zdjęcie Autora

30 grudnia 2012

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Babcia ezoteryczna (odcinków: 128)

Sny o mamie (1)

Kategoria: Twórczość

« Karta Umiarkowanie Sny o mamie (2) »

Skoro jestem już przy snach z udziałem mamy muszę coś wyjaśnić w związku z nimi. Moja mama za życia była osobą apodyktyczną z gatunku tych, które mają zawsze swoją wizję jak każda, najdrobniejsza sprawa powinna wyglądać. Jako dziecko buntowałam się przeciw jej władzy ale i później, gdy moim zdaniem zbyt ingerowała w moje życie stale były między nami jakieś spory. Kończyły się na tym, że mama wygłaszała godzinne „kazania”, a mnie nie chciało się z nią dyskutować, więc milcząc czekałam, aż skończy swoje przemowy. Mama była zbyt przenikliwa, żeby uwierzyć, że zgodziłam się z jej zdaniem, ale uważała za swój obowiązek je wygłaszać.

         Ten układ zmienił się pod koniec życia mamy, kiedy nie wstawała już z łóżka i zdana na opiekę moją i mojej siostry złagodniała i przestała czepiać się drobiazgów.

         Ten nieco przydługi wstęp potrzebny był do rozważań co się właściwie działo z moimi snami po jej śmierci. Nie śniła mi się często, ale zawsze były to sny „znaczące”. Najczęściej ostrzegały mnie przed czymś lub uspokajały wobec wydarzeń, które zapowiadały się groźnie. W tych snach mama była bardzo oszczędna w słowach (w przeciwieństwie do rzeczywistości) i często posługiwała się aluzjami, nie zawsze dla mnie zrozumiałymi (których w  realu nigdy nie stosowała, zawsze wykładała „kawę na ławę”).

         Rozważając pochodzenie tych snów i wrażliwa na style ludzkiego myślenia i mówienia, raczej przyjmowałabym, iż sny te nie pochodzą od kogoś w rodzaju „ducha mojej mamy”, a traktowałabym je bardziej jako sygnały z mojej własnej podświadomości. Gdyby nie... Właśnie gdyby śniły się tylko mnie, a nie nawet obcym osobom.

         Pierwszy sen z moją mamą w roli głównej wystąpił zimą po jej śmierci, tuż przed Wielkanocą.

Moja mama umarła w 1992 r., w połowie stycznia. Kiedy umierała, był dość ciepły, deszczowy dzień, bardziej jesienny, niż to w styczniu się zdarza. Nie było wcześniej żadnych mrozów, a ziemia była przez te deszcze rozmiękła.  W dzień pogrzebu mojej mamy od razu schwycił silny mróz, gdzieś koło minus 18 stopni. W ogóle dzień był i pod innymi względami pechowy. Na pogrzebie nie pojawili się obydwaj moi synowie, którzy wyjechali swoim samochodem trochę przed nami. My pojechaliśmy jeszcze do zakładu pogrzebowego i powinniśmy teoretycznie być po nich. Denerwowałam się z tego powodu przez cały pogrzeb, mimo że wyjechali samochodem, który był starym gratem i mógł się po drodze popsuć. Wiedziałam, że mieli ze sobą pieniądze, więc w takim wypadku powinni byli zostawić samochód i przyjechać autobusem lub, w najgorszym razie, taksówką. Na pogrzebie nie było zbyt wielu osób, ale za to wszystkie starsze panie, przyjaciółki mojej mamy, reprezentujące określony gatunek mający „młodym”, czyli tym przed sześćdziesiątką, wszystko za złe. Indagacjom na temat, dlaczego moich synów nie ma na pogrzebie nie było końca, a wszystkie próby wyjaśnienia, co ewentualnie mogło się stać, paniusie te przyjmowały z niedowierzającym uniesieniem powiek. Okazało się, że synowie mieli wypadek po drodze.

         To wszystko spowodowało, że mimo swojej praktyczności nie dopilnowałam technicznej strony pogrzebu, a między innymi nie zwróciłam uwagi na działania murarzy.

         Gdzieś w marcu następnego roku odebrałam bardzo dziwny telefon. Dzwoniła pani, która była sąsiadką mojej mamy i z którą mama bardzo się przyjaźniła do czasu, aż się nie posprzeczały i ich stosunki nie stały się oziębłe. Miała jednak, jak wszyscy sąsiedzi mamy, mój numer telefonu na „w razie czego” Może nie ma to nic do rzeczy, ale dodam, że ja osobiście za tą panią nie przepadałam, powody były drobne, niezbyt ważne i dotyczyły jej stosunku do życia, którego nie aprobowałam, ale który w końcu mnie nie obchodził. Piszę o tym tylko dlatego, że pomysł, aby ta pani Janina miała do mnie po cokolwiek dzwonić, wydawał mi się nieprawdopodobny. Tymczasem zadzwoniła, przedstawiła się i zaczęła rozmowę właściwie o niczym i to także nie było podobne do tej oschłej, praktycznej kobiety. Ona zawsze mówiła konkretnie, a tu jakieś dziwne przeciąganie rozmowy o niczym. W końcu ja podjęłam jej grę i pytam: W czym mogłabym pani pomóc? Na to ona mi odpowiada, że właściwie sama nie wie, ale spotkało ją coś dziwnego i musi mi o tym opowiedzieć. Na to ja, że słucham ją uważnie, ale byłam dość zniecierpliwiona, bo byłam w pracy i gdzieś się spieszyłam. Zaczęła więc mi opowiadać: — Śniła mi się dzisiaj pani mamusia w nocy. Stanęła przy mnie przy łóżku i powiedziała: Pani Janino, mam do pani bardzo dużą prośbę. Niech pani zadzwoni do mojej córki Kasi i powie jej... Niestety w tym momencie kobieta się przebudziła i nie dowiedziała się, co miała mi powiedzieć. Podziękowałam jej i zadzwoniłam do mojej siostry, opowiedziałam jej o telefonie i o tym, że wybieram się na cmentarz, na grób mamy, jeszcze przed Wielkanocą, a ona zdecydowała się pójść ze mną. Muszę nadmienić, że moja niechęć do chodzenia na groby była znana w całej rodzinie i ja przynajmniej z mamą nigdy na cmentarz nie chodziłam. Nie sądzę w związku z tym, żeby mama tego po mnie oczekiwała. Przeciwnie, mówiła kiedyś, że chciałaby mieć grób murowany, bo córki nie lubią chodzić na groby, więc nie potrafiłyby o grób ziemny właściwie zadbać.

Moja siostra doszła do wniosku, że musi pójść ze mną, bo sama mogę nie trafić. Kupiłyśmy jakiś kwiatek i znicze i kiedy doszłyśmy do grobu, postawiłam te znicze na grobie i zaczęłam je zapalać. Wtedy nagle sklepienie grobu się załamało i ja wpadłam do środka prawie po szyję, ale nogami stanęłam na trumnie. Siostra narobiła krzyku, zbiegli się ludzie, pomogli mi wyjść z grobu i wszyscy mi gratulowali, że nie złamałam sobie nogi ani niczego innego. Nawet w rajstopach nie poszło mi oczko! Na to ja bez namysłu odpowiedziałam, tak jakby ktoś przemówił za mnie: Przecież moja mamusia nie dałaby mi zrobić krzywdy!.

         Później, z siostrą zastanawiałyśmy się, dlaczego Mama przyśniła się pani Janinie, a nie którejś z nas. Siostra doszła do wniosku, że dlatego, bo pani Janina była bardzo skrupulatną kobietą, jeśli chodzi o utrzymanie grobów i inne kościelno-parafialne sprawy, więc potraktuje poważnie ten sen, a ja mogłabym nie zrozumieć, o co mamie chodziło. Moja siostra miała trochę żalu, że mama jej się nie przyśniła, ale wytłumaczyła sobie, że w tym przypadku pani Janina była odpowiedniejszą osobą.

Babcia ezoteryczna: wstęp na końcu

Ten blog ma opisywać zwyczajne doświadczenia w zwyczajnym życiu. Świadomie sterując swoimi zachowaniami (np. tzw. świadome śnienie) czy narzucając sobie pewne praktyki, zazwyczaj ma się na oku jakiś cel, w ostateczności zmierzenie się z nowymi doświadczeniami. W naszym wysterowanym do przesady życiu, możliwość naturalnych, nowych i silnych doznań jest ograniczona, poszukuje się ich wszakże dla lepszego zrozumienia siebie. W moim życiu przeszłam wiele krańcowych doświadczeń i dlatego, być może już ich nie poszukuję. Prosto mówiąc: boję się ich gorzej, niż diabeł święconej wody. Życie nauczyło mnie, że żadnym procesem nie można bezkarnie sterować. Niewinne wysłuchanie „kasety odchudzającej” zaproponowanej przez psychologa czy udział w tzw. „muzykoterapii” może pociągnąć za sobą nieoczekiwane skutki, z których niepożądanymi wpływami walczyć trzeba nawet kilka miesięcy. Jednak zarówno mnie, jak i innym ludziom doświadczenia takie przytrafiają się niosąc ze sobą NIEZROZUMIANE I NIEOCZEKIWANE, co próbujemy zrozumieć i ocenić już po fakcie. Często jednak ocena ta jest nieudolna z braku wiedzy. W tym blogu zajmuję się tylko opisem, niech ocenia ktoś inny. Dlaczego więc ezoteryczna babcia? W tym roku kończę 70 lat, jestem Słonecznym Strzelcem i Księżycowym Rakiem. Neptun, który właśnie wszedł do znaku Ryb niedługo będzie tranzytował mój ascendent i od jakiegoś czasu odczuwam potrzebę porządkowania pewnych zjawisk w moim życiu. Kilka lat studiuję astrologię ale ona nie wystarcza mi do interpretacji niektórych zjawisk czy wydarzeń w moim życiu. Każde z nich osobno daje się zazwyczaj wytłumaczyć, ale razem, jako całość... Z podsumowaniem ich już znacznie gorzej. Pozostaje więc na razie tylko opis.


« Karta Umiarkowanie Sny o mamie (2) »

Komentowanie wyłączone wszędzie od 1 sierpnia 2020.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)