zdjęcie Autora

10 grudnia 2014

Marcin Michalik

z cyklu: Tarot i inne doświadczenia (odcinków: 29)

Sny a życie realne

Kategoria: Sny i wizje

« Nasze ezoteryczne środowisko Dorota Terakowska a ezoteryka »
            Idąc ścieżką, zauważyłem chłopca. Stał w miejscu i patrzył na mnie dość pewnym, lecz smutnym wzrokiem. Nieco zdziwił mnie brak poruszenia ze strony tego człowieka. Okolica nie była zbyt licznie zamieszkana, więc nie mogłem raczej zostać pomylony z kimś innym. Zatrzymałem się, gdy byłem zaledwie parę metrów od tej tajemniczej osoby. Miałem teraz możliwość na dokładne przyjrzenie się nieznajomemu. Był to wysoki, około czternastoletni brunet o ciemnej karnacji. Sprawiał wrażenie sympatycznego. Z bliżej nieokreślonej przyczyny poczułem silną potrzebę przytulenia nastolatka. Kompletnie nie mogłem zrozumieć, skąd w mojej głowie pojawiły się takie myśli. Zastanawiałem się, jak dalej postąpić. Była to dla mnie dość wstydliwa kwestia. Ostatecznie nie dałem rady się przełamać, bo się bałem niepożądanej reakcji z jego strony. Nie wiedziałem za bardzo, co dalej począć. Zawróciłem. Było mi naprawdę głupio z powodu stchórzenia. Ciągle nie wiedziałem, skąd bierze się ta bliskość, którą czułem w stosunku do chłopaka.
            Spacerowałem dalej po nieznanej mi miejscowości. Wszędzie dookoła mnie rozciągały się zielone łąki, na których pasły się krowy. Niebo było zaskakująco białe. W dodatku zdawało się być zawieszone na wysokości około 50 metrów nad ziemią. W pewnym momencie natrafiłem na niewielki kościół o złotym kolorze. Nagle spostrzegłem idącą w moją stronę nagą kobietę. Była to piękna dziewczyna w wieku 18-20 lat. Od razu skojarzyłem ją z wcześniej spotkanym osobnikiem. Powodem było posiadanie przez tę kobietę równie ciemnej karnacji i włosów. Podejrzewałem, że ludzie ci są rodzeństwem. Ponownie odczułem silne więzy łączące mnie z napotkaną osobą. Tym razem zdałem się na odwagę i podszedłem do nieznajomej. Położyłem rękę na jej ramieniu, po czym spytałem drżącym głosem, kim jest. Nie dostałem słownej odpowiedzi. Zamiast tego brunetka przeszyła mnie bardzo głębokim, wnikliwym spojrzeniem. Nagle doznałem przebłysku. Zrozumiałem, że te dwie spotkane osoby są mi bliskie i osobiście bardzo dobrze znane. Niestety, po chwili obudziłem się.
            Rankiem długo zastanawiałem się nad tym niecodziennym snem. Co właściwie oznaczał? Wiedziałem jedno. W moim życiu niezbędne są zmiany. Bardzo przydałby mi się ktoś bliski. Czułem, że życie przelatuje mi przez palce. Byłem bezradny. Cały dzień chodziłem smutny i przybity. Żałowałem, że nie mieszkam w krainie z mojego snu. Przypominałem sobie intensywność kolorów, jakie mogłem tam zobaczyć. Kwiaty i trawa wydawały się emanować ciepłem, oraz życiodajną energią.
            Wieczorem wyszedłem na dwór. Włóczyłem się bez celu. Prawdę mówiąc, nie miałem dokąd pójść. W tamtym okresie swojego życia nie posiadałem przyjaciół. Kupiłem więc tanie wino w pobliskim sklepie monopolowym. Udałem się na konsumpcję napoju w pobliskie krzaki. Picie zawsze dawało mi pozorne poczucie bezpieczeństwa i spokoju. Potrzebowałem tego, gdyż praktycznie każdego wieczoru stawałem się bardzo nerwowy. W moim umyśle wytwarzał się prawdziwy myślowy mętlik. Wszystkie złe rzeczy uderzały we mnie z taką siłą, że nie byłem w stanie na niczym się skupić. Lekko podpity wróciłem do domu. Położyłem się spać. Szybko zapadłem w sen.
            Ku mojemu zdziwieniu pojawiłem się w bardzo podobnym miejscu, co poprzedniej nocy. Przede mną stał mały dom zbudowany w starym stylu. Nagle niespodziewanie wyszła z niego tajemnicza dwójka rodzeństwa. Tym razem poczułem jeszcze większe ciepło do tych osób, niż miało to miejsce ostatnim razem. Wiedziałem, że śnię. Po kilkunastu sekundach stania, z zakłopotaną miną, zacząłem rozmowę. Na samym początku objaśniłem nastolatkom podstawową kwestię, jaką było to, że znajdują się oni w moim śnie, a ja osobiście nie mam pojęcia, dlaczego jest to dla mnie tak istotna rzecz. Młodzieńcy wydawali się być mocno zdziwieni tym, co im przed chwilą przekazałem. Twierdzili, że mieszkają w tym miejscu od dawna. Podeszliśmy do siebie bliżej. Wokół nas wytworzyło się coś z rodzaju pozytywnej energii. Ponownie naszła mnie ochota na przytulanie. Niestety, po krótkiej chwili zostałem obudzony przez rodziców.
            Następnego dnia długo analizowałem wszystko to, co przytrafiło mi się w nocy. Doszedłem do wniosku, że osoby, które ostatnio spotykam w marzeniach sennych, są moimi wewnętrznymi aspektami. Jedne z wielu wewnętrznych części, które tworzą moją osobowość. Jednak niewątpliwie czułem, że natrafiłem na najważniejsze ogniwa. Zrozumiałem już, dlaczego od dłuższego czasu tak bardzo chciałem mieć dziewczynę oraz młodszego brata. Własny umysł domagał się znalezienia odpowiedników w życiu realnym, ponieważ tylko w taki sposób uzyskałbym egzystencjalny spokój. To dlatego ciągle chodziłem podenerwowany. Doprowadziło do tego życie bez zgody z tym, co siedziało głęboko we mnie. Dziwiło mnie tylko to, że chłopak wraz z dziewczyną nie tylko znają się osobiście, ale są również rodziną. Pierwszy raz pomyślałem, że fajnie by było mieć jednocześnie dziewczynę i kogoś, kto byłby moim przyszywanym, młodszym bratem, najlepiej w sytuacji, gdy ludzie ci byliby ze sobą spokrewnieni, tak jak miało to miejsce właśnie w snach. Nigdy wcześniej nie myślałem o takim układzie. Byłem jednak na takim etapie swojego życia, że kompletnie nie wiedziałem, jak się powinienem za to wszystko zabrać. Najważniejszą rzeczą, jaka przeszkadzała mi w realizacji celu, była praktycznie zerowa odwaga w kontaktach z dziewczynami. Posiadałem kompleksy. Przyczyną ich powstania było wieloletne gnębienie mojej osoby jeszcze w latach szkolnych. Tego typu doświadczenia zostawiają w psychice olbrzymi ślad. Człowiek dochodzi do stanu, w którym boi się ludzi, unikając nawet zwykłego kontaktu wzrokowego.
            Przełom nadszedł stosunkowo szybko. Dwa tygodnie po opisanych przeze mnie incydentach wybrałem się na imprezę do znajomego. W naprawdę dużym domu jednorodzinnym przebywała znaczna ilość osób. Tego wieczoru pierwszy raz w życiu całowałem się. Niewątpliwie w podjęciu tego jakże "historycznego" kroku pomógł alkohol. On dodał mi olbrzymiej dawki śmiałości. Złapałem bakcyla. Od tamtej pory nie miałem większego problemu we flirtowaniu z kobietami. Niestety, będąc trzeźwym, nie byłem w stanie podjąć nawet krótkiej rozmowy z płcią przeciwną.
            Minął miesiąc. Napisałem na facebooku do nieznajomej nastolatki w celu umówienia się na wino. Kojarzyłem ją tylko z odbytego niedawno w naszej miejscowości rockowego koncertu. Konwersacja okazała się być niezwykle krótka, lecz zakończyła się pomyślnie. Spotkaliśmy się w wyznaczonym miejscu i czasie. Nieco wcześniej kupiłem dwa wina. Udało nam się znależć miłe, ustronne miejsce nad małą rzeczką. Rozmawiało nam się ze sobą naprawdę dobrze. Po około godzinie Ola, bo tak nazywała się ta nowo poznana przeze mnie dziewczyna, zaprosiła mnie do mieszkania swojego brata. Po drodze zakupiliśmy jeszcze sporą ilość alkoholu. Będąc już w środku - dostałem telefon. Okazało się, że pewien kolega ma do mnie jakąś sprawę. Nowo poznana nastolatka wpadła na pomysł, bym zaprosił go wraz z całym towarzystwem. Zgodziłem się, lecz byłem trochę zły z tego powodu, że za chwilę przestaniemy być sami. Po przyjściu przyjaciół rozpoczęliśmy imprezę. Głośna muzyka i duża ilość procentowych trunków wprawiły nas w dobry nastrój. Zacząłem tańczyć z Aleksandrą (o ile to, co przedstawiałem, można tak nazwać). Totalnie mi odbiło. Nabrałem już takiego luzu i odwagi, że postanowiłem rozpocząć flirt. Widziałem w jej oczach, że jestem blisko celu. Po paru minutach całowaliśmy się. Było cudownie. Dużo lepiej, niż na poprzednich imprezach. Dodatkowo zaczęliśmy się przytulać i prawić sobie komplementy. Wszyscy bili nam brawo. Następnie poszliśmy na spacer, podczas którego trzymaliśmy się za ręce. W pewnym momencie spocząłem wraz z Olką na ławce przy jednym z sąsiednich bloków. Siedzieliśmy objęci, prawie nic do siebie nie mówiąc. Byłem w siódmym niebie, doznając nawet czegoś na wzór "bycia na haju". Gdy się rozstaliśmy, lekko zakręcony wróciłem do domu.
            Widywaliśmy się prawie codziennie. Bodajże czwartego dnia, od naszego pierwszego spotkania, poprosiłem Olę o chodzenie. Zgodziła się, mówiąc mi jednocześnie o tym, że nie spodziewała się kompletnie takiej sytuacji, jaka pomiędzy nami zaszła, a właściwie ciągle zachodzi. Ja też nie mogłem w to wszystko uwierzyć. Wszystko potoczyło się tak szybko.
            Następna doba upłynęła nam pod znakiem rockowych koncertów, które odbyły się na jednym z Warszawskich skłotów. Parę godzin przed wydarzeniem pojechaliśmy na Wolę do dwóch kolegów Olki. Zrobiliśmy tam małą popijawę. Zachowanie mojej ukochanej mocno mnie niepokoiło. Siedemnastolatka chlała całkowicie na umór. Widać było, że chce się szybko upić. Takie postępowanie kompletnie do niej nie pasowało. Nie dawała się także dotykać przy kumplach. Byłem zdenerwowany. Do tego wszystkiego doszło do głupich kłótni z jednym z chłopaków, który wyraźnie był zazdrosny o dziewczynę.
Będąc już na miejscu, na szczęście wszystko się uspokoiło. Bawiliśmy się świetnie. W środku panował megaklimat. Dodatkowo z Aleksandrą było wyjątkowo namiętnie. Czułem, że przekroczyliśmy pewną granicę. Już po wszystkim - wróciliśmy do siebie nocnym autobusem. Olę, oczywiście,  odprowadziłem pod sam blok, w którym mieszkała. Na dworze panowała piękna, zimowa atmosfera.
             Minęły dwa tygodnie. Sytuacja zaczęła się, niestety, zmieniać. Moja pierwsza w życiu dziewczyna przestała mieć czas na spotykanie się ze mną. Czasami nawet nie odbierała telefonów. Czułem poważny niepokój. Którejś nocy przyśnił mi się sen, w którym moja ukochana całuje się z innym. Po południu następnego dnia dostałem wiadomość od Oli. W jednym zdaniu zostałem poinformowany o tym, że nasz związek właśnie się skończył. Nie mogłem uwierzyć w to, co usłyszałem. Był to dla mnie całkowity szok. Załamałem się. Nie wiedziałem, co ze sobą zrobić. Przez pierwsze parę dni ostro piłem. Od tamtej pory, a minął ponad rok, nie znalazłem sobie nowej dziewczyny. Moje życie ponownie stało się szare i nudne. Dopiero po miesiącu sytuacja nieco się odmieniła. Zacząłem spędzać sporo czasu z pewnym gimnazjalistą, będącym mocno gnębionym przez znajomych. Bardzo często byłem świadkiem tego nagminnie powtarzającego się procederu. Byłem jego jedynym kolegą, a z czasem przyjacielem. Polubiłem tego człowieka. Starałem się wspierać go w wielu trudnych sytuacjach, np. po śmierci dziadka. Raz też poprosiłem jego "kumpli", by dali mu spokój i więcej go nie zaczepiali. Niestety, mimo że znałem tych ludzi dobrze, moje prośby spełzły na niczym. Ta relacja zaczęła mnie bardzo mocno angażować emocjonalnie.
            Nastały wakacje. Zmuszony zostałem opuścić swoje miasto w celu podjęcia prac remontowych w naszym drugim domu, znajdującym się w pobliskiej wsi. Spędziłem tam prawie trzy tygodnie. Przez ten czas bardzo często do mnie pisał na facebooku. Wielkokrotnie wiadomości zawierały zapytania, co do daty powrotu mojej osoby. Rozmowy tego rodzaju drażniły mnie. Wielokrotnie powtarzałem przyjacielowi, że termin mojego przyjazdu nie jest ode mnie zależny, a wszystko zależy od tego, kiedy skończę pracę, czego nie byłem w stanie przewidzieć. Po pewnym czasie nastolatek przestał pisać. Kiedy wróciłem do siebie, dowiedziałem się o czymś bardzo dla mnie nieprzyjemnym. Dzieciak znalazl sobie nowego kolegę. Miał mnie totalnie w dupie. Wolał zacząć zadawać się z kolesiem, który wielokokrotnie go upokorzył. Chodziłem przybity. Wielokrotnie chciało mi się płakać. Zacząłem wątpić w jakikolwiek sens budowania relacji z osobą o tyle lat młodszą.Tak bardzo wierzyłem w sens tego całego przedsięwzięcia, które ustaliłem sobie na podstawie analizy wcześniej opisanych snów... Prawdę mówiąc, nie była to pierwsza sytuacja tego typu w moim życiu. Rok wcześniej pewna, równie młoda osoba, olała mnie z dnia na dzień w momencie, kiedy skończyła mi się kasa, za pomocą której pomagałem spłacać dług ludziom, którzy jej zagrażali. Na szczęście znajomość nie trwała zbyt długo, więc nie zdążyłem się jeszcze tak mocno zżyć z "gówniarzem".
            Do dnia dzisiejszego nie wszedłem w żadną poważniejszą relację z drugą osobą. Moje plany, jak na razie, nie ułożyły się. Jednakże ostatnimi czasy nabrałem dużej dawki optymizmu. Nie wiem, prawdę mówiąc, co jest przyczyną tej - nie ukrywajmy - dość gwałtownej zmiany w mojej psychice. Poczułem, że moje ego jest silniejsze, ale jednocześnie zdecydowanie nie cierpię na narcyzm. Oczywiście przede mną jeszcze wiele pracy w tej materii. A tak a`propos: Postanawiam na nowo dać szansę jakiemuś  "gimbusowi", by móc ponownie uwierzyć, że nastolatki są wspaniałe.

Korekta przez: ()



« Nasze ezoteryczne środowisko Dorota Terakowska a ezoteryka »

Komentowanie wyłączone wszędzie od 1 sierpnia 2020.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)