Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

21 lipca 2012

Ela Bazgier

e-tom: Sztuka życia z astrologią

Świadomość odpowiedzialności – co znaczy bycie winnym?
Sztuka życia z astrologią. Siedem filarów wewnętrznej siły - filar 5

Kategoria: Astrologia
Tematy/tagi: astrologiarozwój osobisty

  < poprzedni    1    2    3    4    (5)    6    7    dalszy >  

Miałem ciężkie dzieciństwo. Przyszedłem na świat bez zębów
i przez pierwsze lata byłem dosyć infantylny.”
Robert Gernhardt.

Piątym filarem odporności psychicznej według Micheline Rampe jest świadomość odpowiedzialności, określana czasem winą.

Najbardziej klarowne są następujące dwie sytuacje, ale w praktyce rzadko występują one w „formie czystej”. Jedna to wtedy, kiedy faktycznie czymś zawiniliśmy, zdajemy sobie z tego sprawę, przyznajemy się do tego i podejmujemy stosowne środki, aby naprawić, co się da. Np. spowodowałam stłuczkę, uznaję swoją winę i płacę za straty ze swojego ubezpieczenia.


„Polityka energetyczna: Bóbr oszczędza energię, nic nie robiąc...” - rys. Roberta Gernhardta ze str. celebslists.com

Druga – jestem ewidentną ofiarą: jadę rowerem prawidłowo poboczem i wjeżdża we mnie pijany kierowca. Jaki mogłam mieć na to wpływ? Po prostu znalazłam się w złym czasie, w złym miejscu...

Ale większość przypadków jest bardziej zawiłych, tzn. trochę ponoszę odpowiedzialność, a trochę jestem ofiarą. W takiej sytuacji znalazłam się sama miesiąc temu. Podczas zakupów w centrum handlowym straciłam portfel. Został ukradziony i wiem, gdzie to się mogło stać. Wyjątkowo miałam tam trochę gotówki, ale bardziej przejęłam się utrata kart płatniczych, prawa jazdy i dowodu osobistego. Koniec zakupów, przykry koniec dnia, który miał być miły i beztroski. Stres, zamieszanie, złość, że tak się dałam podejść. Szybkie działanie: zastrzeganie kart i dokumentów. Wizyta na policji, zeznania...


Wracając do domu analizowałam sytuację. Mam skłonność brać na siebie za wiele odpowiedzialności, więc najpierw pomyślałam: złodziej skorzystał z okazji, którą mu dałam. W jaki sposób? Moja torba z portfelem nie była dość starannie zabezpieczona. Była zamknięta na zatrzask, a nie na suwak. Można było do niej włożyć rękę, choć wymagało to nie lada zręczności. Wprawdzie trzymałam ją cały czas przy sobie i to blisko ciała, no ale gdybym była bardziej zapobiegliwa, to gotówkę mogłam trzymać w miejscu lepiej chronionym. Lub nie nosić jej w ogóle. Byłam w beztroskim nastroju, wyluzowana po kilku dniach intensywnej pracy, w perspektywie miałam miły wyjazd... No dobra, ale czy człowiek musi się cały czas zachowywać jak w dżungli, czujnie, jakby się spodziewał ataku tygrysa? I czy trzeba nosić pancerne walizki? W końcu podzieliłam się winą ze złodziejem 1/4 do 3/4. Znaczy 3/4 po jego stronie, a w 1/4 mu to ułatwiłam. I mówiąc szczerze, swoją odpowiedzialność przyjęłam chętnie. Poczułam, jak paskudne jest dla mnie uczucie bycia 100- procentową ofiarą. Coś we mnie z całych sił protestowało przeciwko uznaniu, że nie miałam żadnego wpływu na wydarzenia. Na myśl o tym ogarnęła mnie niemal panika. To znaczy, że w każdej chwili może mi się przytrafić coś podobnego, a ja będę całkiem bezbronna... Brrrr....

W sumie rzecz z winą jest prosta i sprowadza się do tego, aby wziąć na siebie tyle odpowiedzialności za kryzys, ile na nas przypada. Nie mniej, ale i nie więcej. Osoby, które mają skłonność, by całkiem przerzucać odpowiedzialność za wydarzenia na innych ludzi lub okoliczności, osłabiają swoja odporność, gdyż ustawiają się w roli ofiary. A ci, którzy chętnie biorą ją na siebie, uginają się pod ciężarem win, i też obniżają swoją psychiczną odporność. I jedni, i drudzy powinni wyrobić w sobie nawyk zabierania głosu dopiero wtedy, gdy odzyskają jasność umysłu i spojrzą z dystansu na to, co się stało. W przeciwnym razie będą reagować lękliwie, nerwowo, impulsywnie i chwycą się pierwszego lepszego wytłumaczenia. Należy też w takich sytuacjach uważać na inne osoby, które mogą próbować złożyć na nasze barki odpowiedzialność za rzeczy, za które nie możemy odpowiadać.

Postawa brania na siebie całej odpowiedzialności i zadręczania się pretensjami i samokrytyką jest szkodliwa dla zdrowia – osłabia bowiem układ odpornościowy. Ale wbrew pozorom taka postawa świadczy też o pysze i egocentryzmie. Wciąż ja, ja ja! Fantazje o własnej wszechmocy: mogłem temu zapobiec, mogłem to kontrolować! Tymczasem „los nie zważa na ja”. Każdy człowiek jest cząstką całości. Jego władza i wpływ są ograniczone .Takie stwierdzenie uraża dumne ego, ale jest właściwą droga do uzyskania psychicznej odporności. Właśnie skromność, nadanie swojej osobie właściwej rangi, zobaczenie siebie i swojego wpływu na rzeczywistość z pewnego dystansu, we właściwych proporcjach wzmacnia tę odporność.



Micheline Rampe. Ze strony www.michelinerampe.de
„Nie bądźcie dla siebie zbyt surowi” – pisze Rampenikt nie jest odpowiedzialny za wszystko, co mu się przytrafia. Życie nie toczy się według uczciwych zasad, istnieje także coś takiego, jak przypadek. Niech was to jednak nie paraliżuje, bo Wasza wolność polega na decydowaniu o tym, jak potraktować daną sytuację – to zależy wyłącznie od was.

Ale są także osoby, które mają odruch nie przyjmowania na siebie żadnej odpowiedzialności i np. palą papierosy do upadłego lub żrą batoniki bez opamiętania, a potem oskarżają koncerny tytoniowe lub firmy spożywcze o utratę zdrowia. Przysłowie „złej baletnicy przeszkadza rąbek u spódnicy” jest właśnie o nich... Zarówno jedna, jak i druga postawa oddala nas od stanu, który można nazwać odpowiedzialnością za swoje życie i odpornością psychiczną.

Rampe wymienia następnie Aarona T. Becka, twórcę psychologii kognitywnej i wyjaśnia jej podstawowe tezy. Terapia według metody kognitywnej może być niezwykle pomocna w uzyskaniu odporności psychicznej, uczy bowiem obserwowania swoich myśli, aby poznać, jak działa umysł. To sposób, by uwolnić się od postawy negatywnej. Można postanowić być szczęśliwszym („bo tak jest lepiej dla zdrowia” - Wolter) i uwolnić się od negatywnych myśli przez obserwowanie, w jaki sposób powstają one w umyśle i co się dalej z nimi dzieje. Pracując w ten sposób z umysłem najpierw wychwytujemy pojawiające się automatycznie, negatywne myśli. Następnie rozpoznajemy związki między myśleniem, odczuwaniem i działaniem. Następnie zastępujemy postrzeganie jednostronne postrzeganiem bardziej odpowiadającym rzeczywistości. W kocu rozpoznajemy i zmieniamy błędne przekonania, które zniekształcają postrzeganie. Brzmi trochę jak instrukcja przeprogramowania jakiegoś odbiornika RTV, ale tego na pewno nie da się osiągnąć w pół godziny.

Metody terapii kognitywnej, czyli koncentrowanie się na tym co odczuwamy i myślimy w danej chwili, bez szukania przyczyn w przeszłości, przynoszą ulgę nie tylko osobom w depresji, ale każdemu z nas. Nie bez powodu Martin Seligman, twórca psychologii pozytywnej, zalicza Becka do grona „wielkich wyzwolicieli”.

Wg. Becka jest sześć podstawowych pułapek myślowych, które ludzie sami na siebie zastawiają i które zakłócają im właściwy odbiór rzeczywistości i nadaniu temu co się dzieje właściwej miary. W niektórych trudnych sytuacjach psychicznego obciążenia potrzebna jest pomoc psychoterapeutyczna, aby je nazwać, ale zwykle wystarczy wnikliwa samoobserwacja. Przyjrzyjmy się im, wyglądają znajomo :):

1. Spekulatywne wnioski
To domysły nie poparte żadnymi dowodami. Np.: „On nie oddzwonił, widocznie umawia się z kimś innym” (przyjęto tylko jedną interpretację zachowania osoby). Lub „Oblałem egzamin, jestem do niczego” (niepotrzebna, krzywdząca generalizacja). Wystarczy odłączyć emocje by zobaczyć, że takie wnioski nie mają uzasadnienia, natomiast skutecznie podcinają skrzydła.

2. Selektywne uogólnienie
Podchodząc do świata z określonymi oczekiwaniami widzimy tylko to, co do nich pasuje. Jednym słowem widzimy tylko to, co chcemy widzieć. Np. „on zawsze jest dla nie niemiły”, „zawsze się spóźniasz”, „na moim urlopie zawsze pada deszcz”.

3. Przesadna generalizacja
To tendencja do tworzenia całościowego obrazu na podstawie pojedynczego wydarzenia, np. „jestem złą córką” (bo raz zapomniałam o Dniu Matki), „nie umiem gotować” (bo przypaliłam pieczeń).

4. Maksymalizacja i minimalizacja
Wyolbrzymiamy lub bagatelizujemy to, co nam się przydarza lub cos sami tworzymy. Wystąpiłem w telewizji - w rzeczywistości mignąłem na ekranie złapany przypadkiem przez kamerę ulicy. Pobiegłem w maratonie - „No i co to za sztuka? Starsi ode mnie biegli”.

5. Personalizacja
W tej pułapce tkwią osoby, które uparcie odnoszą wszystko do własnej osoby, tak jakby były pępkiem świata. Np. ktoś ci nie odpowiedział na powitanie, a ty od razu myślisz, że czymś mu mocno podpadłeś, a nie że np. był zamyślony, zagapił się. Albo szef jest nie w humorze, a ty myślisz od razu że to z twojego powodu, że nie wywiązałeś się z zadania itd.

6. Zabsolutyzowane myślenie biegunowe
To jest niedostrzeganie półcieni, widzenie świata w barwach czarno-białych, wszystko albo nic, dobre albo złe. Takie myślenie charakterystyczne jest dla osób skłonnych do depresji lub głęboko tkwiących w negatywnym myśleniu.

Obserwując swoje wewnętrzne monologi można wychwycić, w jakie pułapki wpadamy. Oczywiście nie chodzi o to, aby je klasyfikować czy systematyzować, tylko żeby je w ogóle zauważyć i spróbować uwolnić się od nich. Nasze style myślenia zniekształcają bowiem rzeczywistość. Chodzi o to, by zobaczyć ja czystym umysłem. Wtedy to co się wydarzyło zobaczymy we właściwych proporcjach. I uzyskamy psychiczna wolność od schematów.


Od tego, jak ocenimy swój udział w kryzysowej sytuacji, wiele zależy. Inne działania podejmujemy, kiedy powiemy sobie „Nie zdałem egzaminu na prawo jazdy, bo nie nadaję się na kierowcę, jestem za nerwowy, nie potrafię skupić się na kilku rzeczach jednocześnie i nigdy nie będę prowadził samochodu”. A inne gdy powiemy „Nie zdałem egzaminu, widocznie potrzebuję jeszcze więcej jazd, miałem gorszy dzień, byłem niewyspany, egzaminator był surowy.” Widać jak na dłoni, jak bardzo szkodzimy sobie przyjmując pierwszą opcję, jak wrogo samych siebie traktujemy. Praktycznie zamykamy sobie drogę do sukcesu. I jak inaczej wygląda to w drugim przypadku: tu wszystko jest możliwe, nic nie jest przesądzone, przegraliśmy bitwę, ale wojna wciąż trwa!

Wiele osób odwiedza astrologa po to, aby uniknąć złych przypadków. Aby uzyskać wpływ na rzeczy, na które jak się wydaje nie mamy wpływu (patrz: przykład z rowerzystą i pijanym kierowcą). Aby nie znaleźć się w złym miejscu, w złym czasie i nie spotkać nieodpowiednich osób. Szukają znaków drogowych: tu nie wjeżdżaj, tu się nie zatrzymuj, teraz skręć w lewo, a dziś samochód najlepiej zostaw w garażu. Kim bym była (albo moi koledzy po fachu), gdybyśmy dokładnie znali takie przepisy... A jednak je dajemy, próbujemy jakoś te znaki rozstawić. I ludzie będą ich szukać – tak było, jest i pewnie będzie.

Kiedy jednak ktoś oczekuje ode mnie dokładnych wskazówek, takiego rozkładu jazdy np. na pół roku, mam ochotę powiedzieć: „Kiedyś, człowieku, będziesz musiał jednak umrzeć. Czy zrobisz to wtedy, kiedy astrolog się pomyli i źle zinterpretuje tranzyty? Albo progresje? Czy mam odpowiadać za twoje życie? dlaczego pozbawiasz się prawdziwego uczestnictwa w nim?”.

Ale w takim razie po co w ogóle przepowiadać przyszłość?

Ja robię to z czystej ciekawości: czy się sprawdzi, czy to działa, czy jest jakiś związek między układem planet a wydarzeniami na ziemi. Z tego powodu zdarzało mi się odwiedzać różne wróżki, zanim sama nie zajęłam się astrologią. Często jestem pytana, czy sama sobie przepowiadam przyszłość. Otóż nie robię tego. Ale badałam swoje życie pod kątem cyklów planetarnych – i raczej się zgadzało. I gdy dzieje się coś nietypowego, zaglądam w efemerydy. Nie robię skomplikowanych wyliczeń, bo zgodnie z zasadą „szukajcie a znajdziecie” – jak się uprę, to znajdę. Nie chcę naciągać ani się oszukiwać. Albo system działa, albo nie! Oglądam układ planet dość pobieżnie i jeśli szybko nie znajdę oczywistej przyczyny wydarzenia, to nie szukam dalej. Ale ciekawe jest to, że klienci po poradę astrologiczną zgłaszają się zwykle w czasie, kiedy układ planet zapowiada duże zmiany, przełom. Przychodzą i mówią „Czas na zmiany”, a ja mogę tylko odpowiedzieć „Widzę”. A czasem jest tak, że dana osoba właśnie sama zaczęła realizować coś, co chciałam jej zaproponować, przewidując, z jakimi problemami może w danym momencie swojego życia się zmagać. Czy to samo w sobie nie jest zdumiewające?

A co do kradzieży portfela: gdybym miała wcześniej opisać ten dzień, to jedyne, na co kazałabym sama sobie uważać, to zdrowie oraz stosunki z ludźmi. Mars w koniunkcji z bieżącym Księżycem znajdował się bowiem w kwinkunksie do mojego Księżyca. Gdybym więc wcześniej zerknęła w swój horoskop, to być może w trosce o zdrowie nie poszłabym na lody, gdzie właśnie mnie okradli. A może bym poszła...?


Elżbieta Bazgier



  < poprzedni    1    2    3    4    (5)    6    7    dalszy >  

komentarze

1. * * * • autor: Nierozpoznany#32012012-07-25 10:04:20

Pani teksty są wyjątkowo dla mnie ciekawe, to pewnie wynika z powinowactwa saturnicznego:)
Niedawno też mi się przydarzyła przygoda z portfelem:) Pierwsze wrażenie uświadomienia sobie ,ze się straciło portfel przypomina cios bokserski:). Potem szybka analiza , jak to się stało i gdzie mogłem go stracić. Czy to może był złodziej za to odpowiedzialny, czy po prostu nonszalancja i zgubiłem go. Oczywiście w przypadku osób saturnicznych pierwszym objawem jest obwinianie siebie za popełnione błędy- brzmi to strasznie, ale jest w tym swiatełko w tunelu, saturniarze popełniają wyjątkowo rzadko błędy własnie z tego powodu. Mój błąd nie okazał się zbyt poważny, bo choć podejrzewałem ,że portfel zginął mi w czasie wizyty w centrum handlowym, ostatecznie okazało się ,że wsadziłem go do reklamówki i wrzuciłem ją na tylne siedzenie samochodu, wysunął się z niej po dość ostrym hamowaniu i znalazł pod przednim siedzeniem.:)
Odpowiedzialnośc-Saturn, kontra nieodpowiedzialność Ksężyc. Saturn ma "gorzkie" postrzeganie rzeczywistości, czasem opowiadam innym, że jak się rano obudzę w złym, gburowatym nastroju, to znaczy ,ze mój umysł sprawnie działa , jest na wysokich obrotach, realnie patrząc na rzeczywistość:) Choć życie z taką mentalnością nie jest przyjemne, odwzajemnia ona jednak stosunkowo prostym i łatwym przejsciem przez to życie,- mało poważnych wpadek, błędów rzutujących cień na przyszłość i wbrew pozorom daje długie życie.
Nieodpowiedzialny Księżyc, typowy dla szczęśliwych wesołków , przynosi im liczne cierpienia. Liczba błędów jakie popełniają uziemia ich jak kajdany założone na nogi. Zazwyczaj czeka ich życie krótsze pełne cierpienia i trudów, z którymi tylko ich mentalnosć może sobie poradzić, o ile nie zaopiekuje się nimi ktoś saturniczny.
Pisała Pani ,że kradzież przydarzyła sie w chwili koniunkcji Marsa z Księzycem. To jest właśnie ten raczy Mars, nonszalancki, który oddaje się błogiemu nastrojowi, rozrywce i przyjemności, zapominając o realnym świecie, a potem płaci za to surową cenę.

2. nikt nie jest odpowiedzialny za wszystko, co mu się przytrafia • autor: Barbara2012-09-16 10:15:33

W przypadki nie wierzę i chociaż nie obarczam siebie taką stuprocentową winą, to jednak nie uda mi się zwolnić siebie zupełnie z tej odpowiedzialności. Przykład z portfelem ( też podobny miałam, także z indeksem) pokazuje, że jednak przy pewnej staranności można wielu sytuacjom zapobiec. Gdy wkładałam portfel do kieszeni, z której wystawał miałam błysk myśli, że robię głupotę. Jednak ryzykowałam i jakby nie patrzeć była to moja decyzja, chociaż mogłabym ją na setki sposób tłumaczyć - bo to szybkość, bo to tylko na chwilę, bo niewygodnie będzie grzebać w torbie, a ja tylko do jednego stoiska itd. Świadomość przecież, że ludzie kradną, (tym bardziej jeśli okazja sama się pcha w ręce) - wszyscy mamy. Nie pochwalam takiego sposobu dorabiania do życia, jednak oczekiwanie, że wszyscy zawsze będą zachowywać się przyzwoicie byłoby chyba zbyt dużym idealizmem. Dlatego chyba nie uda się pozbyć przekonania, że jednak sami się (chociaż troszkę) do czegoś przyczyniliśmy.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)