zdjęcie Autora

15 października 2012

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Auto-promo Taraki 2 (odcinków: 151)

Serce, umysł, o co tu chodzi?

Kategoria: Projekt Taraka

« Festiwal serca i umysłu - moje tezy Anielskie skrzydła i tour de haj, czyli o mówieniu o New Age'u »

Na „Festiwalu serca i umysłu” w piątek 19 października odbędzie się dyskusja panelowa na temat „Jak zjednoczyć serce i umysł? Jak zjednoczyć religię i naukę?”. Pisałem o tym w poprzednim odcinku.

Serce, umysł, religia, nauka... O co tu chodzi? Że „umysł”, a raczej logiczny rozsądek, bez „serca”, czyli uczuć, nie daje sobie rady, nie wystarcza do podejmowania decyzji w życiu, o tym wiadomo, choćby z badań Antónia Damásio, który w książce (słynnej) „Błąd Kartezjusza” (1994, po polsku 1997) wykazywał, że uczuć od intelektu nie da się rozseparować. A znowu żenienie nauki z religią to jakby węża z jeżem - pisałem o tym poprzednio. Więc pierwsza para (serce, umysł) JUŻ jest zjednoczona, a tej drugiej serio zintegrować się nie da. O czym zatem dyskutować? Czy zapowiedziane hasło tej dyskusji coś w ogóle oznacza, czy coś sensownego pod tym się kryje?

Oczywiście każdy może mieć własne skojarzenia i poglądy.

Ja widzę jedną rzecz, którą – być może i nie całkiem jasno - zasygnalizowano w tym tytule. Chodzi o rozwój. Czym my się głównie zajmujemy w obecnych czasach? Rozwojem. Kształceniem się. Nabywaniem wciąż nowej wiedzy, umiejętności i sprawności. Przeglądam rodzinę i znajomych: osoba A studiuje. Osoba B pisze doktorat. C robi kurs zawodowy. D uczy się trzeciego języka. E i F, oboje znakomicie już spełnieni w dotychczasowych zawodach, „chodzą” na POP. Ćwiczymy jogę, kungfu i karate, uczymy się tańczyć, kończymy kursy aromoterapii i koloroterapii. Uczymy się programowania; ja sam niedawno nauczyłem się genialnie pomyślanego systemu jQuery.

Gdzie problem? W tym, że mamy – społecznie i kulturowo – przetarte drogi nabywania konkretnych, narzędziowych sprawności. Taką narzędziową sprawnością jest (obcy) język, system programowania, prowadzenie samochodu, jazda na nartach, układanie ciała w pozycje jogi albo tai-chi. Ale podczas gdy umiemy nabywać te narzędziowe sprawności, pozostaje niejasne, co dzieje się z tym, kto trzyma te narzędzia?

Narzędzia są rozwijane, ale czy rozwija się ten, kto je trzyma? Czy trzymający narzędzia sprosta tym narzędziom? (Masz szybki i niezawodny samochód, ale dokąd nim pojedziesz?) Lub może jest tak, że rozwijanie narzędzi jest właśnie sposobem rozwoju tego, kto je trzyma?

To, co nazywamy duchowym rozwojem i do czego zalicza się szamanizm (lub neo-szamanizm), polega właśnie na rozwijaniu lub kształceniu tego czegoś-kogoś, co (albo kto) pozostaje poza rozwijaniem i kształceniem poszczególnych narzędzi.

To tyle na razie, rzecz jest do dyskusji.

Auto-promo Taraki 2: wstęp na końcu

Starsze teksty z tego cyklu w blogu Auto-promo.


« Festiwal serca i umysłu - moje tezy Anielskie skrzydła i tour de haj, czyli o mówieniu o New Age'u »

komentarze

1. Strzał w dychę! • autor: Nierozpoznany#61722012-10-15 08:27:50

Wojtku, w sam środek tarczy. Z obsesją rozwoju. Z dążeniami żeby "CV" nie tylko pracownicze, ale i to życiowe było wypchane po brzegi. A jak już nie starcza miejsca, czasu, pieniędzy, sił - to poczucie winy. Bo przecież trzeba się rozwijać. Wiem z autopsji. I rzeczywiście najtrudniej zdobyć się na aktywność, gdzie nie dają dyplomów, naszywek, t-shirtów, nie nadają kolejnych stopni wtajemniczeń, danów, pasów, tytułów. Stare dobre frommowskie "mieć czy być?" 
[foto]

2. A: Dzięki, B: chyba nie tak... • autor: Wojciech Jóźwiak2012-10-15 08:45:13

A) Dzięki Michale, za przychylny komentarz :)

B) Ale ja nie protestuję przeciw "obsesji rozwoju". Przeciwnie, przyjmuję to i uważam za główną cechę obecnego czasu. I nie uważam, żeby na to się gniewać, ubolewać, stawiać opór ani żeby wspominać stare-dobre-czasy i nimi się koić.
Co do dyplomów, to znakomicie mogę sobie wyobrazić kurs, po którym dają dyplomy "tego, kto zrealizował pełnię", albo "doskonalej osoby". Marzenia (lub mity) o "osiągnięciu oświecenia" i żeby ono było do tego "pewne" i poświadczone przez odpowiedniego eksperta - mówią właśnie o tym.
To, na co tu zwracam uwagę, to jest dysonans między nabywaniem sprawności narzędziowych (w tym tych "duchowych", jak np. w radiestezji), a budowaniem podstaw. Trudno to nawet nazwać, kiedyś mówiło się o doskonaleniu moralnym, ale te słowa się przestarzały.
Ale tu jest pewien test: należy zwracać uwagę na to, co jest narzędziowe, a co nie jest. To co naprawdę interesujące, jest właśnie nie-narzędziowe.
To tyle na razie. Dzięki za wpis.

3. Przypomniał mi się... • autor: Nierozpoznany#61722012-10-15 08:58:15

Przypomniał mi się mój pierwszy obóz survivalowy, mocno "militarystyczny". Miałem wtedy 15-16 lat. Pamiętam do dziś słowa instruktorów - "siłę, wytrzymałość, poszczególne umiejętności możecie trenować miesiącami, latami. My chcemy wam tutaj pokazać w jaki sposób się przełamać." Przez dobre sześć lat byłem związany z harcerstwem i sztukami walki, które rozwój traktują jako zdobywanie "formalnych" oznak i odznak podnoszonych kompetencji, sprawności (technicznej, fizycznej) i umiejętności. Ale za tym kryło się coś więcej - idea doskonalenia człowieka, dążenia do mniej lub bardziej sprecyzowanej doskonałości. Starożytni Grecy nazywali tę cnotę Arete. Ja nie ubolewam nad rozwojem, wręcz przeciwnie. Po prostu czasem łapię się na tym, że "kolekcjonowanie", "zbieractwo" stało się celem nadrzędnym. A wydaje mi się, że są zdecydowanie korzystniejsze sposoby. Przede wszystkim nastawienia, bez obsesji, kompulsji, uznając naturalny rytm, cykliczność pewnych procesów. Dla mnie osobiście bardzo dobrym "narzędziem", ale i kompasem jest koncepcja "Podróży bohatera" Campbella. Bo to nie jest wykres i krzywa stale rosnąca. To jest koło. Pozdrowienia
[foto]

4. Aktor - Obserwator • autor: Piotr Jaczewski2012-10-15 16:45:01

Dokładniej "Błąd Aktora-Obserwatora" mamy wpisany w język(być) i rzeczywistość (zwykła perspektywa 2 różnych punktów w czasoprzestrzeni). Skutkuje to swoistym konfliktem pomiędzy subiektywnością a obiektywnością.

To moja zwykła działka pisania ta wąska granica pomiędzy jednym i drugim. Kwestia tego, że jeśli o o łączeniu serca i rozumu mówią osoby zorientowane na serce, subiektywność to mówią o tworzeniu paranauki wedle swego sercowego widzimisię. Z kolei w drugą stronę, gdy osoby zorientowane na rozum, obiektywność mówią o łączeniu się sercem to przedstawiają utopijną  inżynierii społecznej wedle swego rozumienia.

A gdy bierzemy się za przedstwawianie tego na poziomie tożsamości: co dzieje się z tym, kto trzyma te narzędzia? Wychodzi stary dobry konflikt tożsamości. Konflikt pomiędzy "Ja społecznym" a "Ja indywidualnym". Ciężko tu też o stwierdzenie, "co jest nie-narzędziowe ?". Celowość, narzędziowość można przypisać do wręcz dowolnego procesu. Włącznie z pytaniem "co jest narzędziowe?" i "co jest nie-narzędziowe". Owa celowość jest stwierdzeniem obserwującego dane zjawisko obserwatora pt. "W tej aktywności jest sens, ona musi mieć jakiś cel".

Podobnie pytanie o nie-celowość, nie-narzędziowość jest pytaniem "Jaki jest inny sens danej aktywności?". I otrzymujemy pytanie o mit tj, ustaloną hierarchię wartości, zjawisk. Pytanie dalsze: Kto lub Co ów mit tworzy i jaki jest "zwykły" ludzki sens owego mitu.

Ps. Swego czasu dla jaj jak mnie męczono na kursach huny o dyplomy wydawałem "Dyplom Upoważniający Do Dobrego Życia". Zwyczaju nie kontynuowałem, bo w trybie ciągłym stosowany zabieg wychodzi na postawę "a ja mam jedynie słuszną wizję życia" (co się mijało z założeniami).

Komentowanie wyłączone wszędzie od 1 sierpnia 2020.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)