Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.

13 lutego 2016

Michał Dawidowicz

Śmierć sowy
Wydarzenie z życia

Kategoria: Nowy szamanizm
Tematy/tagi: cywilizacjaptakiwspomnienia

Wracałem latem, nocą ze spektakli granych z objazdowym teatrem. Jechałem moim starym dobrym Volskwagenem krętą drogą wśród pół i łąk. Droga błyszczała i koła szumiały od lekkiego deszczu. Z zamyślenia wyrwała mnie biała świecąca plama na środku drogi zbliżająca się wprost na samochód. Na 10 metrów od samochodu mój mózg rozpoznał sowę. Ostre hamowanie było zbyt niebezpieczne na mokrej drodze – moje kombi łatwo traci stabilność przez swoją długość, więc hamowałem na tyle, żeby nie wypaść z drogi, no i usłyszałem lekkie i głuche uderzenie.

Przejechałem kilkadziesiąt metrów, stanąłem. Było dla mnie nieprawdopodobne, że sowa (prawdopodobnie puszczyk uralski) nie uciekła, mając tak doskonały wzrok i słuch. Nie wyglądała też na wcześniej potrąconą. Chciałem ruszyć dalej, ale wahałem się. Było mi tak przykro, że zabiłem takie rzadkie zwierzę. Wiedziałem, że jak odjadę, to pamięć o tym będzie mnie prześladować do końca życia.

Wróciłem. Stanąłem na poboczu na awaryjnych, wziąłem latarkę. Podszedłem do niej, drżała. Prawdopodobnie agonia. Nie byłem pewien. Podniosłem ją – głowa lekko opadła jej w tył. Miała chyba przetrącony kark. Nie mogłem patrzeć na tę agonię. Wziąłem ją w ręce. Patrzyłem na nią. Była śliczna: biało-szare futerko i wielkie błyszczące oczy. Jeszcze bardziej zrobiło mi się żal. Zebrałem się w garść. Szybkim ruchem wywichnąłem jej kark. Usłyszałem gwizd – taki mechaniczny, nie ze strachu. Nie czułem oporu kręgosłupa.

Chciałem to skrócić, jeśli było tam jeszcze jakieś życie, beznadziejnie walczące ze śmiercią.

Nie byłem pewien, czy to wystarczyło. Podszedłem do pobliskiego słupka drogowego, zawahałem się. Dla pewności uderzyłem jej karkiem w słupek, kilka razy.

Miałem ją teraz w dłoniach. Obejmowałem ją nimi, otulałem. Miała delikatne miękkie piórka. Nie trzęsła się już. Była spokojna. Patrzyłem w jej wielkie szare oczy, miały w środku mgłę. Ja też byłem już spokojny. Pomyślałem, że powinienem coś teraz zrobić, nie mogę wyrzucać jej tak do rowu. Pochyliłem się nad nią i przeprosiłem ją za to, że tak się stało. Przytuliłem ją do czoła. Stałem tak chwilę.

Przeszedłem przez rów i podszedłem do jednego ze starych drzew. Znalazłem jamę, wykopałem ją głębszą, włożyłem tam sowę, przysypałem ziemią i obłożyłem starannie kawałkami leżącej obok drzewa kory. Poprosiłem jeszcze na koniec duchy (nie wiem jakie, ale jestem przekonany, że jakieś tam są), żeby przyjęły ją do siebie i wysłałem do nich jeszcze kilka próśb.

Teraz mogłem spokojnie wrócić do samochodu, choć dalej zastanawiałem się podczas jazdy; dlaczego ta sowa nie uciekła? Przecież na jezdni nie było nawet dżdżownicy, żeby na coś polowała! Stała i patrzyła prosto w światła. Sowa samobójca - nie, niemożliwe! Może była chora?

Dzisiaj, jak przypomnę sobie to wydarzenie, to jestem wdzięczny, że zrobiłem to wtedy właśnie tak, bo do dziś miałbym wyrzuty sumienia i do dziś to miejsce bolałoby mnie w pamięci, a tak zawsze myślę o tej mięciutkiej sowie zamkniętej z czułością w moich dłoniach i o szarości, która coraz bardziej zakrywała jej szkliste wielkie oczy.

Korekta przez: Radek Ziemic (2016-02-14)


komentarze

[foto]

1. Sugestywna opowieść... • autor: Roman Kam2016-02-14 01:32:07

Nie wiem jakbym się zachował. Kilkakrotnie miałem zderzenia ze zwierzętami. Było to zawsze trudne emocjonalnie i trwale odbiło mi się w pamięci. Uczucie nieodwracalności faktów nagle ujawnia się w całej krasie, chociaż zawsze powinno nam towarzyszyć. Dojmujące jest też uczucie utraty kontroli, chociaż moim zdaniem, również ono powinno nam zawsze towarzyszyć. Sadzę, że wtedy, w tych nagłych zdarzeniach jaśniej widzimy fakt, że znajdujemy się w rękach losu. No niech będzie, że możemy się znajdować w rękach losu. To oczywiście rodzi lęk, który ludzi bardziej od nas pierwotnych, skłaniał do składania darów i ofiar, by los przekupić, ale my, ludzie oświeceni, zdani jesteśmy tylko na ten atawistyczny lęk przed jego ślepymi wyrokami.

Chciałbym dołożyć do tej wspaniałej historii, moją historię z pogranicza światów. Jechałem w południe przez centrum małego miasteczka, nie znałem go. Nagle coś, instynkt, kazał mi zwolnić. Nie wcisnąłem hamulca, ale zdjąłem nogę z gazu i może w pół sekundy po tym, przed maskę samochodu wyskoczył mi z boku, przez chodnik, mały chłopiec. Wyskoczył zza murku. Wcisnąłem hamulec i zatrzymałem się mając go tuż przed maską. Stał sparaliżowany i patrzył na mnie. Nie mógł się ruszyć ze strachu. Uśmiechnąłem się do niego i pogroziłem mu palcem. W końcu, on też się uśmiechnął i cofnął na chodnik. Był dość duży ruch, nie wiem, co mogło go skłonić do tak nieroztropnego wbiegnięcia na jezdnię. Prawdę mówiąc, nie uśmiechałem się do chłopca, a bardziej do sytuacji i może trochę, z ulgą.                 

2. To z kolei... • autor: Michał Dawidowicz2016-02-14 23:13:18

To z kolei są sytuacje "spoza". Jak wracaliśmy kiedyś samochodem, moja pasażerka powiedziała mi żebym zwolnił. Nie widziałem powodu. Zwolniłem. Przed nami za chwilę przez ulicę przebiegło duże stado saren.... 

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)