06 maja 2011

Marek Kurkiewicz

Serdeczności ducha

Kategoria: Pytania i granice

Przebudzenie

Jeszcze w rytmie snu, z niezbyt szeroko otwartymi oczami, po omacku szukamy drogi do codziennej pieśni... Chwila na wybudzenie ciała i połączenie go na nowo z tym co widzą oczy, słyszą uszy i czują dłonie, wydaje się nam wciąż zbyt krótka. Potem nieśmiałe kroki w stronę łazienki, spojrzenie w lustro i pierwsza konfrontacja z odbiciem. Czas zmyć z siebie noc z jej oniryczną, odwróconą logiką... Krople wody płynące za chwilę po naszych skroniach, policzkach, ustach zdają się odsłaniać nowe oblicze. Nowa twarz na nowy dzień.

Rytuał poranka. Świętość przebudzenia... Zmiana szat księżyca, na strój budzącego się słońca. Niezmiennie doniośle, zawsze podobnie, często bez namysłu.

W poszukiwaniu świętości skradzionej przez świat stechnicyzowanej rzeczywistości, stąpamy najczęściej ślepi i bezradni, jak porzucone młode kocięta. Instynktownie czynimy rytuał z codzienności chwytając się okruchów świata ducha.


Ciało

Nocą nabieramy sił. Porządkujemy to czego nie dostrzegliśmy minionego dnia, z tym czego w nim doświadczaliśmy świadomie. Nasza fizyczność zyskuje nowe doświadczenie, pamięć czasu, umiejętność komunikacji , z nami i bez nas. Dla nas i dla świata zewnętrznego. Poranne świętości uruchamiania fizycznej części nas samych, powinny służyć poznawaniu i łączeniu ducha z ciałem. Podczas kiedy umysł i dusza są tym, co tworzy nas wewnątrz, to z całą pewnością naszym nadajnikiem i odbiornikiem w świecie tu i teraz, jest nasze fizyczne "ja".

Sposób w jaki stąpamy po ziemi, w jaki dokonujemy zwykłych codziennych czynności, mówi wiele o nas samych. Poprzez dotyk doświadczamy istnienia wszelkiej materii w naszym otoczeniu. Możemy poczuć to co dla oka niewidzialne, ciepło, zimno, światło, wibracje. Wreszcie miękkość i twardość z oporem i otwartością innych ludzi . Relacje z własnym ja powinny być zatem w zgodzie z ciałem. Poprzez wzmacnianie świadomości ciała, poznawanie jego motoryki, odkrywanie pokładów nowych możliwości i odrzucanie nienaturalnych naleciałości - stajemy się, a nie tylko istniejemy. Przez proste praktyki, ćwiczenia, rozluźnianie napiętych miejsc, czytanie komunikatów płynących z nas samych, nie tylko stajemy się lepsi dla siebie, akceptujemy się i rozwijamy potencjały, ale wreszcie i świat odbiera nas bardziej serio. Świętość ciała i umysłu. Magiczna łączność tego co nieuchwytne z rozumianą przez zmysły rzeczywistością wrażliwą na dotyk. Kiedy doświadczamy kamienia sami stajemy się nim przez chwilę. Dotykając drugiego człowieka, komunikujemy się z nim w pełni. Świadomi fizyczności, uwolnieni stajemy się zdolni do dialogu...


Umysł

Wielki dar i równie wielkie przekleństwo! Nieograniczona przestrzeń istnienia, lub pułapka, w labiryntach, której nierzadko zostajemy do końca naszych dni...

Karty wyboru kładzie się nam już wtedy, kiedy po raz pierwszy nabieramy powietrza w płuca. Konsekwencje, dobre lub złe, ponosimy podejmując tę choćby najmniej ważną decyzję. Nie może być tu mowy o karze lub nagrodzie. Raczej o wyniku, wypadkowej, zbiegu okoliczności - zgodnie z teorią chaosu, która zakłada, że każde najmniejsze nawet działanie ma swoje implikacje w bliższej lub dalszej perspektywie i zapoczątkowuje ciąg zdarzeń będących jednocześnie wynikiem innych działań przyrody. Od samych narodzin zmysły przekazują nam informacje ze świata fizycznego. Ich bogactwo mimo, że nie sposób tego ogarnąć buduje to, co nazywamy naszym wnętrzem. Zdolność umysłu do kierowania ciałem jest nam zatem przypisana. Tu wkraczamy też w świat sprzężeń zwrotnych... Mechanizmu przyjmowania i dawania. Działania i odczuwania. Przetwarzania rzeczywistości i kreowania jej .

Samo wnętrze młodego człowieka można w prosty sposób przyrównać do świeżo urządzanego domu, stopniowo zapełnianego, tym co przychodzi z zewnątrz. Kontaktując się z tym co wokół nas- pozwalamy stawać się temu częścią naszego wnętrza.

Idąc przez życie, budujemy kolejne korytarze, tajemne przejścia i pomieszczenia. Kierujemy się dziewiczymi ścieżkami doświadczenia, nie do końca wiedząc gdzie nas zaprowadzi ta przedziwna i skomplikowana zabawka architekta.

Intelekt szczęśliwie, nie jest jedynie czymś w rodzaju superkomputera. To on sprawia, że zdolni jesteśmy do podejmowania działań abstrakcyjnych, rozmyślnie umieszczonych tam gdzie nie sięga materia. Owiniętych w całun tajemnicy i mechanizmu znanego tylko właścicielowi pomysłu. Dar ten pozwala nam budować piękno wokół siebie, używać ciała i tego co je otacza w sposób twórczy. Inicjuje kontakt z innymi żywymi istotami, poprzez formułowanie wspólnego języka.

Niestety, przez krótki czas pobytu ludzkości na Ziemi, ten sam umysł, powoduje, że stajemy się samolubni, zadufani w sobie i uzurpujemy sobie prawo do władania wszystkim. na czym spocznie tylko nasza wola... Z pięknej współpracy z przyrodą, uczenia się od niej i czerpania korzyści dla naszego życia , przeszliśmy do szalonej ekspansji. Wiara w naszą nieomylność, niemal boską doskonałość i poczucie misji kształtowania, sprowadziła nas do punktu, w którym nie bez widocznych szkód dla nas samych, odcinamy się od "nieprzewidywalnej" natury świata. Ślepo podporządkowujemy sobie coraz większe połacie rzeczywistości. Uniwersalne piękno zamieniamy na pomniki własnego panowania nad światem, które jak zwykle wątłe, upadają pod naporem czasu. Mimo to nadal dumni z siebie tworzymy nowe i "lepsze", wierząc to co zostawiamy za sobą, to okres "błędów i wypaczeń". I tak się dzieje aż do następnego cyklu zmian i kolejnych rozczarowań, następnych rewolucji społecznych i technicznych. Odcinając się od "mrocznej przeszłości", wędrując po omacku, paradoksalnie w przyszłość idziemy coraz słabsi. Zalepiamy dziury w duszy nowymi wynalazkami i przedmiotami, by te po chwili odpadły tworząc potrzebę ponownego łatania...

Przestaliśmy słuchać mądrości wieków, języka naszych ciał, szumu wiatru i śpiewu ptaków. Stajemy się głusi i ślepi na piękno, dobro i prawdę - z korzyścią dla produktów płynących z naszych wspaniałych przecież fabryk. Zerwany kontakt umysłu z naturą i własnym ciałem, powoduje wciąż szkodliwe naprężenia w ludzkiej fizyczności i kontakcie z innymi istotami. Wciąż poszukujemy szczęścia, tam gdzie go nie ma. Niecierpliwość sprawia, że pomijamy prawdziwą pracę nad sobą na rzecz tymczasowości i sztuczności.


Serdeczności ducha - praca wszelka

Pierwsze wrażenie. Chyba każdy z nas miał choć raz w życiu moment refleksji nad tym, co dziś jest rutyną pozbawioną treści, a niegdyś miało to "coś", choćby w intensywności naszego odbioru. Dłoń matki gładząca moje włosy, głos ojca, zapach domu czy właściwości dotkniętych przez nas zupełnie po raz pierwszy przedmiotów, zwierząt i ludzi. Z czasem wir życia wciągając coraz głębiej w serie wypadków, emocji, powtarzających się czynności, wrażeń i spotkań, pozbawia człowieka poczucia świeżości. My dorośli boimy się głośno czymś zadziwić , przecież reszta przechodniów też przejdzie obok, zupełnie obojętnie. Czyż nie jest to zasadnicza różnica między nami a dziećmi? Nasze kiedyś szeroko otwarte zmysły, stają się jakby zawężone, zdrętwiałe i nastawione tylko na wybiórczość dostrzegania, tego co akurat jest nam potrzebne do wykonania zadania. Tylko czasem, kiedy spotykamy na drodze coś zupełnie obcego, nasza naiwnie dziecięca natura potrafi się na sekundę wydostać na powierzchnię, jeśli wcześniej nie zostanie połknięta przez strach przed nieznanym.

Nic nam po sprawnych ciałach i umysłach bez otwartości na świat... Umiejętność uchwycenia dystansu do swojej "dojrzałości", stanowi tutaj bowiem niezwykle istotny pomost. Pomiędzy tym co widzialne i niewidzialne. Prac wszelkich początek. Codzienny debiut na arenie życia. Z każdym dniem, nowe otwarcie...

Poszukując pokładów autentyczności działania, trzeba zacząć zatem od bryły człowieka. Zdejmuję kolejne warstwy. Można być niczym rzeźbiarz, widzący w bezkształtnej masie materiału, zaklęte w nim piękno. Proste pytanie "kim jestem?" i uczciwa odpowiedź w głębi duszy, powinna zapoczątkować dzieło odsłony. Wyciszenie kończącego się dnia, zmycie go z siebie, wytarcie do sucha. Ułożenie się do snu. Sen to most do nowego, nieznanego jutra... Zamykając za sobą to co minęło i przyjmując to co trwa, zdejmujemy kolejne łuski. Praca trwa nadal.

Poranek przyjmijmy z całą świadomością oddechu. Wciągnięcie powietrza nowego dnia, dotknięcie najbliższej osoby, jakbyśmy ją właśnie poznali. Podejście do okna i spojrzenie z uśmiechem na budzący się świat. Prac wszelkich początek. Dobrze jest znaleźć dobre słowo dla bliskich, tak jakby przed chwilą bliscy się stali. Łagodnie, spokojnie, niespiesznie...

Marek Kurkiewicz


Komentowanie wyłączone wszędzie od 1 sierpnia 2020.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)