zdjęcie Autora

02 grudnia 2012

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Babcia ezoteryczna (odcinków: 128)

Słodkie aromaty imitacji

Kategoria: Twórczość

« Dobry Bakuś contra zły mag Jogos, czyli jak Bakoma walczy z Jogobellą Roje zdarzeń (1) »

Pewna aktorka serialowa w wywiadzie powiedziała, że jej ulubionym zapachem jest zapach detergentów, ponieważ dla niej jest zapachem domu i czystości.

Ta sama pani przyznała, że nie czytała książki, według której nakręcono serial w którym gra, chociaż słyszała, że książka jest dobra. Niezależnie od wartości książki o której wspomniano i wyjaśnień powodów (takie normalne wykręty)

już na pierwszy rzut oka widać, że pani ta przedkłada produkty wysoko przetworzone nad naturalne.

         Toż wszystkie detergenty w aromatach starają się naśladować przyrodę, mniej lub więcej udolnie. Ja, wychowana na siermiężnych zapachach naturalnych pamiętam zapach środków dezynfekcyjnych jako coś nieprzyjemnego, ostrego i drażniącego. Chlorek, bielinka, proszek DDT wysypywany po kątach przeciw robactwu, w szpitalach wszechobecny zapach eteru (narkoza i przemywanie skóry) i tym podobne. Zapach maści tranowej, którą leczono odmrożenia lub oparzenia i tranu, który wydawano dzieciom codziennie w szkole. Nie, zapach czystości i zdrowia nie był wcale przyjemny! Dzisiaj jest tylko mniej nieprzyjemny.

         Miły zapach domu to był zapach słoninki topionej z cebulką i jabłkiem, grzybów czy jabłek suszonych na piecu, gorącego octu, którym zalewano śliwki, przetworów na zimę, świeżo kupionego chleba. Cudowny był też soczysty zapach cebuli gryzionej przez obficie płynące łzy, szczypiący, ale słodki pod tym szczypaniem, a już gdy talerz nakrojonej cebuli można było polać śmietaną! Prawdziwe niebo!

         Ale najpiękniejsze zapachy, codzienne choć sezonowe, to kwitnąca czeremcha w kącie ogrodu, biały bez, brzydki, bo mający szybko rdzewiejące kwiaty, ale jak cudownie pachnące! Wieczorem maciejka na rabatce pod oknem — o zapachu znużonego końca dnia — pierwsze truskawki i poziomki zerwane rankiem na grządce, kiedy ledwo dojrzały, a nawet świeżo wyciągnięty korzeń marchwi obtarty z ziemi i pałaszowany z jesiennym zapałem.  

Zapachy odświętne to zapach sosnowego lasu w wakacje, perfumowane mydełko z amerykańskich darów UNRA, fajki palonej przez kolegę ojca, nowych ubrań i butów, podręczników na początku roku szkolnego.

         Najobrzydliwszy zapach to zapach drewnianego kościółka na Bielanach, prowizorki zbudowanej z smołowanych bali i desek. W upalne dni trudno było tam wytrzymać, ja jako dziecko mdlałam w połowie nabożeństwa. Co ciekawsze, podobny zapach – drewnianych podkładów kolejowych, nasączonych tę samą substancją był zapachem miłym, bo wakacyjnym. Stało się na peronie i czekało na pociąg, który zabierze nas daleko stąd. Dziś na Ursynowie ludzie skarżą się na dobiegające zapachy smoły z torów postojowych metra, chociaż dzieli ich od nich kilkaset metrów. Niechby musieli modlić się albo spowiadać w takim kościele! Przypominał piekło i kotły, w którym mieszały ogoniaste diabły.

Tak więc już jest, że jak uczono mnie na studiach ekonomicznych, gorsze pieniądze wypierają lepsze, ryzykowne papiery bezpieczne lokaty. Imitacje wypierają pierwowzory, nawet gdy myślimy o smakach czy zapachach.

Kiedy rzuciłam palenie, po dwóch latach nagle pewnego poranka poczułam moc zapomnianych zapachów. Oszołomiły mnie. W sąsiednim bloku ktoś przypalił mleko, pachniała na trawniku świeżo skoszona trawa, ktoś wyrzucił do śmietnika jakieś nadgniłe kwiaty róż.

Jednak nie było tak słodko. Wszystkie zapachy sztuczne były zbyt mocne. Płyn do mycia podłóg o zapachu leśnym (czy leśny udający), kisielek poziomkowy z proszku lub herbata poziomkowa aromatyzowana, płyn do płukania o zapachu lawendy skutecznie obrzydziły mi naturalne aromaty, które miały imitować.

To podobnie jak z muzyką – kiedy słucha się muzyki poważnej, przejmuje się nią, kiedy największą głośność rozdzierającą twoje uszy, mózg i emocje prezentuje aria z opery Verdiego, wówczas rąbanka dobiegająca z głośnika samochodu stojącego pod blokiem, mimo, że stosunkowo niewielkie jest natężenie jej dźwięku – może przyprawić o irytację, a nawet wściekłość!

Tak reaguję czasem na niektóre zapachy dezodorantów (im droższe tym gorsze), detergentów (bez wyjątków). Aromaty te odbieram jak nawet już nie imitację, a karykaturę zapachów.

Wracając do wspomnianej na początku aktorki. Czy zapach czystego i wyświeżonego domu jest naprawdę miłym zapachem? Zapach woskowanych parkietów mnie osobiście zawsze kojarzył się ze świętami, a właściwie z przygotowaniami do nich. Mama była zmęczona, wściekła, dzieciom się obrywało za byle co. Najmniejsza plamka od wody na parkiecie i trzeba na nowo pastować i froterować. Godzinami jeździło się na tzw. suknach, czyli kawałkach filcu i tylko na środku można było się trochę rozpędzić. Froterowanie reszty pokoju była najnudniejszym zajęciem dla dzieci. Czy wypucowany dom, pachnący czystością, nie jest w jakiś sposób sztuczny i nieprawdziwy? Chyba, że zajmują się nim opłacane osoby. Ale czystość dla sprzątającej Ukrainki także inaczej pachnie niż dla właścicielki sprzątanego mieszkania.

Babcia ezoteryczna: wstęp na końcu

Ten blog ma opisywać zwyczajne doświadczenia w zwyczajnym życiu. Świadomie sterując swoimi zachowaniami (np. tzw. świadome śnienie) czy narzucając sobie pewne praktyki, zazwyczaj ma się na oku jakiś cel, w ostateczności zmierzenie się z nowymi doświadczeniami. W naszym wysterowanym do przesady życiu, możliwość naturalnych, nowych i silnych doznań jest ograniczona, poszukuje się ich wszakże dla lepszego zrozumienia siebie. W moim życiu przeszłam wiele krańcowych doświadczeń i dlatego, być może już ich nie poszukuję. Prosto mówiąc: boję się ich gorzej, niż diabeł święconej wody. Życie nauczyło mnie, że żadnym procesem nie można bezkarnie sterować. Niewinne wysłuchanie „kasety odchudzającej” zaproponowanej przez psychologa czy udział w tzw. „muzykoterapii” może pociągnąć za sobą nieoczekiwane skutki, z których niepożądanymi wpływami walczyć trzeba nawet kilka miesięcy. Jednak zarówno mnie, jak i innym ludziom doświadczenia takie przytrafiają się niosąc ze sobą NIEZROZUMIANE I NIEOCZEKIWANE, co próbujemy zrozumieć i ocenić już po fakcie. Często jednak ocena ta jest nieudolna z braku wiedzy. W tym blogu zajmuję się tylko opisem, niech ocenia ktoś inny. Dlaczego więc ezoteryczna babcia? W tym roku kończę 70 lat, jestem Słonecznym Strzelcem i Księżycowym Rakiem. Neptun, który właśnie wszedł do znaku Ryb niedługo będzie tranzytował mój ascendent i od jakiegoś czasu odczuwam potrzebę porządkowania pewnych zjawisk w moim życiu. Kilka lat studiuję astrologię ale ona nie wystarcza mi do interpretacji niektórych zjawisk czy wydarzeń w moim życiu. Każde z nich osobno daje się zazwyczaj wytłumaczyć, ale razem, jako całość... Z podsumowaniem ich już znacznie gorzej. Pozostaje więc na razie tylko opis.


« Dobry Bakuś contra zły mag Jogos, czyli jak Bakoma walczy z Jogobellą Roje zdarzeń (1) »

Komentowanie wyłączone wszędzie od 1 sierpnia 2020.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)