Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

29 września 2011

Krzysztof Wirpsza

Spotkanie w Cafe Empatyczna
...albo Diada Komunikacyjna po angielsku

Kategoria: Techniki rozwoju

www.EmpatyczneKonwersacje.pl


Dorota narzekała. Żeby mówić po angielsku, to trzeba mówić, a nie...!

Ale jak niby Dorota ma mówić, kiedy na jedną osobę, w grupie do której uczęszcza, przypada średnio 15 minut czasu na speaking w ramach półtoragodzinnej lekcji? Dorota chodzi też na zajęcia konwersacyjne, na których lektor - tak zwany natywny - rozmawia z grupą. Jest to może trochę lepsze rozwiązanie, ale Dorota wciąż nie czuje, że mówi tyle, ile by chciała. Może więc zajęcia indywidualne - myśli Dorota. Pomysł dobry, gorzej ze znalezieniem osoby, z którą Dorota nie krępowałaby się spotykać na gadanie regularnie, przez rok. No, a poza tym, finanse. Wiadomo - zajęcia indywidualne są dużo droższe, i Doroty, w obecnym okresie, zwyczajnie na to nie stać.

A pytanie nagli: jak Dorota ma mówić skoro nie mówi?

Mieszkanie prywatne. W salonie i jeszcze jednym pokoju poustawiano luzem fotele i krzesła. Przychodzą znajomi, kręcą się po kuchni, piją coś, chrupią, ogólnie atmosfera popołudniowej herbatki. Ponad wszystkim góruje biała mazakowa tablica z napisem: Cafe Empatyczna. Dorota trafiła tu przypadkowo, to znaczy z polecenia znajomej. Znajoma mówi: "Chodź, przyjdziesz, zobaczysz." I Dorota przyszła. Nie chce zapeszyć, w każdym razie wydaje jej się, że wreszcie znalazła sensowne rozwiązanie na angielski. W czasie jednego spotkania każda osoba może mówić przez półtorej godziny, i to z kilkoma różnymi ludźmi po kolei. Do tego odpada większość pospolitych demotywatorów: lęk przed oceną grupy, presja czasu i nienaturalne "mówienie na temat z książki". Oczywiście, aby to było możliwe spotkanie musi trwać dłużej. W Cafe Empatyczna standardowa sesja trwa cztery godziny zegarowe i kwadrans. Bywają też sesje dłuższe.

Pomimo tak długiego okresu trwania, zajęcia dają bardzo konkretny rezultat konwersacyjny. Na standardowych zajęciach Cafe Empatyczna Dorota mówi sześć razy tyle, co na tradycyjnym, półtoragodzinnym kursie. To jest, nie da się ukryć, coś.

Jest środa po południu, kolejne spotkanie Cafe Empatyczna. Zajęcia odbywają się za pomocą techniki, która jest jednym z wariantów metody Empatyczne Konwersacje. Jest szósta po południu i wszyscy zasiadają wreszcie wygodnie na swoich fotelach. Niektórzy z notatnikami, inni bez, czasem z kubkiem gorącej herbaty na kolanach, czasem z talerzykiem... Agnieszka i ja witamy się z grupą oficjalnie, ogłaszając rozpoczęcie sesji. Na początku zbieramy zadania domowe jakie chętne osoby wykonały od ostatnich zajęć, zazwyczaj są to krótkie napisane przez słuchaczy notatki lub opowiadania. Oddajemy również sprawdzone homeworki z poprzednich zajęć. Potem przechodzimy do meritum. Dzisiaj tematem zajęć jest: "Miasto i jego klimat" ("City. Urban atmosphere.") i Agnieszka pisze te słowa na tablicy. Zbieramy następnie z sali garść anglojęzycznych skojarzeń, które lądują wypisane pod spodem. "Metro" ("underground"), "winda" ("lift"), życie nocne ("nightlife") i tak dalej. Pojawiają się też skojarzenia humorystyczne - jak menel ("bum"), osoba uzależniona od komputera ("mouse potato"), wyścig szczurów ("rat race"), czy osoba metroseksualna ("metrosexual"). Parę osób dorzuca hasła o wydźwięku emocjonalnym, np. "mieć doła" ("to feel down in the dumps"). To tylko kilka skojarzeń, których celem jest ożywienie wyobraźni uczestników. Właściwe tematy konwersacji pojawią się za chwilę.

Uczestnicy dobierają się w pary, siadają vis a vis swoich partnerów w parze (diadzie), po czym każdy z nich ciągnie z kapelusza los. Dorota tym razem wyciągnęła karteczkę, na której napisane jest: "Opowiedz o przygodzie z windą." Zastanawia się przez chwilę. Gdy była mała, nie było w jej domu żadnej windy, a obecnie mieszka w domku jednorodzinnym - też bez wind. W ogóle nie przychodzi jej do głowy żadna historyjka z udziałem windy, więc odkłada los do kapelusza i wyciąga nowy. Może tym razem znajdzie coś, o czym mogłaby swobodnie opowiadać? Wyciąga los z napisem: "Opowiedz coś o uczuciu pustki w wielkim mieście." Za chwilę opowie o tym swojemu partnerowi w parze, Grześkowi.

Przed rozpoczęciem pracy w parze (diadzie), przypominamy jeszcze uczestnikom, że naszym jedynym zadaniem teraz jest - mówić. Tematy na kartkach stanowią jedynie podpórki, w żadnym razie nie ograniczającą klatkę. Ideą dnia jest "Miasto" i to stanowi jedyną wiążącą wytyczną. Powinniśmy mówić o czymś co w jakiś sposób, szerszy lub węższy, nawiązuje do tematyki miejskiej. Jeśli będzie to zgodne z wylosowanym tematem - świetnie, ale jeżeli akurat poczujemy potrzebę, aby opowiedzieć o czymś innym - to też super. Ważne jest, żebyśmy mówili jak najwięcej, żeby nasza szczęka poruszała się jak najżwawiej. I wszystko to, rzecz jasna, po angielsku.

Partnerzy w diadzie umawiają się kto mówi pierwszy i pada na Dorotę. Przez pięć minut Dorota będzie opowiadać, a Grzesiek w milczeniu słuchać. Na sygnał gongu mówcy we wszystkich diadach zaczynają swoją pięciominutową opowieść. W obu pokojach słychać najpierw pojedyncze nieśmiałe głosy. Przez chwilę to rozprasza, ale zaraz mówcy rozkręcają się i ich coraz obfitsze wypowiedzi zlewają się ze sobą w jeden powszechny rozgwar. Dorota opowiada o swoim uczuciu chłodu i pustki, wynikłym z mieszkania na warszawskim blokowisku. Mówi też tym, że trzy miesiące w roku spędza z rodziną w drewnianym domu na Mazurach. Grzesiek jedynie słucha, co najwyżej czasem kiwnie głową lub uśmiechnie się ze zrozumieniem. Za chwilę będzie jego kolej, ale póki co, Grzesiek tylko milczy i nadstawia uszu.

Po pięciu minutach słychać gong - wszystkie pary równocześnie zamieniają się rolami. Z mówiącej, Dorota teraz staje się słuchaczką, i ma za zadanie przez najbliższe pięć minut wsłuchiwać się z uwagą w wypowiedź Grześka. Oczywiście robi to nie przerywając. Temat Grześka brzmi: "Schody - z górki czy pod górkę?" Jest to jeden z tzw. tematów twórczych. Nie precyzuje dosłownie sensu wypowiedzi, pozostawiając tę decyzję mówcy. Grześkowi temat podoba się, i postanawia się z nim zmierzyć. Upływa pięć minut, znowu gong. Teraz kolej Doroty. Ponownie roznosimy wśród konwersujących kapelusz z losami - jeśli komuś wyczerpał się topik - można pobrać nowy, jeśli nie - zostaje dalej z poprzednim. Dorota tym razem wyciąga temat: "Menel w mieście" . Będzie opowiadać o zaprzyjaźnionym menelu.

W ten sposób, zmieniając się co pięć minut w diadzie, pracujemy przez bite trzy godziny. Co jakiś czas zmieniamy osobę z którą pracujemy, tak, że w trakcie jednego spotkania mamy szansę pracować z czterema różnymi uczestnikami. Standardowy blok zajęć kończymy dodatkowymi 40 minutami na omówienie gramatyki, słownictwa, oraz zadanie pracy domowej.

Końcowe 40 min poświęcone jest na wspólne omówienie problematycznych zagadnień, a także na wyznaczenie zadania domowego dla chętnych. Krok po kroku, odnosimy się do wszystkich niezbędnych kwestii gramatycznych, omawiając je na żywych przykładach, lekko i przyjaźnie. Naturalne potrzeby językowe uczestników w sposób żywy selekcjonują problemy najistotniejsze. Nie tracimy czasu na naukę struktur zupełnie nieprzydatnych z punktu widzenia żywej mowy. Dążymy do tego, aby nasz słuchacz przede wszystkim zaczął wyrażać z pasją swoje myśli. Wychodzimy z założenia, że człowiek uczy się języka przede wszystkim mówiąc w nim. Tak zwane uczenie przez ekspozycję jest naturalnym sposobem w jaki dzieci przyswajają rodowitą mowę. Ponadto tak zazwyczaj opanowują język wszyscy ci, którzy naprawdę płynnie się nim posługują. Jest to fakt. Ucząc się przez ekspozycję, nabieramy spontanicznych odruchów i możemy cieszyć z rzeczywistej komunikacji. Nie jest to zresztą żaden nowy wynalazek. Metodą która tak działa jest, znana na rynku, Total Immersion (dostępna w szkole Berlitz), którą osobiście możemy stanowczo polecić. W metodzie Total Immersion człowiek przebywa z native speakerem po wiele godzin dziennie, szwendając się z nim po mieście i gawędząc. Jedyną chyba wadą tej metody jest jej kosztowność, przez co nie pozostaje ona zbyt rozpowszechniona. W Cafe Empatyczna zastosowanie diady ogranicza koszty do zwykłej grupowej lekcji.

Mówienie po angielsku w technice Cafe Empatyczna jest o tyle łatwe, że nasz partner nie poprawia nas w niczym, nie przerywa, i że mamy zawsze całe pięć minut na wyrażenie siebie. W zwykłej konwersacji jest inaczej. Musimy się śpieszyć - szybko i skrótowo wyjaśnić o co nam chodzi, zanim rozmówca wtrąci się ze swoim. Dlatego tak trudno jest nam na początku mówić po angielsku. Często towarzyszy temu napięcie, bo dużą ilość informacji musimy, z konieczności, upchnąć w skompresowanym pakiecie.

W diadzie ten problem odpada. Tu mamy wprost cieplarniane warunki na przygotowanie, ubranie w słowa, a nawet, jeśli trzeba, ponowne przeformułowanie wszystkiego, co chcemy zakomunikować. Pięć minut to masa czasu, biorąc pod uwagę, że przez całą dobę, przeciętny człowiek używa swojego aparatu mowy trochę ponad kwadrans. Zbadano poza tym, że pięć minut to dokładnie tyle, ile możemy mówić na jakiś temat bez utraty zainteresowania ze strony rozmówcy. A więc - nie za krótko, i nie za długo. W sam raz tyle, ile potrzeba do utrzymania efektywnej komunikacji.

Jednym z kluczowych założeń Cafe Empatyczna jest podejście do poprawiania błędów. W metodyce nauki angielskiego panują tu dwa sprzeczne poglądy. Jeden mówi, że błędy należy poprawiać przy każdej nadarzającej się okazji, drugi - że trzeba pozwolić słuchaczowi na maksymalną swobodę i przerywać jak najmniej. Osobiście uważamy, że dla celów szybkiej nauki mówienia, to drugie podejście nadaje się lepiej. Nie odchodzimy całkowicie od poprawiania błędów, a jednak staramy się stworzyć warunki, w których słuchacz będzie miał okazję pozostać sterem, żeglarzem i okrętem swojej wypowiedzi. Z doświadczenia wiemy, że ograniczenie kontroli do minimum wywołuje w uczestnikach bardzo pożądane z naszego punktu widzenia, przeżycie odblokowania.

Odblokowanie oznacza, że słuchacz przestaje w ogóle myśleć jak ma mówić, zastanawia się tylko i wyłącznie nad tym co. Wydarzyć się to może tylko wtedy, gdy mówca zaufa sobie i przestanie kontrolować. Uważny słuchacz zachęca nas do wyrażania myśli samą tylko swoją obecnością. Obecność i empatia są kluczem, który pozwala nam się otworzyć. Ten psychologiczny, pogłębiony wymiar stanowi jedną z ogromnych zalet Cafe Empatyczna. Zdajemy sobie doskonale sprawę, że jesteśmy osobami obdarzonymi głębią, że działają w nas mechanizmy emocji, których klasyczna edukacja nawet nie dotyka. W Cafe Empatyczna Dorota po raz pierwszy ma czas i okazję, poczuć własną językową blokadę, w dodatku nie narażając się na towarzyską gafę. Tu każdy zrozumie milczenie, i tu wszyscy dają wszystkim prawo, aby było niezręcznie. W trakcie swoich pięciu minut Dorota nie tylko mówi - pogrąża się również w milczeniu, podczas którego namyśla się, dobiera słowa i wewnętrznie nasłuchuje. Dopiero teraz może uświadomić sobie jak kluczową rolę w jej problemach z angielskim odgrywa psychiczne skrępowanie. Dorota ma teraz swoją krępację na widelcu. Może się jej przyglądać jak przez szkło powiększające i obracać na wszystkie strony jak motyla.

I, kto chce niech wierzy - wydarza się rzecz niewiarygodna -

- krępacja, gdy Dorota ją po cichu obserwuje, odpuszcza.

Z każdym kolejnym partnerem w diadzie mówić jest łatwiej, zupełnie jakby człowiek przetarł ścieżkę w uprzednio nieprzebytym gąszczu. Jednocześnie - uups - wypowiedź Doroty staje się teraz bardziej interesująca. Dotknęła ona w sobie pokładów wewnętrznych, jakie nosi każdy, i jakie przez to stanowią wspólny temat wszystkich. Łatwo zauważyć, że oczy uczestników po jakimś czasie rozświetlają się, na ustach coraz częściej pojawia się uśmiech. Każdy na swój sposób odkrywa, że z jego wnętrza, gdy w skupieniu się w nie wpatruje, tematy do rozmów wypływają SAME. Jednocześnie im bardziej usatysfakcjonowani jesteśmy, z tym większym zaciekawieniem wysłuchujemy, co mówią nasi partnerzy. Eskalacja jaka tu zachodzi jest trudna do opisania. W wariantach super-intensywnych, gdy uczestnicy konwersują nawet do ośmiu godzin dziennie, zazwyczaj jest tak, że pod koniec dnia, wszyscy są we wszystkich w pewnym sensie "zakochani". W diadach pojawia się zdecydowanie więcej możliwości głębokiej, empatycznej wymiany zdań niż to ma miejsce w życiu codziennym. I, co prawie się nie zdarza w życiu, rozmowę tę można odbyć z zupełnie przypadkową, nieznaną sobie osobą.

Sekret, o którym nie uczą w szkołach, jest tu taki, że do nauki języka na poziomie komunikacyjnym potrzeba niewiele więcej niż to właśnie - obecność empatycznego słuchacza. Czas zatem przytoczyć Pierwsze i Podstawowe Prawo Nauki Języka Obcego.

Pierwsze i Podstawowe Prawo Nauki Języka Obcego brzmi:

Aby mówić w języku obcym, należy mieć kogoś, kto naprawdę nas słucha.

Oczywiście działa to przy zastrzeżeniu, że nie jesteśmy kompletnie początkujący, że na jakimś poziomie komunikować się już umiemy. Mimo wszystko jednak - prawo to jest dość obrazoburcze. Zauważmy jak ono się ma do wszystkiego, czego na temat nauki języka uczono nas w szkole... Że trzeba mieć podręcznik. Że trzeba przerabiać ćwiczenia. Że trzeba spędzać mnóstwo czasu w domu na powtórzeniach. Że trzeba czytać słownik i/lub gramatykę. Że trzeba stosować "metodę komunikacyjną" lub "metodę Callana". Wszystkie te poboczne prawa są słuszne, i mogą nam one w nauce dopomóc, jednak bez spełnienia Pierwszego i Podstawowego Prawa nie pomogą nam one nauczyć się jednej zasadniczej rzeczy.

Mówić.

Z kolei gdybyśmy korzystali tylko z Pierwszego i Podstawowego Prawa - mogłoby się okazać, że znakomicie dajemy radę i bez tych pomniejszych. Jaki wniosek? Można się tylko dziwić czemu Prawo Podstawowe nie jest szeroko i powszechnie wykorzystywane.

Powód w istocie jest prosty - uczenie się za pomocą jedynie tego prawa wymaga rozwiniętej inteligencji emocjonalnej. Inteligencja emocjonalna to zdolność do długotrwałego i wielokrotnego stawiania czoła trudnym emocjom bez dramatyzowania, grzęźnięcia, obrażania się, czucia się gorszym i innych odmian rezygnacji. Osoba inteligentna emocjonalnie wie, że negatywna emocja nie jest nigdy końcem - takim po którym wychodzi się ze słowami "to nie dla mnie". Emocje są zawsze okazją do przeżycia czegoś, pozbierania się i pójścia dalej. I to bez uwagi na to, co ktoś sobie o nas pomyśli.

Chcesz rady? Napiszę Ci ją po angielsku.

Do it ANY WAY possible.

I właśnie to jest powód, dlaczego dla niektórych osób diada jest czymś ponad siły. Komunikowanie się przez trzy godziny, bez prawie żadnych zasad, non-stop, w języku, którego na dodatek się nie zna - wymaga, no cóż, podejścia pasjonata. Niektóre osoby po prostu nie są gotowe do wykorzystywania takich głębszych praw psychiki. Być może ta gotowość przyjdzie z czasem, a może nie u każdego jest ona potrzebna. Jednak dla ludzi nie wahających się doświadczyć emocjonalnego stresu TERAZ- podejścia takie jak Cafe Empatyczna mogą nawet kilkukrotnie przyspieszyć i uprzyjemnić naukę.

Czy to znaczy, że w Cafe Empatyczna człowiek nie uczy się gramatyki, że nie pracuje nad poprawnym angielskim? Nie. My, prowadzący, przez cały czas zajęć spacerujemy po sali, wsłuchując się w wypowiedzi słuchaczy, korygując błędy indywidualnie, i zapisując je w celu późniejszego wyjaśnienia przed grupą. Czasami jest tak, że sami siadamy do diady - i wtedy możemy poprawiać naszego rozmówcę ile wlezie - jeśli oczywiście on/ona nie mają nic przeciwko. Można też, przez cały czas zajęć wołać nas, i zadawać pytania - podchodzimy, jeśli akurat możemy. Staramy się jednak przestrzegać przepisu, zalecającego by mówiących nie poprawiali inni uczestnicy. Naszym zdaniem osoby słuchające powinny zachować jak najdalej idącą neutralność w ocenie, ograniczając się - tak jak to ma miejsce w realnej sytuacji komunikacyjnej - wyłącznie do zrozumienia treści.

Wątpliwością, którą często słyszymy, jest kwestia mieszania poziomów. Czy łączenie w jednej grupie osób o różnych umiejętnościach komunikacyjnych jest dobre i czy dobrze wróży nauce? Z naszego doświadczenia wynika, że, jeżeli rozpiętość poziomów nie jest zbyć duża, to nawet ją dodatkowo urozmaica. Koniecznym wymaganiem jest tutaj jednak, aby w zajęciach brały udział osoby chcące próbować. Poziom językowy nie jest taki istotny, dopóki dana osoba rzeczywiście chce, uporczywie i bez uwagi na nic - próbować mówić.

Z punktu widzenia osoby dobrze mówiącej interakcja z kimś gorzej mówiącym może wyglądać bardzo ciekawie. Z kolei dla gorzej mówiącego zrozumienie sprawniejszego mówcy też może stanowić wyzwanie. Być może w ruch będą musiały pójść gesty, być może trzeba będzie wielokrotnie powtarzać zdania, lub może nawet, w razie potrzeby, posiłkować się polskim. Wszystko to jest dozwolone, dopóki mówiący jest w stanie przekazać swój komunikat, a słuchający może ten komunikat odebrać. Optymalnie staramy się grupy dobierać tak, aby zawierały osoby niezbyt odbiegające od siebie pod względem poziomu. Dodatkowo, ciągła rotacja i zmiana partnerów (cztery razy w ciągu standardowej sesji) ogromnie urozmaicają konwersację.


Krzysztof Wirpsza

www.EmpatyczneKonwersacje.pl


O Autorze:

wirpsza_empatyczny.jpg Krzysiek Wirpsza jest certyfikowanym lektorem języka angielskiego, ukończył Nauczycielskie Kolegium Języka Angielskiego w Warszawie. Uczył angielskiego w Polsce i Włoszech, mieszkał też kilka lat w krajach anglojęzycznych. Przez wiele lat prowadził kursy w firmach, oraz tłumaczył na warsztatach i konferencjach. Jest twórcą dwóch autorskich metod: Empatyczne Konwersacje oraz nowo powstałej, znajdującej się w rozruchu metody FunBodyEnglish. Od lat aktywnie interesuje się psychologią i naturą człowieka dlatego potrafi pomóc w zbudowaniu lingwistycznej pewności siebie, pomaga pozbyć się zahamowań i blokad językowych.


komentarze

[foto]

1. Aby mówić w języku obcym, należy mieć kogoś, kto naprawdę nas słucha • autor: Wojciech Jóźwiak2011-09-30 10:20:00

Święte słowa, Krzysztof! Ja jak dotąd w moich próbach dogadania się w tym języku znalazłem w życiu tylko 1 taką osobę - była to czasowo mieszkająca w Polsce Szwajcarka, mówiąca we wszystkich tamtejszych językach (de, fr, it) + en, z zawodu pracownik socjalny, czyli zawodowo zorientowana na odmieńców ledwie mówiących po cywilizowanemu. Prawdopodobnie enneagramowa 2-Dawca, czyli z nastawieniem "ty masz rację". Było to ok. 15 lat temu. Dotąd jestem pod wrażeniem.

Krzysiek: Ja się nauczyłem czytając książki, Science-fiction, i dopiero potem zacząłem mówić. Ale widzę, że mówienie jest w ogóle problemem, jest to problem psychologiczny większości z nas, by nie powiedzieć - filozoficzny. Wszyscy mamy tę potrzebę powiedzieć innym o sobie, ale jak to zrobić? Dlaczego boimy się popełnić błąd i źle wypaść, jeśli tak naprawdę nic nam nie grozi (fizycznie, najczęściej)? Czemu miękną nam nogi od takiego detalu - i to największemu profesorowi czy dyrektorce? Rozmowa z Dwójką pomaga, co zaświadczam, moim zdaniem też Dwójki są wprost idealnymi partnerami do diad :)

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)