zdjęcie Autora

21 stycznia 2013

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Babcia ezoteryczna (odcinków: 128)

Spalony słońcem Merkury cwałujący na krabie

Kategoria: Twórczość

« Scenariusze perfidnie odtwarzane Wyznanie niewiary »

Odcinek ten napisałam zanim pan Mariusz Kozłowski wziął udział w dyskusji, więc uzupełnię go o swój głos w dyskusji nad szkodliwością niektórych działań ezoterycznych w następnym – 86-tym.


Wracam jeszcze do problemu pieniędzy i po raz przedostatni (obiecuję) odwołuję się do „Artuvii” Mariusza Kozłowskiego:  http://artuvia.blogspot.com/2012_03_01_archive.html

Czytam wpis p.t. Czy kochasz pieniądze? Autor bloga przyznaje, że kocha. Śladem swojej przyjaciółki Andrei wymienia powody, dla których warto je kochać. są to m.in.

bo mówią prawdę — cel wydatków obnaża preferencje człowieka.

No więc moim zdaniem to bzdet. Czy moje preferencje obnaża wysokość mojego czynszu? Albo opłaty za elektryczność, gaz, telefon, kablówkę, internet?

Owszem, obnaża wyłącznie fakt, że nie żyję  w ziemiance i nie palę lampy naftowej albo świec, bo trudno szukać w moich rachunkach wydatków na naftę. Mój bank zamieścił ostatnio na swojej stronie kalkulator wydatków i obnażył strukturę moich za ostatnie 3 miesiące. M.in. wygląda ona tak: rachunki – 1907 zł, zdrowie – 178 zł, rozrywka – 131, dom – 97 zł. Nie podaję wydatków podstawowych, bo to niewymierne – w osiedlowym sklepiku częściej płacę gotówką niż kartą. Wyznam, że nieco mniej niż rachunki.

         Co z tej struktury można wywnioskować? Że jestem zdrowa (dość) ale całkiem nie rozrywkowa i nie dbam o dom. I dość dużo jem, niestety. Pudło!

bo pieniądze to najlepsza recenzja — jeśli się rozwijasz, rośnie Twoje konto. Jeśli wpływy się nie zmieniają to i ty się nie zmieniasz.

Bzdet do kwadratu! Nawet nie chce mi się tłumaczyć, takie to idiotyczne i prezentuje jednostronne widzenie rozwoju człowieka jako czegoś, czego obiektywną miarą jest ilość zapisanych przez kogoś znaków. Na pewno się nie rozwijam, bo moje konto nie rośnie. A jeżeli coś robię bezpłatnie dla rozwoju?

         — bo pieniądze to nauczyciel duchowy. — Im dalej podążamy naszą duchową ścieżką (a jeśli podążam nie ścieżką tylko bezdrożem, albo uczęszczaną przez wszystkich autostradą, to co?) — tym większa nas będzie otaczać obfitość. Najlepiej więc podąża duchową ścieżką facet z numerem 1 na liście milionerów, choćby mu to nawet nie przyszło do głowy. I, tu już chyba według własnych dochodów MK policzone!. Im więcej zwalczysz kosmitów, wywalisz czarnych krabów, oczyścisz ludzi z ich przeszłych wcieleń i karmicznych zobowiązań, podążając swoją duchową ścieżką... Ludzie, podążajcie duchowymi ścieżkami! Nie traćcie czasu na nieodopłatną pracę w hospicjach, ochronie zwierząt, przyrody, lokatorów, ofiar wypadków drogowych i dziesiątkach innych organizacjach społecznych non profit!

         — bo pomagają nam być tym, kim jesteśmy naprawdę

Jasne, wszystko zrozumiałam. Trywialne. Jesteś niczym, jeśli nie masz nic.

         — bo mogą uszczęśliwiać — na przykład wylegiwać się z ukochaną osobą na złotej kanapie.

Przypomina mi się mój sen omówiony w odcinku o sigilach. Odrzucona została moja kanapa haftowana złotem, bo zamawiającemu coś się nie podobało w jej wzorze. Wychodzi na to, że miałam proroczy sen. Nie będziesz wylegiwać się z ukochaną osobą na złotej kanapie, bo wyhaftowany na niej wzór nie jest atrakcyjny. A ja myślałam, że to brak ukochanej osoby i złotej kanapy jest powodem nie wylegiwania się na złotej kanapie.

W poprzednich odcinkach wspominałam o paskudnym czarnym krabie, którego należało wymiotować do wiadra, a wiadro wrzucać do wulkanu. Ten krab nie pojawił się znienacka. Od miesiąca blisko gardła, na języku zrobiło mi się coś, co kazało zapisać do specjalisty celem obejrzenia sprawy. Wyczekawszy swojej kolejki wczoraj udałam się do lekarza z radością dowiedziałam się, że nie jest to nic groźnego i ów czarny krab natychmiast zmył się sprzed moich oczu.

Siedząc w poczekalni przychodni przed wizytą i usiłując odepchnąć wizję kraba sięgnęłam do doświadczeń ezoterycznych i mojego przesądnego przekonania, że to Merkury spalony Słońcem utrudnia moje porozumienie z ludźmi. Niedobry mój Merkury może dosiada także czarnego kraba cwałując na nim przez moje gardło? (Wszak choroby wywołuje nasza podświadomość, podobno). Że spalony, to nie ulega wątpliwości. Wszystko zaczęło się gdy dostałam na przezimowanie kuchenkę mikrofalową z działki i upiekłam sobie w niej jabłko. Z wierzchu ostygło, ale środek bez przesady spalił mi język i gardło tworząc brzydką wyspę niezrozumienia.

         Ale mój blog spotyka się z odzewem wielu osób które mnie rozumieją (także i tych, którzy mnie nie rozumieją, to trzeba przyznać). Więc pomysł ze spaleniem Merkurego w istocie nie jest adekwatny do rzeczywistości.

         Wizje więc trzeba zmieniać w sposób magiczny. Zastępować niekorzystne korzystnymi, dołujące, afirmującymi i tak dalej. Przykład pierwszy z brzegu:

W dyskusji nad angielską wersją Taraki „Symbole i archetypy” Jacek Dobrowolski stawia pytanie/domysł „Swoją drogą ciekawe, co mamy na ścianach”. Wojtek ujawnił swoje ściany.

A co ja mam na ścianie? A właściwie nie na ścianie tylko na przeszklonych drzwiach? W zeszłym roku miałam taki plakat Pągowskiego:

A w tym zmieniłam na inny

Chociaż zapewne powinien wisieć jeszcze inny, o pieniądzach

Ale jakoś nie czuję, że powinnam go powiesić. Plakat wyraża podobny stosunek do pieniędzy mój i Pągowskiego i jest to stosunek dwuznaczny. Różnica jest taka, że Pągowski ma zapewne więcej pieniędzy niż ja i nie potrzebuje magii, żeby je zdobyć oraz może sobie pozwolić na wyraźne tego podkreślenie — chyba, że czyni to przez swoiście pojętą kokieterię. Ale w takim razie po co taki plakat wieszać?

         Ktoś może powiedzieć, że zaczęłam w swoim blogu plątać wszystko z wszystkim. I to będzie prawda, ponieważ czasami tak widzę świat. Kocham światy jasne, przejrzyste, oczywiste, wyraziste, łatwe do interpretacji i zrozumienia, ścielące się do nóg jak przekarmione koty. Ale nie umiem tak ich widzieć. I kiedy przeczytałam we wspomnianym odcinku bloga Wojtka o symbolach, że edytor tekstów podpowiedział mu zamiast pomyłkowego „archatypu” słowo „parchaty” zakiełkowała w moim mózgu zbitka „parchaty archetyp” i tak dalej i dalej ze wszystkimi tego konsekwencjami, jakie można wyciągnąć. Tak czasami pracuje mój umysł, jak przegrzany w mikrofali Merkury.

Babcia ezoteryczna: wstęp na końcu

Ten blog ma opisywać zwyczajne doświadczenia w zwyczajnym życiu. Świadomie sterując swoimi zachowaniami (np. tzw. świadome śnienie) czy narzucając sobie pewne praktyki, zazwyczaj ma się na oku jakiś cel, w ostateczności zmierzenie się z nowymi doświadczeniami. W naszym wysterowanym do przesady życiu, możliwość naturalnych, nowych i silnych doznań jest ograniczona, poszukuje się ich wszakże dla lepszego zrozumienia siebie. W moim życiu przeszłam wiele krańcowych doświadczeń i dlatego, być może już ich nie poszukuję. Prosto mówiąc: boję się ich gorzej, niż diabeł święconej wody. Życie nauczyło mnie, że żadnym procesem nie można bezkarnie sterować. Niewinne wysłuchanie „kasety odchudzającej” zaproponowanej przez psychologa czy udział w tzw. „muzykoterapii” może pociągnąć za sobą nieoczekiwane skutki, z których niepożądanymi wpływami walczyć trzeba nawet kilka miesięcy. Jednak zarówno mnie, jak i innym ludziom doświadczenia takie przytrafiają się niosąc ze sobą NIEZROZUMIANE I NIEOCZEKIWANE, co próbujemy zrozumieć i ocenić już po fakcie. Często jednak ocena ta jest nieudolna z braku wiedzy. W tym blogu zajmuję się tylko opisem, niech ocenia ktoś inny. Dlaczego więc ezoteryczna babcia? W tym roku kończę 70 lat, jestem Słonecznym Strzelcem i Księżycowym Rakiem. Neptun, który właśnie wszedł do znaku Ryb niedługo będzie tranzytował mój ascendent i od jakiegoś czasu odczuwam potrzebę porządkowania pewnych zjawisk w moim życiu. Kilka lat studiuję astrologię ale ona nie wystarcza mi do interpretacji niektórych zjawisk czy wydarzeń w moim życiu. Każde z nich osobno daje się zazwyczaj wytłumaczyć, ale razem, jako całość... Z podsumowaniem ich już znacznie gorzej. Pozostaje więc na razie tylko opis.


« Scenariusze perfidnie odtwarzane Wyznanie niewiary »

komentarze

1. Czy kochasz pieniądze? • autor: Barbara2013-01-22 10:10:25

Nie zmieniam zdania - chciałabym mieć dużo pieniędzy i móc je wydawać. Ale teraz mnie dobiłaś - nie czuję tej wielkiej miłości do nich, a byłoby warto - za jednym zamachem dowiedziałabym się wreszcie kim jestem ( i wszyscy by to też wiedzieli), byłabym szczęśliwa i miałabym swój rozwój duchowy w kieszeni. Żadnego wysiłku!!!.
Biegnę to totka.
Potem pogadam z tymi znajomymi co leżą na "złotej" kanapie ( no tak naprawdę to skórzanej), nie wiedzą ile płacą czynszu ( bank się tym zajmuje), jeżdżą najlepszymi samochodami i bezczelnie mówią, że nie są szczęśliwi.  
[foto]

2. Trafiłaś w sedno • autor: Katarzyna Urbanowicz2013-01-22 10:13:41


Barbaro trafiłaś w sedno! Ja też chciałabym mieć dużo pieniędzy. Kto by zresztą nie chciał! Ale ja ich nie KOCHAM! Kocham inne rzeczy, niektóre można nabyć tylko za pieniądze, ale na szczęście nie wszystko. Powodzenia w grze w totka!

3. Odpowiedź • autor: Nierozpoznany#69432013-01-22 16:31:53

Tutaj mam nadzieję, że wydawca tego portalu pozwoli mi opublikować cały artykuł odnoszący się to powyższego tekstu. Zbyt wiele mam do skomentowania i być może wyjaśnienia,  aby to napisać w komentarzu.

Komentowanie wyłączone wszędzie od 1 sierpnia 2020.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)