Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

02 lutego 2005

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Wołanie ziemi o dęby (odcinków: 19)

Tytan imieniem Taraka
Vision quest • Polskie progi • Rymkiewicz i Ziemkiewicz


Brzuch Radziwiłła »

2 lutego 2005, środa, Dzień Niedźwiedzia albo świstaka

Tytan imieniem Taraka • Vision quest • Polskie progi • Rymkiewicz i Ziemkiewicz

1. Z "Taraką" coś się porobiło. Staje się jakaś dostojna, ponadczasowa; złapałem się na tym, że dobierając teksty do zamieszczenia w Tarace, robię wybór pod kątem tego, czy to będzie nadawało się do czytania za rok albo za parę lat. Z "Taraki" robi się archiwum. Stąd pomysł, że będę pisać teksty bardziej chwilowe.

2. (tytan imieniem Taraka)

Parę dni temu naszła mnie myśl, czy by nie zmienić nazwy witryny. Taraka wg słownika sanskrytu to nie tylko "gwiazda" i "źrenica" ale też "imię pewnego demona". Z historii, którą znalazłem na pewnej indyjskiej stronie o ich mitologii wynikałoby raczej, że to nie tyle demon, co tytan. Taraka stosował tapas czyli jakieś praktyki jogiczne, przez co tak urósł w duchową moc, że potrafił sprawić, żeby bogowie nie mogli nie spełnić jego żądań. Wymógł na nich decyzję, że nie umrze, a raczej że jeśli zginie, to od jednej tylko istoty, która nie istniała, mianowicie od potomka Śiwy. Śiwa nie miał synów i mieć ich nie zamierzał, więc wydawało się, że faktycznie Taraka będzie nieśmiertelny. Tytan rósł w siłę dalej i stawał się nieznośny dla bogów. Postanowili go uśmiercić, w tym celu powołali do życia specjalnego mściciela, który faktycznie był potomkiem Śiwy - ta historia jest długa, nudna i opowiadana fatalną angielszczyzną, w końcu wielka bitwa bogów z demonami, istna tytanomachia się odbyła, rzeki krwi etc., a Taraka słusznie poległ. Bardzo mi się nie podobała ta historia i gdyby nie 7 lat istnienia firmy pod tą nazwą, to bym szukał innego patrona. Tak to jest jak się coś zapożycza z języka i kultury, której się w ogóle nie zna, bo co ja znałem? - egzotyczny słownik miałem tylko na półce. Aż strach pomyśleć, że może w ten sposób, przez imię tego fatalnego patrona, jakaś moja - lub mojej strony WWW - podświadomość się ujawniła, jakiś przykry cień jungowski.

3. (pierwsi świadkowie)

Pisałem odpowiedź - bo raczej nie polemikę; polemika, jak nazwa wskazuje, ma być wojną na słowa, a ja nie polemizowałem, przeciwnie, popierałem - więc pisałem odpowiedź na artykuł Wawrzyńca Rymkiewicza pt. "Polacy, jeszcze jeden wysiłek". O dziełku tym pewnie jeszcze wspomnę; bada ono problem, co z tą polską obecną rzeczywistością, dlaczego taka ona niejasna, dlaczego nikt nie umie nazwać, w pojęcia ubrać tego, co u nas się dzieje. "Badać" wg Bańkowskiego (i jego Słownika) na początku znaczyło "na cle wtykać kij w ładunek, żeby sprawdzić, czy w środku jest to, co przewoźnik deklaruje". Bo to trwająca forma czasownika od "bóść". Więc Rymkiewicz, filozof od Heideggera i Hegla, bada polską rzeczywistość społeczno-myślową niby celnik zaostrzonym kijem wory, czasem coś nakłuje, całościowego obrazu nie ma, jak i nikt nie ma, bo kijem nie wymacasz tego, co wzrokiem i tak nie widać, bo nikt nie widzi. Ale jednym z punktów Rymkiewicza była refleksja nad Jezusem Chrystusem i ufundowaną dzięki Jego misji religią, i ja żeby odpowiedzieć adekwatnie, zajrzałem do Ewangelii najpierw Marka, potem Mateusza. Coś jest w tych reportażach o Mesjaszu takiego, że wciąż się w nich odkrywa coś, czego wcześniej nie było widać. Okazuje się, że pierwszymi świadkami Jezusa były demony! Świadkami w mocnym sensie, bo nie tylko tymi, co widzą, ale i tymi, co dają świadectwo. To one pierwsze rozpoznawały go bezbłędnie jako Syna Bożego, na długo zanim poznali go ludzie i właśni uczniowie. "I wypędził wiele demonów, ale nie pozwolił demonom mówić, bo go znali" (Mk 1, 34). "A duchy nieczyste, gdy go ujrzały, padły mu do nóg i wołały: Tyś jest syn Boży. A On przykazał im surowo, aby go nie ujawniały." (Mk 3, 11-12) Marek i Mateusz nie piszą, co dalej się z tymi duchami działo. A jeżeli któreś z nich nie tylko Mesjasza poznały, ale i się nań nawróciły? Co z nimi? Gdzie teraz się podziewają, na czym polega ich aktywność? Bo można przypuścić, że moc Jezusa była dość wielka, żeby również demony przeciągnąć na dobrą stronę. Padmasambhawa przecież właśnie takie nawrócone demony brał na służbę dla sanghi, więc dlaczego tutaj nie mogło być podobnie?

4. (vision quest)

A wcześniej u Marka jest taka scena, kiedy Jezus po Zanurzeniu przez Jana w rzece, a przed zaczęciem nauczania wśród ludzi, udaje się na odosobnienie, na vision quest, powiedzilibyśmy szamanistycznym językiem. "I był na pustyni czterdzieści dni, kuszony przez szatana, i przebywał pośród zwierząt, a aniołowie służyli mu." (Mk 1, 13) To, co przekazał Ewangelista, układa się w czworokrotną mandalę: Jezus. Szatan. Zwierzęta. Aniołowie. Istoty czterech rodzajów. Ludzi jeszcze nie ma. Objawienie dopiero dojrzewa, jeszcze nie jest dla nich.

5. (polskie progi)

Wawrzyniec Rymkiewicz we wspomnianym wyżej artykule tropi zagadki polskiego obecnego zastoju, zamrożenia, a także niezadowolenia i lamentowania, jęczenia, że źle się dzieje, ale lamentowania bez pojęciowej refleksji. Mnie to się skojarzyło od razu z POP-em, czyli Psychologią Zorientowaną Na Proces. Arnold Mindell, twórca tej szkoły w psychoterapii, wprowadził pojęcie progu, po angielsku dobitniej: edge, co oznacza raczej krawędź, groźny brzeg przepaści, niż nasz polski gościnny "próg", zachęcający do przekroczenia. Idea jest taka, że każdy człowiek ze swoją poobijaną psychiką ma swoje progi, których przekroczenie jest niemożliwe, bo samo już zbliżanie się do progów boli, a przebiegły umysł robi wszystko, żeby od progu, jak wypędzany kot od okna, uciec, i robi to na wiele sprytnych sposobów, jak to zapominając o czym była mowa, odwracając uwagę, zarzucając terapeucie, że się nie zna, lub jako unik stosując żart lub racjonalizację. Te wszystkie gierki nazywają się zbiorczo figurami progowymi. Terapeuta z figur progowych w zachowaniu pacjenta wnioskuje, że jego progi są gdzieś blisko. Progi więżą człowieka w strukturze, która go boli, siedzi jednak w niej, bo podchodzenie do progu boli jeszcze bardziej. Wyjście poza próg na wolność w pojedynkę jest właściwie niemożliwe, trzeba wynająć przewodnika-terapeutę. Tu jest podobnie, tyle że nie jeden pacjent stoi przed terapeutą, a Naród (jakby to fałszywie-patetycznie nie zabrzmiało) przed swoimi analitykami. Gdzie są te polskie progi? Jakie one są w skali narodu, to jeszcze nie jest całkiem pewne. Jak ich szukać? Dobrym naprowadzeniem są podobne progi w skali całej cywilizacji. - Dziwne, ale te lepiej od tych naszych, polskich, zaściankowych, widać.

Więc mamy trzy obszary progowe, o których już kiedyś pisałem w "Sex & Drugs & Violence czyli lęk przed Oświeceniem" (sexdrug.htm). Pierwszym jest seks, drugim narkotyki, trzecim młodzieżowa przemoc. Każda z tych spraw wydaje się jakimś groźnym żywiołem, jakąś falą, która, gdyby nie utrzymywać i nie wzmacniać hamujących je zapór, zalałaby nas. Co by było, gdyby pozwolić, innym i sobie, na swobodne wyrażanie swoich seksualnych potrzeb, instynktów i pożądań? Co by było, gdyby każdy, kto ma ochotę brać dowolne środki zmieniające świadomość, brać je mógł do woli i bez innych ograniczeń, jak tylko jego własna wola? (Z seksem podobnie: bez żadnych ograniczeń prócz własnej woli i ochoty.) Co by było, gdyby nikt nie przeszkadzał młodym mężczyznom łączyć się w grupy, w których mogliby dawać swobodnie upust wypełniającym ich wojowniczym instynktom? Gdyby mogli, jak Kmicic z Wołodyjowskim, pojedynkować się na dobrze naostrzone narzędzia? Na tych trzech przypadkach radzę przećwiczyć swoją wyobraźnię. Właśnie wyobraźnię, ponieważ progi, do których podchodzimy i figury progowe, które w ich pobliżu pojawiają się, nas (mnie i ciebie) dotyczą także. Pierwszą chyba z progowych figur jest zanik wyobraźni. Wyobrażanie sobie czegoś takiego wydaje się pustą zabawą, uciekamy od tego mówiąc sobie: przecież zawsze jakieś zasady były, jakieś regulacje, ograniczenia, bez ograniczeń nie można.

No więc w skali znanej nam cywilizacji progi stanowią seks, narkotyki i młodzieżowe bandy. (Oczywiście nie są to wszystkie progi.) Każde z tych zjawisk wydaje nam się falą, która, jeśli niepowstrzymywana, zaleje nasz "kosmos", świat cywilizowanego ładu. Każde z tych zjawisk wydaje się - patrząc z "cywilizowanego punktu widzenia" - odmianą chaosu. No więc należałoby podobne progi lub chaotycznie zagrażające fale wypatrzyć w mniejszej ale i bliższej skali polskiej współczesności.

6. (Rymkiewicz i Ziemkiewicz)

Wawrzyniec Rymkiewicz pisał swój artykuł o polskich niejasnościach w czerwcu zeszłego (2004) roku, jednocześnie z Rafałem Ziemkiewiczem, który wtedy pisał książkę "Polactwo". Główna rzecz, która obu boli, to polski człowiek sowiecki, homo sovieticus, przez Ziemkiewicza obliczany na 55% populacji. Rymkiewicz nie wycenia go w procentach, ale winduje wysoko jego filozoficzny status. Pisze: "Antykomuniści - jeszcze jeden wysiłek! Musicie znielubić człowieka, bowiem komunizm wyrażał i ustanawiał rzeczywistość nowoczesnego człowieczeństwa. To właśnie ono jest prawdziwym wrogiem prawdy, duchowym przeciwnikiem wolności." A także: "będziemy mogli ocenić, co dla naszego człowieczeństwa uczynił Józef Stalin". Natura ludzka okazuje się być sowiecka! Przynajmniej w 55%, ale w demokracji to wystarczy, by ta jej frakcja brała górę.

c.d.n. za tydzień

WJ. - taraka@taraka.pl

Milanówek, 2 lutego 2005





Brzuch Radziwiłła »

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)