Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

19 czerwca 2011

Milena Alicja Niedzielska

Słowianie raz jeszcze
- w odpowiedzi Wojtkowi Jóźwiakowi


Pytania które postawiłeś Wojtku (83. Oj, z tymi Słowianami...) są bardzo istotne, ale i bardzo trudne do udzielenia jednoznacznej odpowiedzi. Nie tylko brakuje źródeł do nich, ale możliwe, że po niektóre historyczne wydarzenia były celowo zacierane. Mam tutaj szczególnie na myśli sprawę ewentualnego, chrześcijańskiego obrządku słowiańskiego na terenie Polski. Zwolennicy obecności na naszych ziemiach chrześcijaństwa w postaci cyrylo-metodiańskiej jeszcze przez oficjalną chrystianizacją, w czasie sprawowania władzy przez Mieszka I , powołują się przede wszystkim na zapis z Żywota św. Metodego, wspominający o księciu Wiślan "szkodzącym i urągającym chrześcijanom", później pod przymusem ochrzczonym, najprawdopodobniej na Morawach. Zwykle odnosi się to do napadów na Państwo Wielkomorawskie. S. Kętrzyński i J. Gąssowski, na których powołuje się Andrzej Buko w artykule Trzy wcielenia Sudomira, twierdzą jednak, że najprawdopodobniej chodziło w tym przypadku o chrześcijan miejscowych, a nie napadanie na Państwo Wielkomorawskie, bo w tym ostatnim przypadku na ziemie księcia nie zostałby posłany najpierw misjonarz z upomnieniem (św. Metody), ale od razu oddział wojska, do spuszczenia lania wiślańskiemu władcy. Prześladowania mogły jednak mieć charakter incydentalny i jak zauważa, raczej nie były zbyt silne, bo o jakimś masowym exodusie chrześcijan z ziem Wiślan nic nie wiadomo. Poza tym pogański kraj na północ od Karpat nie był oddzielony od południowego Zakarpacia rodzajem "pogańskiej, żelaznej kurtyny", w związku z czym jakieś misje do nas docierały - skądś się owi chrześcijanie w kraju Wiślan w końcu wzięli! Książę Nitry, Pribina, sam poganin, zezwalał na działanie na terenie swojego państwa chrześcijańskich misji frankońskich.[1] Chyba więc Słowianie byli tolerancyjni dla innych wyznań. Dlaczego? Tutaj pojawia się problem etnogenezy Słowian, którzy wcale nie musieli być jednolitą grupą etniczną, ale wchłonęli w siebie wiele różnych etnosów, od wschodnich - Sarmatów, w ich zachodnim, alańskim odłamie, czy ugrofińskich Awarów, do zachodnich plemion kultury wielbarskiej (gocko-gepidzkiej) i przeworskiej (lugijskiej, wandalskiej - która zresztą była sprzymierzona z sarmackimi Alanami). Prof. Paszkiewicz w Początkach Rusi wskazuje np. że początkowo termin Ruś odnosił się również do plemion niesłowiańskich, objętych władzą Księstwa Kijowskiego, później zasymilowanych, o jakiejś "czystości rasowej" Słowian raczej nie może być mowy.[2]

W przypadku terenów Polski znaczącym substratem etnicznym, mogła być ludność kultury przeworskiej, która miała mieszany charakter, bo jej podłoże było germańsko-łużycko-celtyckie. Należeli do nich m.in. Wandalowie (Hasdingowie i Silingowie), schrystianizowani w okresie wędrówek ludów i będący jak większość German - arianami. Zwykle przyjmuje się, że Słowianie, po przybyciu na ziemie obecnej Polski zastali tu pustkę osadniczą. Wszyscy mieszkańcy opuścili swoje ziemie, a nowi osadnicy zajęli ich miejsce. Jednak, jak podaje Gąssowski, odpływ ludności z naszych obecnych ziem nie był całkowity, chociaż znaczący. Począwszy od IV wieku, z największym nasileniem w V wieku, tereny Polski opuściło około 60% populacji kultury przeworskiej, emigrując ku lepszym ziemiom, dostępnym po upadku Cesarstwa Zachodniorzymskiego.[3] Oznacza to jednak, że 40 % ludności zostało! To wciąż bardzo dużo. Zdaniem H. Łowmiańskiego, czy L. Leciejewicza, na terenach Polski w okresie przybycia tu Słowian, możliwe że wespół z Awarami, którzy byli "argumentem siłowym" dla wspólnej ekspansji, żyło tu jeszcze co najmniej 240 tys. autochtonów (u schyłku IV stulecia liczyli ok. 600 000 osób), przy czym liczba ta jest raczej niedoszacowana, niż przesadzona![4]

Jak wynika z odkryć archeologicznych w Przeworsku - dwóch późnoantycznych amfor do przechowywania oliwy o pochodzeniu północnoafrykańskim, pozostała na miejscu ludność kultury przeworskiej utrzymywała kontakty ze swymi pobratymcami - emigrantami, nawet po ich dotarciu na ziemie obecnej Tunezji. Pogląd o braku mieszkańców na terenach Polski przez okres praktycznie 100 lat, między końcem IV a początkiem VI wieku lub nawet dłużej i swego rodzaju izolacji tego obszaru jest mało prawdopodobny i byłby ewenementem w ówczesnej Europie.[5] W takim przypadku brak również odpowiedzi na pytanie w jaki sposób i z jakiego powodu Słowianie mieliby przejąć używane do dzisiaj, obcego pochodzenia nazwy geograficzne, w pierwszym rzędzie hydronimy.

Kultura przeworska nie została bynajmniej zniszczona przez najazd federacji Hunów, ale była z nimi, na co wskazują huńskie insygnia władzy w grobie z Jakuszowic (woj. Świętokrzyskie) oraz inne świadectwa przejmowania obyczajów i elementów uzbrojenia, związana sojuszem.[6] Część plemion lugijskich - Wandalowie (Hasdingowie), zamieszkujący Dolny Śląsk, Polskę centralną i zachodnie Mazowsze, sprzymierzyło się z irańskojęzycznymi Alanami, zachodnim odłamem Sarmatów. Doszło nawet między nimi do unii personalnej, jako że późniejsi królowie Wandalów nosili tytuł rex Vandalorum et Alanorum ("król Wandalów i Alanów"). W okresie wczesnego średniowiecza dało to podstawę do twierdzenia przez rodzimych i zachodnich historiografów, że Polacy, a ogólniej zachodni Słowianie, są potomkami Wandalów.[7] W Annales Alamanici, opisującym najazd Karola Wielkiego na Słowian połabskich, ci ostatni zwani są Wandalami. Gerhard z Augsburga w Miracula Sancti Oudalrici nazywał Mieszka I wodzem Wandalów. Gesta Hammaburgensis ecclesiae pontificum uznaje zaś Słowiańszczyznę za kraj zamieszkany przez Winnilów, dawniej zwanych Wandalami.[8] Do tego oczywiście dołączyć można rodzime: Kronikę polską Kadłubka (w której autor wywodzi Lechitów - Wandalów od legendarnej królowej Wandy i rzeki Wandal, czyli Wisły) oraz anonimową Kronikę wielkopolską, potwierdzające rodowód Polaków od Wandalitów.[9] Józefowi Kostrzewskiemu, w Słowianach i Germanach w pradziejach Polski (skądinąd pracy bardzo stronniczej) dało to podstawę do utożsamienia Wandalów z autochtoniczną ludnością słowiańską, jednak sprawa jest bardziej złożona i wygląda raczej na to, że plemiona Słowian, przybywające na tereny Polski począwszy od VI wieku, asymilowały pozostałą, miejscową ludność "wandalicką", czyli lugijską, która uległa w efekcie ostatecznej slawizacji. Pozostawiła jednak tradycję nazywania mieszkańców Polski Wandalitami, a zapewne i wiele elementów kulturowych, również w sferze wierzeniowej, zarówno pogańskiej, jak i chrześcijańskiej

Wygląda więc na to, że plemiona zachodnich Słowian dobrze znały chrześcijaństwo, jeszcze przed jego oficjalnym wprowadzeniem. Możliwe jest nawet, po najeździe przez Węgrów Państwa Wielkomorawskiego na początku X wieku, jakaś część schrystianizowanej ludności morawskiej wywędrowała na północ, do wiślańskiej Małopolski, a nawet dalej. Sandomierz (zwany w kilku średniowiecznych zapisach Sudomirem)wywodzi się prawdopodobnie od morawskiego imienia Sudomir. W takim przypadku chrześcijański obrządek słowiański byłby dobrze znany, przynajmniej w wiślańskiej Małopolsce. Chrzest księcia z Wiślicy mógł ponadto wiązać się z przynajmniej oficjalną, chrystianizacją Wiślan w obrządku słowiańskim. Wiele ciekawych uwag na temat obecności obrządku słowiańskiego na terenie Polski, podaje Zbigniew Dobrzański w Obrządku słowiańskim w dawnej Polsce. Książka jest kontestowana przez oficjalne środowisko naukowe i autor faktycznie momentami może zapędzać się za daleko (twierdzi np. że chrzest Mieszka I i chrystianizacja całej Polski odbyła się w obrządku słowiańskim), ale wielu jego twierdzeniom nie sposób odmówić logiki. Osobiście jestem przekonany, że obrządek słowiański był znany co najmniej na terenach Wiślan, a chrześcijaństwo w ogólności na całym obszarze państwa Polan, współegzystując z pogaństwem, skąd ów brak męczenników (nb., św. Wojciech, którego wspomniałeś, nie był Polakiem, ale Czechem, co znajduje się poza świadomością większości Polaków).

Rozpad Słowiańszczyzny na wschodnią i zachodnią, pod wpływem rozszczepienia na wschodni (bizantyjski) i zachodni (rzymski) krąg chrześcijaństwa, sugeruje wspomniany już przeze mnie prof. Paszkiewicz w Początkach Rusi. Niektóre z jego tez powtarza Michał Parczewski w Początkach kształtowania się polsko-ruskiej rubieży etnicznej w Karpatach.[10] Zdaje się, że pierwotnie różnice językowe u wszystkich Słowian nie były znaczące, jednak sprawy religijne były w tym wypadku wtórne wobec politycznych. Parczewski podaje, że zarówno państwo Piastów, jak i Ruś Kijowska to monarchie wojskowe i cytuje Lalika: "Wojna, i to przede wszystkim wojna zaczepna, wyprawa po łupy, stanowiła rację jej istnienia. Oferując uzbrojonej części ludności perspektywę zdobyczy, dowodziła potrzeby swego istnienia."[11] Ziemie Lędzian, jak dowodzi Paszkiewicz, były wysunięte dalej na wschód niż się nam wydaje. Jego zdaniem, istnieją bardzo dawne związki tego plemienia z ziemiami nad Bugiem i górnym Dniestrem. Konstantyn Porfirogeneta (X wiek) podaje, że Lenzaninowie podczas zimy zajmują się ścinaniem drzew z których wykonują czółna, a następnie wiosną, wraz z roztopami, wyprawiają się nimi Dnieprem ku Kijowowi, gdzie sprzedają je Rusom. Musieli więc mieszkać nad dopływami Dniepru, Styrem, Horynią, Turią i innymi, w tym - Zbruczem, płynącym przez Wołyń. Kronikarz Nestor potwierdza dane Konstantyna Porfirogenety, uznając Lachów za najbliższych sąsiadów kijowskich Polan.[12] Późniejsze walki o ich tereny pomiędzy ekspansywnymi i agresywnymi monarchiami Piastów i Rurykowiczów przecięły ziemię Lędzian, ustalając granicę opierającą się mniej więcej na dorzeczu Wisły po stronie polskiej, a Dniepru - ruskiej. Jak twierdzi Parczewski, późniejsze różnice językowe, wytworzyły się w efekcie izolacji obu obszarów na skutek walk, jednak odłamy chrześcijaństwa, zachodniego i wschodniego nie były pierwotną przyczyną takiego stanu rzeczy. Religia, rozumiana na dobrą sprawę jako państwowa ideologia, była narzędziem walki monarchii i różnicowania ludności na swoich i obcych, wytwarzania różnic w celach wzbudzenia wrogości. Grupy plemienne z pogranicznego terenu, (jak Lędzian) szybko chrystianizowano w "swoim" obrządku, aby doprowadzić do ich oddzielenia od współbraci z drugiej strony granicy, którzy stawali się "wrogami".[13] Oczywiście to tylko jedna z przyczyn różnicowania odłamów Słowian, bo poza tym należy zwrócić uwagę na wchłonięcie przez Słowian zachodnich dużej domieszki ludności kultury przeworskiej, o czym już wspominałam, a może i na terenach południowej Polski, Czech, Słowacji i Zakarpacia jakichś pozostałości Celtów (oraz oczywiście Awarów o trudnym do ustalenia etnosie, najprawdopodobniej ugrofińskim), a Słowian wschodnich - stepowych plemion tureckich, Gotów i Getów z kultury wielbarskiej, a od północy plemion ugrofińskich.

Można tutaj przy okazji wspomnieć inny problem, a mianowicie - co robili na polskich ziemiach Normanowie i dlaczego służyli Mieszkowi I? Czas panowania Mieszka I, a może jeszcze jego poprzednika / -ów, to okres, jak się to mówi, "konsolidacji" plemion wokół jednego centrum władzy. Jak zwykle, pod pięknym określeniem kryje się mniej piękna rzeczywistość. Do stworzenia państwa feudalnego potrzebne było zlikwidowanie ustroju rodowego, mówiąc wprost - fizyczna eksterminacja elit. Z okresu panowania Mieszka I pochodzi wiele znalezisk archeologicznych w postaci spalonych grodów plemiennych. Cytuję za prof. Buko: "Druga połowa X wieku - to w świetle ostatnich badań czas narodzin i szybkiego wzrostu głównych miast polskich. Jest rzeczą charakterystyczną, że zjawiskom tym towarzyszy gwałtowny i ostateczny zanik wielu dotychczasowych centrów plemiennych, mających niekiedy charakter katastrofy (zastanawiająco częste ślady pożarów). Udokumentowano to we wszystkich bez mała regionach kraju. W Wielkopolsce - sercu polańskiego państwa, obserwujemy w pierwszej połowie X wieku jakościowe zmiany stref osadnictwa grodowego, które dotąd intensywnie rozwijające się w płd.-zach. Wielkopolsce, traci prymat w pierwszej połowie wieku X na rzecz obszaru poznańsko - gnieźnieńskiego. Kres ośrodków plemiennych ma tam znamiona katastrofy związanej z ich zagładą i porzuceniem (Kurnatowska 1991). Kto był tego sprawcą - nietrudno dociec zważywszy, że w nowych ośrodkach, w innym miejscu, wkrótce potem powstają centra władzy piastowskiej"[14] Logiczną myślą, jaka nasuwa się w związku z tym obrazem jest to, że Mieszko I, tworząc swoje państwo i prowadząc bardzo ekspansywną politykę wobec innych rodów i plemion, musiał oprzeć swoją siłę i bezpieczeństwo na drużynie, której ufał i która bez wahania wykonałaby jego rozkazy. Przyjęcie do niej mężczyzn z plemion i rodów, których elitę dopiero co wymordowano na jego rozkaz, było zbyt niebezpieczne, niosło zagrożenie zamachem popełnionym z rodowej zemsty. Najlepszym rozwiązaniem w takiej sytuacji było wynajęcie obcych, najemnych wojowników, służących za łup. I taką, zdaniem Bronisława Geremka rolę, jako obcoplemiennej gwardii księcia, pełnili w Polsce Normanowie.[15]

Skoro mowa o ekspansji militarnej za czasów Mieszka I, to jej ofiarą padli również Lędzianie. Nie są oni bynajmniej mitycznym tworem i w zasadzie żaden z historyków nie podważa w chwili obecnej ich istnienia, jako dużej grupy plemiennej, na ziemiach południowo-wschodniej Polski oraz terenach możliwe, że sięgających według niektórych autorów (Kuczyński, Parczewski) aż po dorzecza Wieprza, Bugu, Sanu i górnego Dniestru. Tereny te, co ciekawe, pokrywają się ze znaleziskami archeologicznymi poświadczającymi obecność na terenach Lędzian w X wieku Węgrów. Znaleziska takie znane są z Kryłosu pod Haliczem, Sądowej Wiszni i Przemyśla - Zasania. W Przemyślu, który był istotnym ośrodkiem grodowym Lędzian, znalezione zostały nie tylko groby wojowników, co można by traktować jako ślad najazdu, ale również kobiet i dzieci, a to wskazuje na stały ich pobyt. Potwierdza to znaczne zróżnicowanie pochówków i wyklucza, by pochodziły one jedynie z okresu przemarszu Węgrów przez Karpaty do Kotliny Karpackiej, jak również, by były śladem wypraw łupieżczych na północ. Grób kobiecy z Sądowej Wiszni, jak podaje Elżbieta Dąbrowska, był bogato wyposażony i może być śladem koneksji małżeńskich pomiędzy plemienną arystokracją, słowiańską (lędziańską) oraz węgierską.[16] Podobne znaleziska znane są z z zewnętrznego łuku Karpat. Ewa Sosnowska sugeruje na podstawie Parczewskiego, że Węgrzy narzucili swoje zwierzchnictwo co najmniej części Lędzian, ale niewykluczony jest również wspólny sojusz obronny przeciwko Pieczyngom. Węgrzy przebywali tutaj od schyłku IX wieku do lat 30-tych, a niewykluczone, że i połowy X wieku.[17] Jak pisze Parczewski: "W 1. połowie X w. nad Sanem i górnym Dniestrem nie obserwujemy śladów obecności pieczyńskiej, są natomiast dowody pobytu węgierskich garnizonów wojskowych (Przemyśl, Halicz). Pieczyngowie byli w owym czasie śmiertelnymi wrogami Węgrów. Około połowy X w. Lędzianie (zgodnie z przekazem Konstantego Porfirogenety) sąsiadowali z zachodniopieczyńskim okręgiem plemiennym Jabdiertim. Powyższa wiadomość, a także nomenklaturowy relikt dawnego pogranicza w postaci Silva Pieczyngarum sugeruje, że wytworzyła się wówczas jakaś oparta o Karpaty przestrzeń buforowa, obejmująca część górnego dorzecza Dniestru i zapewne ziemie położone dalej ku północnemu wschodowi lub wschodowi. Z pewnością nie istniał jednak bezpośredni styk terytoriów lędziańskich i pieczyńskich (...)".[18] Twierdzenia Leszka Moczulskiego z Narodzin Międzymorza należałoby więc skorygować, zarówno od strony czasowej, jak i terytorialnej, bo wydają się nieco przesadzone.

W ten sposób słup ze Zbrucza, czyli lewego dopływu górnego biegu Dniestru, znajduje się, przynajmniej przez pierwszą połowę X wieku, na terenach Lędzian, będących pod panowaniem lub w sojuszu z Węgrami, siedzącymi wówczas w Haliczu. W roku 981 Halicz przechodzi w ręce Rusi, w efekcie wyprawy na Lachów, jak pisze Nestor, a nie Pieczyngów. Za bardzo więc nie ma ani miejsca, ani czasu na to, aby teren na którym znaleziono słup znajdował się pod panowaniem tureckich Pieczyngów, którzy owszem, przebywali w tym czasie nad Dniestrem, ale środkowym i dolnym, w rejonie położonym nieco bardziej na południe. Za to na samym słupie zaobserwować można inną, znaczącą wskazówkę - broń postaci wyposażonej również w konia jest szablą typu węgierskiego, jakiej zresztą używali nie tylko sami Wegrzy, ale i Słowianie na wzmiankowanych terenach. Jest to wskazówka, że słup powstał najprawdopodobniej pomiędzy początkiem, a połową X wieku w środowisku etnicznym słowiańsko - węgierskim, ze zdecydowaną dominacją pierwszego etnosu. Oczywiście nie wykluczam, że Węgrzy również mogli korzystać z miejsca kultowego na górze Bogit, bo strukturalna analiza słupa jaką przeprowadziłam w Drzewie świata, wykazuje jego uniwersalne, religijne znaczenie chyba dla całego kręgu kultur podlegających w starożytności wpływom plemion irańskich (w pierwszym rzędzie Scytów i Sarmatów), a więc zarówno Słowian zamieszkujących dorzecze Dniestru i pas ziem na granicy lasów i stepu dalej na wschód, jak i ludów tureckich, ugrofińskich a nawet mongolskich, daleko na wschodzie. Na zachodzie zaś pozostających w sojuszu z sarmackimi Alanami Wandalów, a wcześniej - wschodnich Celtów, którzy przejęli od Scytów wiele z ich kultury i religii.[19] W ten sposób słup może być traktowany jako uniwersalny schemat strukturalny dla rekonstrukcji religii Słowian, zarówno wschodnich, jak i zachodnich. Różnica natomiast pojawia się w nazewnictwie bóstw, zachowanych z terenów Polski i to jest prawdziwa zagadka - w jaki sposób takie różnice się wytworzyły. Czyżby pod wpływem ludności kultury przeworskiej, zasymilowanej przez Słowian? A może odwrotnie - to Ruś zmieniła się mocniej od nas, pod wpływem wchłaniania dużej ilości etnosu plemion stepu? Odnośnie moich własnych poglądów, to nie odrzucam, jako "nie-lechickiego", przekazów o Swarogu, bo istnieje zbyt wiele związanych z jego imieniem nazw miejscowych na terenie Polski. Odpowiednikiem Welesa mógł być Nyja, natomiast funkcje Peruna, jako boga niebios pełnił Jessa, który jednak wydaje się starszym typem bóstwa uranicznego, o czym piszę we wcześniejszym artykule. W przypadku religii pogańskiej trudno mówić o jakiejkolwiek ortodoksji, a sfery zasięgu poszczególnych bóstw przenikają się, nie ma jakiejś sztywnej granicy.

I wreszcie ostatnia sprawa - kwestia Lechitów. W przypadku używania tej nazwy przez Węgrów, pochodzi ona najwyraźniej od jednego plemienia - Lędzian, z którymi, jak wspomniałam powyżej, Węgrzy pozostawali w sojuszu lub ich podbili. Węgrzy znali ich dobrze, a nazwę przenieśli później na wszystkich Polaków. Węgierska forma Lendiel (Lengyel) wskazuje wprost na Lędzian. Litewskie Lenkija, Lenkas oraz wschodnio- i południowosłowiańskie Lach, Ljach, mogą być różnorakimi przekształceniami tej formy. Nie tłumaczy to jednak, dlaczego saski kronikarz Widukind z Korbei nazywał mieszkańców państwa Mieszaka I Licikavici, a Konstantyn Porfirogeneta, nadwiślańskich autochtonów nazwal Litzyke. Szczególnie, że znał przecież i samych Lędzian, których zwał Lendzaninoi. W grę wchodzi więc zapewne jeszcze jakiś inny powód, dość tajemniczy. Karol Szajnocha pisząc Lechicki początek Polski wysnuł teorię, że Lach pochodzi od skandynawskiego lag, lage, oznaczającego "sprzymierzeńca, towarzysza", wymawianego jako lach. To z kolei odsyła nas do Lugiów z kultury przeworskiej, których miano wywodzone jest m.in. od germańskiego ljugan - "zjednoczeni". Czyżby chodziło w tym przypadku o nazwę etniczną Lugiów, przeniesioną później na plemiona słowiańskie, które zajęły ich tereny? A może ma to związek z normańską drużyną Mieszka I? Odpowiedzieć jednoznacznie nie sposób.


Milena Alicja Niedzielska





[1]Buko A. Trzy wcielenia Sudomira, w: Zeszyty sandomierskie nr 1, 1994, str. 35 - 38

[2]http://www.naszawitryna.pl/ksiazki_81.html

[3]Gąssowski J., Kultura pradziejowa na ziemiach Polski, PWN, Warszawa 1985, str. 260-261

[4]Łowmiański H., Początki Polski, Warszawa 1985, Leciejewicz L., Słowianie Zachodni. Z dziejów tworzenia się średniowiecznej europy, Wrocław 1989

[5]Wątpi w to również A. Buko w Czwartym wcieleniu Sudomira, Zeszyty sandomierskie, nr 2/1995, str. 49

[6]J. Gąssowski, Kultura..., dz. cyt., str. 260 - 261

[7]Rocznik Przemyski, t. 43, z. 2 Archeologia, Przemyśl 2007. Renata Madyda-Legutko. Wyniki dalszych badań na cmentarzysku kultury przeworskiej w Prusieku stan. 25, pow. Sanok; Renata Madyda-Legutko. Instytut Archeologii UJ. Badania nad osadnictwem z okresu wpływów rzymskich w polskich Karpatach. 2005

[8]Więcej na ten temat Kostrzewski J., Słowianie i Germanie w pradziejach Polski, zeszyt V z cyklu Prasłowiańszczyzna i Polska pierwotna, "Czytelnik", Łódź 1947

[9] Mistrz Wincenty (tzw. Kadłubek) - Kronika polska, Ossolineum, Wrocław 1996, str. 18; Kronika wielkopolska, Universitas, Kraków 2010, str. 44

[10]Parczewski M., Początki kształtowania się polsko-ruskiej rubieży etnicznej w Karpatach, Kraków 1991

[11]jw., str. 61

[12]http://www.naszawitryna.pl/ksiazki_81.html

[13]Parczewski M., dz. cyt., str 62

[14]Parczewski M., dz. cyt., str. 82

[15]Geremek B. Mieszańcy Europy, Wprost. Nr. 52/2004

[16]Szymański W., Dabrowska E., Awarzy. Węgrzy, Wrocław 1979 , str. 235 - 236

[17]Sosnowska E., Cmentarzysko staromadziarskie z X w. w Przemyślu, w: Sosnowska E. (red.), Przemyśl wczesnośredniowieczny, Warszawa 2010, str 386 - 387

[18]Parczewski M., dz. cyt., str. 43

[19]Rosen - Przeworska J., Religie Celtów, Warszawa 1971, str. 35


komentarze

[foto]

1. Można jeszcze dodać... • autor: Michał Mazur2013-09-22 12:44:53

Można jeszcze dodać zapis z niemieckich roczników ,,Obit Misica, dux Vandalorum" - zmarł Mieszko, książę Wandali, no i na nagrobku Bolesława Chrobrego (który nie dotrwał do naszych czasów) wyryty był napis: ,,Regnum  Sclavorum, Gothorum sive Polonorum". Możliwe, że przodkowie Polaków zamieszkujących monarchię Piastów byli jakąś mieszanką słowiańsko-germańską (a po częsci może też celtycką), co zdają się potwierdzać także współczesne porównawcze badania kraniologiczne ich szczątków.

  Teksty i artykułu p. Grzegorza zawsze cenię sobie wysoko

Na marginesie moge dodać, że autor cyklu o Panu Samochodziku, znany powieściopisarz Zbigniew Nienacki taka mieszaną wizję początków państwa polskiego - słowiańsko-germańsko-celycko-irańską (sarmacką) przedstawił w swej niedocenionej i zapomnianej obecnie powieści "Dagome Iudex". Zupełnie na przekór nurtom dominującym w ówczesnej nauce polskiej z czasów komuny, która chciała widzieć przodków Polaków jako twór jednorody, w całości autochtoniczny i słowiański

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)