z kolei) mojej córki Gabrieli dostałem zdjęcie herbu Ostrowi Mazowieckiej. Nie znalazłem objaśnień, skąd się ten herb wziął. Rysunek drzewa pewnie z kontaminacji nazwy miasta (ta) Ostrów, wcześniej Ostrowia, z heraldycznym przedmiotem "ostrew" czyli żerdź z sękami, wyobrażanym w paru polskich herbach. Ale skąd te szamańskie znaki, księżyc i gwiazda, po bokach? - czyniące z tej "ostrwi" prawdziwe Drzewo Kosmiczne? Czy to był dawniej samodzielny rysunek, czy pożyczka z innego herbu szlacheckiego w rodzaju Leliwy? Tak czy inaczej, herb tego miasta, które znam mało, chociaż przejeżdżam tamtędy niezliczenie razy, miał swój wkład jako jedna z inspiracji dla logo Taraki. (WJ)

pelikan_052.jpg pelikan_051.jpg
Herb Ostrowi Mazowieckiej. Foto Gabriela Jóźwiak


Przypisy

[1] Sochota ... zdrobnieniem. Imiona skracano-zdrabniano (zgrubiano?) do pojedynczych sylab zakończonych na -ch; żywe są takie skróty Stach, Zbych, Zdzich, a ze słów pospolitych brach (< brat) i druch (< drug = przyjaciel, "ten drugi"; słowo nieetymologicznie pisane "druh"). Ale mówiono też Jach (< Jan; skąd nazwisko Jachowicz), Piech (< Pietr/Piotr, > Piechowiak), Wach (< Wacław, > Wachowski), Włoch (< Włodzislaw, > Włochy, d. wieś, teraz dzielnica Warszawy, wcale nie od Italii!), Łoch (<Łodwik/Ludwik, > Łochów), Gmoch/Dmoch (< Dmitr/Dymitr, > Dmochy, Dmoski - pisane hiperpoprawnie jako "Dmowski"). Od imienia w rodzaju Żelisław wzieło się Żech/Żoch, skąd popularne na Mazowszu nazwisko Żechowski lub Żochowski. Takimi imionami-skrótami bawiono się dalej, i tak z Pietra > Piecha zrobił się Piechota (bo nie od chodzenia pieszo!), z Sulisława >Sucha > - Suchota, skąd nazwisko Suchocki, ze Stacha > Stachura, z Dmitra > Mitura. Od tych imion urabiały się nazwy miejscowości, od nich nazwiska. Dochodziła adideacja do słów pospolitych, widoczna we wspomnianych Piechota, Suchota.

Sochota, eponim Sochocina (ale i Sochaczewa - który pewnie brzmiał zrazu "Sochocew", co raziło wstydzące się mazurstwa uszy) prawdopodobnie był od imienia/imion w rodzaju Sobiesław, też istniejących w formie Sobiesz, skąd sławni Sobiescy.

[2] Kolor szaroniebieski ... między ... śmiercią. James Hillman odkrył, że niebieski jest (psychologicznie) kolorem pośrednim między bielą a czernią; pisał np.: The blue transit between black and white... - www.pantheatre.com/pdf/6-reading-list-blue-gb.rtf. Ślepowrony mają pióra białe, szare, niebieskawe i czarne.

[3] Ptaki u ... Rusów. Podpowiedziała mi to Maria Dzierżanowska - dzięki!

[4] Głębi wód. Głębię dostrzegamy zarówno w wodzie, jak i w niebie!

[5] Dziwnej historii. W istocie, w porównaniu z mitem Chrystusa - prostacko bluźnierczej.

[6] Lug(iow)ie. W okolicach Łowicza w Okresie Rzymskim żyli ludzie Kultury Przeworskiej, jeden z ich etnosów znany jako (gr., za Ptolemeuszem) Lugioi; w pobliskim Kozłowie nad Bzurą został po nich ceremonialny grób-pochówek suki.

[7] Łowicz. Uporczywie zagadkowa nazwa Łowicz bywa wyprowadzana od (nieznanego skądinąd) imienia Łowik. (Ale przez Andrzeja Bańkowskiego od Ło(d)wika-Ludwika! Choć niewykluczona kontaminacja tych imion, własnego i frankijskiego.) Czy ów Łowik nie był imieniem lub przydomkiem tamtego Ptaka-Wyłowiciela? Łowik = ten, który wyłowił. Nazwa Łowicz musi być skrajnie archaiczna, skoro użyta została przez Bułgarów jako Łowecz na północ od Starej Płaniny, a przecież tamtejsza gałąź Słowian z Polakami zerwała więzi około 500 r. naszej ery. Imię to musiało więc być w użyciu u Słowian jeszcze w ich wołyńskim urhajmacie.

(Łowecz bywał też zwany "Łowcza", na co wskazuje turecki wariant tej nazwy: Lofça. Miasto ma starszą historię: założone przez Traków jako Melta.)

[8] Nad rozlewiskami i trzęsawiskami. Jeszcze z dzieciństwa - lata 1950-te - pamiętam powodzie na Bzurze, kiedy wylana woda otaczała Łowicz naokoło, prócz dróg i kolei idących nasypami.

[9] Eliade, według swego krytyka. Wiktor Stoczkowski, Ludzie, bogowie i przybysze z kosmosu, wyd. PIW 2005


Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)