zdjęcie Autora

20 grudnia 2008

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Sny i wizje (odcinków: 2518)

Sen o Wałęsie

Kategoria: Sny i wizje

« Spotkanie szkolnego kolegi Sen o kopaniu pod kable »

Taki sen śnił mi się parę dni temu. Z grupą ludzi (którzy później gdzieś poznikali, sen zapomniał o nich) szedłem w góry. Na „Świnicę”. To miała być jakaś góra, chociaż nie identyczna z tamtym tatrzańskim szczytem. Droga zagłębiła się w stary las, zrobiło się mroczno i bezludnie, dreszczyk emocji, że tu jakieś dzikie zwierzęta. Szedłem pierwszy, reszta grupy  gdzieś dalej z tyłu, i faktycznie: zobaczyłem z przodu zwierzęta, duże drapieżniki, kotowate, najbardziej podobne do pum, może do gepardów. Pomyślałem, że w Polsce to mogą być tylko rysie, i odtąd tak już się nazywały, rysie, chociaż wyglądały inaczej i były większe. Przeszły przez drogę z prawa na lewo i z dołu pod górę, nie interesując się ludźmi. Było ich około siedem. Za jakiś czas idąc tą drogą doszliśmy, ja kilka kroków przed pozostałymi, do opuszczonego domu przy wodnej konstrukcji nad rzeczką: jakieś ujęcia wody, kanały, przepusty, wszystko to na pół wyschnięte, opuszczone. Ktoś tam mieszkał, rozważałem czy wejść, ale nie zapukałem. Dalej za tym miejscem był znowu teren zaludniony, znów równina, góry jeśli były to odsunęły się na horyzont; pola świeżo po żniwach, otwarta przestrzeń i szosy rozchodzące się na różne strony świata z nazwami miast na drogowskazach; tych nazw nie pamiętam. Od tego miejsca miałem jasność, dokąd idę: szedłem odwiedzić Lecha Wałęsę. (Z którym w realu nic mnie nie łączyło.) W śnie był jakimś moim dawnym znajomym, takim o którym się wie, że gdzieś sobie żyje, ale nawet nie ma specjalnej ciekawości, żeby do niego napisać, czy zadzwonić, a tym mniej pojechać. Przyszedłem do jego domu. Okazało się we śnie, że Wałęsa po swojej politycznie karierze wrócił do swoich, czyli w góry, pomiędzy sąsiadów-górali, i jakoś z nimi gospodarował. Nie śpieszył się, siedzieliśmy u niego w izbie przy stole i herbacie. Jedyne, czym się wyróżniał jego dom, była ogromna hala, niby stodoła do trzymania siana, ale rozmiarów takich, że stanowiła jakby własny kosmos. Z zewnątrz wyglądała jak wielka czapka nasadzona na szczyt góry. Była drewniana, a dach czerwony, chociaż nie zauważyłem z jakiego materiału. Od wewnątrz okazywała się tak wielka, że podłoga była stokiem wzgórza, a pod stropem zbierały się chmury. Do tej hali wchodziło się drzwiami z jego domu. Ten wielki gmach z daleka wyglądał solidnie, ale z bliska okazywały się ślady pracy amatorskiej, jakiejś łataniny z nierównych desek, z czegoś co akurat było pod ręką. Pochwaliłem gospodarza, że tak ładnie ta budowla mu się udała, a Wałęsa (czy kimkolwiek on był) ze skromną dumą odpowiedział, że owszem, zastał budowlę w stanie niekompletnym, ale wytrwale, własnymi rękami ją dokończył.

Sny i wizje: wstęp na końcu

Każdy, kto ma profil w Tarace, może swoje sny i wizje tu zapisywać.
Każdy, kto jest zalogowany, może sny i wizje komentować.


« Spotkanie szkolnego kolegi Sen o kopaniu pod kable »

Komentowanie wyłączone wszędzie od 1 sierpnia 2020.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)