zdjęcie Autora

24 stycznia 2020

Sandra Dumroc

z cyklu: Dziennik Sandry Dumroc (odcinków: 125)

Sokół i zmanipulowani Zombie - Zapis 38

Kategoria: Sny i wizje

« Słońce i muszle św. Jakuba - Zapis 37 Woźny w LO i moje zdjęcia - Zapis 39 »

Sen z 22.01.2020

Widziałam chyba sokoła z profilu, tak mi się wydaje, bo był mrok i byłam w pomieszczeniu chyba, bo miałam przebłysk zarysu sylwetki ptaka i kawałek starej wyświeconej skóry od użytkowania. Widziałam przede wszystkim ptasią główkę, ładnie zaokrągloną i haczykowaty dziób. Ptak był spokojny, prawdopodobnie oswojony.  Siedział i był zwrócony w moje lewo.


Sen z 23.01.2020

Byłam w Krakowie na wykładach, pojechałam tam samochodem, ale później chciałam wracać z Wojciechem (wykładowca) samolotem, bo chyba zapomniałam, czym przyjechałam. Jedziemy we trójkę na lotnisko, samochód był wypożyczony i Wojtek jak parkował, to wjechał w budkę kontrolną, ale nie przejął się tym, zostawił ten samochód i wszedł na salę odpraw, ja zostałam przy samochodzie z jakimś gościem. Przypomniałam sobie, że mój samochód stoi pod hotelem i że musimy po niego iść, bo chcę wracać do domu, ale facet, który był ze mną powiedział, że coś jeszcze załatwi. Zniknął, zaczęło robić się ciemno, weszłam do budynku, to była jakaś obskurna, ohydna, betonowa poczekalnia z barem, na posadzce była nawet kałuża brudnej wody.

Patrzę, a w środku siedzi mój partner (51/6) i też czeka na powrót. Przysiadłam się do niego, był zły. W poczekalni było dużo młodych ludzi w wieku 16 - 21 lat. Przyczepiła się do mnie młoda kobieta, chciała zabrać mi telefon, odepchnęłam ją ręką i nogą i mocno trzymałam telefon przy piersiach. Za chwilę jej chłopak próbował wyszarpnąć mi telefon. Pomyślałam "co jest do cholery" i wkurzyłam się, bo ten dupek partner (51/6) w ogóle nie reagował (a ja szarpałam się z ludźmi i krzyczałam), a już przymierzał się trzeci chłopak do tego mojego telefonu. Powiedziałam partnerowi, że możemy wracać razem, bo samochód mam pod hotelem i że szkoda lecieć samolotem, bo i tak będzie trzeba wrócić po auto. Wstaliśmy i poczułam ulgę, że wychodzimy, bo ci ludzie w tej norze zachowywali się jakby byli naćpani albo jak zombie. Mieli "puste oczy", to zwróciło uwagę, tak jakby ktoś nimi kierował, a oni nie byli tego świadomi i kazał zabrać mi ten telefon. Pojawił się ten facet, z którym przyjechałam i przedstawiam go partnerowi, a ten zaczął go tak dziwnie obejmować, jakby chciał go udusić, (był cały czas zły, a teraz jeszcze zazdrosny), ale przestał i wyszliśmy z tej poczekalni.

Idziemy za tym facetem, był już mrok, on mi zniknął już całkiem z pola widzenia, ale parter szedł pewnie za nim. Gość musiał jeszcze odebrać portfel Wojtka, bo ten zapomniał przed wylotem, weszliśmy do jakiegoś hotelu, do ciasnego korytarzyka i czekaliśmy na niego, podeszła do nas stara właścicielka, miała z 65 lat i zagadywała w tym czasie. Była też kwiaciarką, bo zobaczyłam przepiękne róże we wszystkich kolorach, świeże, długie z przodu lady, a te już nadwiędłe, króciutkie, z tyłu, ale też w wodzie, żeby je wykorzystać jeszcze jakość do bukiecików.

Chciałam powąchać, ale nie zdążyłam, obudziłam się.
Widziałam też przebłysk, znowu byłam naga, ale dzisiaj w pozycji człowieka z ryciny da Vinci.

Dziennik Sandry Dumroc: wstęp na końcu

Od 2017 dokumentuję drogę w snach.
Na początku była trochę wyboista, ale zaczyna być coraz bardziej spójna i zamknięta w konkretnej formie.
Sandra Dumroc jest moim awatarem w snach.

Korekta przez: Radek Ziemic (2020-01-24)



« Słońce i muszle św. Jakuba - Zapis 37 Woźny w LO i moje zdjęcia - Zapis 39 »

Komentowanie wyłączone wszędzie od 1 sierpnia 2020.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)