zdjęcie Autora

13 listopada 2012

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Babcia ezoteryczna (odcinków: 128)

Śpiewnik domowy

Kategoria: Twórczość

« Kandydatki na czarownice (2) Wolność palacza »

Odwiedzam pewną trzypokoleniową rodzinę: babcia, dziadek, małżeństwo z dwojgiem dzieci – blisko rok i pięć lat. Siedzę w dużym pokoju czekając aż rodzina upora się z obowiązkami i będziemy mogli zająć się sprawami dorosłych.

Babcia zabawia najmłodsze śpiewankami, żeby nie marudziło. Wyśpiewuje znużonym, niezwyczajnym do śpiewania głosem:

Kosi kosi łapci

Pojedziem do babci

Babcia da nam mączki

Upieczemy pączki...

Dziecko dalej marudzi, odpycha butelkę, więc w zabawianie wnuka włącza się dziadek, śpiewając lekka fałszywie:

Siedzi baba na cmentarzu

Trzyma nogi w kałamarzu

Przyszedł duch

Babę w brzuch

Baba fik,

A duch znikł...

Te „kołysanki” znam od dzieciństwa. Moja mama śpiewała mojej malutkiej siostrze jeszcze:

Ta ostatnia niedziela,

Dzisiaj się rozstaniemy...

oraz jakiś spolszczony blues:

Twój ojciec w polu zgina grzbiet,

a bat mu plecy krwawo tnie...

Nie da się ukryć, że równie makabryczne. Moja wyobraźnia wówczas wyrabiała dziwne fikołki. Ale od dawna jestem już dorosła i nie boję się rodzicielskiego pasa.

W końcu mama dziecięcia, śpiewa ładnym głosem śląską balladę córek ojców–górników, wykopanych z kopalni:

Kosi kosi

Pojedziem do pani Zosi

Pani Zosia taka i owaka

Męża ma pijaka...

Nadstawiam ucho wyczulone na poezję i słyszę, jak mama przytupuje sobie do rytmu, klaszcząc jednocześnie swoimi i dziecka rączkami:

Pani Zo, Zo, Zo–Sia, Sia

Męża męża, męża ma, ma,

A ten mąż, mąż, mąż,

Pije wciąż, wciąż, wciąż,

Trochę wina, trochę wódki

I od tego jest malutki...

Robi mi się nieswojo. Niewątpliwie baba na cmentarzu, która trzyma nogi w kałamarzu jest postacią lekko przerażającą, ale chyba żadne dziecko nie potraktuje jej poważnie. Co innego pani Zo–sia–sia, co męża pijaka ma ma ma...

            Ale młoda mamusia ciągnie dalej. Głos ma ładny, wyćwiczony śpiewaniem z towarzyszeniem piosenek z radia:

Pani Kry, Kry–Sia, Sia,

Dobrego męża ma, ma, ma.

Mąż pani Kry Kry–si, si,

Do tańca ją pro–si, si,

I forsę do domu przynosi.

Kocha ją bardzo czule,

Do szpitala przynosi koszule,

Zdradza tylko od czasu do czasu,

Nie robi zbyt wiele hałasu...

Starszy, pięcioletni synek namiętnie ogląda telewizję. Nie interesuje się treścią kołysanek, którymi karmi się jego brata, ale możliwe, że rejestruje je w pamięci. Może śpiewano mu takie same i dlatego nie zastanawia się nad ich treścią. Teraz, żeby nie zawracał głowy, rodzice włączyli mu kablówkowy program dla dzieci, bodajże Fox Kids, czy coś w tym rodzaju.

            Próbuję rozmawiać z chłopcem o tym, co ogląda:

— Co ten potwór robi? — pytam go. Na ekranie straszliwy stwór ryczy i chrypi wyrzucając z gęby paskudny dym. Malec coś bełkoce i wyraża jakieś emocje, których nie potrafię zrozumieć. Boi się, cieszy, czy coś innego? Mimo 5 lat bardzo niewyraźnie mówi, choć rodzice posyłają go na ćwiczenia do logopedy. W dodatku w przedszkolu uczą go angielskiego, a tytuły kreskówek w programach dla dzieci, które są na kablówkach w Warszawie, jak na przykład Carlton Network i Fox Kids czy Jetix albo inne, to też całkowita angielszczyzna. W programach tych nikt nie tłumaczy tytułu filmu na przykład na „kot i pies” tylko zapowiada „cat and dog”, ale tytuły są często bardziej skomplikowane. W wykonaniu chłopca jest to coraz większy bełkot, ani angielski ani polski, w dodatku zniekształcony. W końcu postaci z kreskówek nie mówią normalnym głosem tylko piszczą.

Tak wiec spytałam go o potwora, a odpowiedział mi bełkotem. Zdaję sobie sprawę, że bez znajomości treści tych filmów nie sposób niczego się dowiedzieć, bo potwory noszą skomplikowane imiona, a słysząc imię takiego potwora, nie wiem o co chodzi, bo po prostu nie znam filmu.

Nie mogąc porozumieć się z dzieckiem i zagaić rozmowy, zaczynam wsłuchiwać się w polski dialog towarzyszący potworom.

Jeden z nich oświadcza wprost: — Inicjuję sekwencję.

— Konfiguracja zatwierdzona — odpowiada mu inny potwór, tylko z zielonym pyskiem, zamiast fioletowego.

Na ekranie pojawia się mała dziewczynka (ale biuściasta) i po serii pisków, wstrząsów i kręcenia kuperkiem oświadcza potworom:

— Czyżby krzywa eliptyczna była świadectwem niepokojącego narastania zjawiska chi? (brzmi to jak pytanie retoryczne). — Natychmiast skorygować konkluzję mikromolekułów! — wydaje polecenie.

I dalej takie ble ble. Podobnie jak system TAED w proszkach do prania. Trzeba by nagrać, żeby zapamiętać. Przynajmniej jednak poprawne politycznie — kobieta rozkazuje, potwory wykonują.

Jak dziecko ma mówić porządnie po polsku, gdy łamią mu język czymś takim, w dodatku bez najmniejszego sensu! I jeszcze uczą po angielsku, albo jak słyszałam od pewnej światłej osoby, po angielskiemu, co miało oznaczać rodzaj angielszczyzny serwowany dzieciom w przedszkolach. Jak dziecko ma opowiedzieć komukolwiek, co robią te potwory? Jak dorosły ma zrozumieć świat dziecka?

I jakim jawi się w dzieciństwie nasz świat, w którym żyjemy?

 

Babcia ezoteryczna: wstęp na końcu

Ten blog ma opisywać zwyczajne doświadczenia w zwyczajnym życiu. Świadomie sterując swoimi zachowaniami (np. tzw. świadome śnienie) czy narzucając sobie pewne praktyki, zazwyczaj ma się na oku jakiś cel, w ostateczności zmierzenie się z nowymi doświadczeniami. W naszym wysterowanym do przesady życiu, możliwość naturalnych, nowych i silnych doznań jest ograniczona, poszukuje się ich wszakże dla lepszego zrozumienia siebie. W moim życiu przeszłam wiele krańcowych doświadczeń i dlatego, być może już ich nie poszukuję. Prosto mówiąc: boję się ich gorzej, niż diabeł święconej wody. Życie nauczyło mnie, że żadnym procesem nie można bezkarnie sterować. Niewinne wysłuchanie „kasety odchudzającej” zaproponowanej przez psychologa czy udział w tzw. „muzykoterapii” może pociągnąć za sobą nieoczekiwane skutki, z których niepożądanymi wpływami walczyć trzeba nawet kilka miesięcy. Jednak zarówno mnie, jak i innym ludziom doświadczenia takie przytrafiają się niosąc ze sobą NIEZROZUMIANE I NIEOCZEKIWANE, co próbujemy zrozumieć i ocenić już po fakcie. Często jednak ocena ta jest nieudolna z braku wiedzy. W tym blogu zajmuję się tylko opisem, niech ocenia ktoś inny. Dlaczego więc ezoteryczna babcia? W tym roku kończę 70 lat, jestem Słonecznym Strzelcem i Księżycowym Rakiem. Neptun, który właśnie wszedł do znaku Ryb niedługo będzie tranzytował mój ascendent i od jakiegoś czasu odczuwam potrzebę porządkowania pewnych zjawisk w moim życiu. Kilka lat studiuję astrologię ale ona nie wystarcza mi do interpretacji niektórych zjawisk czy wydarzeń w moim życiu. Każde z nich osobno daje się zazwyczaj wytłumaczyć, ale razem, jako całość... Z podsumowaniem ich już znacznie gorzej. Pozostaje więc na razie tylko opis.


« Kandydatki na czarownice (2) Wolność palacza »

komentarze

[foto]

1. To tylko przejaw • autor: Przemysław Kapałka2012-11-14 20:14:59

To tylko jeden z przejawów tego, jak ludzie się bezustannie dołują i pewnie byliby zdziwieni, gdyby ktoś im to powiedział. Niemniej jeden z bardziej poruszających.

A co do kodowanych w nas wzorców życia rodzinnego, to pamiętam, że ja swego czasu byłem bardzo zdziwiony, kiedy skonstatowałem, że w małżeństwie może panować miłość i harmonia. Małżeństwo kojarzyło mi się z czym innym.


Komentowanie wyłączone wszędzie od 1 sierpnia 2020.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)