Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

11 września 2008

Krzysztof Wirpsza

Stany a sens
W poszukiwaniu silnika cieszenia się życiem

Kategoria: Badania metaforyczne
Zob. też: Krzysztof Wirpsza, Stany a sens (2008-09-11)

Celem ostatecznym we wszelkiego typu duchowych poszukiwaniach wydaje się być wzrost naszej motywacji. Rozwijamy się duchowo, chodzimy na terapię, filozofujemy czy też wyłamujemy się z ról - właściwie wszyscy w jednym celu - dla otrzymania pogłębionej motywacji do życia. Chcemy lepiej, wyraźniej, czuć jakość naszego przeżywania. Zupełnie tak jakby gdzieś był silnik, silnik cieszenia się tym wszystkim. Jeśli zwiększymy moc cieszenia się - mamy siebie: jaśniejszego, wyrazistszego, bardziej spełnionego. Tego ostatecznie szukają chyba wszyscy.

Duchowcy nazwali to oświeceniem, przebudzeniem, terapeutyzujący się - zdrowiem, filozofowie mądrością czy Prawdą. Typowi nieduchowcy przypuszczam, że zadowoleniem z tego co się robi, życiową satysfakcją lub sensem. Mindell i Castaneda nazywają to jeszcze inaczej: śnieniem. Ponoć tak określa to wiele ludów pierwotnych. W sumie - jakkolwiek wydawałoby się, że głęboko lub płytko możemy w tym gmerać, i z jak różnych stron do tego podchodzić, najogólniej mówimy o tym samym.

Jak zwiększyć sens?

Duchowcy tym się różnią od nieduchowców, że z zapamiętaniem generują Odmienne Stany Świadomości, które jak się powszechnie wśród nich uważa, mają w nas zwiększyć sens. Nieduchowcy mają tu sceptyczne podejście. Jak stany mogą zwiększyć sens? Nieduchowcy mają swoje sposoby, będące przeciwieństwem stanów. Można je określić zbiorczym słowem"normalność" lub "trzeźwość". Nieduchowcy wierzą, że normalność powoduje w nas wzrost sensu. Duchowcy z kolei uważają to za prostoduszne i naiwne. W najlepszym razie - niewystarczające.

Nieduchowcy mówią tak: na co ci ten odmienny stan? Przecież odmienny stan ci minie, i zostaniesz tam, gdzie byłeś. Sens nie wzrośnie ci ani na jotę. To tak jak z piciem wódki - masz odmienny stan, świetnie się bawisz, rano wstajesz - kac. Potem do pracy. Trudno chyba przypuszczać, że kolejne libacje nawarstwią się w ciągu lat w jakiś stan permanentnego szczęścia i luzu? O ile jest to niewątpliwie postawa pesymistyczna, trudno jej odmówić rozbrajającej uczciwości. Duchowcy, zaplątani w filozofiach "autokreacji" i "ryczenia wymuszonym entuzjazmem", mają tendencje do, mimowolnego, mijania się z nagą, nieprzyozdobioną rzeczywistością. Nieduchowcy są tu bezkonkurencyjni - po prostu walą prosto z mostu: stary, nic z tego. Wyżej tyłka nie podskoczysz. Ile byś nie trąbił jaki to jesteś świetny i jak świetnie się czujesz - to wciąż jesteś tylko ty.

Z kolei duchowcy cenią odmienne stany. Twierdzą, że dostatecznie regularnie zażywane, prowadzą one jednak do zwiększenia pewnych jakości w człowieku, a zatem i do zwiększenia sensu. Jeśli wymodlę sobie domek z ogródkiem - to mój sens wzrasta. Jeśli dostatecznie często powtarzam sobie "Jestem wspaniały", to się ta wspaniałość we mnie w końcu wytworzy, a jeśli dostatecznie często medytuję, hiperwentyluję się lub stawiam sobie tarota, to mi to coś "otworzy", lub sprawi, że coś się we mnie ważnego "zadzieje". I faktem jest, że duchowcy maja na tym polu pewne osiągnięcia. Co sugerowałoby, że jednak stany się gdzieś akumulują, że istnieje jakiś bank w człowieku, w którym to całe "gromadzenie energii" ma sens.

Duchowcy nie cenią "normalności". Choć czasem czują się z tego powodu winni, poszukują uparcie dowodu na istnienie rzeczywistości "nienormalnej", jakiegoś rodzaju praktycznie udowodnionego science-fiction. Światem rządzi "energia", umysł zmienia rzeczywistość, historia i nauka nie mówią do końca prawdy, a społeczeństwo jest zakłamane. Nieduchowcy nie mają z tym problemu. Dla nich wszystko jest mniej więcej takie jak się wydaje. Może być ciekawe i zawikłane, ale ostatecznie, bez "rewelacji". Autorytety mówią prawdę, bo dlaczego miałyby kłamać? Proste. Ci bardziej z artystycznego pogranicza mogą żywić jakieś wątpliwości, zalecają jednak z reguły "zdrowe niewnikanie", a "a nuż coś nieprzyjemnego wyskoczy".

Sens jako zagadka

W sumie to jest łamigłówka. Jak do niej nie podejść, wyślizguje się rozumowi. Wydaje się, że i duchowcy i nieduchowcy mają sporo racji, jednak obie te grupy, we właściwych sobie obszarach, borykają się z problemem, że sens nie chce wzrosnąć. My go tak, siak, a on nic, stoi. Jakaś ogólna recepta na zwiększenie sensu życia, umyka nam.

Sęk w tym, że sensu nie można zważyć ani zmierzyć, tak jak można zważyć lub zmierzyć np. kwalifikacje, czy "energię". Duchowcy np. często zwiększają swoją "energię", i faktycznie ta energia rośnie. Ale czy to im faktycznie poprawia sens? Znałem ludzi, którzy mimo wielkiej mocy kreacji rzeczywistości, byli, według mnie, psychologicznie niemrawi, lub przeciwnie - nadaktywni i spalający się we własnym ogniu... Nasuwają się znane słowa Świętego Pawła: "Choćbym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, byłbym niczym" Znałem duchowców którzy poszli w odlot, wypaczyli się psychicznie - uzyskując dzięki temu np. nieustanną wesołość i nabuzowanie. Ale czy to zwiększyło ich motywację do życia? Czy w alternatywnym wariancie czasu, jako właściciele budki z hot-dogami, nie byliby tak samo lub bardziej szczęśliwi? Osobiście nie jestem wcale pewien.

Wynika, że mówimy tu o dwóch rzeczach - coś jakby karoserii i silniku. Karoserię owszem można wzmocnić, okrasić, i tu duchowcy nie mylą się. Jednak to raczej nie wpłynie na silnik, prawda? I tu rację, być może, mają nieduchowcy. Silnik to sens. Nasza centralna "para", radość tego, że jesteśmy. Zastanawia i trochę przeraża pewne przypuszczenie: a co, jeśli istnieją wśród nas gospodynie, matki z dziećmi, teściowe, chłoporobotnicy i kafelkarze, którzy ten sens mają jak, nie przymierzając, silnik ferrari, i nawet o tym nie wiedzą.

I czy to jest Gombrowiczowski "parobek"...?

Jeżeli ktoś naprawdę ma sens, może i by nam poradził to i owo, ale problemem jest wyłowienie go. Większość parobków zapewne, pozostaje jednak zwykłymi parobkami. Wielu nie-parobków twierdzi, że ma sens, ale też wiemy, że jest to jedna z metod duchowych do optymistycznego "nakręcania" się i autopromocji Jeżeli ktoś mówi "Mam sens!", to wcale jeszcze nie znaczy, że mielibyśmy skorzystać. Takie poczucie bywa sztucznie wzbudzonym stanem karoserii, czyli nie tym czego szukamy. Inteligentni, głośno mówiący, szanowani, życiowo doświadczeni, przywódcy, czy najzwyczajniej w świecie - silni ekstrawertycy - jest ich wielu. Zmierzenie ich wewnętrznego sensu, tego poza słowami, wydaje się jednak bardzo trudne.

Można mówić oczywiście o połączeniu obu obszarów - duchowego i nieduchowego w jedną nadrzędną syntezę. Skoro jednak te obszary są właściwie swoimi przeciwieństwami, jak klasycyzm i romantyzm, to czy próby łączenia ich nie zakrawają na jakiś niesmaczny eklektyzm, misz-masz i ogólną hipokryzję? Ciepłe kluski i kompromis?

Wskazanie rozsądnego wyjścia wymaga wielkiej mądrości. Potrzebny jest "myk w nieznanym kierunku", bo w znanym spektrum to jest impas. Niniejszym chciałem poddać problem pod rozwagę, choć daleki byłbym od recept, bo ich nie znam. Skoro każdy dochodzi sam, w drogę. Zastanawia tylko ten barokowy gmach wiedzy, która w sumie -bez doświadczenia - niewiele wydaje się warta.

Krzysztof Wirpsza



Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)