Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

11 sierpnia 2011

Wojciech Jóźwiak

Sen o megafaunie
O zwierzętach mocy i filmie Herzoga

Kiedy jeszcze jako nastolatek usiłowałem zorientować się w świecie (w który od niedawna byłem, jak powiadają egzystencjaliści, wrzucony), dziwiło mnie, że wielkie zwierzęta, ssaki - słonie, nosorożce, żyrafy, hipopotamy, bawoły, antylopy, koniowate, wielbłądy - żyją w Afryce, w mniejszej liczbie w Azji, ale na innych kontynentach jakoś ich nie ma. W Australii te kangury, największe wielkości człowieka, w Ameryce Pn. właściwie tylko bizony, w Ameryce Południowej prawie nic. Zwłaszcza ten ostatni kontynent dziwił mnie swoim bezludziem od wielkich zwierząt, rażącym na tle bujnej flory. (Dlaczego?!) Przy tym dowiadywałem się, że wielkie ssaki i tam żyły, i były dziwne, jak makrauchenia i olbrzymie leniwce, ale wymarły. (Dlaczego?!) W Europie też żyły wielkie ssaki, np. mamuty, a zostały z nich tylko żubry..., i tury, którym pozwolono wymrzeć całkiem niedawno, niecałe 400 lat temu, zresztą w tych lasach, na których miejscu zbudowano (mój) Milanówek. Stopniowo ujawniała mi się prawda o megafaunie. Zapewne młodsi wiedzą o tym od przedszkola, ale to dlatego, że w ogóle uświadomiono sobie losy megafauny dopiero w ostatnich paru dziesięcioleciach.

Prawidłowość jest taka, że jeśli przyroda dostanie kilka milionów lat (3?, 5?) spokoju, to wytwarza megafaunę. Ze ssaków (dawniej terapsydów) lub z ptaków (dawniej dinozaurów). Megafauna powstaje wszędzie. Współcześnie mamy megafaunę, sawannową w Afryce, a raczej jej resztki. Znakomicie się rozwinęła też megafauna ssaków w tak niegościnnym zdawałoby się środowisku jak oceany i ich wybrzeża, także te pokrywające się lodem, mam na myśli walenie (pokrewne hipopotamom i krowom), morsy, foki i uchatki (pokrewne psom i łasicom) i niedźwiedzia polarnego, całkiem młodego drapieżnika-giganta w tym środowisku.

Obecność wielkich drapieżników jest najlepszym wskaźnikiem megafauny. Tam, gdzie żyją mimo braku wielkich zwierząt łownych, są żywymi świadkami tego, że megafauna tam była i niedawno zanikła. Tak jest z jaguarem i pumą w Ameryce Południowej.

To, że megafauna ssacza jest w Oceanie Arktycznym, a nie ma jej (prawie) w Amerykach ani w Europie, to dlatego, że całkiem ewolucyjnie niedawno zjawił się wyjątkowo sprawny drapieżnik, który ją zlikwidował. Oczywiście byli nim ludzie. Zanim jeszcze powstały cywilizacje, pierwotni łowcy, którzy skolonizowali najpierw Australię, potem Ameryki, zostawili po sobie pogrom-zagładę zastanej zwierzyny czyli megafauny.

Przetrwały nieliczne gatunki, zwłaszcza te, które ewoluowały w towarzystwie człowieka i dostały wdruk, by unikać dwunogich. (Kto nie miał genów na unikanie, został zjedzony.) Dlatego paradoksalnie aż do najnowszych czasów przetrwała prawie bez start megafauna Afryki, gdzie ludzie byli "zawsze", tzn. tam spędzili swoją ewolucję jeśli nie liczyć ostatnich ok. 100 tys. lat. Przetrwały też gatunki ze środowisk takich, gdzie nie konkurowały z człowiekiem, gdzie on zaglądał do niedawna rzadko lub wcale: fauna wysokich gór, oceanu, Arktyki.

Przez miliony lat żyliśmy - tzn. nasi przodkowie - wśród megafauny i gdzieś obraz wielkich stad wielkich ssaków nosimy na dnie umysłu, i jest to jeden z najbardziej energetyzujących obrazów. (Prawie jak seks.)

Właśnie dlatego dzieci - istoty bardzo czułe na impulsy idące z genów - tak chętnie bawią się zabawkami-zwierzętami, wśród których przeważają te megafaunowe, jak konie, słonie, niedźwiedzie. I chętnie chodzą do zoo. Dla nich, a właściwie dla tego impulsu z genów, w ogóle te gałęzie przemysłu powstały - ogrody zoologiczne i zabawki.

Jestem świeżo po filmie Wernera Herzoga "Jaskinia zapomnianych snów". O Jaskini Chauveta we Francji, w Masywie Centralnym nad rzeką Ardèche, którą odkryto w 1994 roku, pełną rysunków sprzed 30 tysięcy, a może nawet 34 tysięcy lat. Jest to najstarsza prahistoryczna galeria sztuki. Ówcześni paleolityczni Europejczycy rysowali - co? - megafaunę. I od razu robili to perfekcyjnie. Zwierzęta na ścianach tej jaskini są przedstawione "jak żywe", a nawet bardziej niż jak żywe, ponieważ rysownicy umieli wydobyć ideę, istotę poszczególnych zwierząt, pokazać to co w nich jest konstytuujące - budujące konia, żubra, lwa, nosorożca. A przy tym nie przestawali, jako artyści, być realistami. W naszych czasach najbliższa ich stylowi jest tradycyjna grafika japońska, malarstwo zen. Jakby tamte malowidła węglem i ochrą czynił japoński mistrz zen. Wiele musieli medytować tamci mieszkańcy jaskiń u stóp alpejskich lodowców.

Co wtedy było? Ludzie już wiele dziesiątków lub set tysiącleci wywędrowali poza ojczystą Afrykę. W Europie obok siebie żyły dwie obie ówczesne rasy: "współcześni" czyli Ludzie z Cro-Magnon, i neandertalczycy. (Malowali ci z Cro-Magnon.) Australia już była skolonizowana. Po obu Amerykach chadzały masy wielkich ssaków nie wiedząc (jak to bydło), że ma przyjść człowiek i z nim na nie zagłada. Lwy przyżywały swój złoty wiek i żyły aż do granicy lodowca na północy i do Peru w Ameryce. U nas na linii Konin-Płock-Mława stał lodowiec. Pod lodem były Alpy. Duża część szelfów była lądem i Anglia łączyła się z kontynentem. W kotlinach Azji stały jeziora wielkie jak morza.

Nigdzie zapewne jeszcze nie znano rolnictwa. Ludzie paśli się na megafaunie. Żyli wśród wielkich zwierząt, karmili się ich mięsem, okrywali skórami, z kości sporządzali ostrza oszczepów i prawie cała ich aktywność nakierowana była na obserwowanie i studiowanie wielkich zwierząt i dzielenie się wiedzą o nich. Ich umysły wypełnione były obrazami zwierząt. W Europie zmrożonej glacjałem było ich nadspodziewanie wiele i różnorodnych. Był to - jakby - "chłodny" wariant megafauny afrykańskiej. Mamuty, nosorożce, bizony stepowe, konie, renifery, łosie, koziorożce. Z drapieżników lwy (to właśnie dzięki tym rysunkom wiemy, że jeszcze nie miały grzyw!), pantery, hieny, wilki, niedźwiedzie. Wciąż trwała wtedy unia umysłów ludzi - i wielkich zwierząt. To z tamtych i jeszcze wcześniejszych czasów bierze się zjawisko przejawiania się idei w umyśle człowieka w postaci zwierząt - mam na myśli szamańskie zwierzęta mocy.

To była epoka Zwierząt Mocy.

Jak o wszystkich archetypach niewiele można powiedzieć o nich wprost. Przekazywanie archetypów to sprawa artystów i wizjonerów. Do Jaskini Chauveta tacy schodzili.

W swoim blogu, Tomasz Gabiś napisał o twórczości Ernsta Jüngera:

Jüngerowski konserwatyzm polega nie na "konserwowaniu" tego, co było lub na chęci "restaurowania" tego, co minęło, lecz na zachowywaniu tego, co "zawsze zachowuje ważność".

Szamanizm w jednym ze swoich aspektów polega na kultywowaniu tego, co w nas archaiczne, genetyczne, idące w przekazie od najdawniejszych przodków. W naszym archaiku leżą źródła naszej siły. Pod tym względem szamanizm jest - czystym i skrajnym - konserwatyzmem, właśnie w sensie powyższego cytatu.


Wojciech Jóźwiak


komentarze

1. Polecam Herzoga "Grizzly Man" • autor: Nierozpoznany#4562011-08-11 23:11:19

2. Bardzo inspirujący artykuł! • autor: Mikołaj2011-08-11 23:17:04

Dziękuję.

3. * * * • autor: Nierozpoznany#23782011-08-15 23:31:02

też oglądałam ten film na niedawnym festiwalu planete doc review(zdaje się że taka nazwa). To było rzeczywiście piękne. Ciekawe jest to, że nie rysowali człowieka....dlaczego?

4. Świetny artykuł • autor: Nierozpoznany#1742011-09-09 21:17:31

Ja także dziękuję. Zobrazowałeś nam Panie Wojtku niemal na równi z Herzogiem.
Ludzie studiowali wnikliwie zwierzęta aby finalnie doprowadzić do ich zagłady (wielu gatunków). Cóż, takie życie... Zapewne gdyby ówcześni łowcy mogli przewidzieć co się stanie to przeszliby na wegetarianizm. Tia ;) Swoją drogą to musiał być niesamowity taki łowca który w ramach odpoczynku a może skupienia medytował przed polowaniem - coś jak np: Małysz przed skokiem.
Pozdrswiam
ps: filmu jeszcze nie widziałem ale gdy odsyłacz z artykułu pokazał mi rysunek końskich głów od kłębu... rzeczywiście - jak żywe.
[foto]

5. O megafaunie i ludziach jej świadkach, jeszcze • autor: Wojciech Jóźwiak2011-09-09 21:51:06

Dzięki za pochwałę, Rajah197!

Ludzie studiowali wnikliwie zwierzęta aby finalnie doprowadzić do ich zagłady (wielu gatunków)

Tak to się wydaje teraz, kiedy setki tysięcy lat skracają nam się w jeden obraz "ludzi pierwotnych". Myślę, że było tak, że były ludzkie populacje (plemiona, narody, "kultury"), które studiowały zwierzęta i ludzie ci umieli żyć w równowadze z karmiącymi je stadami. Po czym przychodziły inne "kultury" (najsłynniejsza z nich Kultura Clovis z Ameryki Pn.), które miały do megafauny taki stosunek, jak poławiacze wielorybów w XIX wieku: KILL THEM ALL. Ci rabusie przyrody wygrywali, bo tam, gdzie oni przeszli, ci "studiujący" już nie mieli szans bytu.
Kultura Magdaleńska (która nastąpiła 15 tysiecy lat po ludziach którzy malowali jaskinię Chauveta, znana z jeszcze sławniejszych malowideł) trwała 8 tysięcy lat! To było nie tylko posługiwnaie sie podobnymi narzędziami, ale ciągłość kulturowa polegająca m.in. na ciągłości praktyk magicznych w tych samych jaskiniach. Oni, a także ich pra-praprzodkowie od jaskini Chauveta, musieli swoje malowidła postrzegać jako (OD)WIECZNE, jako coś, co istnieje i istniało zawsze. Przez cały ten czas: 32 tys lat temu, 17 tys. lat temu, 9 tys lat temu, te stada megafauny, które oni obrazowali, musiały żyć tam, na południu Francji, inaczej te malowidła nie miałyby sensu. Czyli tamci ludzie nie tylko polowali na zwierzęta, ale i w jakiś sposób o ich stan dbali. Aż przyszła "faza" agresywnych rabusiów zwierząt, w rodzaju tych z Clovis, po przejściu których nie zostało ani megafauny ani ludzkich kultur z niej żyjących.
Więc nie możemy oskarżać w czambuł "ludzi pierwonych", że wymordowali tamte piękne zwierzęta, bo to nie oni wszyscy uczynili, a tylko nieliczni, późni i skuteczni.

Pozdrawiam!

6. Chwała • autor: Nierozpoznany#1742011-09-10 20:27:47

Dzięki za dzielenie się wiedzą, Panie Wojtku.
Mogło tak być że co po niektórym przestała odpowiadać rola opiekunów i zaczęli fazować, podjarani swymi odkryciami w dziedzinie oręża, na urodzonych morderców. Ale czy nie mogło być też i tak że populacja się rozrosła i w sposób naturalny zasoby megafauny się wyczerpały?
Coraz więcej ludzi cieszy się z posiadania własnej stadniny koni mocy pod maską auta. Na drogach sznury samochodów jadących nie wiadomo po co i dokąd. Dróg przybywa i coraz to lepszych. Kiedy to się skończy? Ktoś o tym medytuje?
Pozdrawiam
Radek
ps: Głosuję na Palikota. Ma w programie kija na czarnodupców (czeskie określenie kleru:)) i chce zabrać wydatki z budżetu na armię i dać to na kulturę. Z uwagi na różne kultury w rozwinięciu artykułu Pana Wojtka pozwoliłem sobie na ten ps :)

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)