Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

30 marca 2014

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Prababcia ezoteryczna (odcinków: 94)

Światy senne


« Proście a będzie wam dane Sny przepowiadające przyszłość »

         Zabawiłam się kiedyś w klasyfikatorkę snów. Z pozoru to może zajęcie nie przynoszące pożytku, ale jak sekserka kurcząt, dokonując podziału na pisklęta nadające się do chowu (płci żeńskiej) i przeznaczone na skarmienie zwierząt (płci męskiej) uprawia nieciekawy zawód, którego profity ujawnią się w przyszłości.

Tak więc podzieliłam senne światy na:

1)     świat zdarzeń i akcji

2)     świat symboli

3)     świat czynności formalnych

4)     świat rebusów i szarad

5)     świat nienazwanych emocji

         Najbardziej nie znoszę snów rodzaju trzeciego. Liczę coś, poprawiam, wypełniam formularze, dokonuję innych bezsensownych czynności (często pakuję i przepakowuję walizki i paczki). Kiedyś ładowałam do osobowego wagonu kolejowego listwy zbyt długie, żeby się zmieściły na korytarzu i za mało sprężyste, żeby wygiąć je w drzwiach. Zmorą są sny, w których zmagam się z techniką. Zdarza się, że komórka rozpada mi się w rękach, a ja usiłuję ją złożyć, zaś nadmiarowe części mi zostają w rękach lub też bez rezultatu próbuję sobie przypomnieć numer telefonu, żeby do kogoś zadzwonić. Najczęściej do osoby już nieżyjącej.

         Sny takie są niezwykle męczące i nie przynoszą nic sensownego w życiu realnym. Budzi się z nich człowiek zmaltretowany, skotłowany i bez perspektyw. Rankiem po takim śnie trudno być optymistą i w jakiś sposób promieniuje on na nastrój całego dnia. Jeśli postanowisz na przykład wysłać PIT-37 przez Internet, to kółko na środku ekranu kręci się godzinę, dwie, kręci się nadal, gdy wracasz ze spaceru i kręci się do wieczora. Zadajesz sobie pytanie: co zrobiłaś źle (ale przecież wysyłasz te PIT-y od zarania internetowego ich życia), więc spekulujesz. Na początku coś po angielsku pytało o jakiś certyfikat – może to to? Głupia, nie zapuściłaś ojczulka Gogola do tłumaczenia! Może postawiłaś kropkę po tysiącach podając do identyfikacji dane ze sprawozdania ubiegłorocznego, bo samo sprawozdanie program sprawdził i zaakceptował jako bezbłędne. Może to, może tamto. Jak zły sen. Próbujesz wysyłać wieczorem i w nocy po filmie i zaczynasz wierzyć, że to z twoim komputerem, albo łączem coś nie tak; najgorsze, że nie masz od kogo się dowiedzieć. Kiedy pracowałam, dookoła mnie było mnóstwo ludzi, których mogłam o to czy tamto spytać. Jeden nie wiedział, to wiedział ktoś inny. Kogo ma spytać babcia, w dodatku ezoteryczna?

         Sny rodzaju pierwszego są jak rozrywkowy film. Nawet gdy ich akcja zatrąca horrorem, fajnie jest je śnić, bo są jak piracki film ściągnięty z Internetu: jakość byle jaka, ale co się działo, to działo! Niestety, im jestem starsza ten rodzaj snów rzadziej występuje, możliwe że z braku podniet spotykających człowieka w młodości. Ktoś mnie goni, atakuje mnie straszliwy zwierz, ale przecież b i e g n ę, a nie człapię jak w realu.

         Świat sennych symboli jest jeszcze do zniesienia. Oczywiście każdy człowiek ma inne. Mnie, która nie zna się na hinduizmie, gnostycyzmie, Hunie ani Kabale, ani na innych kierunkach skorelowanych z ezoteryką będzie śniło się coś innego niż komuś obeznanemu z zespołami przypisanych im symboli. Mogą mi się przyśnić greckie bóstwa, jakieś planety i znaki zodiaku, karty Tarota czasami, no i symbole ogólnodostępne w naszej kulturze. Nie będzie śniła się wyższa Jaźń ani Karmiczny Opiekun, Szaman, Indiański Wódz ani nikt w tym rodzaju — zbyt mało dla mnie znaczą te postaci. Jeśli trafi się coś nieznanego, zawsze można poszukać odpowiedniej lektury. Gorzej, jeśli śni się coś, co ponoć jest stałym symbolem z katalogu takowych, a ja stwierdzam, że jednak nie moim.

         Panuje przekonanie, że sny o stołówce, restauracji itp. znamionują niedobory energii. Jeśli więc mnie całą noc śniła mi się kolejka w sklepie z wędlinami i dziki głód, który mnie ogarniał na myśl o takiej czy innej wędlince, smakowicie wyglądającej i pachnącej, a okazuje się że albo ktoś mnie wypchnął z kolejki, albo dla mnie nie starczyło, albo wreszcie sprzedawczyni wypięła się na mnie i zaczęła obsługiwać innych ludzi w kolejce za mną, jakbym nie istniała; jeśli śni mi się, że straszliwie się kłócę w tym sklepie i czuję się głęboko skrzywdzona i potraktowania niesprawiedliwie, to choć w swoim życiu nigdy nie przywiązywałam wielkiej wagi do jedzenia i nigdy w PRL nie przeżywałam takich emocji w kolejkach – powinnam sądzić, że brakuje mi energii. Niestety, nieprawda. Rano po takim śnie kęs jedzenia staje mi kością w ustach, muszę się zmuszać do przełknięcia go, bo przecież nie wezmę lekarstw na pusty żołądek. Gdyby istotnie, brakowało mi energii, byłabym w realu głodna lub spragniona, a nie jestem. Wobec czego jakiej energii mi brakuje? Chyba nie życiowej – tej mam aż za wiele jak na kondycję fizyczną i możliwości.

         Najtrudniejsze są senne rebusy i szarady. Te moje sny bywają prorocze, zazwyczaj są bardzo ważne i przed czymś mnie ostrzegają. Jest kilka sygnałów, że dany sen należy zaliczyć do tej kategorii: długotrwała pamięć takiego snu ze wszystkimi szczegółami, śnione postaci, wypowiedziane wyrazy lub ukazane obrazy. Czarno-biała tonacja z dominującym kolorowym elementem, mającym stanowić clou zagadki. Cała reszta jest rebusem i zazwyczaj udaje się mi go rozszyfrować dopiero post factum. Nie jestem więc w stanie na czas zareagować i coś zmienić w przewidywanym biegu wydarzeń. Będzie, co miało być i ostrzeżenie chyba było tylko po to, żebym zrozumiała, że nawet ono w niczym nie pomoże. Albo może żebym doceniła Siłę Wyższą, która igra ze mną jak ważna Osoba z przedszkolakiem: wygłasza doń przemówienie nie oczekując, że ten coś zrozumie, ale po to, żeby dzieciak z podziwem spojrzał na jego mądrość i omnipotencję. Dlatego sny takie przynoszą mi tylko rozterkę i zmartwienie.

         Najbardziej zagadkowe są dla mnie sny ostatniego rodzaju. Wywołują one silną falę emocji, których nie sposób zidentyfikować. Określić je można jako „uniesienie”, ale uczucia te nie są podobne do żadnego z rodzaju uniesień, które kiedykolwiek przeżywałam. Takich snów się boję – mogą one oznaczać, że już nie jestem tu i teraz, tylko tam i kiedyś w przyszłości, albo po prostu wynikają z mikrourazów naczyń krwionośnych z mózgu. Tak czy inaczej przywołują to doświadczenie, które mnie jeszcze czeka, oby jak najpóźniej.

         Skąd wzięły się te refleksje o snach? Kilkanaście lat temu na działce (gdzie przydarzyło mi się wiele snów-rebusów „znaczących”) przyśnił mi się głos informujący mnie, w jaki sposób umrę. Miałam zginąć od ciosu pałki zadanego w szyję przez „moskiewskiego pachołka”. Drogą rozmaitych wnioskowań związanych ze słownictwem i stylem wypowiedzi zidentyfikowałam głos ten jako zdanie mojego od dawna nie żyjącego dziadka (zresztą zmarłego w moje dwudzieste urodziny). Dziadek przez sen informował także kogoś innego z naszej rodziny, który miał zginąć przez utonięcie i wprawdzie topił się, ale nie zginął.

         Dziesięć lat temu opowieść o moim śnie i możliwości jego proroczego charakteru wydawała się nieprawdopodobna. Zwracano mi uwagę na fakt, że dawno minęła zimna wojna, że Rosja jest państwem cywilizowanym itepe, itede. Przyjmowałam to z pokorą i na wszelki wypadek obiecałam sobie, że tam nie pojadę.(z pewnych szczegółów wynikało, ze nie zginę wskutek napadu jakiegoś odosobnionego bandyty przebywającego akurat w Polsce).

         Może dlatego, że Gruzja jest daleko, a Ukraina bliżej i z Podola pochodzi moja rodzina ze strony dziadka, ten sen coraz częściej przychodzi mi na myśl. Kim jest (czy będzie) ten MOSKIEWSKI PACHOŁEK?

 (Moskwa 1996)



« Proście a będzie wam dane Sny przepowiadające przyszłość »

komentarze

[foto]

1. Moje sny • autor: Przemysław Kapałka2014-04-05 20:46:30

Najczęstszy motyw moich snów jest taki, że gdzieś wyjeżdżam, i w pewnym momencie okazuje się, że jestem kompletnie nieprzygotowany - nie wziąłem czegoś bardzo ważnego, nie przemyślałem wyjazdu, zagrzebałem się i wyruszyłem zbyt późno itp., a przeważnie wiele z tych czynników. Jest to o tyle dziwne, że choć często mi się zdarza o czymś zapomnieć, to nigdy jeszcze nie było to coś, co podważałoby sens wyjazdu. I nigdy w snach nie biegnę, często próbuję biec, ale idzie mi to tak, jakbym biegł w wodzie, coś mnie powstrzymuje.

2. śnienie • autor: Nierozpoznany#66342014-04-06 08:24:09

Bardzo lubię śnić świadomie. Ale nie w ten sposób, że śniąc jestem nie tylko świadomy śnienia i mogę wpływać na treść snu, bo to doświadczenie miewałem bardzo rzadko, lecz taki rodzaj śnienia, kiedy nie ma progu wybudzenia pomiędzy treścią snu i jawą. Kiedy przejście ze snu do jawy następuje całkowicie płynnie przez otworzenie oczu, a podstawą procesu jest to samo doświadczenie światła - przytomności samego umysłu. Zauważyłem, że pomocne w uzyskaniu tego doświadczenia jest pozostawienie włączonego radia w nocy. Sen wtedy częściej splata się z płynącą z radia treścią (jest również płytszy) i formuje obrazy, w których co pewien czas przebija się sygnał tej radiowej treści, a to z kolei uprzytamnia sam sen bez wybudzenia. Często miewam też okresy, kiedy śniąc jednocześnie w czasie snu analizuję sam sen. Nierzadko wtedy mam niekiedy poczucie, że śnię coś niezwykle ważnego i jestem bardzo zmartwiony po wybudzeniu faktem, że zapamiętałem tylko część różnych symboli, które uprzednio już tak trafnie zinterpretowałem... Najczęściej jednak moja interpretacja po przebudzeniu niewiele różni się od tej, której dokonałem podczas snu. Tyle tylko, że niekiedy bywa okrojona zapomnianą treścią jakichś istotnych w poczuciu fragmentów... Nie lubię natomiast stanów zmęczonej podświadomości, bo wtedy zapadam w sen głęboko, nieprzytomnie i zapamiętuję tylko małe fragmenty snu. Ale ten głębszy poziom uświadamia mi z kolei, jak bardzo bezradny jestem wobec rzeczywistości... 

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)