Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

16 stycznia 2008

Wojciech Jóźwiak

Septem Sermones de Egregoribus Jana Witolda Suligi
czyli o egregorach i adideacjach

Kategoria: Pytania i granice
Tematy/tagi: egregor

Sporym odkryciem dla mnie w niedawnym czasie są "lekcje" Jana Witolda Suligi o egregorach, zamieszczone w jego blogu - CTUD. Siedem odcinków - aż się przypomina Jungowa baśń Septem Sermones ad Mortuos czyli Siedem Kazań do Umarłych. Co to jest egregor, J.W. Suliga rozumie inaczej niż ja zwykłem dotąd. Napiszę dalej o tym więcej. Lektura "Lekcji" Suligi wciągnęła mnie... To tak jakbym odkrywał myślowe struktury jakiegoś nieznanego mi dotąd plemienia... Egzotyka! Poglądy które przedstawia Suliga przypominają gnostycyzm, może nawet z manichejskimi akcentami i zaratusztriańskimi korzeniami.

To niezwykłe, że pewni ludzie wciąż odnajdują się - ze swoim charakterem, ze swoją mentalną konstytucją - w typach i systemach myślowych, które "wyobraziły się", to znaczy swój wyraz osiągnęły, przed tysiącem/ami lat. Dziś wciąż ktoś okazuje się być urodzonym gnostykiem, urodzonym kabalistą, urodzonym buddyjskim mnichem itd. I to tu, na Mazowszu i w czasach ponowoczesnej globalizacji... Wyznawanie gnozy, manicheizmu, ale i buddyzmu, taoizmu czy czegoś, okazuje się w "naszych czasach" i chyba ostatecznie, sprawą nie epoki ani kraju czy "kultury", tylko - wrodzonego charakteru, wrodzonych (najprawdopodobniej) dyspozycji umysłu. Trzeba się kimś takim urodzić.

Wracając do egregorów... Poważnie podejrzewam, że pojęcie 'egregor' wzięło się z adideacji, czyli naprawdę, z nieostrożnego posługiwania się słowami. Pierwowzorem było użyte raz w Septuagincie (Treny 4.14) w liczbie mnogiej słowo egrēgoroi, co zdaje się oznaczać "zbudzeni, czuwający, nie śpiący" - ale to słowo rzadkie, w niedawno wydanym a bardzo obszernym słowniku greckiego nie odnotowane, więc pewnie i z marginalnym zastosowaniem w starożytnej grece. Użycie tego słowa w tamtym miejscu Biblii - gdzie autor-poeta opisuje cierpienia mieszkańców obleganej i podbitej Jerozolimy - wygląda na błąd, ponieważ w oryginale hebrajskim stoi słowo o znaczeniu "ślepcy", tak zresztą tłumaczone w polskich Bibliach przekładanych z hebrajszczyzny. Błąd mógł być przyjęty jako zagadka, a jej rozwiązaniem wymyślenie postaci, które są zarazem ślepe i czujne, i w dodatku błądzą oblepione krwią - czy nie znakomite określenie dla demonów? (I jakże zgodne z midraszowo-hagadycznym myśleniem starożytnych Żydów.) Ale to wstęp do sprawy właściwej. W nowoczesnym użyciu słowo egregor - z greki wzięte i tam znaczące czuwający - zmieszało się czyli podległo adideacji z grupą słów łacińskich takich jak ag-gregare (przyłączać się, zbierać się do kupy, skąd nasz agregat czyli zestaw maszyn), gregatim (gromadnie), grex, etymologicznie greg-s (stado, grupa, zebrane towarzystwo; pamiętamy, że Długosz tak nazywał święto Kupały). Zapewne kręta i raczej nieświadoma myśl okultystów szła za następującymi skojarzeniami: skoro egrēgor to po grecku jakiś "czujny demon", a dziwnie podobne słowa łacińskie oznaczają przyłączanie, dołączanie, zbieranie się oraz powstałe przez to collectiva, to z pewnością jest to taki demon, który bierze udział w dołączaniu się i do kupy zbieraniu. Więc duch zbiorowości!

Greckie "czuwanie" zlało się z łacińskim "zbieraniem się razem" przez przypadkowe fonetyczne podobieństwo. To jest właśnie adideacja, czyli przenoszenie znaczenia z jednego słowa na inne dźwiękowo podobne. W polskim coś takiego dzieje się ze słowem 'kostyczny', które z greki i znaczy "złośliwy", dosłowniej "palący, piekący" (kaustikos). Ale u nas natrętnie przypomina słowa brane od (słowiańskich, rodzimych) kości: kostny, okostna, skostniały. Takie słyszałem wręcz definicje: "kostyczny... to znaczy skostniały!" No nie... Ale adideacja właśnie tak działa. Na tej samej zasadzie łacińskiego pochodzenia 'okazja' (od casus - przypadek, więc od idei padania czegoś - z nieba do stóp?) zbliżyła się znaczeniowo do rodzimego 'okazać się' (co od 'kazać' czyli ogłaszać swoją wolę). Albo 'oportunista' - które to słowo bywa rozumiane niby-po słowiańsku jako "stawiający opór", podczas gdy jest z łaciny i znaczy, oczywiście, "korzystający z dogodnej okazji, przychodzący na gotowe" - czyli właściwie przeciwieństwo tamtego. Być może inny pospolity błąd, jakim jest używanie słowa 'notoryczny' (z łaciny: jawny, znany; od notus - znany) w znaczeniu: "częsty, ustawiczny, uporczywy" też bierze się z adideacji, mianowicie owo dziwne 'notoryczny' z ciągiem spółgłosek n-t-r-cz-n przypomina podobnie zbudowane polskie słowa 'natrętny': n-t-r-t-n; albo 'natarczywy': n-t-r-cz-w. (Gdybym nie był astrologiem, zostałbym chyba językoznawcą.)

Dalszym ciągiem adideacji jest twórczość na tym polu, czyli układanie słów, które jednocześnie tłumaczą jakieś słowo obce i zarazem przypominają je zgłoskami. Trzy soczyste przykłady widzę polskie: 'pasożyt', a poprawnie pisząc 'pasorzyt' czyli "ten, co się w czyjejś rzyci (odbycie, jelitach) pasie" jako przekład grecko-łacińskiego parasitus - dosł. 'jedzący obok drugiego'. Po drugie, 'potęga' jako równoważnik łacińskiej potentia. Zauważmy, że w łacinie po należy do rdzenia, a w polskim słowie jest przedrostkiem. Trzecie: 'posiadać' urobione złudnie podobnie na wzór łacińskiego possido, co znaczyło z początku "obsadzam" i dopiero wtórnie "biorę na własność".

Wracając (nie do baranów, tylko) do egregorów, widzę tu pewien konflikt między użyciem tego słowa, które proponuje J.W. Suliga ('demoniczna istność, która w konieczny sposób stoi za czynieniem przez ludzi kultu') - a tym użyciem, więc i znaczeniem, do którego ja sam nawykłem: egregor jako pozorna inteligencja lub niższa inteligencja, więc i szczególna regularność zachowania, jaką wykazują ludzkie zbiorowości. Czyli - w skrócie - duch grupy. A poszerzając sens, także grupa sama, o ile jest ujmowana właśnie jako coś, co się usamodzielniło i nabrało własnej "istności".

Tymczasem u Suligi egregor jest jednoznacznie demonem, "gościem z ciemności", cieniem i niebytem usiłującym kosztem ludzi, lecz na próżno, zaistnieć i na koniec pożerający ich dusze i obracający je w siebie czyli w niebyt. A to przecież "śmierć wtóra", tym razem ostateczna, bo dla duszy nie dla ciała. Mnie ta wizja świata - gdyby ją wziąć serio - jest biegunowo obca, choć swą egzotyką ponętna, niby mity dalekich ludów bądź fantastyczne ontologie Tolkiena. Niemniej polecam tamten cykl wykładow, tu przeze mnie dowcipnie nazwany "Septem Sermones de Egregoribus" - to się czyta!


Wojciech Jóźwiak
16 stycznia 2008





komentarze

1. Obserwatorzy • autor: Nierozpoznany#85332014-09-15 21:31:29

Małe sprostowanie:

Egregoroi (lub akkado-sumeryjski odpowiednik, ´igigi´) - ´ci, którzy patrzą i widzą [wszystko]´, ´obserwatorzy´. Wg dawnych źródeł nie ludzie, lecz ´upadli´, strąceni z nieba/miejsca/pozycji, którą kiedyś zajmowali. Skazani na wieczne potępienie i śmierć wtórą jeszcze przed potopem; wiele z niedosłownych i niejasnych aluzji wskazuje, iż pozbawiani ciała oni i ich potomstwo są w istocie demonami, bądź należą do tej samej klasy bytów.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)