Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

01 marca 2007

Mirosław Miniszewski

Spór o Dolinę Rospudy
Refleksje etyczno-polityczne

Wiele napisano o Rospudzie w ciągu ostatnich miesięcy a zwłaszcza tygodni. Spory nie ustają i stron w nim uczestniczących jest aż trzy: ekolodzy, rząd, samorząd lokalny oraz mieszkańcy Augustowa i rolnicy. Ów konflikt toczy się od prawie dziesięciu lat ale dopiero teraz stał się na tyle gorący, że media uznały go za odpowiednio prowokujący i postanowiły go dostarczyć ludziom wraz z innymi bieżącymi informacjami. Sprawa jest przedstawiana jednak w nader uproszczony sposób i pokazuje się ją tak, jakby istniały tylko dwie strony konfliktu: ekolodzy i ich zwolennicy oraz cała reszta. Teraz w zależności od tego jaką opcję wyznaje dane medium, bierze się stronę jednych lub drugich. Żongluje się argumentami. Waży się racje stron.

Problem w tym, że media, jak to zwykły robić, spłaszczają wszystko i przekazują jedynie "informacje", które są tak różne od wiedzy, jak mapa okolic Doliny Rospudy od rzeczywistego jej terenu. Dodatkowo problem jest taki, że czasu na przekazanie informacji w telewizji jest kilkanaście sekund, a taka metodą niczego sensownego powiedzieć się nie da. Prasa z kolei publikuje albo zdawkowe informacje bieżące, albo przydługie artykuliska, których i tak nikt nie czyta. A jak już ktoś je czyta, to jeśli jest osobą myślącą, to za głowę się łapie o co w tym wszystkim chodzi. Wszak problemem jest to, że sprawa Doliny Rospudy jest osadzona w realiach specjalistycznych dziedzin takich jak hydrobiologia, botanika, zoologia, geologia, inżynieria, ekologia etc. Są to dziedziny wąskie, trudne i niewielu się na nich zna w stopniu profesjonalnym. Ekspertyzy specjalistów dotyczące sprawy są, z uwagi na ich poziom, zrozumiałe dla wąskiej grupy wtajemniczonych w daną dziedzinę wiedzy. Wypowiada się jednak na ich temat wiele osób, niekoniecznie mających pojęcie o tym, o czym mówi. Rodzi to zamęt. Tymczasem należy podejmować próbę ukazania tak ważnego problemu w sposób zrozumiały. Toczone debaty mało że nie pomagają, to jeszcze zaogniają toczący się konflikt.

Trzy epoki, trzy światy - ten sam czas, jeden kraj

Aby móc podjąć próbę rozstrzygalności sporu o Dolinę Rospudy trzeba spojrzeć na cały problem szerzej umiejscawiając go w konkretnej sytuacji Polski i Podlasia XXI wieku. Wydaje się, że można ocenić ją w następujący sposób. Polska (na ile hipoteza dotyczy innych krajów nie jest przedmiotem tych rozważań) wydaje się być krajem niejednorodnym nie tylko jednopłaszczyznowo. Problemem wydaje się być rozwarstwienie epokowe, w tym znaczeniu, że mamy do czynienia, czasowo i terytorialnie, z trzema epokami jednocześnie i równolegle. Jak w skansenie możemy obserwować jednocześnie przed-modernizm, modernizm i postmodernizm (lub jak kto woli przednowoczesność, nowoczesność i ponowoczesność). Świat polskiego rolnictwa jest w dużej mierze mentalnie przedmodernistyczny. Świat rządu i samorządu to modernizm - wiara w postęp technologiczny, w konieczność dokonywania zmian, rozwój ekonomiczny za wszelką cenę, technokrację i przewidywalne procesy społeczne. Ekolodzy i wykształceni mieszczanie to już postmodernizm, wraz z Komisją Europejską i całą Unią Europejską.

Przestawiana tutaj perspektywa też jest ponowoczesna i autor ma tego świadomość. Z ponowoczesnością, pomimo wielu kontrowersji, jakie ta epoka za sobą niesie, w pewnych punktach wypada się przeprosić, bo to ta właśnie perspektywa daje furtkę do takich właśnie rozważań. Świadomość ekologiczna tak naprawdę jest owocem ponowoczesności i ostatnich czterdziestu, może pięćdziesięciu lat. Na dobre, tzn. jako przedmiot troski rządów, prawa międzynarodowego jest owocem praktycznie ostatniego pokolenia. Ekologia, jako dział bioetyki mogła się rozwinąć dopiero jako efekt modernizmu, bo to on jest w największej mierze odpowiedzialny za dewastacje środowiska w stopniu nie znanym dotąd w historii świata. Wcześniej nikt nie uświadamiał sobie możliwości totalnego zniszczenia świata przez człowieka. Teraz wiemy, że jest to możliwe, nie do wszystkich to jednak dociera w takim stopniu, żeby wywrzeć wpływ na postawę moralną.

W etyce kluczowe jest pojęcie wartości, dobra, sprawiedliwości. Jednak etyka nie jest dziedziną oderwaną od całego procesu dziejów człowieka. Zmienia się wraz z rozwojem cywilizacji, językiem, prawem [1]. W każdej z trzech wymienionych epok etyka funkcjonuje w nieco inny sposób ale używa podobnych pojęć. To co było dobre dla rolnika, dla mieszczanina mogło już być obojętne, a dla postmodernisty będzie złem.

Co będzie dobrem dla przednowoczesnego rolnika? Ziemia jako miejsce zamieszkania i gleba dająca plon. Poczucie tożsamości związane z tradycją, przede wszystkim religijną. Dla rolnika czas jest cykliczny. Przyroda odradza się i obumiera. Dobro jest związane z plonami, sytością, bezpieczeństwem i rodziną. Kiedy przypatrzymy się toczonemu o Rospudę sporowi, to zobaczymy, że w konflikt wciąga się rolników. Mówi się, że są oni przeciw obwodnicy. Tak, ale należy dopytać przeciw któremu jej wariantowi. Bo ci z okolic Rospudy są przeciwko obwodnicy w planowanym wariancie tak samo jak ekologowie. Wspierają oni ekologów w tej sprawie już od kilku lat. Inni rolnicy też są przeciw obwodnicy, ale z kolei w wariancie proponowanym przez ekologów. Bo spowoduje on wysiedlenie kilku wsi. Wszędzie tam, gdzie obwodnica byłaby budowana, rolnicy będą przeciwko niej. Bo ta obwodnica nie ma dla nich żadnego znaczenia. Przedzieli tylko ziemię. Tiry będą zasmradzać ich atmosferę, a ciągnikiem na autostradę wjechać i tak nie można. Autostrada jest jak mur. Aby przejechać na jej drugą stronę trzeba nieraz nadrobić kilkanaście kilometrów. Obwodnica jest rolnikom niepotrzebna. Są i będą przeciw niej akurat tam, gdzie będzie ich dotyczyć bezpośrednio. Świat epoki przednowoczesnej nie ma żadnego interesu w budowie tej drogi.

Dla modernistów: ministerstw, zarządów dróg, firm budowlanych, samorządowców i mieszkańców Augustowa dobrem jest postęp. Obwodnica wyprowadzi tiry poza miasto, gnębione ich spalinami i hukiem od wielu lat. Autostradą pojechać będzie mogło więcej tirów. Więcej samochodów. Szybszy rozwój regionu. Miejsca pracy. Wiara w ten postęp, w wszechmocną technologię, prymat człowieka nad przyrodą, w przewidywalne procesy to właśnie centralny punkt toczonego sporu. Co tam bagna, żaby i ptaki. Człowiek jest ważny, najważniejszy. Zresztą technologia poszła tak do przodu że można zbudować estakadę przez Rospudę tak, że żaby będą zadowolone a bagna dalej mokre. Modernista minister ochrony środowiska był na rekonesansie w Dolinie Rospudy i akurat chronionych ptaków, głuszców, nie widział. Wyciągnął więc wniosek że ich tam nie ma. Bo gdyby były to by je przecież zobaczył. Problemem jest ta Rospuda w ogóle, bo gdyby jej nie było, to można by asfalt wylać prosto, bez budowania skomplikowanych i zaawansowanych technologicznie konstrukcji. Tylko problem z tymi rzekami, bagnami i co najgorsze z tymi rozbrykanymi bachorami w dredach - ekologami. Przecież ta autostrada to rozwój dla regionu. Tu jest i tak "Polska C". Bieda i nędza. A autostrada to dochód. Wzrost gospodarczy i postęp. Mniej ludzi zginie w Augustowie. Trzeba lać asfalt, przez bagna. Bagna powinno się w ogóle osuszać. Taka jest argumentacja i świadomość ludzi epoki modernizmu.

Modernizm, jako efekt działania myśli oświeceniowej, zakłada po pierwsze istnienie rozum jako ostatecznej instancji, po drugie uznaje niewyczerpywalność zasobów przyrodniczych, po trzecie wierzy w liniowy postęp, po czwarte w obliczalność wszelkich procesów, wreszcie po piąte, w czynnik innowacyjności człowieczej, która sprowadza się do myślenia, że zawsze jakoś to będzie. W ten sposób w ciągu stu lat doprowadzono do zniszczenia przyrody w taki sposób, że realnie grozi jej zagłada w skali globalnej. O innych, np. społecznych efektach nowoczesności tutaj już nie wspomnę. W ten sposób dzika przyroda to w Europie wspomnienie. Najbardziej rozwinięte kraje Europy po prostu już jej nie mają. I wiedzą, że nigdy już mieć nie będą. Dlatego ostatnie pokolenie wie, że bez świadomości ekologicznej zagłada przyrody to tylko perspektywa kilkudziesięciu lat. Modernista tak bardzo wierzy w unikalność człowieka, że nie zdaje sobie sprawy, że jest częścią ekosystemu i bez niego on nie istnieje. Modernistyczna świadomość jest jakby opętana imperatywem postępu za wszelką cenę. Wierzy w ten postęp i realizuje go nie zadając sobie trudu aby poddać refleksji to coś, co może być tylko ideologią, złudzeniem. Modernista nie zadaje sobie przede wszystkim pytania dokąd zmierza to wszystko. Jakie są granice. On nie widzi granic.

Ekologowie to dzisiaj już nie tylko byli anarchiści i lewacy. To sprofesjonalizowane ekipy fachowców, zdeterminowanych specjalistów od swojej roboty. Są to ludzie, dla których ekologia to zawód i pasja jednocześnie. Zasilani ekonomicznie przez organizacje pozarządowe w ciągu ostatnich dziesięciu lat stali się poważnym środowiskiem, którego nie da się przekonać słabomyślnymi argumentami, a jak ich zabraknie, przegonić tupnięciem policjanta. Od lat polskie uczelnie kształcą ekologów-profesjonalistów. Ekolodzy więc umieją liczyć. I policzyli ile kosztuje modernistyczny modus operandi. Mają za sobą wsparcie teoretyczne w postaci studiów, szkoleń. Maja zaplecze prawne i finansowe - jako organizacje pozarządowe działają w ramach obowiązującego prawa. Mają też za sobą mocną ideologię obywatelskiego nieposłuszeństwa. Henry David Thoreau, Gandhi, Hannah Arendt to tylko niektóre z wielkich nazwisk, które wspierają ten ruch ideologicznie. To nie jest subkultura znudzonych nastolatków tylko potężny ruch społeczny tych, co zobaczyli, policzyli i zrozumieli, że ekosystem to nie jest studnia bez dna. Oni policzyli, że zegar przyrody pokazuje czas, który nam jeszcze został. A zostało go bardzo niewiele.

Są dobra niezbywalne. Są zasoby wyczerpywalne. Postęp może być mitem. A Dolinę Rospudy mamy jedną, i nie da się jej odkupić czy odbudować. Jeśli człowiek jest wartością, a jego istnienie zależy od ekosystemu, w którym żyje, to chroniąc ekosystem chronimy człowieka. Tego zdaniem ekologów nie da się rozdzielić. Czy tak trudno przyznać racje temu argumentowi?

Wszak gdyby chodziło tutaj o argumenty, to ktoś kogoś by w końcu przekonał. Zawarto by jakiś kompromis. Rzecz w tym, że nie ma dialogu i nie jest on możliwy. Bo spór pomiędzy uczestnikami różnych epok jest niemożliwy. Pomiędzy ekologami a rządem jest ściana ze szkła. Dla rządu to dziwnie poubierane dziwaki, postrzeleńcy. Gdyby nie międzynarodowy zasięg informacji, to rozpędzili by ich gazem i pałkami. Rząd nie traktuje ich na serio, nie traktuje ich jak partnerów. Gdyby tak było, to posłuchali by ich dziesięć lat temu, kiedy zaczął się bój o Dolinę Rospudy i ekolodzy alarmowali że to zły pomysł. Nikt ich jednak nie słuchał. Ani lewica ani prawica. Teraz lewica, jako opozycja, chętnie się wypowiada po stronie ekologów. Ale jeszcze parę ta temu rozmawiano zupełnie inaczej. Dla ludzi rządu, parlamentu, gdzie ponad połowa to myśliwi, przyroda to zasoby. Drewno, mięso i minerały. Dla ponowoczesnych ekologów przyroda to nawet więcej niż dla rolników - to życie samo w sobie. Ponowocześni ekologowie są jednocześnie niesłychanie konserwatywni a zarazem otwarci. Ich świadomość cofa się do samego początku. Oni widzą całość. Ujmują problem od tej najwłaściwszej strony. Są bezkompromisowi tam, gdzie kompromis byłby niegodziwością. Dlatego są niewygodni.

Jaka jest słabość ekologów? To znienawidzone przez modernistyczny rząd "wykształciuchy", rolnicy i samorządowcy ich z kolei nie rozumieją. Oni mówią za ładnie, i za trudnych słów używają. Nie wcisną się w piętnastosekundowe migawki telewizyjne. Ubierają się niepokojąco dla starszych ludzi. Mają dziwne włosy i buty. I chociaż, jak się uważnie przypatrzeć, to ci z dziwnymi "włosami" nawet nie stanowią nawet dziesięciu procent ekologów nad Rospudą. Ale media właśnie to tych z "kołtunami" pokazują najchętniej. Ekolodzy są za mądrzy. Są zwiastunem epoki, która do Polski dopiero zaczyna wchodzić. Polska musi najpierw przejść przez modernizm, jak cała Europa to już zrobiła. Wtedy może, za dwa, trzy pokolenia zrozumiemy, że spór o Dolinę Rospudy nie był sporem na poziomie argumentów tylko walką o być lub nie być na tym świecie. Był walką o Dobro. Ekologia opiera się za zasadzie nielokalności, która mówi że to co dzieje się w jednym miejscu, wywiera wpływ nie tylko na swoje otoczenia, ale przede wszystkim na zupełnie inne miejsca w sposób nieprzewidywalny, nieobliczalny. Za sto lat może się okazać, że likwidacja jednego torfowiska, Doliny Rospudy, pociągnęła za sobą skutki tak niewyobrażalne jak na przykład pustynnienie Podlasia. Albo coś zupełnie innego. Tego nie można dzisiaj przewidzieć. Mało kto wie, że to dlatego na Podlasiu nie ma powodzi, bo rzeki Narew, Biebrza, Rospuda itd. są nieuregulowane. Mają naturalne rozlewiska, przyjmujące miliardy litrów nadmiaru wody opadowej. To się może powoli zmieniać.

Autor stoi na stanowisku, że Dobro, przez duże "d", jest czymś bezwzględnym, niezależnie od epoki. Różne mogło być na przestrzeni dziejów jego pojmowanie. Ale dobro jest dobrem. Człowiek winien je odkrywać. Problem Doliny Rospudy nie jest tak naprawdę tylko natury inżynieryjnej, biologicznej - też, owszem. Ale przede wszystkim jest to problem etyczny. Jedynymi, którzy myślą w tym konflikcie na ten sposób, to ekolodzy. Z całą niemożnością, z jaką próbują przemówić do władz i mieszkańców Augustowa, są w tym konflikcie jednymi sprawiedliwymi. Bo nie mają na uwadze żadnego własnego interesu, im chodzi tylko o ekosystem, który uratowany nie wypłaca bonusów w postaci wzrostu gospodarczego. Siedzieli protestując w namiotach przy temperaturze -25 stopni, nikt im tego nie kazał robić. Poświęcili swój czas aby - korzystając z wolności słowa, tradycji nieposłuszeństwa obywatelskiego, które jest od czasów Gandhiego standardem cywilizowanego świata w materii rozwiązywania konfliktów na linii władza-ludzie - powiedzieć coś bardzo istotnego, co zagłuszone zostało przez butnych samorządowców, wymachujących krzyżami jak szablami augustowian i media - że zabijając Dolinę Rospudy zabijamy siebie, powoli. Robimy to od dziesiątków lat. W końcu dokonamy dzieła.

Skądinąd, postawa ekologów znad Rospudy, nie jest już nawet przykładem obywatelskiego posłuszeństwa. Bo jest to metoda sprzeciwiania się złej władzy i złemu prawu. Ekologowie tym razem stanęli po stronie prawa unijnego, które chroni Dolinę Rospudy. To rząd chce złamać prawo. Ekologowie się chcą temu przeciwstawić. To jest w pewnym sensie precedens. Ekologiczne nieposłuszeństwo obywatelskie dotąd było zwykle wymierzone w prawo i rządy je stanowiące. Cos się jednak zmienia. Tym razem jest jednomyślność władz unijnych i ekologów na gruncie obowiązującego Polaków prawa międzynarodowego.

Prawo ewoluuje. Dzisiaj, z perspektywy ponowoczesnej, która całe dzieje ukazuje nam jak na dłoni, widzimy i oceniamy niegodziwości naszych przodków. Być może za sto, dwieście lat, o ile przetrwamy jako cywilizacja, ktoś patrząc na nas uzna nas za zbrodniarzy. Kategoria zbrodni przeciwko ekosystemowi może być wtedy przedmiotem prawa. Kiedy głuszca będzie można oglądać już tylko wypchanego w muzeum, a miodokwiat krzyżowy (rosnący tylko w Dolinie Rospudy), będzie tylko rysunkiem w podręczniku, może wtedy ocena moralna postawy dzisiejszych władz Polski będzie prostsza. Kiedy ostatnią naturalną łąkę otoczymy płotem i uczynimy obiektem muzealnym do oglądania za opłatą a ostatnie naturalnie rosnące drzewo będzie pomnikiem dawnego świata, wtedy nasi potomni będą mogli powiedzieć, że to co zrobił podlaski samorząd, to co zrobił rząd było ZŁEM. Dzisiaj nie dla wszystkich jest to oczywiste.


Białystok, 1 marca 2007
Mirosław Miniszewski


przypis [1]
Nie mylić etyki z moralnością. Etyka zajmuje się tym, "jak być powinno" a moralność to system norm obowiązujący w danym czasie w danej społeczności, środowisku. Etyka jest systemem wyższego rzędu niż moralność. Moralność to normy zastane a etyka to refleksja nad tym, jakie te normy być powinny. Krótko mówiąc etyka to filozofia moralności. (wróć)


komentarze

[foto]

1. Próba komentowania • autor: Wojciech Jóźwiak2013-08-08 10:32:11

Próba komentowania...
Próba komentowania
[foto]

2. Druga próba • autor: Wojciech Jóźwiak2013-08-08 10:48:02

Druga próba
Druga próba
Druga próba
Ptak...

3. W dychę. • autor: Nierozpoznany#93262015-12-17 21:13:21

Niezły tekst, fajna diagnoza, McKenzie Wark w pigule. Moralność vs Etyka – przydałoby się przypomnieć o tej sbtelnej różnicy aktualnemu rządowi, min. Szyszce i innym.

4. sprzedajne łajzjy • autor: Jerzy Pomianowski2015-12-17 22:34:12

No tak, ale ekolodzy już dawno stracili cnotę. Choćby ten "grinpis" finansowany kiedyś przez Ruskich. Firma do wynajęcia. Sprzedali się Systemowi.
Wyrąb lasów w Polsce idzie aż furczy, bo każdy miłośnik natury potrzebuje drewna do kominka, a  ekolodzy siedzą cicho. Za mało dostali?

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)