Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

08 marca 2012

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Astro-obserwator (odcinków: 200)

Sheldrake i astrologia

Kategoria: Astrologia

« Pola formujące. Sheldrake i kwanty. Nowy wymiar Majki Stodolnej Duchowy wymiar astrologii - co to jest? »

Jakoś od początku tego (2012) roku, od kiedy wydawnictwo „Virgo” zainteresowało mnie książką Sheldrake'a i Foxa „Naturalna łaska”, zainteresowałem się Rupertem Sheldrake'iem, a raczej jego ideą morficznego rezonansu i pól morficznych. Wydaje mi się, że te rezonansy i pola mają związek z astrologią. Jaki?

Astrologia jak wiadomo jest nieuznawana przez naukę – przez science, czyli nauki ścisłe-przyrodnicze, ale brak uznania przez nie pociąga „zbanowanie” przez świat nauki jako całość. Astrologia nie ma szans wrócić na uniwersytety.

Co jest przyczyną? Pierwszą wymieniam od dawna: jest to to, że wg astrologii istnieją związki między położeniami planet a tym, co dzieje się na Ziemi w życiu ludzi i w ludzkich umysłach. Tymczasem fizyka i biologia NIE ZNAJĄ żadnych sił ani mechanizmów oddziaływania, za pomocą których te astrologiczne związki można byłoby wytłumaczyć. Astrologia kłóci się z obowiązującym w nauce podejściem redukcyjnym, według którego psychologia musi opierać się ustaleniach biologii, biologia na ustaleniach (bardziej elementarnej) biochemii, biochemia na chemii, chemia na fizyce molekuł, ta na fizyce jako takiej, czyli na mechanice kwantowej i teorii cząstek elementarnych. Nauka o pewnym obszarze zjawisk „stoi” na nauce o zjawiskach „oczko prostszych”. Astrologia kłóci się z tym modelem, ponieważ w fizyce nie są znane siły lub pola, które przenosiłyby konieczną informację od planet do ludzkich mózgów, i ewentualnie do innych „urządzeń” na Ziemi.

Jest druga przyczyna, chyba równie ważna. Nauka (ścisła, przyrodnicza, science) jest atomistyczna. Co nie znaczy, że w niej wierzy się w zbudowanie wszystkiego z atomów, ponieważ wiadomo od dawna, że atomy same są złożone, a ich składniki są złożone dziwacznie: tak, że ich „mniejsze” pod-składniki nie mogą istnieć osobno. Proton i neutron są układami kwarków, ale samych kwarków, pojedynczych, nie ma! „Atomizm” nauki, a raczej naukowego myślenia polega na tym, że (wierzy się, że zawsze) właściwości czegoś złożonego dadzą się wytłumaczyć przez właściwości jego części. To w skali przestrzennej. W skali czasu zaś ma być tak, że z tego, jak zachowują się części, wynika to, jak zachowuje się całość. Dobra teoria powinna pokazywać, jak zachowują się części i z tego wyciągać prawidłowe wnioski (lub wyliczenia) jak zachowuje się całość.

Astrologia pomyślana jest zupełnie inaczej. W ogóle nie zajmuje się częściami, szczegółami. Astrolog może na podstawie horoskopu urodzeniowego określić, że pewien człowiek jest (np.) ambitny, nastawiony na osiągnięcia, wyróżnia się pośród innych i odruchowo zwraca na siebie uwagę innych, przy tym „lubi” trudności i dobrze sobie daje radę w nietypowych sytuacjach, a nawet ich szuka, zapewne (tzn. z jakimś prawdopodobieństwem) realizuje się poprzez podróżowanie i ma dar zauważania i podpatrywania jakichś dziwności i osobliwości, pomijanych przez innych. („Odczytałem” tu horoskop pewnej bliskiej mi osoby, cudzysłów dlatego, że znam ten horoskop na pamięć.)

Zauważmy na powyższym przykładzie, że astrolog cały czas operuje tu pewnymi ogólnymi określeniami, ogólnikami, które mniej więcej pokrywają się ze znaczeniami przyjętych w języku przymiotników określających charakter człowieka. Ale w tym nie ma żadnego szczegółu, koniecznego w naukach przyrodniczych: np. z horoskopu nie określę, jaką ktoś ma płeć, jaki kolor oczu, i czy (np.) urodził się z brakiem którejś kończyny. Kiedyś poznałem mężczyznę, który urodził się bez ręki – miał dziwny horoskop z bardzo silnie dominującym i nieharmonijnie „posadowionym” Plutonem. Ale dominujący i nawet nieharmonijny Pluton skutkuje brakiem ramienia raz na milion albo mniej urodzeń! W oczach nauki powyższa „trafliwość” astrologii - że widzi ona, że ktoś jest „ambitny” a nie widzi, że od urodzenia nie ma ręki – hańbi ją i pogrąża.

Astrologia nie umie wytłumaczyć swoich orzeczeń na podstawie czegoś prostszego. Psychologia opiera się (w jakimś stopniu) na ustaleniach biochemii mózgu. Wiadomo np. że skłonność do ponurego nastroju związana jest lub może nawet jest powodowana przez niedobór pewnego związku chemicznego, neuroprzekaźnika serotoniny. W astrologii ponurość tłumaczona jest silnymi wpływami Saturna. Ale czy Saturn w jakiś sposób „promuje” serotoninę? W ogóle może jakoś na serotoninę działać? Nikt nie wie, ani neurochemicy, ani astrologowie, ani nawet żadna z tych stron nie umie sobie wyobrazić, jak mogłyby wyglądać zarówno prace doświadczalne jak i modele teoretyczne, które by to działanie potrafiły rozpoznać.

Te dygresje odciągnęły mnie od głównego wątku. Zasygnalizowałem wyżej problem, że dobra naukowa teoria powinna pokazywać, jak zachowują się części i z tego wyciągać wnioski jak zachowuje się całość. Tymczasem astrologia znowu umie orzekać o zachowaniu się całości, a zupełnie „głupieje”, gdy trzeba przejść do szczegółów. Astrolog powie np. komuś, że „około 20 lipca 2012 będziesz mieć trudne dni”. To nic trudnego, to po prostu widać – powiedzmy że w tym przykładzie Pluton tworzy aspekt do urodzeniowej pozycji Plutona i na to kaskadą nakłada się Mars ustawiony w opozycji do urodzeniowego Księżyca, który urodzeniowo źle aspektowany z Merkurym, plus jeszcze coś. Ale jak zrealizuje się ta „nieprzyjemność”, którą widzi astrolog? Może on dojść na podstawie jakichś innych wskaźników, że to prawdopodobnie będzie strata pieniężna. Ale wiele dalej nie pójdzie! Nie odgadnie, że klient wcześniej kupi używany samochód z ukrytymi wadami, który właśnie w tamtych dniach zacznie mu się rozsypywać, „pójdzie” uszczelka pod głowicą i pęknie wał, a koszt naprawy zeżre pieniądze odłożone na wycieczkę do Włoch.

To jest właśnie to! - Astrologia przy pomocy swoich metod odgaduje dynamikę całości i ogólników, za to jest bezradna kiedy trzeba zejść do szczegółów. Mówi z jakimś prawdopodobieństwem, że wydarzą się wydarzenia należące do pewnego TYPU, ale nic nie wie o tym, jaki splot drobniejszych przyczyn-skutków spowoduje te wydarzenia.

Dla krytycznie i atomistycznie nastawionego naukowca jest to „hokus-pokus”, magiczna sztuczka: bo wydaje się, że astrolog „widzi” - to jest: określa - pewne wydarzenia, pewne stany rzeczy jakby widząc je z góry, z dalekiej perspektywy, za to nic nie wie i nie powie, w jaki sposób, w jakim łańcuchu przyczyn i skutków te stany rzeczy się zrealizują. Skoro astrolog tamte rzeczy „widzi”, ale ogólnie, to naukowiec wyciąga stąd wniosek, że prócz uznanych przez niego kwarków, atomów, fal radiowych, komórek i włókien nerwowych istnieją jeszcze „rzeczy”, których on (naukowiec) nie zna, za to „widzi” je astrolog: są nimi właśnie te całości-ogólności. - Takie jak „złe dni”. „nieszczęście”, „ponury nastrój” lub „ekscentryczność”. Ale właśnie! W tym momencie naukowiec protestuje, zabiera mikrofon, przewraca wspólny stolik w kawiarni. Bo przecież według naukowca, według świata nauki, według przyjętego modelu wiedzy o przyrodzie, science... – całości-ogólności obiektywnie nie istnieją, są tylko abstrakcjami, które tworzy ludzki umysł. Więc jak mogą one „działać” na rzeczy w świecie i jak mogą być „zasilane” przez planety?! Według naukowca, nie mogą, nie mają prawa. Wobec czego astrologia nie ma prawa działać ani istnieć, jest przesądem, a z przesądem (dalej myśli-mówi naukowiec) nie dyskutujemy, tylko zwalczamy lub boimy się go. (Naukowcy boją się astrologów tak samo lub bardziej niż inni.)

Rupert Sheldrake odkrył (wynalazł? - Zapostulował, tak lepiej to nazwać) istnienie wymienionych na początku pól morficznych. Są to (według niego) istniejące obiektywnie, w świecie, w przyrodzie, te właśnie całości-ogólności, które ponadto działają na rzeczy, wywierają na nie wpływ i w istocie decydują, że coś jest takie a nie inne. (Szczegóły w sprzyjającym momencie podam i przedyskutuję.) O astrologii Sheldrake nic nie pisał, ale łatwo jest jego pogląd czy wizję rozszerzyć na astrologię. Pola morficzne określałyby wtedy przyszłe wydarzenia, ale określałyby je z grubsza, bez wnikania w szczegóły. Bo te pola właśnie takie są: określają ogólny kształt, pozwalając na dowolności w szczegółach. Teraz wystarczy dodać tylko jeden postulat w tym modelu: niech oto układy planet pozostają w rezonansie z polami morficznymi wydarzeń na Ziemi, w świecie ludzi. - To już będzie astrologia.

Astro-obserwator: wstęp na końcu

Dawniej pod tytułem „Mesuranema”, z greckiego mesouranêma co znaczy „środek nieba” czyli medium coeli.


« Pola formujące. Sheldrake i kwanty. Nowy wymiar Majki Stodolnej Duchowy wymiar astrologii - co to jest? »

komentarze

1. horoskopy • autor: Katarzyna2012-03-08 10:39:01

Czy to nie jest tak, że charakter człowieka zależy od pory roku, w której się urodził? Powiedzmy jeśli ktoś urodził się na wiosnę (jak Barany i Byki), to pierwsze miesiące życia spędził w szybko zmieniających się okolicznościach przyrody (i to na lepsze), więc jest to osoba energiczna i pozytywnie nastawiona do życia. W ogóle można powiedzieć, że wczesne dzieciństwo decyduje o naszym charakterze, więc jeśli konkretne etapy rozwoju przypadają na konkretne pory roku (a można by ich wyróżnić w naszym klimacie więcej niż 4), to w ten sposób różnicuje się charakter człowieka. Trzeba by tylko sprawdzić, co dzieje się z ludźmi w klimatach, gdzie są tylko 2 pory roku, sucha i deszczowa. A może i jest tak, że dociera do nas pole magnetyczne tych odległych planet, nawet bardzo słabe.. może działa jak homeopatia - im go mniej tym silniejsze.

2. * * * • autor: Krabat2012-03-09 15:42:36

Działaniem pola morficznego tłumaczy się też dziwne zjawiska manifestujące się podczas ustawień systemowych metodą Hellingera.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)