Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

30 lipca 2018

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Antropocen powszedni (odcinków: 12)

Sosna, drzewo ognia

Kategoria: Ekologia
Tematy/tagi: eko-zagrożeniaekologiaprzyroda a człowiekrośliny

« Odcięcie się od przyrody jako wyraz ewolucyjnych tendencji przyrody? Krisper Kas »


Iwan Szyszkin. Masztowe sosny. Większy format. Opis.

Tam, gdzie płoną lasy, przeważnie są to lasy sosnowe. Dlaczego? – Bo sosna lubi się palić i do płonięcia jest przystosowana ewolucyjnie. Sosna jest pirofitem, czyli rośliną zależną – pozytywnie zależną – od ognia. Chodząc po sosnowych lasach (pomińmy na razie to, że zostały posadzone przez ludzi-leśników) zastanawiasz się, jak to się dzieje, że te drzewa tak uporczywie same sobie szkodzą, na różne sposoby prowokując pożar, w którym zginą? Po pierwsze, są łatwopalne i to nie tylko ich suche gałęzie i drewno, ale również zawierające żywicę żywe pnie i pełne łatwopalnych związków chemicznych („olejków”) żywe igły. Do tego sosny trzymają w swoich lasach masę szybko schnącego, więc przeważnie suchego i łatwopalnego chrustu, tzn. zrzucanych lub pozostających przy pniu drobnych gałęzi. Ponieważ te gałązki zawierają żywicę i łatwo schną, źle są rozkładane przez grzyby, inaczej niż chrust liściasty, którego praktycznie w lasach nie ma. Ponadto sosny, przynajmniej nasza Pinus silvestris, mają rzadkie – świetliste – korony, przez które światło i promieniowanie schodzi na dno lasu, dodatkowo je przesuszając wraz z chrustem. Całość przez to jest wybitnie łatwopalna, więc pożary nie dziwią, dziwne raczej jest, że jest ich jednak tak mało i sosnowe lasy w ogóle dożywają „wieku rębnego”.



Pożar sosnowego lasu w Yellowstone, 1988. Wikipedia, więcej.


Sosnowy las samo-odnowiony, tamże. Wikipedia, więcej.


W tej samobójczej strategii prowokowania pożaru jest jednak logika. Poszczególne osobniki sosen giną, ale populacja, gatunek, dzięki pożarom zyskuje. Z wielu powodów. W pobliżu pogorzeliska tym sosnom, które przetrwały, otwierają się szyszki i nasiona sieją się z wiatrem. Sosna jest skrajnie światłolubna, więc sosny wyrosną tylko pod gołym niebem. W starym i dojrzałym, tzw. klimaksowym lesie, drzewo to nie ma szans: nawet jeśli się wysieją, siewki sosen w cieniu zamrą. Inaczej niż buki i dęby, które w naszej strefie głównie tworzą lasy klimaksowe, a z iglastych jodła. Pożar wyjaławia glebę, przyspiesza jej bielicowanie, czyli wypłukiwanie składników rozpuszczalnych w wodzie i zakwaszanie (skrajnym przypadkiem jest pozostanie prawie gołego piasku), a w takiej glebie młode sosny radzą sobie lepiej niż inne drzewa. Prócz brzozy, która jest drugim drzewem ogniowym w naszej strefie. Las sosnowy naturalnie nie odnawia się! Sosna nie wyrośnie nawet pod starszymi sosnami. Kanopa musi zostać zniszczona, jeśli nie przez ogień, to przez wiatrołom.

Sosna więc, jako gatunek, gra na pożar: żyjąc, rosnąc, wysiewając się liczy na to, że spłonie, bo bez pożaru nie przetrwa, więc też ów pożar prowokuje tak jak potrafi: nasycając się żywicą i łatwopalnymi terpenami, gromadząc susz na ziemi i przepuszczając światło koronami, by wysuszać dno lasu.


Las sosny Banksa na skalnym podłożu wygładzonym przez lodowiec.
Wikipedia, więcej.

Bardziej pirofityczna od naszej Pinus silvestris jest północnoamerykańska sosna Banksa (P. banksiana), której zaciśnięte szyszki otwierają się i sieją tylko od ognia. Tę sosnę spotyka się też u nas, bywała dawniej sadzona, ponieważ jest jeszcze mniej wymagająca niż silvestris i gdzieniegdzie przetrwała. Można ją poznać po tym, że jest taką bieda-sosną: zwykle krzywa, rośnie niechlujnie, igły ma krótsze, korę czerniawą, nie dumnie rudą jak nasza, gałęzie w dół zwisają. Poznajemy ją po gałęziach oblepionych małymi szyszkami, które ani nie opadają, ani się nie otwierają – właśnie czekają na ogień. Jeśli wyrosła w otoczeniu silvestris, to zamiera, bo nie znosi zacienienia, i trwa jako suchy wyrzut sumienia. Jej szyszki czekają.

W Kalifornii na nadmorskich klifach rośnie inna pirofityczna sosna, Pinus muricata („sosna biskupia”), której zamknięte szyszki z nasionami potrafią trwać do 70 lat na drzewach.

Sosny są pirofitami w jeszcze jednym sensie: są odporne na umiarkowany ogień. Jeśli ogień przejdzie po glebie, spali zrzucone igły, a nawet dolne gałęzie, ale nie przeskoczy na wierzchołki, to drzewa przeżyją, za to zginą konkurenci, czyli podrost liściasty lub świerkowy, który pozostawiony wolno, zagłuszyłby sosnę i zniszczył sosnowo-ogniowy ekosystem. Amerykanie kiedyś ze zdziwieniem odkryli, że sosnowe lasy w stanach Południa – wielkie, piękne i gospodarczo cenne – dla swojego przetrwania i utrzymania wymagają okresowych pożarów dna lasu. Bez nich zostaną wyparte przez dęby i orzeszniki.

Przy okazji warto zauważyć, że w naszym, na pozór tak „sosnowym” kraju, żyje tylko jeden gatunek sosny! (Plus dwa inne tylko w Tatrach, więc pomińmy.) Jest to skrajne sosnowe ubóstwo. W świecie jest 126 gatunków uznanych i 35 dalszych niepewnych (może będących lokalnymi wariantami innych). W Europie i Śródziemnomorzu jest ich więcej, 11 gatunków – ale wszystkie prócz naszej silvestris nad Morzem Śródziemnym lub w otaczających górach. W Ameryce Północnej wyliczono 76 gatunków – czapki z głów przed tamtejszą bioróżnorodnością! Największe ich zagęszczenie jest w zachodnich stanach USA, w Meksyku i na międzyamerykańskim przesmyku.

Mamy tu jeden z mnóstwa przykładów bio-ubóstwa, czyli niskiej bioróżnorodności Europy. Co zawiniło? Zlodowacenia. Przed którymi w Europie nie było dość ciepłych i rozległych refugiów. Bariera z równoleżnikowych gór (Alpy, Karpaty, Pireneje...), morza (Śródziemnego z zatokami) i okresowo schnącej Sahary nie dawała szans ucieczki. Już lepiej miały żywe istoty na Kaukazie, mogąc migrować na południe wzdłuż gór Iranu. W Ameryce lodowiec sięgnął półtora tysiąca km dalej na południe niż u nas, ale stało otworem wielkie refugium w Meksyku i nad Zatoką Meksykańską. W Azji nie było lądolodów, więc drzewa mogły przemieszać się wraz z klimatem w górę i w dół stoków gór.

Podobnie jak sosny, ogniolubne są jałowce. W ogóle te dwie dominujące wśród nagozalążkowych rodziny, sosnowate-Pinaceae (dominujące na półkuli północnej) i cyprysowate-Cupressaceae (na obu półkulach) jako ewolucyjną strategię przetrwania – wśród przeważnie lepiej uzbrojonych okrytozalążkowych, bo wspieranych przez zapylające je owady – wybrały przystosowanie do skrajności: suszy, mrozu – i właśnie ognia. Te trzy środowiskowe naciski obsługują tymi samymi środkami: suche liście-igły, nasycone olejkami i żywicą, radzą sobie i w suszy i na mrozie, a łatwo płonąc, wciągają roślinę w ewolucyjne igranie z ogniem.

Dlatego lasy z sosen i drzew lub krzewów podobnych do jałowców (nad Morzem Śródziemnym są nimi cyprysy) rosną i na skrajnej północy, i w gorących, okresowo suchych śródziemnomorskich lub meksykańskich subtropikach.

Na współżycie z ogniem nastawiły się też australijskie eukaliptusy – chociaż liściaste, okrytozalążkowe. Też wydzielają aromatyczne i łatwopalne olejki, zrzucają pod nogi nierozkładające się a łatwopalne liście, a niektóre też płaty kory. Też, jak sosny, dbają, żeby pod nimi nie było cienia. Jest bardzo możliwe, że eukaliptusy wygrały z innymi tamtejszymi drzewami po osiedleniu się ludzi, Aborygenów, ok. 40 tys. lat temu. Ludzie roznieśli tak pożądany przez eukaliptusy ogień – odtąd nie musiały już czekać na pioruny.

U nas też sosna weszła w ekologiczną symbiozę z człowiekiem. Po stopnieniu lądolodu zaczęły wracać lasy i stopniowo wygrywały w nich gatunki klimaksowe, czyli przystosowane do odnawiania się w cieniu starych drzew, także własnego gatunku – w naszym klimacie głównie dąb, grab, lipa, buk i jodła. (Orzeszniki i tulipanowce wrócić nie mogły, bo w Europie wyginęły.) Sosna zeszła na margines: na wydmy i nieliczne odpiorunowe pogorzeliska. Gdy przybyli ludzie, najpierw zbieracze-łowcy z fazy mezolitu, chętniej niż gdzie indziej osiedlali się właśnie pod sosnami: gdyż preferowali miejsca, gdzie sucho, jasno i widać. Sawannowy ciepłolubny i wzrokowy gatunek człowiek nie cierpi ciemności, gęstwiny i jak mokro. Ludzie palili ognie, zaprószali pożary w lesie, pomagając sosnom się szerzyć. Być może celowo podpalali las, wiedząc, że na pogorzelisku (prócz siewek sosny i brzozy) wyrośnie trawa, która przywabi smaczne jelenie i żubry. Gdy stali się rolnikami, las palili tym gęściej, a sosna wygrywała.

Przed-nowocześni rolnicy wszędzie byli wybitnymi niszczycielami lasu. Na Wyspach Brytyjskich zniszczyli – wycinką, karczowaniem i wypalaniem – lasy tak, że zanikły, przestały się odradzać, a ich miejsce zajął biotop dużo prymitywniejszy: wrzosowiska i mszary. Chociaż klimat tam wybitnie sprzyja lasom; przecież w tej samej strefie zachodnich deszczów w Ameryce Północnej rosną gigantyczne sekwoje i daglezje, w Południowej takież araukarie i alerce. W Śródziemnomorzu jeszcze bardziej lasy i cała roślinność cierpiała przez dziesiątki tysięcy lat ogniowo-karczunkowy napór najpierw łowców, potem rolników i pasterzy wraz z ich wszystkożernymi kozami, przez co tamtejsze fitosystemy musiały uciec w niskość (by nie dać się rąbać na deski i opał), kolczastość (przeciw kozom i bydłu) i aromatyczną niesmaczność. Ale to wszystko sprzyjało łatwej palności, przez co śródziemnomorskie lasy i makie tak są podatne na pożary. Ogniowi pomaga też to, że gdy z powodów gospodarczych i krajobrazowych sadzi się tam drzewa, to są to głównie te najbardziej łatwopalne: sosny (alepska i pinia) i australijskie eukaliptusy.


Makia w postaci skrajnej: krzewinki tego mini-lasu (których gatunku nie rozpoznałem)
mają 30 cm wysokości. Paleochora, Kreta

U nas przed-nowocześni rolnicy też zniszczyli lasy, w dużym stopniu. W niektórych miejscach do gołego piasku. Grunty po lesie obsiewano zbożem; szczególnie żyto ma tę właściwość, że brutalnie dokańcza erozji gleby. Las na wyrost nazywany Puszczą Piską około 1800 roku był polem wydm. Nadmorskie wydmy na mierzejach kiedyś były zalesione, a ludzkie gospodarowanie je wylesiło i ulotniło. Przypuszczam, chociaż brak mi danych z literatury, że każdy las na piaskach, gdzie dziś sztuczna sosna, przechodził dwieście lat temu fazę pustynniejącego bezlasu. Na Pustymi Błędowskiej ta faza trwa do teraz.


Iwan Szyszkin, 1878, obraz zatytułowany Żyto (Рожь): po wykarczowanej sośnie posiano żyto, które dokończy erozji gleby. Typowy stan rzeczy w tamtej epoce chłopskiego głodu ziemi. Wikipedia, więcej.

W końcu, po kolejnych krokach, większość lasów u nas stała się plantacjami sosny. Przyczyniła się do tego zarówno ekologia tego gatunku, jak i zapotrzebowanie na drewno, które najbardziej pasuje w przemyśle. Ale coś za coś. Skoro uprawia się sztucznie na tysiącach kilometrów kwadratowych jeden i ten sam łatwopalny gatunek, trzeba płacić za gaszenie. Skoro zgodnie z globalnym ociepleniem ma być coraz cieplej latem i dłuższe okresy suszy, to rozum każe odchodzić od sosny. Przywrócić lasy, które się nie palą i lepiej od sosny zbierają nadmiar węgla z atmosfery: dąb, buk, a gdzie wilgotniej, olszę.


Antropocen powszedni: wstęp na końcu

O tym, jak antropocen wpływa lub wpływać może na codzienne życie i odwrotnie.


« Odcięcie się od przyrody jako wyraz ewolucyjnych tendencji przyrody? Krisper Kas »

komentarze

1. Re • autor: Jarosław Koziński2018-07-30 20:02:20

Bardzo ciekawy, inspirujący artykuł. A to wszystko o tak z pozoru "niepozornej" sośnie. Pozdrawiam !
[foto]

2. Dodałem zdjęcie makii • autor: Wojciech Jóźwiak2018-08-03 10:52:21

Patrz wyżej.
[foto]

3. Poprawka dotycząca Puszczy Piskiej • autor: Przemysław Kapałka2018-08-04 14:22:53

To, co tutaj napisałeś, dotyczy jej południowej części, rzeczywiście wybitnie sosnowej. I nazywanie jej puszczą jest na wyrost. Część północna jest bardziej mieszana i nie wydmiasta, i na pewno zasługuje na miano puszczy.
[foto]

4. Co to jest puszcza? • autor: Wojciech Jóźwiak2018-08-04 16:20:52

Przemysławie, to zależy, jak rozumieć słowo "puszcza". Puszcza Piska w Prusach po niemiecku nazywała się Johannisburger Heide, a niem. Heide to nie całkiem to samo co po pol. puszcza, ponieważ znaczy też "wrzosowisko". W obecnych Niemczech najsłynniejszą Heide jest Lüneburger Heide która została nazwana Heide nie z powodu lasów (które nasadzono raczej już w czasach nowoczesnych) tylko wrzosowisk. Na polski tamto miejsce jest tłumaczone nie "puszcza" tylko "pustać".
Pierwotnie "puszcza" znaczyło "miejsce bezludne, odludne, niezamieszkane". Dopiero z czasem zaczęto różnicować i wprowadzono słowa: pustynia (miejsce niezamieszkane z powodu suszy i braku roślin), puszcza (j.w. z powodu lasu), pustać (niezamieszkane z innych powodów). Znaczenie "puszcza" przesunęło się na: "las niezagospodarowany, pierwotny". W tym sensie Puszcza Piska puszczą nie jest, bo starego lasu, który mógłby być uważany za pierwotny są tam małe skrawki.
W końcu, dzisiaj w Polsce, tytuł "puszcza" dawany niektórym lasom, ma znaczenie tylko historyczne i reklamowe.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)