Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

13 grudnia 2013

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Babcia ezoteryczna Sezon drugi (odcinków: 82)

Świat jak złudzenie


« Co mnie w życiu ominęło? Duchowość codzienna »

         Wybrałam się dzisiaj do księgarni Empik, ale wróciłam z pustym plecakiem. Nic nie dało się kupić, a niewiele obejrzeć. Miałam zakup zaplanowany: dla siebie pewną „nowość”, a dla wnuka przynajmniej 3 książki Agaty Christie. Zaczęłam od Agaty: Nie znalazłam jej w dziale „powieści kryminalne” ani w literaturze obcej tłumaczonej pod literą „C” Dwie smętne książki znalazłam pod literą „A”, ale akurat wnuk je miał. Nie wiedziałam zresztą, że teraz w kolejności alfabetycznej umieszcza się imiona, a nie nazwiska pisarzy. Szukanie nowości poszło jeszcze gorzej: nie było jej ani w „nowościach” ani pod imieniem, ani nazwiskiem pisarza. Czyżby jej w ogóle nie było? Żeby jednak ta wyprawa miała jakiś sens, postanowiłam obejrzeć wszystkie „nowości” na półce z tą nazwą. Dobrze wiedzieć przynajmniej jakie są, ponieważ mnie, jako kobiecie, księgarnie internetowe, w których kiedyś robiłam jakieś zakupy, przysyłają reklamy rozmaitych książek dla dzieci i najgłupszej, jaka może być, literatury kobiecej. Jeśli nie obejrzę więc książek na półce w „normalnej” księgarni, nie będę wiedziała, że pojawiło się coś nowego i interesującego na rynku. I tu ze zdziwieniem znalazłam jakieś starocia, dawno przeze mnie kupione po zaporowej cenie kilku złotych w taniej księgarni. Tu w cenie zwykłej. Głupi ludzie przed świętami wszystko kupią, nie przyjdzie im do głowy sprawdzić daty wydania. Prawdziwe nowości Empik zostawia sobie na po świętach. Zresztą nie wiem czy bym coś kupiła, od czasów PRL mam awersję do kolejek i trudno mi długo stać, a tu ogonek zapowiadał się na przynajmniej godzinę czekania. Podobna sytuacja panowała w innej księgarni w tej samej galerii handlowej, więc wyszłam z pustymi rękami.

         Nie mając zakupów mogłam poświęcić się obserwacjom i chłonięciu nastroju miejsca i czasu człapiąc powoli, na miarę swoich możliwości. Jak zwykle w galeriach handlowych wszyscy gdzieś spieszyli się i pędzili, wściekli, przepychający się. Ten pęd, żeby być przed kimś przyjął już formę paranoiczną. W tej galerii jest przycisk dla inwalidów otwierający drzwi wyjściowe dla osób o kulach i na wózkach bez konieczności ich popychania. Naciskałam więc ten przycisk dwukrotnie (są dwa rzędy drzwi) i za każdym razem ktoś młodszy i szybszy odpychał mnie, żeby zdążyć wyjść przede mną. Wychodziło więc na to, że otwieram drzwi komuś, a sama w tym czasie nie zdążę do nich dojść, bo się zbyt szybko zamykają. Fajne urządzenie, ale nie dla Polaków.

         Na przystanku autobusowym pewna szczurzyca (od wyścigu szczurów, oczywiście) w  futrze i toczku, pachnąca drogimi perfumami podbiegła dwa kroki przede mnie, żeby zająć miejsce na ławce, a właściwie dwa miejsca, jedno dla siebie, drugie dla swojej torby. Muszę dodać, że szczurzyce w tej okolicy są zawsze mocno zirytowane, ponieważ brakuje miejsc do parkowania i muszą biedne jeździć i tłoczyć się z plebsem. Byłam już zmęczona, a miejsc nie było, więc podeszłam do szczurzycy i grzecznie zasugerowałam jej, że gdyby wzięła swoją torbę na kolana, to ja mogłabym usiąść. Ona bez słowa podniosła torbę i usiadłam, a z drugiej strony zerwał się z miejsca pewien pan, zapewne w zamiarze ustąpienia mi miejsca, jednak szczurzyca była szybsza i postawiła na nim szybko swoją torbę. Trening szybkości działania i asertywności zaliczony na szóstkę. Wyszło na to, że pan ustąpił miejsca jej torbie.

         Autobusu długo nie było, podszedł inny staruszek o kuli i poprosił szczurzycę, żeby zdjęła torbę, co także zrobiła i staruszek usiadł. Podjechał jakiś autobus, sporo ludzi wsiadło, między nimi i staruszek, więc pan który ustąpił miejsca torbie, usiadł z powrotem. Westchnął i rzucił do szczurzycy: - no teraz jest elegancko!

         Na to ona: — Mówi pan o mnie, czy o mojej torbie? — Oczywiście o torbie – odrzekł człowiek.

         Szczurzyca wściekła się i po raz pierwszy jej maska opuściła twarz. Zrozumiałam wtedy, że z całej sytuacji do niej dotarło tylko to, że mimo swojej elegancji, futra i toczka oraz drogich perfum, jej torba, zmięta reklamówka z marketu nie pasuje do wystudiowanego wizerunku i że jest z tego powodu wściekła, że ktoś torbę tę zauważył i być może jeszcze na dodatek z niej zadrwił.

         Ten kompletny brak zrozumienia, o co chodzi w wielu sytuacjach społecznych jest tak powszechny, że aż wydaje się to na zdrowy rozsądek niemożliwe. Czytam w gazecie o liście protestacyjnym nauczycieli i incydencie „gender” w przedszkolu w Rybniku. Wiele padało słów, ja zabrałam nawet głos w jakiejś dyskusji na FB, ale nie przyszło mi do głowy co naprawdę się wydarzyło. Z głosów oburzonych matek wywnioskowałam, że rzecz poszła o jakąś książeczkę, gdzie omawiano różnice między chłopcem a dziewczynką, ale prezentowana przez dyskutantki kartka z tej książeczki nie ujawniała o jakie aspekty kobiecości i męskości chodziło. Tymczasem to było tylko o tym, że chłopcy chodzą w spodenkach, a dziewczynki w spódniczkach i w dodatku na wydanej na podstawie jakiegoś unijnego programu. Któreś z dzieci spytało przedszkolankę, czy chłopcy mogą chodzić w spódniczkach, a ona opowiedziała im (podobno) o Szkotach i niektórych mieszkańcach Afryki. Dziecko wróciło do domu i powiedziało tatusiowi, że mógłby założyć spódniczkę, bo niektórzy Szkoci i Afrykańczycy... I oto cała awantura o gender!

         Nie od dzisiaj wiadomo, że rodzice małych dzieci tracą na punkcie swoich pociech zdrowy rozsądek i produkują najbardziej wyszukane teorie spiskowe, żeby pognębić tych, którzy w ich mniemaniu próbują skrzywdzić ich latorośl. Mnie też coś takiego się zdarzyło, gdy byłam wychowawczynią na zimowisku w górach. Poszłam z dziećmi na spacer, gdy na dworze temperatura spadła poniżej minus dziesięciu stopni. Ale był piękny, słoneczny dzień, kryształki śniegu i lodu iskrzyły się, szkoda było zostać w budynku szkolnym. Po drodze napotkałyśmy górski strumyk, którego wody intensywnie parowały. Zaczęła się dyskusja z dziećmi na temat temperatury wody i dlaczego ona paruje, choć nie gotuje się, a niektóre zanurzały w strumieniu ręce, żeby przekonać się, czy naprawdę woda jest cieplejsza od otoczenia. Potem dzieci pisały listy do rodziców i któreś napisało, że byłyśmy na wycieczce i że była temperatura minus piętnaście stopni, a one myły się w strumieniu i w ogóle im nie było zimno. Rodzice źle zrozumieli, albo dziecko podbarwiło (to nie zostało ustalone, bo listu nie okazano), że nauczycielka pozwoliła dzieciom kąpać się w strumyku przy minus piętnastu stopniach! Co to była za afera! Rodzice przyjechali zabrać swoje latorośle, powiadomiono prokuratora i inspektora oświaty oraz miejscowy sanepid. Ale się wtedy uśmiałam! Jednak dla wszelkiej pewności, żeby uspokoić zwariowane mamuśki, musiałam złożyć rezygnację z wychowawstwa na zimowisku, chociaż w tej szkole dalej pracowałam i nie obcięto mi wypłaty. Dzieci płakały żegnając się ze mną, bo byłam raczej lubiana, a najbiedniejsza była ta dziewczynka, która napisała do mamy w liście o myciu czy kąpaniu się. Jej nie dały koleżanki żyć, bo dla pewności, że wszystko będzie jak należy, do końca zimowiska siedziały w świetlicy i grały w gry planszowe, na przykład w chińczyka, którego dzieci nie znosiły. (to były jeszcze czasy sprzed telewizji). Poza tym jedna nauczycielka musiała wziąć dwie grupy, a więc ponad sześćdziesięcioro dzieci, a z taką czeredą to w ogóle strach było wyjść poza budynek!

         We wszystkich tych opowieściach uderza jedno (poza niezrozumieniem sytuacji oczywiście) — bezwzględne przekonanie ludzi, że ich prawda jest prawdą jedyną, a ich stanowisko wobec danej sprawy jedynym możliwym i uprawnionym. Czy to kąpiel w strumyku, czy moda ubiorów dziewczęcych i chłopięcych, czy wreszcie byle jaka reklamówka szczurzycy zamiast eleganckiej torby stają się podwaliną całego systemu światopoglądowego, ba, nawet układu politycznego. Pamiętacie może teletubisia czerwoną z torebką jako dowód na  zaburzenia gender? Ludzie wygłaszają niczym prawdy objawione jakieś tezy, bardziej odjechane niż mistyczne objawienia proroków, dla człowieka z boku tak zabawne, że powinny brzuchy boleć wszystkich ze śmiechu. Ale mało kto się śmieje i to jest smutne!

         W blogu Piotra Jaczewskiego, w odcinku „Żywioły w umieraniu” http://www.taraka.pl/zywioly_w_umieraniu przeczytałam o stanach bardo poprzedzających śmierć. Gdy  „Ziemia rozpuszcza się w wodzie – tracimy poczucie stabilności, solidności i trwałości rzeczy, sprawy wymykają się spod kontroli, a świat zaczyna wyglądać jak złudzenie.”

         Czy to oznacza, że zaczynamy umierać?

Babcia ezoteryczna Sezon drugi: wstęp na końcu

To jest ciąg dalszy, a wszystkie dalsze ciągi prowadzą nas niekoniecznie tam gdzie byśmy chcieli dojść. Więc wstępne ideolo pominę, możliwe, że zastąpię go posłowiem, o ile tego posłowia nie zapisze za mnie życie


« Co mnie w życiu ominęło? Duchowość codzienna »

komentarze

1. nie jest dobrze • autor: Jerzy Pomianowski2013-12-14 22:53:06

Chyba najbardziej obrzydliwym zjawiskiem w Polsce jest niecheć do ludzi starych, mało sprawnych,  zbyt powolnych, mało sprytnych. To jest niby normalne w społecznościach walczących o byt, a my walczymy z innymi rodakami o swój byt co najmniej od roku 1945.
Wszystkiego co dobre było i jest za mało. Za mało parkingów, za mało autobusów, za mało działek pod pałacyki, za mało lekkiej i prestiżowej pracy.
Tyle zdobędziesz, ile zdołasz zabrać innym. I tak leci od wojny.
Koszmar potęguje nasze cholerne państwo, gardzące słabymi w sposób wręcz wzorcowy.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)