Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

23 maja 2005

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Wołanie ziemi o dęby (odcinków: 19)

Gnomy i trolle
tygodniowy felieton

Kategoria: Podróże i regiony
Tematy/tagi: szałas potu

« Medytacja na czereśnie Warsztaty z chrabąszczami »

23 maja 2005

Gnomy i trolle



86. Gnomy i trolle

Wycieczka na Dolny Śląsk. W piątek 20 maja niemal od świtu za kierownicą, koło dziewiątej na autostradę pod Gliwicami. Powietrze krystaliczne, widoczność nadzwyczajna, już spod Krapkowic widać góry za czeską granicą, potem wciąż Śnieżkę i inne tamtejsze wyżyny jeszcze w śniegu. Rzepaki kwitną, aż oczy bolą. Tu i ówdzie płaty zaoranej ziemi w kolorze róż indyjski. Żaden plastyk by tak nie połączył kolorów, bo i jeszcze niebo i kłująca laserowa zieleń majowa. Koło południa w Karpaczu, Śnieżka nad głową wisi, załatwianie miejsca na warsztaty astrologiczne na lipiec; pomyślnie poszło. Karpacz się naprawdę nazywa, okazuje się, Krummhübel; krumm wiem, co to jest: krzywy, co to hübel nie wiem. Stamtąd do Chromca, według mapy, osada schowana na wyżynie pod Górami Izerskimi. Henryk Waniek w którejś swojej książce domyśla się, że niemiecka nazwa Karkonoszy - Riesengebirge, czyli Góry Olbrzymów, wzięła się z nieporozumienia albo z przestawki kopisty, bo naprawdę cały ten masyw był zrazu Iserngebirge, Góry Izerskie, od rzeczki Izery, która stąd płynie do Czech, a z poprzestawiania liter zrobiło się to Riesen... Hipoteza rozsądna, bo te "góry olbrzymów" zanadto romantyczne. Nazwa Karkonosze za to jakoś dziwnie idiotyczna; dlaczego nie *Karkosze? Bo karkosz to po staropolsku (a i po staroczesku pewnie też) 'gałąź krzywa, sękata', więc byłaby to nazwa marnych lasów, dających krzywe gałęzie zamiast poszukiwanych prostych pni, co zrozumiałe z powodu wysokości i wiatrów, nękających drzewa. W Chromcu miały być warsztaty, Jurek Niczyporuk, ja i jeszcze ktoś mieliśmy prowadzić w trzech, ale publiczność, a raczej klientela, nie dopisała i impreza zrobiła się ściśle elitarna w gronie samych szamanów. Szałas potu pierwszego wieczoru, odosobnienie w lesie drugiego; sześcioro nas było. Niezwykłe miejsce! Ja, kiedy zaraz po przyjechaniu odszedłem w las, powiedziałem sobie (a potem ogłosiłem pozostałym): tu są gnomy i trolle! Z ta rewelacją coś trzeba było zrobić, więc następnego ranka kupiłem miód i złożyłem gnomom i trollom ofiarę z miodu. Tak, z miodu, a wcześniej, podczas palenia ognia do szałasu potu, z cukru: masło ani tym bardziej dżem nie pasowały mi do gnomów i trolli. Niezwykle miejsce! Pomieszanie żywiołów i porządku. Pochyłe łąki na stokach są podmokłe, woda na pochyłościach stoi, kwaśne bagniska-torfowiska. Ale gdzie drzewa rosną, tam suszej, jakby drzewa osuszały grunt. Może tak było: i zanim wycięto las, było sucho, bez mokradeł. Dopiero człowiek zaburzył wcześniejszy porządek. Na stokach widać pracowicie wykopane rowki odwadniające, ściągające wodę - gdyby nie to, nie mając dolin, woda płynęłaby po całym stoku. Niesamowite! I całkiem inaczej niż w Beskidach, gdzie cały teren strumienie porozcinały jarami. Dlaczego tutaj woda nie lgnie do wody, dlaczego płynie całą powierzchnią, nie ryje dolin? A na stokach, znowu inaczej niż w Beskidach, często nie ma gleby. To znaczy jest, ale poprzetykana głazami, kamulcami, których więcej niż przyjaznej roślinom zwietrzeliny. Na takie procesy stokowe, gdzie stok pokrywa nie gleba, tylko kamień-gołoborze, napatrzyłem się dość, ale nie w naszych górach, tylko w Skandynawii, w dużo chłodniejszym klimacie. Wietrzenie mrozowe. Norwegia. W starym podręczniku ornitologii Sokołowskiego napisane jest, że w Sudetach żył (a może i jest dotąd) ptaszek mornel z rodziny siewkowatych - to było jego najbardziej południowe stanowisko, większość populacji żyje w górach Skandynawii. Dwa i pół tysiąclecia temu przywędrowali tu stamtąd Silingowie, którzy później dołączyli do Wandalów i wraz z nimi przepadli w Afryce, ale wpierw żyli tu długo, tubylcami się stali i pozostawili swoje imię w nazwie najpierw góry Ślęży, a potem całej krainy Śląska. Ponad sto lat temu ktoś przywiózł w częściach i postawił w Karpaczu stary norweski kościół. Wikińskie gnomy i trolle na izerskiej ziemi należą do tej samej serii... Z ziemi sterczą tu kamienne mury, aż miło pomyśleć, że przez gnomy usypane, ale nie, to jednak ludzie, którzy kiedyś - kiedy? średniowiecze? później? - krwawicą pokoleń wyrywali z ziemi kamienie, aby na pozyskanej tak glebie uprawiać zboże i paść bydło; teraz to porzucone zarosło świeżym lasem, zabagniło się, w nocy sarna szczeka i dzika świnia ryje; nawet gdyby nie przyszła powojenna czystka etniczna na Niemcach, to i tak teraz uprawa tych bieda-spłachetków, tak romantycznych a nieekonomicznych, nie miałaby żadnego sensu. Pomiędzy tymi murami poszliśmy drugiego wieczora szukać miejsc mocy, żeby na nich medytować i zasnąć z oczekiwaniem na wielkie sny wizyjne. Kasi, gospodyni tego miejsca, powiedziałem, że ta okolica wybitnie sprzyja mocnym praktykom odosobnieniowym. Może tu kiedyś wrócę... W lesie, pomiędzy świerkami, grupa trzech lub czterech monumentalnych, idących w górę buków. Tak wyglądały te góry, zanim ludzie, czyli niemieccy leśnicy zaczęli je zagospodarowywać według swojego porządku. Jest nadzieja że słowiański bałagan plus kwaśne deszcze (niszczące świerk) pozwolą w pewnym stopniu wrócić temu środowisku do kształtu bardziej naturalnego. Intensywny był ten pierwszy dzień wycieczki. Jeszcze wieczorem robimy szałas potu, to znaczy Niczyporukowie robią, budują minimalistycznie, luźno kładąc płachty, koce, na lada jak powiązanym stelażu z gałęzi. Uderzyła mnie ta różnica w podejściu do konstrukcji: bo ja dbam, żeby było równo i określona liczba prętów, koc do koca przypinam agrafkami, a całą kopułkę, jak już stanie, mocuję sznurami do ziemi, zupełnie jakbym się bał, żeby nie odfrunęła z wiatrem. I ten mój rygoryzm, a ich swoboda w potraktowania tematu, przenosi się na styl tego, co dzieje się wewnątrz "loży", w przebiegu działania. Jurek doprowadził do stanu (mnie i innych zapewne też), kiedy trzeba wszystko puścić - bo trzymanie, nawet trzymanie w miarę przytomnych myśli, zaczyna boleć... To była "swetlodż" wizyjna. Słowo swetlodż jest u Niczyporuków (Mileny i Jurka) rodzaju żeńskiego - trafnie, bo cała ta instytucja idzie na żeńskich energiach; to łono pramatki Ziemi, które się świecącymi kamieniami zapładnia... Wizyjna. Widziałem tutejsze rzędy wyżyn na horyzoncie, a spoza nich wyłaniające się budowle, pałace w stylu halucynacyjnego baroku. Jakby gnomy i trolle, istoty, które tak jak i dżiny, ich krewni, umieją miasta budować i burzyć, ofiarowały mi te widoki w zamian za intencję i cukier dodany do ognia. Następnego wieczoru medytowałem w wykrocie pod korzeniami świerku, który świeżo przewrócił się od wiatru. Było prawie jak w grobie Sancheza, ziemia od dołu i od góry, a z boku kurtyna z korzeni drzewa. Nie zasnąłem - kamienie za bardzo kłuły w plecy, zmuszały do czujności. Cisza mało spotykana. Potem inni, którzy znaleźli swoje miejsca mocy kilkadziesiąt metrów obok, opowiadali o szczekających sarnach i głosach zabawy z wioski, u mnie jak w jakiejś czarnej dziurze, wszelki dźwięk zanikał. Trzeci dzień i powrót, pogoda nadal wyborowa, ciepła sucha masa powietrza od wschodu. Pod drodze widać, jak bezsensowne było przeprowadzenie autostrady przez Górę Świętej Anny. Nie dość, że na wieki zniszczono stary las, rdzenne buki, rzadkość na Śląsku, i przepruto puszczę dzieląc ją na dwa kawałki, które już nigdy się nie zrosną - a przecież mógł tu być park narodowy! - to jeszcze ze szkodą dla kierowców, którzy wjeżdżają na tę górę po nic, klnąc tylko na spowolnienie jazdy, bo tu kręto i trzeba zwalniać, i na niepotrzebne zużycie paliwa, bo bez sensu zmuszani są do wjeżdżania na tę górę, którą mogliby okrążyć, a i tak lepiej by ją sobie z okien obejrzeli z dziesięciu kilometrów. A naokoło równina, pusta, komu szkodziło tamtędy pchnąć trasę? Zadziwiająca była zawziętość budujących. Podobno tę drogę wytyczono jeszcze za Hitlera, a na Św. Annie miało być centrum kultu narodowego, państwowotwórczych zlotów, z dojazdem autostradą. Pomnik idiotów. I przyczynek do tematu "siła myślokształtów", a może, po ponowoczesnemu, memów? Szczególnie silne sztuki, raz wdrukowane w mózgi (idiotów zwłaszcza...) już nie puszczą. A co do gnomów i trolli, to jakże różny jest stosunek ludzi do śląskich gór i do Beskidów. W Beskidach użytkowano powierzchnię i pięto się na wyżyny. Wierzchowiny były cenne, bo tam wypasano. Góry były tylko podstawą, podnóżkiem. Pasterz, jak to on, nie kierował wzroku w ziemię, tylko wyżej. Góry, w ślad za idącymi po nich owcami, wołami, prowadziły w niebo. W śląskich górach zawsze ciągnęło ludzi w głąb, do środka. Wnętrzności ziemi obiecywały tu skarby: najpierw złoto, drogie kamienie; kwarc, z którego wytapiano szkło. Nazwa kwarc, ze słowiańskiego twardziec, dziś międzynarodowa, powstała tutaj. Po czeskiej stronie znajdywano nawet diamenty. Rudę żelaza i innych metali, węgiel, w końcu uran. A i teraz Chromiec jest zagrożony wielką rozbiórką i wykopką: jakieś siły kapitałowe chcą tu kopać skaleń na ceramikę, a Jurek Niczyporuk organizuje przeciw temu opozycję. Wraz ze snami o skarbach wnętrze gór zaludniły ziemne duchy, mieszkańcy kamieni. W całych Sudetach chodzą gadki o stojących pod ziemią w zasypanych tunelach pociągach ze skarbami Trzeciej Rzeszy. O tajnych agentach, którzy pilnują, żeby ich nikt zbyt pilnie nie szukał - nowe wcielenie opowieści o trollach i gnomach strzegących skarbów.



c.d.n. za tydzień

WJ. - taraka@taraka.pl

Milanówek, 23 maja 2005






« Medytacja na czereśnie Warsztaty z chrabąszczami »

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)