Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

07 lipca 2011

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Auto-promo Taraki (odcinków: 148)

Ze słowiańskimi bogami kłopot wciąż

Kategoria: Projekt Taraka

« Autodyskusja nt. demokracji W rytmie Księżyca od pełni do pełni »

Napisał Jany – Janusz P. Waluszko:

# Że u Słowian, wg Kowalika, każdy bóg potencjalny odpowiada paru realnym z antyku może świadczyć o niezróżnicowaniu ich wiary (1 bóg i masa czartów) lub o... nadinterpretacji (nazywam to WWW = wszystko jest wszystkim we wszystkim; ilość skojarzeń z inną religią i rodzimym folklorem czy lingwistyką jest tak duża, że praktycznie wszystko może być wszystkim i... niczym).

I tym mi wpadł w słowo (w wewnętrzny dialog), bo od jakiegoś czasu to samo rozważa(łe)m. Towarzyszyłem w e-dociekaniach jakie niedawno prowadzili Grzegorz Niedzielski i Kazimierz Perkowski, jakie naprawdę imię miał staropolski bóg, przez Długosza po łacinie zwany Yessa – może Jas? Odmieniać jak „las”, w lesie, o mój Jesie, od czego byłoby w łacińskim zapisie sprzed ustalonej polskiej ortografii (tę 100 lat później obmyślono): Yessa, Yesse. Co brzmi jak imię Jaś, ale św. Jan kontaminuje w folklorze z zagadkowym „bóstwem” imieniem Jón lub Jun, ewidentnie od stpol. juny – młody. Jego śladem byłoby (nad)używanie imienia Jan, Jaś w śpiewankach na oznaczenie ‘jakiegokolwiek młodego mężczyzny’. Ów Jas (o Jesie mówię, o mój ty Jesie) aliteruje z jesionem, drzewem magicznym i kultowym, Ydgrassilem Normanów, podejrzanie często obecnym w nazwach miejscowości: Jasień, Jasionna, Jasienica. Plus wschodnie skrzydło Sudetów morawskich: Jesioniki, które to miano podobno już (odpowiednie) u Germanów, którzy tam byli w starożytności. A to skojarzyć można z jesienią, ale i z wiosną, bo u Kaszubów jakoby tameczny para-bóg Jastrzëbóg, czczony na Wielkanoc, która po kaszubsku Jastrë. Ale to nic słowiańskiego, tylko jawna pożyczka z niem. Ostern, lub raczej z dolnoniem. (którym mówiono w Gdańsku i który był lingua franca Bałtyku) Oostern, podobnie w staroang. Ēaster i w ang. dzisiejszym: Easter – więc słowo typowo germańskie. Czy więc uzasadnione włączanie tej ścieżki do etymo-mito-logii Jasa lub Jóna? I po raz któryś pytam, jak to się stało, że Hebrajczycy z greckim pośrednictwem zawczasu (1000 lat before) przygotowali Lechitom kultowego bohatera imieniem Jehohannan (‘łaska Jahveha’), gr. Joannes, z czego Jan uderzająco podobny do Juna? Dyscyplina, i jeszcze raz dyscyplina, rygor naukowy ścisły jest konieczny przy śledzeniu takich rozchodzących się w cały kosmos śladów; polecam dla treningu prace-książki (zob. Katalog Biblioteki UR w Krakowie Lista tytułów) geniusza z Krakowa, Zbigniewa Babika, dla mnie wzór.

Ale jeśli pozwolić aliteracjom się rozszaleć, to faktycznie, Jany ma rację, wynikiem będzie owo WWW, „wszystko jest wszystkim we wszystkim” lub raczej WiN – wszystko i nic. Poznamy przy okazji mitologie całego świata, ale na końcu tej wycieczki o bogach dawnych Słowian lub Polaków będziemy wiedzieć tyle co na starcie.

¤ Pytanie, na cholerę nam religia Słowian, skoro jest ona filozoficznie głęboką (owo WWW :)) refleksją o naturze – wegetacji przyrody, ładzie kosmosu – a my w niej nie żyjemy (chyba, że ktoś jest ekologiem, ale wtedy bardziej mu się przyda uczona ekologia – od biedy ek0zofia dla duszy)?

Aż powtórzę to pytanie: po co nam (rzekoma) religia przyrody, skoro już NIE żyjemy w przyrodzie? (Nie jęczmień na ojcowiźnie za stodołą nas żywi tylko zboże z Kanady i energia gazem z Syberii?)

Można szukać w tym struktury myśli (np. filozofii czynu w micie stworzenia i przysłowiach, ale znowu lepiej sięgać do Abramowskiego, Brzozowskiego i Piłsudskiego etc., nie mówiąc już o tym, że nikt filozofii czynu z mitu nie wywiódł, ale odwrotnie, już znaną w nim także dostrzegł tylko, więc to nie inspiruje do niczego). Da się szukać obrazów duszy, obrazki to fajna rzecz, ale... ich nie ma zbyt wiele, trzeba by samemu je stworzyć (może to pomysł – zadanie :)) a do duszy lepsza jest psychologia (Jung łączy to w archetypie). Świat się za szybko zmienia by leniwy człowiek stworzył sobie głębszą myśl o nim – czy trwalszą (tego wielu brak), nie wiem – może trzeba stworzyć filozofię przemian, ale... już jest tao/zen. A może idzie o tworzenie (do)wolne (z braku linii przekazu), co tam komu w duszy gra, słowiańszczyzna zaś ma dać bazę do tego (inspiracje, ludzi/współ-hobbystów, bo we 2 się nie wariuje :))?! Nie powiem, by mnie temat nie kręcił, czuję jednak rodzaj jakiejś jałowości (sama potencjalność to wszystko i nic, skoro wszystko [to] już było, więc to nic nie wnosi etc., etc.), zostaje obiekt projekcji...

Mocno powiedziane. Podobne rzeczy pisał w Tarace parę lat temu Mirosław Miniszewski w Neopogaństwo to imitacja. Czy neopogaństwo ma/może być tylko zabawą hobbystów-RPG’owców-przebierańców, dająca pretekst by zbierać się wspólnych piknikach z okazji swadźb, postrzyżyn lub (kupalnych) ponurzyn? Bo jak napisał Jany, we 2 (lub więcej) się nie wariuje? Rekonstruując nie tyle dawną religię Lechitów lub Rusów, co raczej „Starą baśń” Kraszewskiego (1876) lub (w ukraińskiej czy rosyjskiej linii przekazu) „Włes-knigę” Jurija Miroliubowa (1959, zob. Jóźwiak: Księga Welesa, Olszański: Między Księgą Wełesa a Rękopisem Wojnicza).

Odpowiem dygresją. W snach śnią się (czasami) postaci Szarych Robotników albo Szarych Ludzi z Ziemi. Można ich poznać po tym, że nie mają indywidualności, jest ich wielu, dość często są mali (ten archetyp uchwycono w (dość upiornym) filmie Charlie i fabryka czekolady, gdzie gra Johnny Depp - a jako rój Szarych (tam, naprawdę, czerwonych!) 132-centymetrowy Hindus z Nairobi Deep Roy) i nic innego nie robią tylko się stale przy czymś krzątają, zwłaszcza w ziemi kopiąc lub grzebiąc. Owi symbolizują ukryte siły umysłu (śniącej osoby), które przy jej nieświadomości prowadzą proces przebudowy jej umysłu: przebudowują wartości, zasady, motywy i cele. Są komunikatem (ci szarzy ludzie ze snów) że za jakiś czas ten, komu się przyśnili obudzi się „innym człowiekiem” z przebudowaną psychiką, zdawszy sobie z tego sprawę lub częściej nie. No więc (tu koniec dygresji) dzisiejsze małe i często łatwe do skrytykowania ruchy wokół polskiego (lub innego) neopogaństwa wydają mi się być czymś takim, jak ta praca szarych ludzi w snach. „Podziemne” zmiany, przebudowy, w nie(-całkiem-)świadomym wnętrzu narodowego ducha, które mogą (ale wcale nie muszą, nie ma tu konieczności) kiedyś wydobyć się na powierzchnię czyli do wiedzy i entuzjazmu ogółu. Stanie się tak, kiedy ktoś z działających po omacku (lub na chybił trafił) poszukiwaczy natrafi na ARCHETYP – archetyp aktualnie potrzebny. (Bo przestarzałych archetypów jest masa.) Co ma pewien wymiar praktyczny – bo są zasady skutecznego szukania archetypów, nawet jakiś przewodnik dla poszukiwaczy można by napisać. Ale to osobna historia.



« Autodyskusja nt. demokracji W rytmie Księżyca od pełni do pełni »

komentarze

[foto]

1. Ciekawy link znalazłem • autor: Maciej Nabiałek2011-07-14 12:59:26

Może znane, ale warto poznać artykuł. Może sięgnąć do oryginalnego źródła, Jana Długosza, odszukać fragmentów gdzie wymienia nazwy Jessa, Łada i Leli.

„Wizja pogaństwa w kronice Jana Długosza”
http://viking.wsbif.edu.pl/artykuly/poganstwo.pdf

Sereczności,
Maciej

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)