Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

08 grudnia 2014

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Czytanie... (odcinków: 182)

Sloterdijka cień Synaju


« Hillmana: praca z bogami Namiętność przemiany a „ćwiczenie”. Sloterdijk jako teoretyk szamanizmu? »

Po tym jak tydzień temu Kamil M. Kaczmarek napisał w Tarace o książce Petera Sloterdijka "Gorliwość Boga" natychmiast tę książkę kupiłem i z przyjemnością przeczytałem, gwałtownie poszerzając sobie świadomość, a ponadto w tej samej paczce kupiłem drugą i najnowszą jego książkę, raczej książeczkę, bo zawierającą ledwie 93 strony i noszącą skromnie adekwatny podtytuł „Przypis o źródłach i przemianach całkowitego członkostwa”, a po niem. i ślicznie „Fußnote über Ursprünge und Wandlungen totaler Mitgliedschaft” (koniecznie przeczytaj to na głos!), zatytułowaną „W cieniu góry Synaj”.

– Tu zauważyłem, że napisałem powyższe jakby trochę Sloterdijkiem, który lubuje się we frazach np. „zniesienie zazdrośnie strzeżonych lokalnych stanów posiadania specjalnych objawień”. (Podziwiam tłumacza!)

Dlaczego w tytule mowa o „cieniu Synaju”? Autor twierdzi i uzasadnia, że trzy monoteizmy: judaizm, chrześcijaństwo i islam, powinny być zbiorczo nazywane religiami nie tyle „abrahamowymi”, co „synajskimi”. Tym, co określa szczególność lub istotę tych religii, nie jest bowiem dobrotliwie patriarchalna przyjaźń Abrahama z Jehową (a może z Elohim?) w cienistych gajach Mamre, ale dramatyczne wydarzenia pod ogniem ziejącą górą Synaj, z której Mojżesz zszedłszy po spotkaniu z Jahwe niosąc kamienne tablice z Przykazaniami, ujrzał swój lud odstępczo pląsający wokół Cielaka (lub „cielca”, po staropolsku), po czym zwołał nielicznych wiernych mu Lewitów i rozkazał: „zabijajcie: kto swego brata, kto swego przyjaciela, kto swego krewnego … i zabito w tym dniu około trzech tysięcy mężów” (Wyjścia, 32, 26-28).

Sloterdijk nazywa to wydarzenie „autoludobójstwem”, chociaż jednocześnie zastrzega, że opowieść o Exodusie jest baśnią, którą ukuto w czasach powrotu Żydów z tzw. niewoli babilońskiej, żeby przekonać współplemieńców, że wyciąganie ich z przytulnego Babilonu na niepewny los w zniszczonej i pustynnej Judei miało już swoje wielkie i zobowiązujące ich precedensy – bo innym takim precedensem była rzekoma (i także wtedy wymyślona) wędrówka Abrahama z Mezopotamii do Mamre i Hebronu. Tak więc straszliwe czyny Mojżesza i jego Lewitów naprawdę – historycznie – nie miały miejsca, co nie zmienia fatalnej roli, jaką opowieść o nich w Biblii odegrała przez następne tysiąclecia.

Na czym polega tamten „cień Synaju”? Sloterdijk nazwa go „schematem synajskim”. Polega on, w największym skrócie, na wdrukowaniu wyznawcom pewnej religii lub członkom pewnego plemienia lub narodu (co w przypadku Żydów było jednym i tym samym), przy pomocy dramatycznej założycielskiej opowieści i idącymi za nią surowymi przepisami prawa, że odstępstwo od układu ze swoim Bogiem jest przewiną o najwyższej, niewyobrażalnej, kosmicznej wręcz karygodności. Śmierć od miecza, stryczka (o którym w innym miejscu Biblii) lub od kamieni (w jeszcze innym) wydaje się wręcz łaskawa w porównaniu z otchłanią tamtej zbrodni.

Sloterdijk twierdzi, że schemat synajski wpoił judaizmowi, chrześcijaństwu i islamowi obsesję na punkcie odstępstwa, apostazji. I to właśnie, ta obsesja, a nie monoteizm, jest cechą, która te trzy religie ostro odróżnia od innych, przeważnie pod tym względem ustępliwszych.

We wstępie zresztą zapowiada, że będzie starał się analizować podstawy tych religii nie używając słowa „monoteizm” – i faktycznie, prawie go nie używa!

Schemat synajski i wynikająca z niego obsesja odstępstwa posłużyła (kontynuuje Sloterdijk) „syngularyzacji” narodu żydowskiego (i jego religii). Tym dziwnym słowem określa stawanie się judaizmu i jego wyznawców – w ich własnych oczach, a potem też w opinii postronnych – czymś jedynym w swoim rodzaju, niepowtarzalnym, nieporównywalnym, wyjątkowym i niewytłumaczalnym niczym innym, jak tylko zamysłem równie niedocieczonego Boga – a więc czymś spoza tego świata. (Tę syngularność, a może klątwę syngularności będącej zarazem sakralizacją, usiłował zdjąć z Żydów Yuri Slezkine aka Jurij Sliozkin, sam Żyd po matce, w książce „Wiek Żydów”, o której kiedyś napisałem w Tarace, patrz: „Ulga! - czyli Żydzi nareszcie zdesakralizowani”.) Tę cechę syngularności od Żydów usiłowały skopiować zarówno chrześcijaństwo i islam.

Dopiero epoka Nowoczesności (jak pisze Sloterdijk pod koniec książki) dostarczyła innych niż religijne środków utrzymywania narodów i mieszkańców państw w całości i ładzie, i zwolniła religie z tego zadania. Twierdzi, że prawdziwa reformacja miała miejsce nie za Lutra i Kalwina, ale znacznie później, w wiekach XVII-XIX-XX, kiedy dotychczasowe narody stały się społeczeństwami, a prawa jednostki podniesiono ponad przykazania religii, tym samym (w pewnym sensie) sakralizując jednostkę. Tu bardzo pasuje zdanie ze str. 86:

Etyczny liberalizm uznaje upodobanie jednostek do życia pod silnym normatywnym auto-przymusem za prywatną sprawę kochających przymus[.]

Ale w XX wieku miała też miejsce reakcja, w ramach której pojawiły się religioidy, „religie zastępcze”: faszyzm, narodowy socjalizm, komunizm, nacjonalizmy i integryzmy, podobnie jak oryginalne synajskie religie zazdrosne i stosujące zasadę członkostwa totalnego.

Tym bardziej tę książkę powinien sobie przyswoić Polak, bo u nas walka religii z nowoczesnością o rząd dusz, czyli właśnie dostarczanie środków spajających społeczeństwo (lub naród) nie skończyła się i trwa.

Analiza (dekonstrukcja?) wykonana przez Petera Sloterdijka chwyta synaizmy za... wątrobę... jeśli inny punkt anatomii nie byłby w tej metaforze właściwszy.

Książka, choć szczupła objętością, jest gęsta od wątków, a dla Czytelników Taraki wręcz obowiązkowa. Przy okazji daje satysfakcję obcowania z myślą i pisarstwem niemieckimi, rzadkimi na naszym rynku, zdominowanym przez przekłady autorów anglojęzycznych. Różnica jest widoczna: gdy Anglofoni starają się zstąpić do poziomu czytelników, licząc na łaskawe od nich przyjecie, to Niemcy (Sloterdijk ich przykładem) stawiają czytelnikowi wymagania, mało: podnoszą poprzeczkę wręcz ponad jego głowę. Zmuszają do uważności, podobnie jak zmuszają do niej Bach lub Haydn, gdy chce się ich słuchać. Zmuszają do uczenia się w trakcie lektury.



Anglofoni przyswoili sobie dobrą dziennikarsko-rynkowo zasadę, że sens zdania lub akapitu musi zawierać się już w pierwszych słowach, w zaczynających keywords. Sloterdijk ma ten przepis gdzieś i z reguły trzeba przebrnąć przez długie zawiłe frazy, aby u końca wreszcie zaczęło prześwitywać, co autor naprawdę komunikuje. Zgodne to zresztą jest z budową i obyczajem języka niemieckiego, gdzie często trzeba wysłuchać długich tyrad, żeby w postawionym na końcu krótkim słówku „ab”, „zu” lub „entgegen” ujawnił się i domknął wreszcie sens sentencji. Gdy porównuję ze Sloterdijkiem Hillmana, którego czytałem przed tamtym, to Amerykanin, choć geniusz równie wielki swoim przekazem, co do stylu wydał mi się kwiecistym sagobajem pleciugą.


Dodam jeszcze tekst-zachetę z tylnej okładki tej książki:

Peter Sloterdijk [ur. 1947], dziś chyba najbardziej, obok Jürgena Habermasa, wpływowy niemiecki intelektualista, filozof kultury, od kilku lat publikuje teksty dotyczące religii jako zjawiska społecznego i postawy myślowej. Niniejsza książka stanowi kontynuację rozważań z Gorliwości Boga [Wydawnictwo Aletheia,Warszawa 2013] i innych jego religioznawczych prac. W tym tomie bogatszym o doświadczenie trudności operowania pojęciami w rodzaju „monoteizm” czy „religie Abrahamowe” Sloterdijk sięga po inną strategię i rozpatruje społeczeństwa religijne od strony „ćwiczenia” religii. To nie naród wybiera sobie religię, lecz religia dobiera sobie wyznawców składających się na „naród” [przypadek starożytnego Izraela]. „Całkowite członkostwo”, o którym mowa w podtytule, to właśnie „przynależność do religii”. Religia wymaga „całkowitej” przynależności, oddania bez reszty, a odstępstwo surowo karze, jak pokazuje paradygmat w postaci opowieści o złotym cielcu i karnym wygubieniu części Izraelitów przez Mojżesza. Ten „schemat spod góry Synaj”, egzekwowanie „całkowitego członkostwa” może być źródłem ksenofobii monoteizmów i występować w najrozmaitszych religiach. W takiej przynależności, wewnętrznej dyscyplinie religii tkwi źródło przemocy inne niż rywalizacja między religiami o monopol na prawdę. Na ile chroniczne jest to źródło. jak długi cień rzuca góra Synaj, oto pytanie.

Czytanie...: wstęp na końcu

Czytanie różnych książek i internetów, i uwagi o nich.


« Hillmana: praca z bogami Namiętność przemiany a „ćwiczenie”. Sloterdijk jako teoretyk szamanizmu? »

komentarze

[foto]

1. rzeczywiście • autor: Bogdan Zawadzki2014-12-10 07:03:38

bardzo ciekawe spostrzeżenia ...zwłaszcza jeżeli chodzi o oddzielenie (rozróżnienie) abrahamowej przyjaźni z "Bogiem" od (delikatnie mówiąc) "synajskiego objawienia" ... to chyba jest oczywiste ...(?)

Ja myślę jednak, że "Ewangelie" są właśnie taką próbą powrotu (nawiązania) do "utraconej" "abrahamowej" przyjaźni (więzi) z "bóstwem" ... Skłaniam się nawet do tego, że "Chrześcijaństwo" (właśnie to "ortodoksyjne" z Trójcą Świętą oraz zastępami: błogosławionych, świętych, aniołów i demonów) nie jest czystym monoteizmem (jak Judaizm czy Islam, które mu to zarzucają, tak samo jak jego gorliwi przeciwnicy "racjonaliści"). Zresztą jak mogłoby nim być skoro wyrosło na grecko-rzymskiej glebie. To jednak, co oglądaliśmy później to była (jest) walka o prymat czyli ciąg dalszy rzymskiej polityki (tylko w innym przebraniu) ...


Pozdrawiam ...

p.s.

nie upieram się ...

[foto]

2. Synaiści do Synaju • autor: Wojciech Jóźwiak2014-12-10 08:09:28

Trójca i Zastępy zostały stworzone już po Ewangeliach, w okresie i w miarę jak nowy ruch chrześcijański odrywał się od judaizmu i wchodził w umysły ukształtowane przez Diany Efeskie, Wielkie Macierze, Izydy i Ozyrysy. Św. Paweł jeszcze nic nie wie o Duchu Św., więc i o Trójcy. Kult trójki zresztą egipski, a Paweł Cylicyjczyk Małoazjata.
Sloterdijk jak protestant z pochodzenia i otoczenia z pewnością ostrzej od nas (post-)katolików widzi "synajskość" chrześcijaństwa, bo protestantyzm powstał jako zwrot-powrót do judajsko-synajskich korzeni.
Ale nasza nadzieja, że katolicyzm zachowa swoją ornamentalno-ludową "pogańskość" lub "abrahamiczność" ("mamryjskość", pod dębami!) może być złudna, ponieważ także w Polsce w katolicyźmie na przód wychodzą frakcje prostantyzujące i judaizujące, więc wracające do Synaju. (Synaiści do Synaju!) Czyli do "zabijajcie, kto przyjaciela, kto brata".
[foto]

3. Tow. Stalin • autor: Wojciech Jóźwiak2014-12-10 08:18:20

Jeszcze coś. Sloterdijk jako pochodzący z Europy Przedłabskiej, czyli tej mającej za wcielenie Zła -- Hitlera, nie zauważył czegoś, co my, z Europy Załabskiej, za wcielenia zła mającej Stalina, widzimy od razu: że Schemat Synajski został najpełniej wypełniony, zrealizowany, dosłownie i masowo, przez Stalina. Stalin poszedł dosłownie za wzorem Mojżesza: nakazał swoim wiernym "lewitom" zabijać "kto przyjaciela, kto brata". A potem zabijać siebie nawzajem. Podobno ktoś pisał, że Stalin, niegdyś kleryk w seminarium prawosławnym, faktycznie uważał się za nowego Mojżesza, prowadzącego wybrany naród sowiecki do obiecanej ziemi komunizmu. Więc i metody stosował brane ze świętego poprzednika.
[foto]

4. @Wojtek • autor: Bogdan Zawadzki2014-12-10 10:02:51

Właśnie celowo wspominając o "Trójcy" i "Zastępach" miałem to samo na myśli (chodzi o tę "pogańskość", a w zasadzie "nie-monokulturowość...bo jak mawiają prawosławni Rosjanie "Boh trojcu lubit ") ...

Zgodzę się z zagrożeniem jakie niesie z sobą powrót do "synajskich" korzeni w polskim Kościele. To (ku zaskoczeniu wszechobecnej "lemingozy") właśnie min. uobecnia "Duch Soboru" ... (dlatego kibicuję "ortodoksji" ...[śmiech])

Dla mnie (...prostego Katolika) św. Paweł, jest trudny w odbiorze (zupełny "odlot"), gdy tym czasem "protestanci" niemal nim "żyją" (ale to subiektywna opinia...więc w rzeczywistości może być inaczej)...

Wydaje mi się jednak, że w nawiązaniu do tego co zostało napisane "schemat synajski " wypełnia się raczej w (szczególnie odrażającym indywiduum) Leninie (tym nowym "Mojżeszu"). Stalin zaś to kontynuator i jak biblijny Jozue prawdziwy eksterminator niekomunistycznego "Kannaanu" .


Pozdrawiam

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)