zdjęcie Autora

06 lutego 2006

Alina Michalik

Na spotkanie ze swoim ciałem
Poszukiwaniom duchowym musi towarzyszyć zaprzyjaźnienie się z własnym ciałem

W ważnych chwilach naszego życia, kiedy pragniemy rozwiązać aktualny problem lub stajemy w obliczu nowych zadań i międzyludzkich relacji - odwołujemy się do naszej wiedzy, doświadczeń i wewnętrznych mocy. Czasami trzeba sięgnąć głębiej, do istoty własnej tożsamości, tego kim jesteśmy i jakie jest nasze miejsce na Ziemi.

Jednak poczucie satysfakcji i harmonii nigdy nie będzie pełne, jeśli nie uświadomimy sobie głębokiego i nierozerwalnego związku pomiędzy naszym ciałem i duchem. Ludzie podobni są wszystkim innym istotom i zjawiskom we Wszechświecie, gdzie obok materii zawsze występuje to, co niewidzialne...

Wiele starych systemów filozoficznych i religijnych ściśle łączy rozwój duchowy z pracą nad własnym ciałem. Według filozofii Wschodu spójność sfery cielesnej i umysłowej to jedna z podstawowych dróg do oświecenia, zrozumienia, doskonałości. W hinduskiej tradycji tantrycznej (śaktyjski odłam śiwaizmu) spotykamy się z mistyczną fizjologią ciała, gdzie dzięki rytualnym praktykom pozyskuje się życiową energię i wyzwolenie. Wspólna dla Buddyzmu i Hinduizmu joga oraz techniki odpowiedniego oddychania - to nie tylko ćwiczenia medytacyjno - ruchowe, to proces do doświadczenia jedności Wszechrzeczy, rozpoczynający się od budowania harmonii między ciałem i umysłem. Dawne wierzenia Polinezyjczyków wiele uwagi poświęcają umacnianiu czucia całej swojej osoby i naturalnej więzi z otoczeniem. Nauczają oni, iż poprzez taniec i ruch oblec się można w cudowne moce i energie, wspierające człowieka w świadomym wpływaniu na własne życie. Każdy z nas z pewnością wielokrotnie doświadczał niezdefiniowanego uniesienia i duchowego "odlotu" w trakcie tańca, seksu, czy udanego treningu. Indianie Ameryki Północnej oczyszczając swoje ciała w tzw. szałasach pary (sweat lodge), oczyszczają zarazem i duszę. Fizycznemu doświadczeniu, gdzie człowiek zmaga się z gorącem i wilgocią, towarzyszy przejście stanu ducha w zupełnie inny wymiar. Zespoleni z intymnością swoich ciał i umysłów (a także z obecnymi w szałasie innymi ludźmi) głęboko przeżywamy nasze modlitwy, doznajemy wizji, raz jeszcze możemy zanurzyć się w symbolicznej celebracji ponownych własnych narodzin. W szałasie pary wraz z wypoconymi toksynami, spływają wszelkie "zanieczyszczenia", które zaśmiecały dotąd nasz umysł. Warto dodać również, iż wśród wielu plemion, nagość uczestników tej ceremonii nie stanowi tabu, ani nie jest też szczególnym powodem zmysłowych uciech. Nagie ciało jest tutaj naturalnie obecne i w taki sposób najpiękniejsze.

Dzisiaj, w kręgu kultury euro-amerykańskiej zainteresowanie cielesnością jest zjawiskiem szalenie popularnym. Niewiele jednak mówi się o jej związku z tym, co drzemie "pod skórą". Mamy więc do czynienia z kultem młodego i pięknego ciała, podciąganego do odgórnie zasianych w społeczeństwie kanonów piękna, zdrowia i witalności. Mody i trendy narzucają jednostce oblicze jej fizjonomii. Niedoskonałe wobec podtykanych wzorców ciało przeciętnego śmiertelnika zmuszane jest do wszelkich diet, zabiegów i treningów. Zamiast akceptacji i afirmacji, odbicie w lustrze otrzymuje kolejne reprymendy i zadania, często zupełnie sprzeczne z naturą naszego prawdziwego "ja". Nie ma miejsca na czułość okazaną samemu sobie oraz zastanowienie się, czy taka zewnętrzność odbija to, czego pragnę i potrzebuję. Rozglądając się dookoła, mam czasem wrażenie, że ciało ma być kostiumem albo spreparowaną maską dla niedojrzanej tożsamości. Równie dobrze osłania niemodne dzisiaj cechy i uczucia, których jedni nie mają odwagi objawić, a inni zwyczajnie nie chcą. Tak jest pozornie łatwiej. Czasem jednak najlepsze pudry i najsprawniejsze mięśnie nie zatuszują smutnej nijakości charakteru. Patrząc na świat zwierząt łatwo zauważyć, że ich ciała pełniąc swoje funkcję ostrzegawcze i obronne (w tym także maskujące) nieprzerwanie wyrażają indywidualną naturę każdego osobnika i gatunku, do którego on należy.

Przygotowując się do tego tekstu myślałam o niektórych ze swoich bliskich i znajomych. Jest wśród nich typ człowieka zorientowanego wyłącznie na swój rozwój intelektualny. Zna pojęcie cielesności, zdaje się jednak nie uświadamiać sobie jak ogromna przepaść dzieli jego własne ciało od pełnego mądrości umysłu. Patrząc na tych ludzi, na szary odcień ich skóry, mętne spojrzenie, skostniałe stawy, wyobrażając sobie te umęczone papierosami płuca - nie potrafię uwierzyć, że tak odrzucona fizyczność nie staje im na drodze do pełnego "zagospodarowania" siebie i szerokiego oglądu Wszechrzeczy.

Osierocone ciało to także wynik blokad mentalnych i emocjonalnych. W zależności od kultury regionu oraz obyczajów panujących w rodzinie, w której dziecko przychodzi na świat, kształtuje się jego indywidualny stosunek do cielesności. Z czasem pojawiają się pierwsze ważne doświadczenia, nieutulone lęki i niezauważone potrzeby. W okresie dzieciństwa, kiedy budujemy podwaliny naszej osobowości, potrzeby ciała i ducha stanowią solidarną jedność. Jeśli w tym czasie dziecko otrzyma od rodziców "zwichrowane" wzorce dotyczące sfery fizycznej, a czułość i ciepło pozostanie mu nieznanym rewirem - jako dorosły człowiek będzie miał kłopoty ze szczerą akceptacją swojego "ja". Zablokuje w sobie okazywanie prawdziwych emocji, a ciało zamiast być ambasadorem wewnętrznego śpiewu, stanie się szczelnie zabitą skrzynką na kompleksy. Przerwany kontakt z własnym ciałem, to zakłócona percepcja na wielu płaszczyznach. Tak łatwo wtedy zranić drugiego człowieka. Nieumiejętność przyjmowania i okazywania uczuć, blokady seksualne, nieśmiałość, brak wiary we własne moce i talenty, sprawia, że człowiek żyje tylko połową siebie. Uświadomienie sobie tej prawdy lub, co dużo trudniejsze, przyznanie się przed samym sobą, jest już pierwszym krokiem do wspaniałej przemiany. Uzdrowicielka i znawczyni powiązań ciała z umysłem Louise L. Hay mówi: "Jako niemowlęta byliśmy czystą radością i miłością. Wiedzieliśmy jak ważni jesteśmy, czuliśmy się środkiem wszechświata. Zawsze znalazło się dość odwagi, by poprosić o to, czego się zapragnęło, by wyrazić uczucia bez najmniejszego oporu. Kochaliśmy siebie bezgranicznie, każdą część ciała, z twarzą włącznie. Wiedzieliśmy, że jesteśmy doskonali. I to jest prawda o tobie. Reszta jest tylko wyuczonym absurdem i można się go oduczyć".

Moje pierwsze własne doświadczenia na drodze do "zaprzyjaźnienia" się ze swoją fizyczną powłoką, zaowocowały rozpoczęciem pięknego procesu "czucia siebie" i zdobywania coraz to wyższych "pagórków" w rozumieniu praw Natury.

Praca z ciałem rozpoczyna się w momencie poświęcenia mu uwagi, wsłuchiwania się w jego zadowolenie i skargę. Warto szukać analogii między aktualną kondycją fizyczną i psychiczną, dostrzec podobieństwa między budową naszego ciała (rysami twarzy) a charakterem. Przyglądając się swojej postawie i analizując język gestów, którymi się posługujemy, zdobyć można wiele cennych informacji o tym, jacy teraz jesteśmy, jakie obszary są w nas zablokowane, czego pragniemy, przed czym się bronimy. Psychoterapeuci i specjaliści od komunikacji interpersonalnej przestrzegają przed sprzecznymi sygnałami, kiedy to słowa niosące jakąś intencję, w widoczny sposób niezgodne są z tym, co w tym samym czasie mówi ciało. Powinniśmy pozwalać mu na to, aby było odbiciem naszych myśli i emocji (pamiętając jednak o tym, aby nie krzywdzić innych istot). Starajmy się wydobywać każde subtelne piękno ze swojego wnętrza i pozwalać mu odbić się na zewnątrz. Uczmy się akceptować i lubić swój głos, swój sposób poruszania się, swoje krągłości... Okazujmy wdzięczność nogom za przebytą drogę, a rękom za ich pracę. Genetyczne spuścizny, które żartobliwie nazywam "prezentami"- to także część naszej osoby. Zastanówmy się także, czy dostatecznie rozumiemy duchowy i fizyczny wymiar swojej kobiecości i męskości, to bardzo ważne, aby w pełni doświadczać i rozwijać te aspekty naszej tożsamości. Ciało jest naturalnym sprzymierzeńcem każdej żywej istoty, pozwoli więc znaleźć drogę do siebie, trzeba jednak nauczyć się z nim rozmawiać i pielęgnować je naturalnie. Z pewnością odwdzięczy nam się za wszelkie "akty" troski i miłości. Taniec, ruch, piesze wędrówki nie tylko budują kondycję, to także w pewnym sensie podróże, w które nasza dusza wybiera się razem z ciałem. W tym miejscu przypominają mi się lekcje "wuefu", zmora moich szkolnych lat, źródło kompleksów i frustracji. Kiedy jakiś czas temu przypomniałam sobie ćwiczenia, z którymi miałam największy problem, okazało się, że są one bardzo wyraźnym symbolem moich ówczesnych przeszkód i lęków. Moja praca nad akceptacją swojego ciała wiąże się min. z obalaniem negatywnych "mitów", które sama na swój temat zbudowałam. "Cielątko", którym nazwała mnie kiedyś pani od "wuefu" tkwiło przede wszystkim w mojej głowie i kazało wierzyć, że moje ciało niezdolne jest do wykonywania takich zadań. Zmiana nastawienia usunęła niespodziewanie moje fizyczne ograniczenia. Dzisiaj chętnie wykorzystałabym okazję do zmierzenia się z wielką paszczą sali gimnastycznej! Otwierając się, odnalazłam klucz do swojej własnej sprawności i docenienia konkretnych predyspozycji. Zamiast lęku, odczuwam przyjemność z badania granic swoich fizycznych możliwości. W dalszym ciągu jednak słucham tych samych instynktów, które w dzieciństwie chroniły mnie przed bolesnymi upadkami i niebezpiecznymi urazami.

Kolejnym, choć nie oderwanym od poprzednich rozważań punktem jest korzystanie z mądrości ciała, które może być źródłem wiedzy, siły i niezwykłych duchowych doświadczeń. Ciało fizyczne jest swoistym komunikatorem, pozwalającym na spotkanie ze światem duchów, wizji, czy na co dzień niedostępnych obszarów świadomości. Wprowadzając się w stan podobny transowi, nie tylko szamani i mistycy otworzyć mogą wrota wyjątkowej wiedzy i cennych doświadczeń. Praktycznie każdy z nas, przypadkowo lub w sposób ukierunkowany uzyskać może od ciała (lub za jego pośrednictwem) informacje, które pomogą dotrzeć do odległych zakamarków umysłu, zrozumieć problem, czy uleczyć chorobę. Na łamach "Taraki" ukazało się dotychczas wiele artykułów prezentujących poszczególne szkoły i metody, które zarówno dla potrzeb psychoterapii, jak i indywidualnego rozwoju duchowego, skutecznie wykorzystują związek ciała i ducha.

Wraz z rozwojem medycyny, przemysłu farmakologicznego i technologii spadało stopniowo zainteresowanie i uznanie dla naturalnych sposobów leczenia. Współczesna wiedza medyczna, przekazywana studentom na uniwersytetach, niewiele mówi o związku między myśleniem pacjenta a powstawaniem chorób i dolegliwości. Nie wiem, czy to pocieszyłoby nieżyjącego Ojca Klimuszkę, gorącego zwolennika "syberyjskiego modelu" służby zdrowia (lokalni szamani przyjmują pacjentów drzwi w drzwi z wykształconymi lekarzami medycyny), ale w ostatnich latach dzięki modzie i otwierającemu się światu do łask powróciła medycyna naturalna. Niekonwencjonalne metody leczenia, takie jak reiki, akupunktura, czy szeroko rozumiana bioterapia - cieszą się rosnącym zaufaniem wśród pacjentów. Często tylko ulica dzieli publiczną przychodnię od prywatnego gabinetu bioenergoterapeuty. Jednak w podejściu medycyny konwencjonalnej niewiele się zmieniło, nawet jeśli lekarz zachęca pacjenta do skorzystania z usługi "znachora", czyni to nieoficjalnie, prosząc często o dyskrecję na temat jego niepopularnych poglądów. Zdarzają się także lekarze, uzupełniający swoje "akademickie" wykształcenie np. o tajniki medycyny chińskiej. Bywają zapewne i tacy, którym znajomość zagadnień psychoterapeutycznych pomaga w diagnozowaniu i "prowadzeniu" pacjenta. Lepiej jednak dla nich, aby nie popisywali się zanadto tymi umiejętnościami w publicznych ośrodkach zdrowia. A szkoda. Warto jednak, abyśmy sami zdawali sobie sprawę z tego, że problemy zdrowotne najczęściej mają swoje źródło w naszym umyśle. "Dla każdego stanu jaki odczuwamy, istnieje myślowy wzorzec, który ten stan poprzedza i podtrzymuje", jak mówi wspomniana wcześniej Louise L. Hay. Chorobę sprowadzają wzorce myślowe, takie jak wina, krytycyzm, gniew, czy uraza. Uporczywa dolegliwość może być sygnałem od ciała, że mamy z czymś problem. Organizm często dużo wcześniej wysyła taki komunikat, zanim jeszcze zechcemy to zauważyć. Utrzymujące się negatywne myślenie o innych, o zjawiskach wokół, i wreszcie o nas samych - prowadzi do umiejscowienia się tego bólu w ciele i objawienia w postaci choroby. Przyjrzyjmy się swoim dolegliwościom i kłopotom zdrowotnym naszych bliskich, a odnajdziemy analogie do (nie-)radzenia sobie z problemami, powstrzymanych emocji, obecnych w głowie lęków i frustracji. I tak na przykład bóle głowy bywają najczęściej wynikiem napięcia, niezadowolenia emocjonalnego, niedoceniania siebie i niepewności; dolegliwości gardła sygnalizować mogą niemożność lub niezdolność do mówienia tego, co się naprawdę myśli, a także fakt powstrzymywania przez nas ekspresji i twórczości; w przypadku problemów żołądkowych i trawiennych - u źródła leży niezdolność odpowiedniego "przerabiania" problemów i uczuć, strach przed uwolnieniem starego i więcej już niepotrzebnego (jelita); problemy z narządami kobiecymi oznaczać mogą blokady seksualne, odrzucanie własnej kobiecości, poczucie winy; osoby skarżące się na dolegliwości kręgosłupa albo boją się "pójść" z nurtem życia, albo zbyt wiele odpowiedzialności przyjmują na siebie. Jedna z najstraszniejszych chorób - rak, to jak zgodnie twierdzi większość uzdrowicieli, wynik długo utrzymującego się w człowieku urazu, zżerającego go głęboko bólu.

Nigdy nie jest za późno na rozpoczęcie pracy ze swoim ciałem. Niczym kobieta w ciąży, która ma na to naturalne i społeczne przyzwolenie - cieszmy się jego widokiem, i słuchajmy podszeptów. Odżywiajmy się zdrowo i smacznie. Spróbujmy pozwalać organizmowi na odpoczynek, kiedy o to prosi. Dostarczajmy mięśniom i kościom ruchu, a płucom tlenu, wiedząc jak bardzo to lubią. Pieśćmy nasze ciało miłymi wonnościami, tańczmy i kochajmy się... Jeśli tylko chcemy dotrzeć do osobistego szczęścia i pobujać się na gałązce harmonii całego Wszechświata, sięgnijmy po nią, jesteśmy przecież częścią tego wszystkiego!

Alina Michalik
earthchild@gazeta.pl
Chodzież, dn. 09.02.2006


Strony Autorki:
Angowa, witryna indiańska
Ziemia i ziemianie - blog




Komentowanie wyłączone wszędzie od 1 sierpnia 2020.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)