Materia³ do powstaj±cej ksi±¿ki i filmu
A. P.: Chcieliby¶my zobaczyæ szamañskie atrybuty i dowiedzieæ siê czego¶ na ich temat. Czym s±, co siê z nimi robi i dlaczego – to moje pierwsze pytanie.
B.: Na pocz±tku najwa¿niejszy atrybut, który nazywa siê „tori”. S± ¿ó³te i srebrne, mog± byæ równie¿ z³ote. ¯ó³ty kolor oznacza, ¿e pochodz± od czarnych bogów. Nie jest to zwyk³y przedmiot, jest w nim ¿ywy duch, który kiedy trzeba, chroni mnie. To jest pierwsza strona, dysk bo¿y, o¿ywiony przez moich przodków, którzy ¿yli w 1940. i 1930. latach. Byli bardzo dobrymi szamanami. Kolejna „tori”, z pogranicza bia³ego i czarnego, o¿ywiona przez nauczycielkê mojego ojca, ¶lep± szamankê. To ten sam atrybut, który ca³y czas mnie chroni. Kiedy odprawiam wiêksze rytua³y, noszê je w ten sposób na piersiach. Czarna strona to pó³noc, po³udnie to strona bogów, a ta moich przodków. Chroni mnie od pó³nocy i po³udnia, od krêgów, od wszystkiego. Mo¿e zdarzyæ siê, ¿e szamani z Mongolii, Pakistanu, Ameryki, wy¶l± strza³ê, wtedy te w³a¶nie atrybuty mnie obroni±. Bojowa strza³a, któr± mog± wys³aæ równie¿ jest o¿ywiona, jest w niej ¿ywy duch. Ja te¿ mogê wys³aæ strza³ê, wskazuj±c kierunek, wtedy upadnie, ale duch poleci dalej. „Tori” chroni± moich braci, siostry, dzieci, uczniów i ich dzieci. Ka¿dy szaman powinien mieæ takich trzy. Ale zdarza siê, ¿e niektórzy maj± dziewiêæ, dwana¶cie, my mamy trzy. A to „czarny bardak” z ¿elaznymi instrumentami. Ten instrument jest bardzo stary.
A. P.: Ile liczy lat?
B.: Osiemna¶cie.
A. P.: Dok³adnie tyle, ile Pan jest szamanem.
B.: Tak.
A.P.: Do czego s³u¿y?
B.: Ten „bardak” zosta³ o¿ywiony przez mojego ojca. Jest to narzêdzie czarnej strony, s³u¿y do odpêdzania i wzywania nieczystych si³. Widaæ tu trzy kawa³ki drewna jesionu, który w ¶rodku jest czerwony.
A.P.: A ma Pan „bardak” bia³ej strony?
B.: Tak, oczywi¶cie mam. To jest moje bia³e odzienie, rzadko go u¿ywam. Te instrumenty s± takie jak na „bardaku” czarnej strony. Proszê spojrzeæ na ³uk, nó¿, ma³y no¿yk.
A. P.: Nie zabiera Pan tego na obrzêdy?
B.: Rzadko odprawiam obrzêdy bia³ej strony.
A. P.: Dlaczego?
B.: Poniewa¿ mam wielu uczniów: Albina, Lerkov i inni. Oni du¿o pracuj±, musz± siê te¿ uczyæ. Jest tu te¿ ³ódka. To taki instrument, który przyda siê szamanowi nawet po ¶mierci. Tutaj w³a¶nie jest smok.
A. P.: W ksi±¿kach pisz±, ¿e to koñ. U Pana jest smok.
B.: Tak.
A. P.: Wszyscy Buriaci maj± smoka?
B.: Nie Buriaci, a buddy¶ci. W ka¿dym dacanie, ze strony pó³nocnej bêdzie „bia³y starzec”.
A. P.: Bia³a strona to strona buddyjska?
B.: Tak, bia³± stronê uwa¿a siê za buddyjsk±. Ten „bia³y starzec” znajduje siê w ka¿dym dacanie z pó³nocnej strony. Proszê spojrzeæ, co trzyma w rêkach.
A. P.: To lama?
B. : „Bia³y starzec” to nie lama. Zdobywca strony pó³nocnej. To te¿ nazywa siê pó³nocn± stron±. W ka¿dym dacanie raz w roku wszyscy lamowie modl± siê, u nas jest inaczej. Mo¿emy go wzywaæ zawsze. Wa¿nym atrybutem jest równie¿ czapka, która stanowi czê¶æ stroju narodowego. U niektórych rodów w³osy s± z³ote. Ta czê¶æ nazywa siê „zabdar” i chroni krêgos³up.
A. P.: A dlaczego oczy s± zas³oniête?
B.: ¯eby nie widzieæ „zmierzchu”, tak siê mówi. Kiedy duch wchodzi i wychodzi, by nie by³o widaæ twarzy.
A. P.: Dlaczego?
B: Je¶li siê poka¿e, ¿e siê boi, mo¿na umrzeæ.
A. P.: Na czapce znajduje siê dwoje oczu.
B.: Tak, zgadza siê. Czapka te¿ jest o¿ywiona, jest w niej ¿ywy duch. Nie wolno ni± rzucaæ albo upu¶ciæ, trzeba jej oddaæ cze¶æ. Kolejny atrybut, bêben, jest zwi±zany tylko z czarn± stron±. Jest zrobiony z drewna brzozy i koziej skóry, uszy, g³owa. Skóra nie jest o¿ywiona, ale bêben staje siê o¿ywiony podczas ostatniego oddechu „barana”.
A. P.: Bia³a strona jest zwi±zana z buddyzmem, a czym jest czarna strona?
B.: Ju¿ mówi³em o diable imieniem Borad. Kiedy¶ byli Borgosyn i Budasyn, dwóch synów, którzy tworzyli razem ¶wiat. Rozdzielili ziemiê, po³udniowa strona nale¿a³a do Budy, a czarna do Borgi. I st±d wszyscy siê modl±.
Jest jeszcze jeden szamañski instrument czarnej strony. Widaæ tu g³owê konia, proszê spojrzeæ, noga konia, uzda, siod³o. To te¿ jest o¿ywione. Dobry szaman jest w stanie tylko za pomoc± tego instrumentu przywo³aæ duchy w taki w³a¶nie sposób (opieraj±c instrument o pod³ogê i ko³ysz±c nim).
A. P.: Pan tak te¿ przyzywa duchy?
B.: Tak, w przeciwnym razie nie by³bym dobrym szamanem. A to ju¿ narodowe stroje, na pewno znane. Te oto rogi, wskazuj± ile szaman mia³ ¶wiêceñ. A tu ¿ywy duch, równie¿ o¿ywiony. Rzadko to pokazujê, zwykle tego nie robiê, ale skoro Panowie przyjechali z tak daleka... Tutaj widaæ krêgos³up, ³uk, który chroni, podobnie no¿e. Tu s± k³y dzika, sokole pióro. Dosta³em je od pewnego szamana, który przemienia³ siê w soko³a i dzika. Wiêcej strojów mam w domu kowala.
Kobietom nie wolno tam wchodziæ. Dawniej pracowali w takich domach kowale, potem zbierali siê w nich szamani i st±d nazwa. Proszê wej¶æ. Ten strój jest najwiêkszym, jaki ma szaman, wa¿y 95 kg. Serce mo¿e mieæ 8 kg, szkielet cz³owieka: z ty³u jest krêgos³up, ¿ebra, lewa noga, prawa noga. Strój ten zak³adam tylko na najwa¿niejsze rytua³y, podobnie jak te wszystkie elementy, których jest 160, mêskie i ¿eñskie. Tu jest skóra nied¼wiedzia.
A.P.: Pan sam to robi³?
B.: Nie. To by³o wykonane specjalnie dla mnie. Tutaj jest uzda, na górze „barhany”, zapisane wezwanie „bia³ego starca”. A tu instrumenty, m³otek i inne narzêdzia kowala, na pewno wszystkie s± znane. To kowale podarowali cz³owiekowi odzie¿. W tym domu kowala powinno siê znajdowaæ wszystko, co jest potrzebne mê¿czy¼nie. Ten dom zbudowa³em niedawno. Jeszcze rok, dwa i bêdzie gotowy. Tutaj przychodz± tylko mê¿czy¼ni, kobiety nawet blisko nie podchodz±.
A. P.: Na jakie obrzêdy, rytua³y zak³ada Pan ten kostium?
B.: Na czwarte, pi±te, szóste po¶wiêcenie szamana, bo to w³a¶nie tak wygl±da, s± kolejne obrzêdy. Czasem przyje¿d¿aj± ludzie, którzy mnie nie znaj± i ja ich nie znam, przyje¿d¿aj± na ró¿ne obrzêdy, na przyk³ad jakuckie, mongolskie. Rytua³ów jest wiele i bardzo ró¿ni± siê od siebie. S± proste jak na przyk³ad odniesienie do przodków, do mieszkañców, pro¶by, po¶wiecenie wody, przemiana ¿ycia i wiele innych. Przy tym uwzglêdniaj±c astrologiê, nale¿y zadecydowaæ, co jest dla kogo.
A. P.: A te obrzêdy, które my widzieli¶my, jakie to by³y?
B.: By³o to czwarte po¶wiêcenie szamana, prosty obrzêd. Albina po bia³ej stronie, Lerkov po czarnej. Zawsze kontrolujê wszystko, patrzê, je¶li pojawia siê jaki¶ problem, to ja dalej przeprowadzam obrzêd. Kiedy ja odprawiam, oni patrz± na mnie, a kiedy oni – ja patrzê. Wzajemnie pomagamy sobie w ten sposób.
A. P.: Mam pytanie, które mo¿e siê wydaæ bardzo proste, a nawet g³upie. W ksi±¿kach jest wiele b³êdów i musimy to wyja¶niæ. Rozmawia³em ju¿ z Albin± i powiedzia³a, ¿eby zapytaæ Pana. Czym jest szamanizm, jaka jest definicja?
B.: Szamanizm opiera siê na zwi±zku z przodkami. Nie uwa¿am, ¿e to wi±¿e siê z bogiem. Buddyzm, chrze¶cijañstwo, islam to religie, przywi±zane do wizerunku boga, jaki stworzono. „Szamañstwo” to obra¼liwe sformu³owanie dla Buriatów, po buriacku to „bo”. Je¶li rozmawiamy z innymi, mówimy o „szamanizmie”. Szamanizm to przodkowie, krew, genetyka.
A.P.: A kim jest szaman?
Szaman jest pomostem miêdzy przodkami a przysz³o¶ci±. U nas przesz³o¶æ to wczoraj, a przysz³o¶æ jutro. Dzi¶ jestem ja, moje geny, krew. Jutro umrê, ale na moje miejsce przyjdzie mój syn, on zadba o przysz³o¶æ.
A. P.: Widzieli¶my, ¿e jako szaman du¿o Pan leczy. Wielu ludzi przyje¿d¿a i pyta w³a¶nie o leczenie. To, co wdzieli¶my to by³o w³a¶nie leczenie, czy tak?
B.: Panowie widzieli m³od± kobietê, która cierpia³a na choroby neurologiczne. Zrobiono jej dwie, trzy operacje i nie pomog³y. Nie mog³a ani ¿yæ, ani umrzeæ. By³a gdzie¶ pomiêdzy ani tu, ani tam. Powiedzia³em jej, ¿e cztery pokolenia wcze¶niej w jej rodzinie m³odo umar³a dziewczyna, która powinna by³a odej¶æ, i w³a¶nie tê kobietê chcia³a wzi±æ ze sob±. Pomog³em duchowi zmar³ej dziewczyny odej¶æ i kobieta wyzdrowia³a, nie mia³a raka ani ¿adnej innej choroby.
Przyjechali kiedy¶ krewni Albiny, szukali dziewczyny, która wyjecha³a i dwa dni nie wraca³a. Powiedzia³em im, ¿e ¿yje i ¿eby jej szukali.
Inni z kolei, dla których zesz³ym roku odprawia³em rytua³ mieli syna. Nikomu nie wierzy³ ani lamie, ani szamanom, ani bogu, ale jego przodkowie upominali siê, by przyj±³ dar. Je¶li kto¶ co¶ dostaje, to powinien przyj±æ. Nie mo¿na poj±æ, sk±d taka energia, kto j± da³, s³yszy siê g³osy, pojawiaj± siê halucynacje. Nie mo¿na tego zrozumieæ, nie znaj±c przyczyny, wiêc mu wyja¶ni³em.
Przyje¿d¿aj± te¿ do mnie Rosjanie i inni, zwykle codziennie piêtna¶cie samochodów.
A. P.: Z czym przyje¿d¿aj±?
B.: Ze wszystkim: rozpu¶cili pieni±dze, kot zdech³, ¿ona urodzi³a, ¿ona umar³a.
A. P.: Ale po co przyje¿d¿aj±, ¿eby im Pan powiedzia³ co robiæ, czego nie robiæ?
B.: Ja im wyja¶niam co robiæ, a czego nie, jak poradziæ sobie w danej sytuacji. Jak zachowaæ siê i nie obraziæ nikogo, ani boga, ani ziemi. Jak byæ szczê¶liwym, mieæ zdrowe dzieci, jak dobrze ¿yæ z innymi lud¼mi.
A. P.: Jaka jest przyczyna ludzkich chorób i problemów? Jest jedna?
B.: Jest ich wiele, tysi±ce. Nie ma jednej przyczyny. Ludzie mówi±, ¿e choroby pochodz± od cia³a, a najlepsze choroby od ducha.
A. P.: Pan zawsze szuka przyczyny w przodkach?
B.: Nie, ja sam patrzê, a kiedy przemawiaj± przeze mnie duchy, nie wzbogacaj± mnie o now± wiedzê. To jest tak, ¿e duchy s± we mnie, a potem wychodz±. Cz³owiek przychodzi, ja mu mówiê o przesz³o¶ci, przysz³o¶ci i tera¼niejszo¶ci.
A. P.: I tylko Pan patrzy?
Nie, nie tylko. Kiedy patrzê, mogê sprawdziæ oczy, twarz, jêzyk, uszy, szyjê, gard³o, brzuch, skórê. Mo¿na sprawdziæ miê¶nie, ko¶ci. Je¶li kto¶ przywiezie mi wódkê, która by³a w jego domu przez dziewiêæ dni, patrz±c przez ni± widzê tê osobê nag±, potem widzê miê¶nie, szkielet. Lekarze dziwili siê, ¿e wiedzia³em, kto¶ mia³ z³aman± rêkê, nawet kilka lat wcze¶niej.
A. P.: I sk±d Pan to wie?
B.: To mam we krwi.
A. P.: I tak by³o zawsze?
B.: Pojawi³o siê, gdy mia³em 3 – 4 lata. Wtedy mówi³em mamie: zobacz, id± go¶cie. A ona nikogo nie widzia³a. Powiedzia³a ojcu i mnie zbi³. Przez pó³ roku cisza, ¿adnych wizji.
A. P.: A teraz co Pan widzi? Mnie i Arka, co jeszcze?
B.: Mój dom jest chroniony, nie ma tu ¿adnych nieczystych si³. Ale jakby¶my poszli na przyk³ad w góry, móg³bym co¶ tam zobaczyæ.
A. P.: A gdy Pan patrzy na mnie widzi pan tylko mnie czy co¶ jeszcze?
B.: W tym momencie nie jestem gotowy. Je¶li by Pan przyszed³ z pro¶b±, to co innego. Teraz widzê Pana jak normalny cz³owiek. Je¶li by Pan przyszed³ z problemem, wtedy moi przodkowie, którzy za mn± stoj±, s³yszeliby i by mi pomogli.

A.P.: Jak to jest byæ szamanem?
B.: Przychodzi czas, ¿e muszê nie¶æ swój dar. Je¶li na przyk³ad nie pracujê tydzieñ, przyjad± znajomi i siedzimy, zaczynaj± mnie paliæ rêce, koniuszki palców, czujê co¶ bardzo silnego. Czujê ju¿ na odleg³o¶æ 3 km i wiem, kto do mnie idzie, po co idzie.
A. P.: Je¶li Pan nie pracuje tydzieñ? Czyli musi Pan pracowaæ?
B.: Tak, muszê. Dla ludzi, przede wszystkim dla Buriatów, ¿eby byli czy¶ci, mieli czyst± krew, ¿eby szamani byli czy¶ci, po to muszê pracowaæ. ¯eby by³a ziemia, ¿eby ludzie byli, ¿eby ¶wiat ¿y³ w zgodzie i pokoju, nikt siê nie bi³, ¿eby drzewa ros³y, zwierzêta ¿y³y w lasach, ¿eby nasze dzieci ros³y, ¿eby woda by³a czysta.
A. P.: Proszê mi powiedzieæ, sk±d moda na szamanów i szamanizm w Europie Zachodniej, w Ameryce. Powstaje du¿o ksi±¿ek o szamanizmie. W Polsce nie ma szamanizmu, ale wielu ludzi interesuje siê nim, tak jak my, przyje¿d¿aj± tu. Dlaczego?
B.: U Buriatów od pokoleñ ju¿ tak jest i by³o. Ale dlaczego Ameryka i Europa? Na pewno zaczê³o siê to w latach 40. i 50. Pojawi³ siê „muo”, cz³owiek, który ¶wiadomie ukrywa, co tylko mo¿e, nie widzi. Ludzie zaczêli siê interesowaæ tym, ¿e na naszej ziemi jest jaka¶ energia, zauwa¿yli to i zaczêli o tym mówiæ. W latach 20. widzimy wzrost zainteresowania, pod koniec lat 30. równie¿. Nagle pojawi³o siê wielu szamanów i czym to siê skoñczy³o? Wojny, wojny, wojny...
U Buriatów natomiast, to nie jest moda. We wrze¶niu przyje¿d¿aj± ludzie, patrz± co my robimy i te¿ próbuj±. Jeszcze dziewiêæ lat bêd± dzia³aæ, a potem bêd± cierpieæ. To bardzo ¼le, tak robiæ nie wolno. Je¶li rzeczywi¶cie kto¶ nie widzi oczami i nie s³yszy uszami, po co siê tym zajmowaæ? Lepiej ¿yæ, cieszyæ siê, ¿e jest s³oñce, ¿ona, dzieci, dom, ziemia, trzeba ¿yæ.
A. P.: Mo¿e ludziom w Zachodniej Europie trzeba szczê¶cia i spokoju, st±d moda na szamanizm. Wielu ludzi chodzi do psychologów, psychoterapeutów, szamanów nie ma.
B.: Jako cz³owiek, mieszkaj±cy na wsi inaczej o tym my¶lê. Uwa¿am, ¿e przyczyn± jest to, ¿e ludzie skupili siê w jednym miejscu. Maj± du¿e domy, nie chodz± po ziemi, wszêdzie jest asfalt, ludzie oddalili siê od przyrody. Cz³owiek jest dzieckiem przyrody i odszed³ od niej, izoluje siê. Na ³onie natury umrze, nie znajdzie niczego do jedzenia w lesie, nie rozpali ogniska, nie znajdzie wody. Matczyne, genetyczne tajemnice przyrody, bardzo ich zadziwiaj±, a tym samym szamanizm. Pieni±dze to kolejny problem, brak spokoju duszy równie¿, przyczyny mog± byæ ró¿ne. Dla mnie jedn± z g³ównych jest odej¶cie od przyrody. Nigdy nie by³em w Polce, nie wiem, jak tam ludzie ¿yj±. Je¶li ¿yj± na ziemi, ciesz± siê ka¿dym dniem, s± szczê¶liwi, maj± pracê, otaczaj± ich bliscy ludzie, czego im wiêcej trzeba?
A. P.: Czy kiedy Pan przyzywa duchy przodków podczas rytua³u, Pana dusza ulatuje?
B.: Moim uczniom mówiê, ¿e nie ka¿dy szaman musi widzieæ, nie ka¿dy musi s³yszeæ, ale ka¿dy musi umieæ uwolniæ swoj± duszê od cia³a, widzieæ swoje cia³o i wróciæ w czasie rytua³u „kam³ania”.
A. P.: Podczas „kam³ania”?
B.: Przygotowujê ich, obja¶niam, jak to robiæ i oni próbuj±. Czasami sadzam ich naprzeciwko siebie i ka¿ê duszy opu¶ciæ cia³o, za dwa dni wraca. Cia³o i dusza oddzielaj± siê od siebie, ale bez duszy cia³o nie prze¿yje d³u¿ej ni¿ rok, umrze.
A. P.: A czym jest dusza?
B.: Dusza to duch.
A. P.: I Pan widzi tego ducha?
B.: Tak. Dusza, wychodz±c z cia³a, przyjmuje postaæ, ale tylko w konkretnych sytuacjach kiedy trzeba. W ciele s± zebrane informacje i pe³na ¶wiadomo¶æ, ale potrzebne jest jej cia³o, g³owa, rozum, tego w³a¶nie ich uczê. Duchy istniej±, ale maj± okre¶lone postacie. Moja dusza ¿yje w czterech stronach ¶wiata, w o¶miu stronach ¶wiata, ¿yje na górze, na dole. Jest oddzielny ¶wiat duchów, stamt±d je przyzywam. Moja uczennica, Albina, chorowa³a, gdy zwróci³em jej ducha cia³u, wyzdrowia³a. Teraz jest zdrow±, siln± kobiet±, nied³ugo wyjdzie za m±¿, bêdzie rodzi³a dzieci.
A. P.: Duch i dusza s± tym samym?
B.: Tak.
A. P.: Jak Pan uwa¿a, czym jest psychika? Jaka jest ró¿nica miêdzy duchem, dusz± a psychik±?
B.: To co¶ innego. Tu potrzebowaliby¶my t³umacza. Po buriacku chêtnie opowiem, po rosyjsku ciê¿ko mi to wyja¶niæ.
A. P.: Proszê powiedzieæ jaka jest g³ówna ró¿nica?
B.: Psychika jest inna u poszczególnych osób, a dusza jest u wszystkich taka sama.
A. P.: Sk±d duch wie, co robiæ z chorym cz³owiekiem, sk±d Pan zna przyczynê i wie jak leczyæ, gdy go Pan przyzywa?
B.: Je¶li Pan by na przyk³ad próbowa³ siê leczyæ w ró¿nych szpitalach w Polsce, w Rosji i nic by nie pomaga³o, wtedy przyszed³by Pan do mnie z tugrikami i ja wezwa³bym ducha. Sprawdzi³by liniê krwi, ojca, dziada, pradziada, do siódmego, ósmego pokolenia. Mo¿e siê zdarzyæ, ¿e w ciele s± zal±¿ki jakiej¶ choroby, ale cierpi Pan na co¶ innego. Duchy to obja¶niaj±, mówi±, sk±d ta choroba i jak nale¿y j± leczyæ. Bywa, ¿e cz³owiek cierpi na niedostatek, na przyk³ad, t³uszczów zwierzêcych, soli. Mój syn Batoch, który z Panem rozmawia³, gdy by³ w siódmej, szóstej klasie, na jego p³ucach pojawi³o siê takie piêtno. Po prze¶wietleniu, które to wykaza³o, wszyscy mówili, ¿eby go oddaæ do szpitala, a ja siê nie zgodzi³em. Zabi³em trzy psy, stopi³em ich t³uszcz i zmiesza³em go ze ¶wie¿ym miodem, taki napój kaza³em wypiæ synowi. Tutaj jest niedaleko ¼róde³ko, a kiedy woda wychodzi prosto spod ziemi, niczego nie pamiêta, jest czysta. Ta woda oddycha i wokó³ robi siê jezioro, jest tam bardzo dobre powietrze. Mój syn pi³ zagotowany napój z miodu i t³uszczu, i chodzi³ nad jezioro. Pierwszego dnia p³aka³. Minê³a wiosna i lato. Jesieni±, kiedy go ponownie zbadano, zrobiono analizy krwi i inne badania, okaza³o siê, ¿e niczego nie ma, jest zdrowy.
A. P.: To by³a choroba cia³a. A gdy przyje¿d¿aj± ludzie z takimi problemami jak depresja, bardzo czêsta w Europie Zachodniej, jaka wtedy jest przyczyna i jak leczyæ?
B.: Choroby psychiczne to inny temat. Widzia³em bardzo du¿o takich ludzi, którzy byli w szpitalach i wielokrotnie do nich wracali. Tu trzeba omówienia i rytua³u. Przy takim cz³owieku nale¿y medytowaæ. Trzeba siê uspokoiæ, posiedzieæ z nim, byæ bardzo spokojnym. Aby ta osoba siê uspokoi³a, musi nast±piæ wymiana. Podczas du¿ych rytua³ów jest obecnych sze¶ædziesi±t rodzin. Nale¿y ich odpowiednio przygotowaæ, ¿eby nic ich nie rozprasza³o i aby skupili siê na jednej rzeczy. Niektórzy siedz± i my¶l±, co z ¿on±, która zosta³a w domu, dziecko, ¿e chce do ubikacji, a kobiety o dzieciach które zostawi³y w domu. Wszyscy musz± siê skupiæ, ¿eby by³o mo¿na zacz±æ pracê. Potem sprawdza siê oczy, twarz, jêzyk, uszy, palcami sprawdza siê kana³y. Trzeba siê dowiedzieæ, kiedy zaczê³y siê problemy i czy by³y podobne przypadki u którego¶ z przodków. Jest bardzo du¿o pracy.
A. P.: W ksi±¿kach pisz±, ¿e szamanizm zaczyna siê od „szamañskiej choroby”.
B.: W ksi±¿kach tak pisz±. U nas w Buriaci mówi siê o „szamañskiej chorobie”, ale tak naprawdê nie zdarza³o siê to wcze¶niej u czystych szamanów. Skoro szaman przekazuje swoj± si³ê wnukowi, synowi, to jaka to mo¿e byæ choroba? Ludzie ró¿nie mówi±. Zdarza siê, ¿e krew siê oddziela. Gdy umrze ojciec, wnuk, syn, przez jaki¶ czas nie praktykuj± szamanizmu, nie zostanie przekazana wiedza. Wtedy szaman ma wizje, których nie rozumie, gdy¿ rodzice albo bracia i siostry niczego mu nie wyja¶nili. Ja starszemu synowi zacz±³em wyja¶niaæ na czym to polega, czego siê spodziewaæ, ¿e mog± byæ widzenia, mo¿e s³yszeæ g³osy. Od ma³ego przygotowujê swoje dzieci i kiedy co¶ widz± lub s³ysz±, nie boj± siê. Je¶li siê nie obja¶ni, jak to mia³o miejsce w komunizmie, kiedy szaman co¶ zobaczy albo us³yszy, nie wie, co siê dzieje. To w³a¶nie mo¿na uznaæ za chorobê, przy czym mo¿e ona dotyczyæ cia³a. Takiemu szamanowi nale¿y wszystko wyja¶niæ i przygotowaæ go.
A. P.: Ta choroba mo¿e byæ znakiem?
B.: Tak, zwykle u tych, którym nie wyja¶niono, czym jest szamanizm.
A. P.: Czy o szamanizmie mo¿na mówiæ tylko tutaj czy dotyczy on te¿ Europy Zachodniej? Czy prawdziwy szamanizm jest tylko buriacki, jakucki, mongolski?
B.: Interesuj±ce pytanie. Buriaci mieli dziewiêæ plemion autochtonicznych. Istnieje narodowo¶æ Buriaci, jest siedemna¶cie rodów, miêdzy innymi Nanajowie, Jakuci, Oroci, Jewenkowie. Oni nosz± nasz± krew. Kiedy Rosjanie przyszli z pó³nocy, pojawi³y siê dzieci ze zwi±zków mieszanych, a tym samym inne nacje. Tak rozprzestrzeni³a siê krew. W Indiach i w Ameryce s± szamani, na zachodzie natomiast s± bardzo dobrzy astrologowie. Astrologii nie uwa¿am za buriack±, Buriaci byli dobrymi astrologami, ale nie tak jak inni. To przysz³o do nas.
U nas jest po prostu szamañstwo.
A. P.: Czy na Zachodzie ludzie mog± nazywaæ siê szamanami, a swoj± pracê szamanizmem?
B.: Nie s³ysza³em, ¿eby S³owianie byli szamanami. Byli czarownicy, wid¼my. Gdy ¿y³em w Czeczenii spotyka³em siê z lud¼mi, którzy nie byli czystymi S³owianami, miesza³y siê ro¿ne rodzaje krwi, ukraiñska, wêgierska, jakucka. Ale uwa¿am, ¿e czarownik i szaman to nie to samo.
A. P.: Wie Pan, co to „ongon”. Ksi±¿ki podaj±, ¿e szamani maj± „ongony”. Czy to prawda?
B.: Skoro tak pisz±, to jak zaprzeczyæ. Kiedy duch wchodzi w cia³o, to po buriacku „ongon”. Buriaci nie powiedz± „duch” a „ongon”, mo¿na to t³umaczyæ jako „wchodz±cy duch”.
A. P.: W ksi±¿kach podaj±, ¿e s± to duchy, bêd±ce w ma³ych figurkach z drewna lub metalu.
B.: To b³±d. Mam na przyk³ad konie, zrobili to kowale, piêkna praca ludzkich r±k. I ja siê mam do tego modliæ? Nie ma tu nic ¿ywego. Piêkno i to wszystko.
W górach widzieli Panowie „ongony”?
A. P.: Widzieli¶my „bluda” i dom.
B.: A tam jest duch m³odego ch³opaka, je¶li bêdziecie o zmierzchu, zróbcie zdjêcie i mo¿e pojawi siê takich piêæ krêgów na niebie wokó³ domu. Wezwane duchy mog± przyj¶æ, ale ten dom jest ich, to ich rejon, bez jego pozwolenia nie robimy tego, bo on jest gospodarzem.
A. P.: W ksi±¿kach mówi± o dziewiêciu stopniach szamanizmu.
B.: O kolejnych po¶wiêceniach szamana. Cz³owiek powinien w ¿yciu mieæ trzyna¶cie obrzêdów. Bardzo dobrzy, silni szamani odprawiali trzyna¶cie obrzêdów. Podczas tego ostatniego mo¿na lataæ, biegaæ po lesie, patrzeæ z góry na ¶wiat, w jednej chwili znale¼æ siê w Polsce, to tak ogromna si³a. Mojemu ojcu, pierwszy obrzêd zosta³ odprawiony gdy mia³ piêæ lat, drugi gdy siedem, to by³y ciê¿kie czasy, du¿o nie by³o go w domu. Stara³ siê wiele przekazaæ, ale same wskazówki to za ma³o, trzeba pokazaæ, jak ¿yæ, obja¶niaæ. Trzy, cztery, piêæ lat trzeba siê uczyæ.
A. P.: Kiedy dla Pan zaczê³o siê szamañstwo? Osiemna¶cie lat temu?
B.: Urodzi³em siê w Osetii. Kiedy ojciec by³ ju¿ stary i mia³ dziewiêædziesi±t parê lat, by³ ju¿ bardzo s³aby, a jego si³y przechodzi³y przez jego g³owê do mnie. To by³y ciê¿kie czasy, nie mogli¶my razem mieszkaæ. Mia³em trzy lub cztery lata, kiedy pierwszy raz co¶ zobaczy³em, w pi±tej, szóstej klasie wizje by³y silne, w dziewi±tej i dziesi±tej klasie równie¿. Niczego siê nie ba³em, s³u¿y³em w Mongolii, potem Stalin przyjecha³, o¿eni³em siê, urodzi³ mi siê syn i przenie¶li¶my siê w tajemnicy tutaj. Wtedy zacz±³em pracowaæ.
Mamy tu du¿o specjalnych miejsc w górach. Zgodnie z ¿yczeniem przodków, w³a¶nie tam razem z moimi uczniami zaczynam Nowy Rok, modlimy siê, dziêkujemy za to, co by³o i prosimy, by nastêpny rok by³ dobry.
M³odzie¿ ju¿ teraz jest inna. Nam przysz³o ¿yæ w ciê¿kich czasach, g³odowaæ czasem, du¿o pracowaæ, a teraz wszystko gotowe. Uczyæ siê nie chc±, chc± tylko szybko zarobiæ du¿e pieni±dze.
A. P.: Co Pan robi ¿eby duch, który jest w Panu w trakcie rytua³u, wyszed³ a jego miejsce zajê³a Pana dusza?
B.: Na pocz±tku z mojego cia³a wychodzi dusza. To najtrudniejszy moment – cia³o bez duszy. Ja wzywam duszê przodków, obja¶niam przyczynê, dusza przychodzi i moi uczniowie zadaj± pytania. Wszystko obja¶nia, odpowiada na pytania i odchodzi. Moja dusza w tym czasie mo¿e odej¶æ gdzie¶ daleko, zagubiæ siê. ¯eby tak siê nie sta³o, gdy wzywam ojca, jego nauczyciel utrzymuje moj± duszê w pobli¿u. Kiedy mój duch wychodzi, widzê swoje cia³o, widzê moich uczniów i ludzi, którzy tam siedz±. Widzê, jak dusza przodków wychodzi i ja wchodzê.
Je¶li by¶cie mi opowiedzieli o jakim¶ uzdrowicielu, lekarzu u was w Polsce, móg³bym go wezwaæ i z nim porozmawiaæ.
A. P.: Jakich informacji potrzeba, ¿eby go wezwaæ?
B.: „Wselenie”. Mój ojciec jest na po³udniowym wschodzie, gdzie jest trzydzie¶ci trzy „wselenien” i on tam mieszka. Stamt±d go wzywam i on przychodzi, to taka droga. Je¶li bym mu powiedzia³, gdzie jest lekarz, móg³bym go wezwaæ.
A. P.: Cz³owieka czy jego ducha?
B.: Ducha. Cz³owiek jest ¶miertelny, wa¿ne gdzie jest go duch, w jakim „wselenie”.
By³em na kongresie, pytano mnie o wiele rzeczy. Odprawiali¶my ró¿ne obrzêdy. Podczas jednego z nich, gdy zrobiono zdjêcie, na wysoko¶ci 13 km widaæ krêgi jakby wiatru, które wchodz± we mnie, gdy opuszcza³y mnie, podobnie. Nikt nie móg³ zrozumieæ, co we mnie wchodzi, a to w³a¶nie moi przodkowie.
Mam obowi±zek zostawiæ cia³o, kiedy ju¿ bêdê stary dusza opu¶ci cia³o i do tego muszê siê przygotowywaæ. Powiem synowi, sk±d mnie wezwaæ i jak. Bêdê do niego przychodziæ, do wnuka, prawnuka, dziewiêæ pokoleñ jeszcze moja krew bêdzie mnie przyzywaæ. Bêdê mówiæ, jak trzeba leczyæ.
Zdarzali siê bardzo potê¿ni szamani. W 53 roku podczas amnestii, kiedy wszystkich uwolnili, pewien mê¿czyzna z Moskwy wraca³ piechot±. Po drodze natkn±³ siê na wysiedlonych Buriatów, mieszkaj±cych w tajdze w bardzo z³ych warunkach. Dali mê¿czy¼nie herbaty, pytali sk±d jest, zaopiekowali siê nim. By³ w¶ród nich szaman, który kaza³ mu siê po³o¿yæ spaæ, zagra³ na bêbnie i powiedzia³, ¿e obudzi siê w domu i nie ma siê baæ. Mê¿czyzna rzeczywi¶cie obudzi³ siê w domu w Moskwie. Ich prawnuk z kolei, wielki cz³owiek z milicji przyjecha³, pok³oni³ siê, pobryzga³ i powiedzia³, ¿e boli go kolano, nie móg³ ustaæ na nogach d³u¿ej ni¿ 20 minut. Ja siê pomodli³em i chodzi³ 4 godziny. Nie siada³ w ogóle i poszed³, bardzo siê cieszy³.
A. P.: Pan go oczy¶ci³?
B.: Ja poprosi³em duchy, obja¶ni³em im ¿e przyszed³ taki cz³owiek, wierzy, poprosi³em o pomoc i duchy mu pomog³y.
A. P.: A je¶li przyjedzie i nie ma ¿adnych problemów albo go nie zna? Pan to widzi?
B.: Nie. Ktokolwiek przyjdzie, ja nie widzê jego problemów, dopiero kiedy osobi¶cie przyjdzie z pro¶b±, wtedy zaczynam dzia³aæ.
A. P.: A je¶li kto¶ ma problem i zwraca siê do Pana, ale nie wierzy w szamanizm, mo¿e mu Pan pomóc?
B.: Ludzie spotykaj± siê dla interesu – nie my¶l± czy to szaman, czy nie. My¶l± tylko, co on mi powie, po prostu przychodz± albo kogo¶ przywo¿±. Nigdy nie powiemy, ¿e nale¿y co¶ daæ. Je¶li kto¶ przyjdzie w ostatniej koszuli, nale¿y pomóc. Du¿o je¼dzi³em, widzia³em ró¿nych ludzi – pisz± og³oszenia, ¿e za 600 rubli mog± przywróciæ cia³o. Tak byæ nie mo¿e. Tym ludziom nie zale¿y na dobru innych, ale na zarobku. Czysty szaman tak nie robi, je¶li kto¶ przychodzi, jest zobowi±zany pomóc, przodkowie wszystko widz±.
Pierwszy raz opowiadam o tym po rosyjsku, zawsze by³ t³umacz, poniewa¿ moi przodkowie mog± nie zrozumieæ, co mówiê i teraz wcze¶niej siê pomodli³em i wyja¶ni³em im.
A. P.: Czy s± choroby, których nie mo¿e pan leczyæ?
B.: Jest takich bardzo du¿o, na przyk³ad ciê¿kie przypadki raka. Nie leczê te¿ z³ych ludzi.
A. P.: A z³y cz³owiek to jaki?
B.: Ka¿dy cz³owiek jest inny i z³o przybiera ró¿ne postacie, s± to na przyk³ad z³e my¶li, zawi¶æ.
A. P.: I co Pan mówi takiemu cz³owiekowi?
B.: Mówiê, ¿e nie mam si³, by mu pomóc, a je¶li jest chory mówiê, ¿e jest ju¿ za pó¼no i ¿e zosta³o mu ma³o czasu i ju¿ pomóc nie mogê. Ludzie przyje¿d¿aj± z najró¿niejszymi chorobami.
A. P.: Czy rozwi±zuje Pan te¿ problemy miêdzy lud¼mi, je¶li na przyk³ad przyje¿d¿a m±¿ i ¿ona, mo¿e Pan pomóc?
B.: Kiedy¶ przysz³o do mnie ma³¿eñstwo. Byli razem siedemna¶cie lat, nie mieli dzieci i ¿ona mówi, ¿e chce zostawiæ mê¿a, ¿e znajdzie innego i jemu urodzi dzieci. Powiedzia³em jej, ¿eby poczeka³a pó³ roku, rok, oczy¶ci³em j±. Urodzi³a swojemu mê¿owi czworo dzieci. Jak urodzi³a pierwsze dziecko, p³akali tydzieñ.
Rosjanie te¿ przyje¿d¿aj±, ¿o³nierze, bardzo ró¿ni ludzie.
A. P.: Czy zdarza siê, ¿e nie mo¿e Pan pomóc?
B.: Przyjechali kiedy¶ ludzie po tragedii Czarnobylu, chcieli mieæ dzieci i nie mogli, wezwa³em duchy, ale powiedzia³y, ¿e to niemo¿liwe. Bardzo chcia³em im pomóc, jednak nie mog³em.
A. P.: Pan jest na którym stopniu szamanizmu? Trzeba jeszcze jakich¶ obrzêdów czy ju¿ wszystkie Pan odprawi³?
B.: Jeszcze muszê przeprowadziæ wiele obrzêdów.
Kiedy cz³owiek pracuje z lud¼mi, nabiera do¶wiadczenia, uczy siê. Im wiêcej pracujê, tym wiêcej informacji zbieram. Trzeba pracowaæ i ¿yæ, mam jeszcze du¿o rytua³ów przed sob±.
Z jednej strony to bardzo trudne, odprawia siê rytua³ i noc± siê my¶li, ¿e mo¿e siê nie udaæ. Kiedy siê uda, dusza siê raduje. Czasem trzeba poszukaæ, sporz±dziæ lekarstwa z krwi, albo t³uszczu zwierz±t. Je¶li kto¶ zachoruje na nerki na przyk³ad z zimna, lub od jakiego¶ nag³ego ruchu, masuje siê je t³uszczem borsuka. Powa¿niejsze choroby zawsze mo¿na wyleczyæ, na przyk³ad pierwsze stadium raka leczê poprzez odpowiednie dobranie ro¶lin i zwierz±t. Czasem lekarze interesuj± siê, jaki jest sk³ad przyrz±dzonych lekarstw.

WYWIAD Z SZAMANK¡
A.P.: (...) Po¶wiêcenie czego?
Szamanów. Szaman to jakby dalsza czê¶æ cz³owieka, wy¿szy poziom.
A.P.: Inicjacja? Rozumie pani, inicjacja. Kiedy cz³owiek chce byæ szamanem, ma miejsce rytua³?
To nie tak, ¿e cz³owiek chce byæ szamanem, cz³owiekowi dane jest byæ szamanem. To jakby nauka, po¶wiecenie siê temu.
A.P.: Nauka?
Istniej± poziomy, pierwszy, drugi i wy¿sze, hierarchia.
A.P.: Rozumiem. A na jakim poziomie szamanizmu jest Bair?
Trzeba by go zapytaæ.
A.P.: Ten rytua³ to po¶wiêcenie jednego ucznia. To bêdzie Albina?
Nie, to bêdzie mê¿czyzna. Obrzêd odbêdzie siê w obecno¶ci ojca i matki, bêdzie te¿ dziewiêcioro dzieci.
A.P.: A gdy Bair leczy sam, kiedy przyje¿d¿aj± do niego chorzy, czy jest to inny rytua³?
Jest wiele ró¿nych rytua³ów. Na przyk³ad odwo³anie do przodków. Dla ka¿dego przeprowadza siê inny obrzêd w zale¿no¶ci od tego, co prze¿y³. Dla jednego, przyk³adowo, jest to w³a¶nie odwo³anie do przodków, dla innego obrzêd wody albo góry, miejsca...
A.P.: A pani równie¿ zajmuje siê szamanizmem sama?
Pracujemy razem. Ju¿ wiele lat.
I jak to by³o? Poczu³a pani, ¿e jest szamank±, czy te¿ pani powiedzieli? Zorientowa³a siê pani w poniedzia³ek, w niedzielê jeszcze sobie pani nie zdawa³a sprawy, ale w poniedzia³ek ju¿ tak.
Nie. Jest co¶ takiego jak „szamañska choroba”. Ju¿ w dzieciñstwie by³am s³aba, chorowita. Wozili mnie i leczyli w ró¿nych miejscach na ró¿ne dolegliwo¶ci, ale nic nie pomaga³o, nie by³o mi lepiej. Poprawa przysz³a dopiero gdy, kiedy urodzi³am czwarte dziecko, dziewczynkê. Naprawdê powa¿nie wtedy zachorowa³am. Nawet nie mog³am nakarmiæ swojego dziecka, le¿a³am tylko i prawie umiera³am. Wezwano lekarzy by postawili diagnozê i okaza³o siê, ¿e z medycznego punktu widzenia wszystko jest w porz±dku. Wtedy przysz³a dziewczyna, która ju¿ w tamtym czasie uczy³a siê u Baira, ja zaczê³am pó¼niej. Po jej pierwszej, drugiej wizycie by³o mi lepiej. Od razu wsta³am i poczu³am, ¿e ¿yjê.
A.P.: Ona odprawi³a jaki¶ rytua³?
W³a¶ciwie to pierwszy rytua³ po tej chorobie odby³ siê, gdy posz³am do starszej wiejskiej kobiety o imieniu Syndymana. Mieszka³a w Oszubaj. Krewni zawie¼li mnie tam samochodem i w³a¶nie ona powiedzia³a, co dok³adnie nale¿y robiæ. Przyjechali¶my z ni± do domu i obrzêd trwa³ dwa dni. Patrzy³am na wszystko, ale niewiele pamiêtam. Pamiêtam, ¿e by³ taki du¿y, d³ugi stó³, dziewiêæ du¿ych talerzy, mleko, herbata, wszystkiego po dziewiêæ sztuk. Nie wiem, co potem robi³a ta kobieta, dla mnie samej to by³o dziwne, niczego nie rozumia³am. Po tym obrzêdzie by³am czysta. (...) Zaczê³am przeprowadzaæ obrzêdy, ale pocz±tku mi to nie wychodzi³o. Kobieta powiedzia³a jednak, ¿e na pocz±tku zawsze jest trudno, ale pó¼niej bêdzie lepiej. (...) Sta³a siê moj± nauczycielk±.
A.P.: To by³a pani pierwsza nauczycielka?
U niej odprawi³am.... ile obrzêdów? Sama chyba dwa, ale takie ma³o wa¿ne. Tam zrozumia³am, ¿e to dzia³a.
A.P.: I po tej chorobie zaczê³a siê pani sama zajmowaæ siê szamanizmem?
Potem odby³o siê po¶wiecenie odzie¿y, atrybutów i ca³ej reszty, a potem po¶wiêcenie samego szamana. Ja mia³am piêæ takich ¶wieceñ.
A.P.: I potem by³o pani lepiej?
Tak, oczywi¶cie. Teraz jestem zupe³nie innym cz³owiekiem. Kiedy chorowa³am, by³am bardzo chuda i nic mi siê nie chcia³o.
A.P.: A starsza kobieta powiedzia³a, ¿e co to by³o?
Ona widzia³a, ¿e moi przodkowie byli szamanami, co ma bardzo du¿e znaczenie. Zwi±zek z nimi by³ wyra¼ny i dlatego odprawi³a zwi±zany z nimi rytua³. Moi rodzice ju¿ nie ¿yj± i nie znamy naszych przodków. Szukaj±c naszych korzeni, du¿o je¼dzili¶my z mê¿em, ale nikogo nie znale¼li¶my. W koñcu co¶ nas tknê³o, ¿eby szukaæ odpowiedzi u Mongo³ów. Dowiedzieli¶my siê, ¿e wszystko zaczê³o siê w rodzinie ze strony ojca. W rodzinie matki równie¿ byli szamani, jednak nie tak znacz±cy.
A.P.:A „szamañska choroba” oznacza, ¿e przodkowie...
Tak, jest to swego rodzaju znak.
(...)
A.P.: Czy postrzega pani szamanizm jako swoj± pracê? Tak jak ja jestem psychologiem, tak pani jest szamank±?
Nie, oczywi¶cie, ¿e to nie jest moja praca.
A.P.: Ale mówi pani: jestem szamank±. Zatem zajêcie?
To jakby dar.
A.P.: Przeznaczenie?
Tak, przeznaczenie. Je¶li by by³o inaczej, nie chcia³oby mi siê. Szamanizm wi±¿e siê z bardzo du¿± odpowiedzialno¶ci±. Pomoc ludziom wymaga poza tym ogromnego nak³adu pracy. Trzeba du¿o wiedzieæ, znaæ historiê, choæby swojego narodu.
A.P.: Psychologiê?
Tak, wszystko to trzeba wiedzieæ. Szamanizm to ciê¿ka praca.
Oto nasz dacan.
Dojechali¶my do dacanu. To jest stary dacan, nowy jest w renowacji.
Autor, jego teksty
Aby pisaæ komentarze zaloguj siê lub zarejestruj.
Drukuj