zdjęcie Autora

15 maja 2013

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Babcia ezoteryczna Sezon drugi (odcinków: 82)

Sposoby podnoszenia rangi.

Kategoria: Twórczość
Tematy/tagi: obyczajeranga

« Kiedy chce się do człowieka Graciarnie Europy (3) Dom i okno »

Mój starszy syn kupił mi holenderski mało używany wózek inwalidzki. Zielony metalic (mój ulubiony kolor) 2 akumulatory żelowe, zasięg dla jednego ładowania 30 km. Wygląda inaczej niż polskie wózki – podobny jest do skutera, tyle że ma 3, a nie 2 kółka. Prościutki w obsłudze. Panel z wykazem proponowanych szybkości, wskaźnik migaczy i naładowania akumulatorów. Na razie czekam aż przejrzy go mechanik ponieważ stał 7 lat nieużywany w garażu i zapewne będzie wymagał wymiany akumulatorów i przeglądu. Moja Spółdzielnia Mieszkaniowa znalazła mi miejsce garażowe kosztem biurka pana Gospodarza (wielkie dzięki!!!). W Holandii na takich wózkach śmigają dziadki i babcie, a ponieważ jest ich bardzo dużo i w poranki okupują wszystkie sklepy, nie mają najmniejszych problemów z wjechaniem między półki. Inaczej jest w Polsce; tutaj odstępy między półkami nie pozwalają na wjazd wózkiem, na moim osiedlu inwalida stoi pod sklepem i czeka aż ktoś łaskawie do niego wyjdzie, ale ja, gdy już będę nim jeździć, zacznę bezczelnie wymuszać swoje prawa (chyba, że mnie życie utemperuje).

 Utrwalił mnie w tym postanowieniu pewien rowerzysta (wypasiony rower i wypasiony skórzany mundur rowerzysty) w sklepie, gdzie weszłam (oczywiście o kulach) aby zakupić mały detal za dwa pięćdziesiąt – sitko do pralki. Rowerzysta ów postawił swój rower w wąziutkim przejściu i trudno mi było przecisnąć się obok niego. Mruknęłam więc pod nosem coś nieprzyjaźnie, na co on odrzekł mi ogólnie rzecz biorąc coś wskazującego na moją rangę (byłam świeżo po lekturze artykułu  Roberta Palusińskiego, a także odcinka blogu Wojtka „Wkurzające rangi”  pełna jeszcze jego argumentów i podzielająca jego wkurzenie). W dodatku rano przeczytałam artykuł w „Wyborczej” na temat braku zainteresowania opiniowaniem projektu przepisów w sprawie prywatności w internecie p.t. „E–życie kupię/sprzedam” i w nagłym błysku olśnienia zrozumiałam, dlaczego księgarnia internetowa w której kupowałam całkiem mądre książki (np. eseje Przybylskiego)  i której wyraziłam zgodzę na przysyłanie handlowej oferty nowości serwuje mi nieustannie jakieś durne Harlekiny i inną literaturę kobiecą trzeciego sortu w zblokowanych kompletach, zafoliowanych oczywiście, żeby nikt nie był w stanie zajrzeć do środka; niczym margarynę prawie jak masło, ale broń Boże nie otwórz opakowania i nie spróbuj, bo przekonasz się że śmierdzi najtańszym olejem. Na okrasę jakieś przeceny wiosenne książek dla dzieci (wiadomo, idą wakacje, mamuśki nie kupują dzieciom książek tylko  dmuchane baseniki). Po prostu wyszło im, że jako kobieta nie zasługuję na solidną literacką ofertę. Zatem przypisano mi jedną z najniższych rang. Może lepiej byłoby, żeby jednak śledzono moje upodobania? Ale nie, nie. Mogłabym nie dowiedzieć się na przykład o istnieniu czegoś z innej beczki np. „Gry o tron”. Na razie, póki jeszcze chodzę i mogę zajrzeć do normalnej księgarni nie ma to takiego znaczenia jak internetowe oferty w przyszłości.

Tymczasem, gdy przy okazji świadkowania w sądzie weszłam do księgarni Bellony przekonałam się naocznie (i na zawartość portfela), ile nowości literackich nigdzie nie reklamowanych, choć niezwykle interesujących pokazało się na rynku. Część z nich kupiłam nawet w promocji, w tym za coś około 6 złotych z groszami najlepszego polskiego pisarza moim zdaniem (zresztą mój rocznik – 1942) – Eustachego Rylskiego.

         Ale wracając do rowerzysty: ciągle pod wrażeniem wspomnianych tekstów z Taraki pozwoliłam sobie zwrócić uwagę, że moim zdaniem człowiek jest ważniejszy niż nawet najbardziej wypasiony rower, co zbył milczeniem, zwłaszcza, że jego rachunek wynosił kilkaset złotych a mój zaledwie trzydzieści parę. Różnica rang była oczywista i dla mnie, dla niego i dla właścicielki sklepu, która nawet się nie zająknęła.

         Będę więc bez litości stawała w przejściach i blokowała przejście moim wypasionym wózkiem inwalidzkim zielony metalic mając nadzieję, że podniosę tym, swoją rangę. W końcu w Polsce na przestrzeni kilku ostatnich lat widziałam tylko taki jeden wózek – trochę inny niż czarny fotel na kółkach!

         W Holandii na końcu tego wózka jest uchwyt do wstawienia kul inwalidzkich oraz miejsce na wstawienie wysokiej chorągiewki. Wczoraj dyskutowałam z przyjaciółmi, jaką chorągiewkę powinnam wywiesić. Niektórzy twierdzili, że flagę polską (jako patriotka)  inni, że papieską (jako poważnie myśląca o swojej niedalekiej przyszłości), ja zaś byłam zdania, że o ile Wojtek wyrazi zgodę, powinno to być logo Taraki. Rozważałam także umieszczenie swojego niegdyś wypracowanego sigila (powinien tkwić w podświadomości, żeby działać). W  żartach proponowano mi jeszcze umieszczenie poniżej wstęgi z napisem „Babcia ezoteryczna” i maski używanej podczas demonstracji przez przeciwników Acta, ale te pomysły zbyłam już lekceważąco.

         Żarty żartami, ale problem rangi jest o wiele poważniejszy niż się zdaje, choć ja go nieco inaczej widzę. Niemowlę w wózku ma najwyższą rangę choć wcale o nią się nie stara. Nie na darmo mamusia i tatuś, babcia i dziadek albo wszyscy razem gotowi są wózkiem rozjechać każdą żywą istotę, która im się nawinie pod nogi. Mamy mało dzieci w Polsce więc jest to w pełni zrozumiałe. Potem, w kolejności idą wypasione fury, motocykle i rowery z ich woźnicami. Nawet starający się zaimponować swoją kulturą jeźdźcy, zatrzymujący się przed przejściem dla pieszych, kiedy oddalisz się nędzne półtora kroku ruszają z piskiem, wizgiem i dymem, aby nadrobić te parę sekund zmarnowanych na prezentację swojego dobrego wychowania.

         Potem już cała reszta w kolejności: młodzi mężczyźni, młode kobiety, starzy mężczyźni, stare kobiety. Ta nieważna reszta może podnieść swoją rangę posiadając psa lub dwa albo trzy psy na wiecznie plączących się smyczach – im droższy pies tym wyższa ranga i tym większe wymagania wobec całego świata (Moja sunia boi się pani, niech pani nie stoi tak w drzwiach sklepu, jak skończę rozmawiać i wyjdziemy z moją pieszczoszką, to se pani wejdzie).

         Wszystkie te osoby mają wspólną cechę: wymuszają na otoczeniu większą przestrzeń niż im się „z przydziału” należy. W tym celu używają dziecinnych wózków, rowerów, samochodów, piesków. To zresztą charakterystyczne dla Polaków (ja też taka jestem!), że nadmierne zbliżenie się kogoś (nie  będącego osobą bliską) do nas nie podoba się nam i traktujemy to jako zawłaszczenie przynależnej nam przestrzeni. Jednak osoby wymuszające powiększenie swojej sfery promieniowania mają coś złośliwego i ironicznego w oczach i postawie, co bardzo łatwo rozpoznać i odróżnić od kogoś zagapionego czy nieuważnego. Rosjanie i Ukraińcy są zupełnie inni (przynajmniej byli ileś lat temu) im nie przeszkadza potrącenie, a nawet odepchnięcie, byle nie było agresywne. Nie przeżywają tego tak jak my.

         Z kolei Holendrzy nie wprowadzają swoich rowerów i piesków do sklepów, ba, nawet nie zamykają ich na kłódki, może dlatego, że rowerów mają mnóstwo, a piesków jakby trochę mniej, w każdym razie nie traktują każdego przechodnia jako potencjalnego złodzieja. Swój dystans od innych podkreślają organizowaniem kawałka neutralnej, pozornie wspólnej przestrzeni: trawnikiem z kopczykiem kamieni, donicą z rośliną czy inną ozdobą, przy czym wszystko jest uporządkowane, wymierzone, dostosowane do jakiegoś okolicznego wzorca.

         W Polsce nie dość, że każdy dom jest w innym stylu, że każda własność ogrodzona, to jeszcze zagarnia się przestrzeń wspólną, jeżeli nikt tego nie pilnuje. Znakomitym przykładem może być wieś, gdzie mam działkę. Wytyczono tam kilka dróg gruntowych o szerokości 6 metrów, wzdłuż których budowano domki letniskowe. Po kilku latach, gdy zakładano nam wodociąg i trzeba było robić wykopy okazało się, że drogi są znacznie węższe. Po prostu właściciele działek uznali, że marnuje się wolna przestrzeń między koleinami drogi a ich płotem i płoty poprzesuwali: najpierw nieśmiało jeden czy drugi, a potem ich wzorem wszyscy wzdłuż danej drogi. Ale i tego było im mało. Po jakimś czasie, świadomi widać, że zawłaszczyli kawałek przestrzeni, stanowiącej własność gminy, postanowili „osadzić się” na zawłaszczonych kawałkach bardziej zdecydowanie — mianowicie wykopali tam szamba. I gmina musiała wykupić potrzebny pas na wykopy od Lasów Państwowych albo rozkopywać środek drogi.

         Innym sposobem zawłaszczania przestrzeni było odgradzanie tych kawałków dróg, przy których właściciele działek znali się i żyli w przyjaźni i stawianie własnych bram opatrzonych kłódkami. Pół biedy jeśli zrobiono to na końcu drogi, gorzej jeśli pośrodku. Trzeba było wówczas objeżdżać innymi, leśnymi, nie zagrodzonymi drogami. Ale pewnego dnia burza powaliła ogromne drzewo w poprzek takiej leśnej drogi i... ponad pół roku trwało zanim problem został rozwiązany i właściciele niektórych działek mogli dojechać do swojej posesji.

         O co może chodzić takiemu właścicielowi działki przesuwającemu płot kosztem „niepotrzebnego” kawałka drogi? Naprzeciwko ma las, po którym może chodzić do woli, przed swoim domem zasiał trawę. Nie odnosi żadnych bezpośrednich korzyści z darmowego rozszerzenia swoich włości o jakieś dwadzieścia-trzydzieści metrów kwadratowych. Tylko o podniesienie swojej rangi i o wyścig w sytuowaniu swojej pozycji.

Babcia ezoteryczna Sezon drugi: wstęp na końcu

To jest ciąg dalszy, a wszystkie dalsze ciągi prowadzą nas niekoniecznie tam gdzie byśmy chcieli dojść. Więc wstępne ideolo pominę, możliwe, że zastąpię go posłowiem, o ile tego posłowia nie zapisze za mnie życie


« Kiedy chce się do człowieka Graciarnie Europy (3) Dom i okno »

komentarze

1. AGE-izm • autor: Nierozpoznany#5222013-05-16 00:26:33

Bardzo serdecznie dziekuje za ten komentarz i za dzielenie się spostrzeżeniami o  róznicach, rangach, przywilejach i o tym jak sobie radzić z podobnymi nierównościami .

3 lata temu spostrzegłam jak  sam potrafię być dyskryminujący ze względu na wiek - i jak bardzo potrzebuję właśnie informacji OD TYCH co są postrzegani przez pryzmat "zdrowotności" i kultu  "bycia w dobrej formie".
o tutaj jest króciutki opis mojego AGE-izmu: http://robertpalusinski.blogspot.com/2010/03/ageizm-czyli-jak-trudno-zauwazyc-wase.html

2. aha i gratuluję... • autor: Nierozpoznany#5222013-05-16 00:28:55

aha i gratuluję wózka  oraz podejścia do niego :)

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)