Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

28 marca 2005

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Wołanie ziemi o dęby (odcinków: 19)

Archetypy
Na drugą stronę • Iść za wizją • Wilno


« Kult przodków Ezoteryka i polityka »

21-28 marca 2005

Na drugą stronę • Iść za wizją • Wilno • Archetypy



60. (Na drugą stronę)
Przedwczoraj (19 marca) po wyjściu z szałasu potu miałem wyraźną myśl: zauważyłem, że w takiej chwili - po wyjściu z szałasu - mam wrażenie, że przechodzę na drugą stronę: poza świat ludzi, na stronę istot, dla których nie istnieje zimno, żar, pośpiech, troska, strach, ból, lęk, wstyd, a może i śmierć ani czas. Takich jak Podlasiak lub dziwożona z baśni Leśmiana. Jak duchy, drzewa lub zwierzęta. Wiał lodowaty wiatr z północy, Księżyc świecił, kałuże zamarzały, a ten wiatr odczuwałem jak miły chłodzący powiew, który oczyszczał ze zbędnego żaru. Dziś gdy to sobie przypominam, to bardziej jakby to był sen niż ten sam real, tylko półtorej doby wcześniej.

61. (Iść za wizją)
Ze Zjazdu-na-Równonoc ciekawe wrażenia mam z zajęć Łukasza Łuczaja, który prowadził medytacyjne nawiązywanie kontaktu z roślinami. Idea jest taka, żeby przy wspomaganiu głosem bębna (ja wtedy bębniłem) uruchomić w sobie intuicyjne, a może tylko archaiczne lecz ukryte i podświadome zdolności odbioru i oceny właściwości roślin. Można też sądzić, że takie podświadome dostrojenie do zapachu i wyglądu - głównie do zapachu, bo kanał węchowy jest z pewnością najważniejszy, a i najbardziej archaiczny - przybierze postać wizji, tym bardziej, że bęben wspomaga wizje. Dostałem piękną nauczkę, jak należy iść za wizją, zawierzyć wizji, a nie blokować ją, uciekać od niej. Przy pierwszej roślinie, był to kłębek czarnych korzeni z ziemią, miałem coś w rodzaju wizji, raczej wizualne wyobrażenie, po prostu produkt swobodnie puszczonej wizualnej fantazji: że istota czy też duch rośliny pojawia mi się pod postacią wielkiej, czarnej muchy lub raczej cykady. Tu myśl to skomentowała, że być może larwy cykad żywią się korzeniami tej rośliny. Owad w wizji zamienił się w stwór w czarnej zbroi podobny do orka z filmu "Władca pierścieni", najeżony jakimiś ostrzami. Ale do czego służy ta roślina? - Świadomie dopytywałem się swojej wizji. Ork wypuścił pianę z gęby. Do piwa! Taka była jego odpowiedź. Zinterpretowałem to, że jest to jadalna roślina, którą żywią się owady i która się pieni. Do tego miałem wrażenie, że jest to roślina z wilgotnych lasów lub bagienna. Podczas sprawdzania Łukasz powiedział, że ta roślina to narecznica samcza, pospolita paproć, która jest trująca, zwłaszcza trująca dla owadów, a czy się pieni - nie wiedział. Jednak wizja była zdumiewająco trafna, tylko za bardzo biorąc ją na rozum, źle ją odczytałem. Bo przecież ork, w dodatku uzbrojony, to zabójca. Jeśli to on jest tym oczekiwanym duchem rośliny, to znaczy to, że dla owada, muchy, która pojawiła się wcześniej, ta roślina jest zabójcza. Toksyczność rośliny została wyrażona na kilka sposobów: jako ork-zabójca, przez czarny kolor i przez piane idącą z pyska, co się kojarzy raz ze wścieklizną, dwa z tym, że pieniące substancje roślinne, saponiny, są trujące. Toksyczność kłączy narecznicy przejawia się m.i. w tym (co dowiedzieliśmy się od Łukasza), że rozkłada ona witaminę B2, skutkiem czego awitaminoza beri-beri. Jakoś wizja usiłowała mi zasygnalizować związek z witaminą B2 mówiąc o piwie - bo przecież jest to, obok chleba, źródło tej witaminy. Czyli było tak, że w wizji pojawiły się wszystkie potrzebne elementy przekazu, tylko ten przekaz należało odczytać, i tu ja działając rozumowo nie wizyjnie, część odczytałem odwrotnie (żywi muchy, a nie: truje muchy), a część - jak to piwo - zlekceważyłem, nie wiedząc, co z tymi treściami zrobić. Za to wilgotny las się zgadzał. I jeszcze ciekawostka: pewne szczegóły wizji pojawiły mi się, zanim jeszcze powąchałem i dotknąłem roślinę - bo czekałem w kolejce, aż do mnie "dokrąży". Teraz nie umiem sobie dobrze przypomnieć, czy może nawet wszystkie elementy wizji pojawiły się wcześniej niż kontakt z rośliną. To zresztą powtarzało kilka osób: "wiedzialem/am wcześniej". Jak napisałem, to była dla mnie nauczka: iść za wizją. Dowierzać wizji, nawet ślepo. Być może: im bardziej ślepo, im bardziej z wyłączeniem krytyki i rozumowej oceny, tym lepiej?

62.
Ze Zjazdu-na-Równonoc wróciłem z czymś przestawionym w umyśle. Rozładowało się to coś, co zaczęło się około dwóch miesięcy temu, kiedy przeczytałem artykuł Wawrzyńca Rymkiewicza i co kazało mi badać sprawy świadomości społecznej, ustroju, sprawiedliwości itd. To co tu pisałem we wcześniej odcinkach. Teraz poczułem, że to mnie mało już "kręci". Zobaczymy.

63.
Przejście na drugą stronę. - To jest nowa jakość. No może nie tyle nowa, co za mało dotąd sobie ją uświadamiałem. Raczej dotąd nastawiałem się na wejście w siebie. Na widzenie, zaglądanie do przestrzeni wewnętrznej. Że tam się coś zobaczy, że stamtąd coś przyjdzie. A teraz widzę, że różne działania mogą skutkować tak, że SIĘ przechodzi na drugą stronę. Samemu i całemu. Całym sobą. Coś w tym jest. Zresztą tak już bywało wielokrotnie, bardzo wiele razy, tylko nie nastawiałem się na to, żeby ten moment zauważać. A na warsztatach Davida Thomsona - ile razy ten moment następował.

64. (Wilno)
Wielki Czwartek, 500 km samochodem, Wilno. Wszystko w śniegu, jakby cofnął się czas dwa tygodnie w porównaniu z Mazowszem. I ten historyczny także. Miasto archaiczne, jak jeszcze jedna na wpół zatopiona Atlantyda. Już jadąc tam zastanawiam się, co sprawiło, jaki czynnik fizjograficzny, że stolica Wielkiego Księstwa powstała właśnie tam. Przy Wiedniu, Budapeszcie, Paryżu wszystko jest jasne: wielkie miasta, wielkie stolice pośrodku żyznych krain, dobrych gleb, rolniczych zagłębi. Polskie dzielnicowe stolice też powstawały w oparciu o rolnicze zaplecze: Warszawa dokładnie tam, gdzie pas sochaczewsko-błońskich czarnoziemów klinem dotyka Wisły. Podobnie powstały Płock, Toruń, Sandomierz, Kraków, Poznań, Wrocław: wszędzie te miasta były nie tylko stolicami politycznymi, ale i lokalnymi centrami obsługującymi gęsto zaludnione rolnicze okolice, bazujące na wydajnych glebach. W Wilnie tego nie ma: do tej pory leży zanurzone w lasach; las, który pewnie jeszcze sto lat temu był puszczą, wnika do miasta; między górami, w dolinie Wilii-Neris, która tu przełomem przerzyna się przez pojezierze. Poza Wilnem nigdzie pojezierza nie wygenerowały dużego miasta, tak jest od Jutlandii i ujścia Łaby aż do Niemna; tylko jedno Wilno jest wyjątkiem. Na mapie okolice są zielone, las, nie widać rolniczego regionu, który dawniej byłby zapleczem. Mapa każe sądzić raczej, że to miasto ukrywano, że chowano się z nim po lasach i górach - bo wzgórza na krawędzi wileńskiej doliny są wcale nie mniejsze niż te pod Krosnem lub Sanokiem. Może tak właśnie było: Mendog i Giedymin, wypierani przez Krzyżaków z własnego kraju, schowali się w tych nieurodzajnych i niedostępnych a obronnych górach - a dalej, na Ruś, do Mińska lub Połocka już nie chcieli się ze stolicą przenosić, bo wiedzieli, że wtedy zruszczą się całkiem i nie będzie Litwy. A więc stolica-schronienie, refugium, a nie dobrze odkarmione aprowizacyjne centrum?

65. (Archetypy)
Snami zająłem się, najpierw własnymi, potem cudzymi, kiedy zmęczyła mnie dowolność i umowność. Czego? Można powiedzieć: literatury, ale chodziło także o filozofię, mitologię albo religię. A nawet najogólniej: wszystkiego tego, co się mówi, o czym się opowiada, a czego nie dotkniesz ani nie potraktujesz inaczej praktycznie. Tam, gdzie o czymś się opowiada, brakowało mi obiektywności i konkretu: że jest tak a tak. Bo jaka w tych dziedzinach może być obiektywność? Badacze, socjologowie jacyś albo historycy, zyskują tę obiektywność, wyrażając cudze opinie, uśredniając je: obiektywne jest to, co mówią inni; tak się zakłada. Ale jak w takim razie mieć własne zdanie, własną wiedzę, jeśli się cytuje tylko innych? Prawda miałaby powstawać przez głosowanie, większością głosów? Absurd. Przecież tego chciałem właśnie uniknąć. Zainteresowałem się snami, najpierw gromadziłem własne, potem natrafiłem na okazję, żeby zbierać również cudze. Częścią procesu, o którym tu mówię, było zdanie, które usłyszałem od M.S., wówczas prezesa Związku Buddyjskiego Karma Kagyu w Polsce (tak to się wtedy nazywało), że buddyjskie bóstwa, których rój jest w buddyzmie tybetańskim, są tak liczne, i są właśnie takie, ponieważ to one właśnie są archetypami ludzkiego ducha. To mi postawiło uszy do góry i nastawiło najpozytywniej do tybetańskiego buddyzmu; nie wiem, czy to nie była największa zaleta, którą skojarzyłem z tamtą religią. To była nadzieja: że w ludzkim duchu, w tym, co ludziom się ukazuje, jawi, a nawet tylko wydaje i śni, jest porządek. Ciekawy też i dla mnie osobiście atrakcyjny był też sam sposób na dotarcie do tego, co w umyśle obiektywne: przez wyłączenie główkowania, przez wyłączenie myślowej namolności, kombinatorycznego natręctwa; a to właśnie obiecywał buddyzm przez swoje praktyki. Dotarcie do "natury buddy", do "takości" było (albo miało być) dojściem do tego, co w umyśle właśnie obiektywne i porządnie poukładane. Ale czy nie błądziłem, szukając czegoś, czego buddyzm wcale nie obiecuje i nie szukając tego, co obiecuje - bo w buddyzmie u kresu medytacji jest świadomość siebie i świata jako pustki, wcale nie jako obiektywności? Jedną taką drogą do znalezienia tego, co w myśli obiektywne, zdawał mi się więc buddyzm, szczególnie właśnie w swoim tybetańskim, wadżrajańskim wydaniu. Drugą drogą wydawał mi się Jung, którego zacząłem czytywać jakieś dziesięć lat wcześniej przed wadżrajaną (dzięki przekładom Jerzego Prokopiuka, nigdy wdzięczności za wiele!). A wraz z nim sny, które, jak wspomniałem, zacząłem zbierać jeszcze wcześniej i odczytywać symbolicznie niezależnie od wszelkich znanych mi książkowych źródeł, więc i dość niezależnie od Junga. Buddyzm jako potencjalna encyklopedia archetypów po kilku latach bycia w nim, rozczarował mnie. Może się mylę, jednak wydaje mi się, że oprócz kilku ważnych i osiowych idei, nie wszystko w nim jest powszechnikiem. Trzy ciała Buddy, a właściwie ciała oświecenia lub oświeconej istoty, trzy kaje, Trikaya - to wydaje mi się powszechnikiem. Trójpodział bytu: na Absolut, będący zarazem doskonałą Pustką, czyli Dharmakaya, "ciało prawa"; dalej sfera archetypów i wizji, Sambhogakaya, czyli "ciało szczęśliwości"; i po trzecie świat realnie materialny, w którym oświecone istoty pojawiają się jako Nirmanakaya, "ciało przejawione". Ten trójpodział wydaje się faktyczną geometrią ducha. Ale szczegóły tego systemu, te roje bóstw w postawach łagodnych, groźnych i w zjednoczeniu ze swymi Małżonkami - to jest ładne, ale wcale nie wygląda na jedynie możliwe; przeciwnie, można sobie wyobrazić gromady bóstw równie dobrych, jeśli nie tybetańskich w stylu, to azteckich, egipskich, babilońskich, greckich, jakichkolwiek. Nawet Świętych Pańskich, wśród których też roi się od archetypalnych Świętych Jerzych, Sebastianów, Mikołajów lub Barbar. Tamte bóstwa, jeśli uważać je za uchwycenia archetypów, mają jeszcze jedną wadę: nie śnią się. To znaczy, zapewne śniły się Tybetańczykom, ale Polakom się nie śnią. To co nam się śni, nie ma również ochoty stosować się do schematów Junga. Stary Mędrzec - zdarza się, fakt, Wielka Matka - też, ale jak ją odróżnić od matki realnej, która zwykle śni się dużo częściej? Animus, Anima, Cień, Jaźń jako Centrum - tak, to wszystko się zdarza w tych snach, które mi się śniły i tych, które zbierałem. Ale sny z nimi pokrywają ledwie drobną część wszystkich snów. Można ze zbioru snów wydłubywać jungowskie rodzynki, ale wtedy podejrzanie wiele snów zostanie odrzucone, jako z gruntu niejungowskie i na bazie jego teorii niezrozumiałe lub bez znaczenia. Co jednak nie znaczy, że należy odrzucić świadectwo snów, bo jest wśród nich wiele takich, które w bardziej sprzyjających warunków byłyby zaczątkami całych nowych teologii (a może raczej archetypologii), i jest jeszcze więcej takich, które wyglądają na sygnały idące stamtąd, z tamtego świata, do nas. Wiec może należałoby poprzestać na rejestrowaniu sygnałów, bez oczekiwania, że skądś, z Tybetu, od Junga lub skądinąd, dostanie się gotową systematykę bytów tamtego świata.



c.d.n. za tydzień

WJ. - taraka@taraka.pl

Milanówek, 28 marca 2005






« Kult przodków Ezoteryka i polityka »

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)