Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

04 marca 2005

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Wołanie ziemi o dęby (odcinków: 19)

Oprawica i zlewica
Trójpodział • Czy w ogóle jest różnica? • Gellner jeszcze raz • Różnice statystyczne • Żelazo • Czytanie Evoli • Ne zderżyte ditki • Przypis o Carnegie'm • Dwa rozczarowania


« Dlaczego nie rynek? Zaginiona łacińska cywilizacja »

1-4 marca 2005

Oprawica i zlewica • Trójpodział • Czy w ogóle jest różnica? • Gellner jeszcze raz • Różnice statystyczne • Żelazo • Czytanie Evoli • Ne zderżyte ditki • Przypis o Carnegie'm • Dwa rozczarowania

36. (oprawica i zlewica)
Znakomity artykuł przedrukowało "Forum": Andrew Kenny pisze w "The Spectator" z 5 lutego. Felieton ma tytuł "Prawy do lewego":

Intelektualnym przekleństwem rewolucji francuskiej, które ciąży nad myślą polityczną od dwóch stuleci jest podział wszelkich poglądów i postaw na lewicowe i prawicowe. Ten dziecinny pomysł oznacza zastąpienie racjonalnego zderzenia argumentów znanym z piaskownicy podziałem na dwie paczki, które nie wiedzą nic na pewno poza tym, że się nienawidzą. Musimy z tym skończyć, jeśli mamy posunąć się choć krok ku racjonalnej polityce.

Dokładnie to, o co chodzi! A następnie pokazuje na masie przykładów, jakie pomieszanie pojęć mamy:

...weźmy takiego Castro: prześladuje homoseksualistów, dławi związki zawodowe, nie dopuszcza do wolnych wyborów, skazuje na śmierć opozycjonistów i przestępców, jest miliarderem w kraju, gdzie ludzie żyją w nędzy, i zadekretował, że władzę po nim obejmie członek jego rodziny. Czy nazwiecie Castro lewicowcem czy prawicowcem? Proszę uzasadnić odpowiedź. (...) Spójrzmy na pojęcia przywileju i równości. Czy rządy uprzywilejowanej elity to rzecz miła dla prawicy? Jeśli tak, to komunizm musi być bardzo prawicowy, skoro zawsze prowadzi do rządów małej grupki mającej monopol na władzę i przywileje, o jakich politykom w krajach kapitalistycznych się nie śniło. (...) Jakiś mądrala, zdaje się że z "Economista", napisał: "Prawica wierzy w swobody gospodarcze, lewica w swobody osobiste". Znakomicie! Kluczową swobodą gospodarczą jest wolny przepływ siły roboczej, a kluczową swobodą osobistą jest prawo do posiadania broni. A więc Anglik prawicowy powinien chcieć, aby mieszkańcy Afryki mogli bez ograniczeń wjeżdżać do Wielkiej Brytanii w poszukiwaniu pracy, a Anglik lewicowy powinien żądać, aby wszyscy Brytyjczycy mieli prawo do własnego rewolweru? (...) Popatrzmy teraz na wolny rynek i kontrolę państwa. Czy kraje z gospodarką pod ścisłym nadzorem państwa jak ZSRR, nazistowskie Niemcy, Kuba i RPA czasów apartheidu są lewicowe czy prawicowe? To bardziej lewicowe czy prawicowe wierzyć w wolny handel jak Adam Smith i Karol Marks? Jeśli obywatele danego państwa mogą podróżować tylko po własnym kraju z wewnętrznymi paszportami (w ZSRR i dawnej RPA) to czy jest to rozwiązanie lewicowe czy prawicowe? Jeśli ktoś nienawidzi kapitalizmu, jak Hitler, Lenin oraz ojcowie apartheidu, to należy do lewicy czy prawicy? (...) Czy internacjonalizm jest bardziej na lewo niż nacjonalizm? Internacjonalistyczne postawy przejawiali tacy ludzie i instytucje, jak Adam Smith, Coca-Cola, Karol Marks, McDonald's, Lew Trocki, Microsoft, ONZ, Toyota, Światowa Organizacja Handlu. Do wrogów internacjonalizmu można zaliczyć Hitlera, Stalina, antyglobalistów, Henrika Verwoerda (premier RPA w latach 1958-1966, jeden z twórców apartheidu, przyp. FORUM), Naomi Klein. [Tej akurat ja nie znam, przyp. WJ] (...) Czy rasizm to postawa lewicowa czy prawicowa? Pol Pot zaprowadził w Kambodży skrajną wersję komunizmu i wymordował mniejszości etniczne, w tym Wietnamczyków. Jego ludobójstwo było na miarę Hitlera. A był lewakiem, prawda? A może więc i Hitler? Jak nazwiemy ustawę ograniczającą dostęp mniejszościowej rasy do pewnych zawodów? Prawo takie ustanowił Hitler w Niemczech i Afrykański Kongres Narodowy w RPA (przeciwko białym). (...) Kiedy front radykalnych przemian ściera się z siłami broniącymi ustalonego porządku oraz przywilejów, którą stronę nazwiemy lewą, a którą prawą? Najbardziej rewolucyjnym premierem brytyjskim XX wieku była Margaret Thatcher: wprowadziła ogromne zmiany, działała wbrew siłom chroniącym tradycję, czyli związkom zawodowym, dbającym o przywileje sięgające korzeniami średniowiecza. I kto tu był lewicowy: Thatcher czy związki?

Przykładów jest w tym artykule więcej. Po czym autor stwierdza, że ani definicja, ani intuicja nie pozwalają odróżniać lewicy od prawicy:

Mógłbym tak dalej mnożyć przykłady. Pozostaje faktem, że terminy "lewica" i "prawica" są puste. Czasami, kiedy ktoś nie jest w stanie określić ich znaczenia, odwołuje się do głupiego rozumowania w stylu "nie można zdefiniować, czym jest słoń, ale potrafimy go rozpoznać, kiedy go spotkamy". Oczywiście jesteśmy w stanie podać znaczenie słowa "słoń": to ssak z trąbą ważący w dorosłym wieku ponad trzy tony. Nikt nie jest w stanie zdefiniować, co to lewica i prawica ani rozpoznać lewicową bądź prawicową filozofię polityczną, kiedy ma z nimi do czynienia, bo nigdy na takowe się nie natyka. One po prostu nie istnieją. Istnieje jedynie fałszywy podział na dwie grupy, które zamiast myśleć, wolą z lenistwa poprzestać na nienawiści.

A jak się faktycznie dzielą polityczne filozofie? Kenny odpowiada:

Najważniejszy z [prawdziwych podziałów] to podział na tych, którzy wierzą w rozległą kontrolę państwa, i tych, którzy chcą jej mało. Pierwszych należy nazwać terminem "socjaliści". Na jednym końcu socjalistycznego spektrum są komuniści i narodowi socjaliści [podkreślenie moje, WJ], na drugim socjaldemokraci w rodzaju brytyjskich laburzystów. Właściwym określeniem dla zwolenników minimalnej ingerencji państwa są "liberałowie". Wolność jest dla nich naczelną wartością polityczną, wierzą w równość szans i ograniczone kompetencje państwa. Liberałowie są podejrzliwi wobec władzy, socjaliści ją podziwiają (należy przy tym pamiętać, że w Ameryce liberałami - liberals - nazywa się socjalistów). Pojęcie "konserwatyści" jest o wiele bardziej złożone , i wymaga wnikliwego namysłu.

Koniec obszernych cytatów.

Przy okazji: ciekawy przykład na to, że kiedy ma się ideę-przewodnika, to przyciąga ona podobne sygnały, które przychodzą po prostu "kanałem świata" jakby powiedział Mindell. Bo dokładnie o tym myślałem zanim kupiłem dziś to Forum, chociaż oczywiście bez tych barwnych przykładów, które podaje brytyjski felietonista.

37. (trójpodział)
Ernest Gellner (w książce "Postmodernizm, rozum i religia") pisze, że współcześnie rywalizują ze sobą nie dwie, jak to najczęściej bywało w dziejach, ale trzy grupy światopoglądów, albo - raczej - trzy postawy poznawcze, nieredukowalne już bardziej. Są to: (1) religijny fundamentalizm, dla którego początki sensów są prawdami objawionymi, a objawione teksty, w których się owe początki zawierają, nie podlegają krytyce ani wątpliwościom; (2) relatywizm, w myśl którego wszystkie zasady - wśród nich tak zasady moralne i polityczne, jak i ustalenia nauk przyrodniczych, są tylko "zjawiskiem kulturowym", w jednym kręgu kulturowym obowiązującym, ale w drugim nieważnym; (3) "racjonalistyczny fundamentalizm", czyli postawa, która jest "fundamentalna co do metody poznania" - a może i odnośnie moralności, ale nie odgaduje z góry wyników swoich poszukiwań.

Coś podobnego widzę w filozofii polityki, gdzie wcale nie prawica z lewicą się sprzeczają, ale także trzy odrębne bieguny. Tak, jak to w cytowanym artykule napisał Andrew Kenny, są to liberalizm, socjalizm i konserwatyzm.

Być może socjaliści i konserwatyści, każda ze stron z osobna, mogą ulegać złudzeniu, że widzą dwupodział - jednak liberałowie muszą widzieć trójpodział, bo są bici i z lewa, od socjalistów, i z prawa, od konserwatystów.

Liberałowie za podstawową wartość, która dla nich jest czujnikiem tego, czy sprawy idą po ich myśli, uważają wolność. Człowiek w ich wizji jest wolny, wie czego chce i odpowiedzialny. W stosunkach między ludźmi powinna według nich obowiązywać wzajemność. Skoro tak cenią sobie wolność, wyczuleni są na przeciwieństwo wolności: przemoc, a zatem i na państwo, które jest przemocą zmonopolizowaną. I właśnie nieufnością wobec państwa różnią się od obu pozostałych biegunów trójkąta.

Socjaliści postępują tak, jakby za swoje uznali zdanie Nietzschego: "Człowiek jest rzeczą zbyt niedoskonałą". Wszystkie chyba ich charakterystyczne działania zawierają element ulepszania ludzi, poddawania ich edukacji albo uwarunkowywania ich w pożądany sposób. Socjalizm jest programowo dydaktyczny, zatem nie traktuje ludzi jak dorosłych, lecz jak dzieci. Socjalizm kojarzy mi się ze słowami starej rosyjskiej wojskowej pieśni: sołdatoczki zdorowy rebiatoczki - "żołnierzyki zdrowe dzieciątka". Właśnie wizja człowieka jako przedmiotu idących z zewnątrz i od góry dydaktycznych manipulacji wydaje mi się istotą socjalizmu i to nastawienie do człowieka - będące zarazem nieufnością do człowieka - różni go od obu pozostałych biegunów.

Konserwatyści za swoje motto przyjęli słowa Jezusa o "królestwie nie z tego świata". Władza, autorytet, a także uznanie jakie należy się poszczególnym ludziom, nie jest dla konserwatystów sprawą empiryczną - przeciwnie, jest w jakiś sposób "nie z tego świata". Ważny dla nich jest porządek - ale jest to taki rodzaj porządku, który nie może być wyłoniony pospolitą, empiryczną drogą, np. przez głosowanie i wybory. Ważne dla nich jest prawo - ale nie należy wydawać go na pastwę politycznych koniunktur i targów, najlepiej więc, żeby było boskiego pochodzenia, albo przynajmniej niewiadomego lub "naturalnego" - że oto "zawsze tak było". Nieprzypadkowe jest więc wysokie wartościowanie religii, tradycji, hierarchii i urodzenia.

Liberałowie mogą stowarzyszać się z socjalistami (i może to im się faktycznie zdarzało) przeciw konserwatystom w imię postępu. A także w imię równości ludzi - dopóki socjaliści nie zaczną przy tym pojęciu manipulować po swojemu.

Socjaliści mogą stowarzyszać się z konserwatystami, chociaż obie strony w tym sojuszu strasznie się męczą, przeciw liberałom, w imię silnego państwa. Ciekawą postacią jest tu Julius Evola, konserwatysta do szpiku, który grawitował wokół skrajnych socjalistów Musoliniego i Hitlera.

Liberałowie mogą też stowarzyszyć się z konserwatystami przeciw socjalistom - w imię życia na serio, w przeciwieństwie do nieodpowiedzialnych, uprzejmie się wyrażając, igraszek socjalistów. A także na gruncie personalizmu, przeciw kolektywizmowi tamtych.

Jak łatwo można zauważyć po tym, co wcześniej pisałem, ta ostatnia opcja jest tym, co próbuję tu nazwać i rozwinąć.

38. (Czy w ogóle jest różnica?)
...Ale czy w ogóle jest jakaś materialna, "istotowa" różnica między socjalizmem a konserwatyzmem? Bo to, co odróżnia liberalizm od przeciwnych biegunów, to sprawa państwa: liberałowie nie ufają mu i życzą sobie mieć go jak najmniej - za to pozostali "admirują" je, jak napisał Kenny. I to nie przez jakąś złośliwość (o liberałach mowa), tylko dlatego, że instytucje państwa jako przymusowe, czyli oparte na przemocy, są zamachem na wolność i samodzielność jednostki. Ale co odróżnia socjalizm od konserwatyzmu? W poprzednim fragmencie za najbardziej charakterystyczne dla różnych socjalizmów uznałem ich dydaktyczne nastawienie: władza służy tam do poprawiania i wychowywania człowieka, i manipulowania nim. Ale ten rys dydaktycznego manipulowania był silny i znaczący także np. w konserwatywnej w każdym calu monarchii hiszpańskiej, która uporczywie i programowo wychowywała swoich poddanych na prawdziwych katolików, a podpadziochów sadystycznie karciła (pomyślmy o Indianach i ludobójstwie które na nim wykonano). A z kolei socjalistyczne formacji bywały ufundowane na czymś w rodzaju wiary w pochodzenie władzy "skądinąd", nie z tego świata, choć wprawdzie nie od Boga, ale od równie idealnych "historycznych praw rozwoju". Tak przecież było w komunistycznej Rosji. Albo z praw natury, z biologii - jak u narodowych socjalistów. Gdzie tu jest więc różnica między obu anty-liberalnymi biegunami? W ideologii, w warstwie "mówionej": tak, różnica jest, jedni są w historii zakorzenieni i z niej czerpią swą legitymację, u tych drugich zaś "prze-eszłości ślad dłoń nasza zmiata" - ale w warstwie "czynionej" jakoś trudno tę różnicę znaleźć.

Czyżby jedyna różnica między konserwatystami a socjalistami była taka, że ci pierwsi są starymi gangsterami którzy tracą władzę (a właściwie już dawno stracili), a ci drudzy są nowymi gangsterami i tym pierwszym ją zabrali, i tylko dlatego jedni drugich nie cierpią?

39. (Gellner jeszcze raz)
A wracając do Gellnera: oczywiście nie jest tak, że trzy formacje polityczne odpowiadają wyróżnionym przez niego trzem postawom poznawczym. Chociaż faktycznie konserwatystom odpowiada religijny fundamentalizm, to dwa pozostałe bieguny, socjalizm i liberalizm, do dwóch pozostałych biegunów Gellnera, jak mi się wydaje, mają się nijak - nie ma związku między jednymi i drugimi.

40. (różnice statystyczne)
Gdy porównać trzy polityczne bieguny, to uderza ich statystyczna nierówność. W politycznie jako tako świadomej części populacji jakieś 95% ludzi - jeśli nie więcej - to socjaliści, zwolennicy "opieki społecznej" i szerokiej interwencji i regulacji państwa. Reszta, rozproszona i niepewna, w przeciwieństwie do możnych, zorganizowanych i wygadanych socjalistów, te 5% - to liberałowie. Konserwatyści są tak nieliczni, że nawet trudno ich oszacować.

41. (żelazo)
W marcowym "Świecie Nauki" artykuł Pawła Haensla pt. "Polowanie na gwiazdy dziwne". Co się okazuje: z rachunków wynika, że materia może występować w jeszcze gęstszym skupieniu, niż w gwiazdach neutronowych: może tworzyć "bąbel kwarkowy", masę nieustrukturowanych kwarków zwykłych i "dziwnych". Właśnie o poszukiwanie zbudowanych z czegoś takiego "gwiazd dziwnych" mowa w tym artykule. Ale moją uwagę przyciągnęło coś na etapie wstępnych wyjaśnień, pisze Haensel: W warunkach ziemskich materia osiąga stan podstawowy w kryształach izotopu żelaza 56Fe - czyli żelazo jest najbardziej optymalnym stanem materii, najkorzystniejszym energetycznie. Dalej jest opis najbardziej dramatycznego momentu w życiu gwiazdy. W pewnym momencie w centrum gwiazdy formuje się niezwykle gęsta i gorąca kula ... zbudowana z żelaza i niklu. Jej powstanie wróży gwieździe rychłą i bardzo gwałtowną śmierć. Gwiazda wybucha jako supernowa. Ostatnią fazą jej dotychczasowego życia jest przemiana w żelazo. Żelazo! W astrologii ekwiwalent wpływów Marsa. Można to ezoterycznie odczytać jako znak, że żyjemy w miejscu, gdzie Mars rządzi. Ares, Nergal, a zapewne i Aryman.

A jak o tym wszystkim pomyśleć, to jakie oceany śmierci otaczają nas i naszą planetę, jak kruchym bytem jest nie tylko każdy człowiek i zwierzę, ale i Ziemia z całym swoim życiem i jak dziwnym psim swędem udawało się temu życiu dotąd przeżyć.

42. (czytanie Evoli)
Kiedy czyta się konserwatystów, takich jak Gabiś ("Demokratyczne wojny") albo Evola ("Etyka aryjska"), ma się wrażenie, że znakomicie wiadomo, czym jest konserwatywny biegun w opozycji od całej reszty zmieszanej w jeden "demokratyczny" kompleks liberalno-socjalistyczny. Z punktu widzenia konserwatysty obie tamte wrogie sobie i chyba w każdym punkcie sprzeczne formacje upodabniają się do siebie i zlewają ze sobą, jako coś w dodatku godnego najwyższej pogardy. Ciekawa jest wizja człowieka w konserwatywnej "matrycy" społecznych ról i wartości. Aż musze zacytować Evolę - już sam tytuł rozdziału jest wybitnie znaczący: "Wierność własnej naturze":

Większość kryzysów, zaburzeń i nierówności, które charakteryzują współczesne społeczeństwa zachodnie, zależy w części od czynników materialnych, jednakże w równej mierze jest efektem milczącego zastąpienia pewnej ogólnej wizji życia przez inną - przez nową postawę względem siebie i swego przeznaczenia. Ten cichy proces przedstawiany jest jako zdobycz cywilizacji, gdy tymczasem nie jest niczym innym jak tylko dewiacją, wynaturzeniem i upadkiem.

W największym skrócie, jeśli dobrze rozumiem tego włoskiego arystokratę, chodzi o to, że ideał bycia sobą, odkrycia i zrealizowania własnej natury, został zastąpiony poszukiwaniem wzorów zewnętrznych i masowych, podsuwanych przez "społeczeństwo". W nowoczesnym demokratycznym społeczeństwie człowiek przymierza się do bycia "czymkolwiek", do wybrania sobie dowolnego oblicza, co skutkuje alienacją, poczuciem obcości, że oto nie jest się tym, kim się powinno być - i z tej pułapki wyjścia nie ma. Co nazywane bywa wyścigiem szczurów albo rozpoznawane jako niemożność samorealizacji, bo trzeba zarabiać na życie. Oczywiście liberałowie (czyli libertarianie) twierdzą, że wolny rynek stwarza największe jakie tylko są dostępne możliwości samorealizacji, to samo mówi Fukuyama, który bynajmniej liberałem nie jest, bardziej już etatystą, niemniej jednak ten zarzut, że liberalne stosunki czyli rynkowa gra produkują alienację, powtarza się na tyle uporczywie, że warto to ostrzeżenie potraktować poważnie, a nie tylko jako jakąś nadwrażliwość.

Ludzie nie są równi, streszczam to, co pisze Evola, każdy ma swoją własną naturę, coś, co ma z urodzenia i w żadnym razie nie może wymieniać ani porównywać się pod tym względem z innymi, ale też ma pewien margines wolności w tym, co z tą natura (może raczej byśmy powiedzieli dzisiaj: potencjałem) w życiu zrobi.

Podstawą etyki tradycyjnej jest być sobą i pozostać wiernym samemu sobie. Należy rozpoznać i chcieć tego, czym jesteśmy, zamiast próbować realizować coś odmiennego. Nie oznacza to absolutnie pasywności i kwietyzmu. Bycie sobą jest zawsze, w pewnej mierze, zadaniem do spełnienia, stałym dążeniem. Zakłada pewną siłę, pewien kierunek, pewien rozwój. (...) Człowiek jawi się jako "wykuty z jednej bryły". Cała jego energia skierowana jest na umacnianie i doskonalenie swej natury i charakteru oraz na obronę przed wszelkimi obcymi nastawieniami, przed wszelkimi niszczącymi wpływami.

I dalej Evola pochwala ustrój kastowy lub jego europejski średniowieczny, stanowy ekwiwalent, bo urodzenie w pewnej kaście lub stanie należało właśnie do natury człowieka:

... kasty są związane z teorią własnej natury i etyką wierności własnej naturze. Z tego powodu istniały często ustroje kastowe de facto, powstałe w sposób naturalny, bez jakiegokolwiek ustawodawstwa pozytywnego, w których nie było nawet używane słowo kasta, jak miało to miejsce chociażby w pewnym stopniu w okresie [europejskiego] Średniowiecza. Poznając swoją własną naturę człowiek tradycyjny poznawał także swoje miejsce w społeczeństwie, swoją funkcję i właściwe relacje wyższości i niższości. Kasty, lub ekwiwalenty kast, z zasady, w pierwszym rzędzie określały funkcje, typowe style bycia i zachowania, a nie grupy społeczne. Fakt zgodności wrodzonych i zaakceptowanych nastawień jednostki, zgodności własnej natury, z tymi funkcjami determinował jej przynależność do odpowiedniej kasty. W ten sposób w obowiązkach właściwych dla swej kasty każdy mógł rozpoznać naturalne spełnienie własnej istoty. Z tego względu w świecie tradycyjnym ustrój kastowy pojawia się często jako naturalny porządek instytucjonalny, oparty na czymś, co było oczywiste dla wszystkich, a nie na ekskluzywizmie, ucisku lub dominacji nielicznych. (...) Ponieważ ludzie nie są równi, jest absurdem aby wszystko było dostępne dla wszystkich, i każdy, z zasady, mógł pełnić wszystkie funkcje. Stanowi to jakąś potworną deformację, wynaturzenie.

Przynależność do swojej "kasty", stanu, dziedzicznego kręgu zawodowego, była źródłem uznania, godności, tak bezskutecznie pożądanej dziś przez "człowieka nowoczesnego", któremu najwyraźniej nie może tego zapewnić ani rynek ani państwo:

Właśnie to jest druga strona etyki bycia sobą: redukuje [ona] do minimum możliwość, aby narodziny były naprawdę przypadkiem i jednostka czuła się wykorzeniona, znajdowała się w niezgodzie ze swoim środowiskiem, ze swoją rodziną, a nawet z samym sobą, z własnym ciałem i własną rasą. Ponadto należy podkreślić, że czynnik materialistyczny i utylitarny był w cywilizacjach i społeczeństwach tradycyjnych wyraźnie zredukowany na rzecz wartości wyższych, głęboko przeżywanych. Nic nie jawiło się rzeczą bardziej godną, niż postępowanie zgodne z własną naturą, niż działanie zgodne z własnym sposobem bycia, jakkolwiek skromny i prosty by on nie był. Zatem każdy, kto trzymał się praw i zasad swego stanu oraz wypełniał gorliwie i z pokorą powinności z jego stanem związane, posiadał taką samą godność, jak osoba przynależąca do którejkolwiek z kast "wyższych": rzemieślnik w równym stopniu jak członek arystokracji rycerskiej czy książę.
Stąd wywodzi się również owo poczucie godności, honoru i rzetelności, które ujawniało się we wszystkich organizacjach i profesjach tradycyjnych, stąd ów styl, dzięki któremu zarówno kowal, jak stolarz czy szewc jawili się nie jako ludzie, których upokarzałaby ich pozycja społeczna, ale niemalże jako panowie , jako osoby, które swobodnie wybrały i wykonują taką właśnie formę aktywności, z miłością, pozostawiając w niej znamię własnej osobowości i swoich uzdolnień, dalecy od zwyczajnej żądzy zysku i troski o profity.

To co wypracowały chwalone prze Evolę społeczeństwa tradycyjne, jest z gruntu nieosiągalne w społeczeństwach nowoczesnych i demokratycznie równościowych:

Świat nowoczesny jednakże, w maksymalnym stopniu, podąża drogą wprost przeciwną, drogą pomijania własnej natury, drogą indywidualizmu, "aktywizmu" i karierowiczostwa. Ideałem nie jest już bycie tym, kim się jest, lecz "konstruowanie siebie", przymierzanie się do każdego rodzaju działalności, na zasadzie przypadku lub z przyczyn całkowicie utylitarnych. Ideałem przestało już być realizowanie, z prawdziwym zamiłowaniem, wiernością i żarliwością, własnej istoty, lecz angażowanie wszystkich sił, aby stać się tym, czym się nie jest. Indywidualizm, będący podstawą takiego światopoglądu, stwarza człowieka wyalienowanego, pozbawionego imienia, tradycji i rasy. Indywidualizm jest logicznie rozwiniętym dążeniem do równości, do uzyskania prawa bycia tym, czym może być każdy inny, oraz odmową uznania jakichkolwiek prawdziwych i słusznych różnic, poza tymi, które mogą być osiągnięte sztucznie, zgodnie z zasadami tej lub innej formy zmaterializowanej i zsekularyzowanej współczesnej cywilizacji.

Jak wiadomo dewiacja ta przekroczyła wszelkie granice w krajach anglosaskich i purytańskich. Wraz z nią wspólny front tworzą : masoński iluminizm, demokracja i liberalizm. Doprowadziły one do tego. że dla wielu każda wrodzona i naturalna różnica jawi się jako zły i niepożądany fakt "naturalistyczny", że światopogląd tradycjonalistyczny jest osądzany jako anachroniczny i obskurancki, oraz, że nikt nie odczuwa już absurdalności idei, że wszystko jest otwarte dla wszystkich, że wszyscy mają jednakowe prawa i jednakowe obowiązki, że obowiązuje jedyna moralność mająca w tej samej mierze jednakową wartość dla wszystkich, przy całkowitym zignorowaniu rożnie pomiędzy jednostkami, rożnic charakteru i godności.

Dla Evoli współczesna cywilizacja jest "cywilizacją pariasów"! Na takim gruncie kwitnie zawiść, resentyment, pożądanie cudzej własności, a właściwie czegoś więcej: cudzej natury, i w końcu uwieńczenie tego wszystkiego: walka klas:

W istocie pośród rozkładu charakterystycznego dla tego typu "cywilizacji" dokonuje się także degradacja "sztuki" do poziomu zwykłej "pracy". Dawny rzemieślnik lub rękodzielnik przekształcił się w robotnika-proletariusza, dla którego jego zajęcie stanowi wyłącznie środek uzyskiwania dochodów, który myśli jedynie o "płacach" i "godzinach pracy" i który stopniowo rozbudza w sobie sztuczne potrzeby, ambicje i resentymenty, zdając sobie sprawę z tego, że klasy wyższe nie mają ostatecznie żadnego uzasadnienia dla swej wyższości i dysponowania wielką obfitością dóbr materialnych.

I tak kończy Evola dostępny po polsku fragment swoich rozważań:

Najbardziej zewnętrzne formy [tego] zła mogą być leczone przez zastosowanie "sprawiedliwości społecznej", rozumianej jako bardziej wyrównana dystrybucja dóbr materialnych; ale nigdy nie zwalczy się najgłębszych wewnętrznych przyczyn, jeśli nie zacznie się działać energicznie w sferze ogólnej, wizji życia, jeśli nie rozbudzi się ponownie miłości dla osobowości, dla jakości, dla własnej natury; jeśli nie ustanowi się ponownie poszanowania dla zasady, nieznanej tylko w czasach "nowoczesnych", sprawiedliwej nierówności, zgodnej z rzeczywistością, i jeśli z tej zasady nie zostaną wyciągnięte słuszne konsekwencje we wszystkich dziedzinach życia, zwłaszcza tych pozostających w ścisłym związku z typem cywilizacji dominującym we współczesnym świecie.

Esej Juliusza Evoli pt. "Etyka aryjska" można ściągnąć z internetu w pliku "doc" stąd: digilander.libero.it/zzpw/evola.doc - ze strony Zakonu Zadrugi "Północny Wilk". (Coraz dziwniejsze instytucje spotykam w Sieci... Wczoraj pisała do mnie członkini "Świątyni Lilith".) Przy okazji wyrażę wdzięczność Robertowi 'Rodmanowi', który mnie Evolą zainteresował.

43. (ne zderżyte ditki)
A jednak tradycyjne społeczeństwo wiernych swojej naturze chłopów, rzemieślników i arystokratów zostało zdmuchnięte z powierzchni Ziemi nie kaprysem losu! I nie za sprawą knowań masonów, iluminatów i marksistów, o czym pisze Evola we fragmencie, którego tu nie zacytowałem. Nie propaganda wywrotowców zdestruowała tradycyjny świat, ale energetyczna konieczność. Tradycyjny świat przegrał w starciu nie z poglądami, tylko z przemysłem i ekonomią. Przegrał, bo okazał się niesprawny. Podobnie niesprawny, jak sowiecki komunizm, który też przede wszystkim z powodu swojej żenującej technologicznej niesprawności przegrał. Niesprawność tradycyjnego "kastowego" społeczeństwa zasadzała się na tym, co według Evoli było jego główną cnotą i siłą: na tym, że więziło jednostkę w zadanych jej ramach. Szewc miał pilnować kopyta a chłop grzędy - nie mógł spróbować swoich sił jako wódz, przedsiębiorca, wynalazca lub naukowiec. Nie mógł zostać Lincolnem, Carnegie'm [patrz niżej], Teslą ani Einsteinem. Evola ma rację: masy wykorzenionych chłopów i szewców wykoleiły się, zgłupiały i unieszczęśliwiły. Ale niektórym się udało i było ich dostatecznie wielu, aby nowoczesnym społeczeństwom dać większą moc niż tradycyjnym arystokracjom. Tradycyjne społeczeństwo źle gospodarowało właśnie ludzkimi zdolnościami, czyli - ludzką naturą.

Kiedy pewien pogląd czy formacja społeczna staje do konfrontacji z ekonomiczną, energetyczną koniecznością, przypomina mi się mój ulubiony cytat z "Ogniem i mieczem", kiedy to Zagłoba przebrany za dziada poucza ukraińskich chłopów: nie zderżyte, ditki, Jareme - nie dacie rady, dzieci, księciu Wiśniowieckiemu. To samo chce się powiedzieć Evoli i innym miłośnikom powrotu do starych dobrych czasów: ne zderżyte ditki... Większe siły tu działają...

44. (przypis o Carnegie'm)
...Andrew Carnegie, urodzony w Szkocji w rodzinie tkacza, wraz ojcem wyemigrował do Stanów, gdzie w najlepszym stylu pucybuta (a właściwie chłopca na posyłki w tkalni) który został milionerem, dokonał błyskawicznej kariery w biznesie, stając się "królem stali", osobistością nr jeden stalowego przemysłu głównie w Pennsylwanii. Właściwym jednak jego powodem do sławy stała się jego działalność charytatywna oraz Carnegie Hall, sala koncertowa w Nowym Jorku, którą ufundował. Więcej o nim tu: en.wikipedia.org/wiki/Andrew_Carnegie. Kiedy się czyta takie biografie, widać - trudno o bardziej adekwatne słowo - nędzę rozumowania Evoli. Modernizacja była, prócz innych swoich stron, także gigantycznym wypłynięciem na powierzchnię tych dawnych chłopów, szewców, tkaczy i żydów - wszystkich, którzy w dawnym społeczeństwie trzymać by się musieli swojego kopyta; a najprawdopodobniej by ich w ogóle nie było, jako że modernizacja to był także - i nieprzypadkowo - wielki wyż demograficzny.

(A poza tym warto się zastanowić, co zdziałałby Andrew Carnegie, gdyby miał płacić te 60-70% podatku, tyle co my teraz.)

45. (dwa rozczarowania)
Stary już, kurcze, jestem, starszy od prezydenta i paru innych osobistości. A moje pokolenie, tak to teraz widzę, przeżyło dwa wielkie oczarowania i rozczarowania. Najpierw oczarowała nas, a zaraz potem rozczarowała rewolucja kulturalna hippisów, kiedy wydawało się, że oto otwiera się prawdziwy kanał łączności z tym, co duchowe, wyższe i niecodzienne. Do Polski tylko jakieś mdłe echa docierały z Zachodu, które zaraz przeszły w rozczarowanie, kiedy okazało się, jak szybko tamten ruch się wypalił. Ale tęsknota pozostała i tego czegoś szukałem potem i szukam dotąd, najpierw czymś takim była dla mnie komuna na Otrycie, potem joga, astrologia, sekta Leona Zawadzkiego, karty tarota, buddyzm i Karma Kagyu, w końcu praktyki neoszamańskie. Jakoś po drodze okazało się, że wszystko to razem angielskojęzyczni nazwali New Age, ale po tamtym pierwszym rozczarowaniu poczucie dystansu pozostało. Potem oczarowało nas wyzwolenie, którego zapowiedzią była pierwsza "Solidarność", to wyzwolenie, które przyszło z upadkiem komuny; stało się wtedy coś, co przez dziesięciolecia wydawało się najzupełniej niemożliwe i najsurowiej zabronione, wolność, ta wolność normalna, kiedy możesz robić co chcesz i nikomu się nie tłumaczyć, w tym także mieć na własność swoje pieniądze i używać ich do realizacji swoich marzeń - ale zanim na dobre zorientowałem się, że to się stało, poluzowana śruba zaczęła przykręcać się na nowo i socjalizm wrócił, jakby znów gówno w szambie się zaklęsło za wrzuconą śliwką.



c.d.n. za tydzień

WJ. - taraka@taraka.pl

Milanówek, 4 marca 2005






« Dlaczego nie rynek? Zaginiona łacińska cywilizacja »

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)