Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

13 lutego 2007

Jacek Dobrowolski

Święty nie-święty rżnij Walenty!
Na walentynki

Kategoria: Religie

Szaleństwo "St.Valentine's Day" ogarniające nasz glob co roku 14 lutego dotarło do Polski wraz z falą zamerykanizowanej kultury masowej. W Ameryce wysyłanie w ten dzień kart pocztowych z miłosnym wyznaniem spopularyzowała niejaka panna Esther Howland z Worcester w stanie Massachussetts, która w 1848 r. założyła firmę produkującą takie kartki. Obecnie Amerykanie co roku w ten dzień wysyłają ich ponad miliard. W Polsce, kraju czczącym kobiety, przemianowano dzień św.Walentego na żeńskie Walentynki, chyba ku chwale Walentyny Tierieszkowej, pierwszej radzieckiej kosmonautki, zapominając o męskim patronie niemal całkowicie. Kim jednak był ów święty mąż? Amerykaninem?

Ależ bynajmniej, obywatelem rzymskim o starożytnym imieniu pochodzącym od przymiotnika "valens", czyli "silny, zdrowy". O św. Walentym męczenniku, kapłanie rzymskim ściętym 14 lutego 269 r. za cesarza Klaudiusza Gota, wiadomo tylko tyle, że mimo zakazu cesarza zabraniającego zawierania małżeństw w związku z poborem do wojska (a małżeństwo zwalniało ze służby) udzielał potajemnie ślubów chrześcijanom i za to ukarano go śmiercią. Prócz niego w spisie męczenników "Martyrium Romanorum" pod datą 14 lutego wymienieni są jeszcze dwaj męczennicy o tym samym imieniu, o których nic bliżej nie wiadomo poza tym, że jeden z nich był biskupem ściętym za wiarę w italskim mieście Terni a drugi żył w północnej Afryce i też zginął z rąk pogan. Tak więc w sumie miało być trzech Walentych męczenników. Dlatego papież Gelaziusz I w roku 496 ustanowił ten dzień dniem św. Walentego męczennika za wiarę. Tysiąc lat później w 1496 r. papież Aleksander VI ustanowił go patronem zakochanych.

Wydawało się, że tak już zostanie w Kościele, lecz w 1969 r. Paweł VI zniósł powszechne święto św. Walentego uznając go za postać legendarną, podobnie jak np. św. Jerzego, którego smok okazał się niehistoryczny. Po świętych Walentych pozostały jednak kości-relikwie rozrzucone po całej Europie. Znaleźć je można nawet w kościele karmelitów w Dublinie dokąd w 1836 r. Papież Grzegorz XVI przekazał je z rzymskich katakumb św. Hipolita wraz z flakonem krwi świętego. Nawet fakt, że relikwie św.Walentego, wykradziono z kościoła w Terni we Włoszech, (powróciły dopiero po 24 latach w 2003 r.) nie osłabił kultu. Wiara zwyciężyła. Co roku pary w Terni składają i odnawiają śluby dozgonnej miłości. Relikwie po św. Walentych są też w Balzan na Malcie, w kościele bł. Dunsa Szkota w Glasgow, w katedrze św. Stefana w Wiedniu oraz w Roquemaure we Francji. Najwięcej jest ich jednak w Polsce o czym później.

Obchody dnia św. Walentego już od dawna wymknęły się spod kontroli Kościoła przybierając iście dionizyjski charakter. We wspomnianym Roquemaure od 1889 r. w pierwszą sobotę po św. Walentym ludzie przebrani za księży i zakonnice obchodzą pocałunkami "Święto całowania". W miasteczku tym jest też winiarnia w piwnicy pod wezwaniem świętego. Natomiast w mieście St.Valentin w Austrii co roku 14 lutego każdej pobierającej się parze władze fundują pokaźną sumkę "na dobry początek", pannie młodej bukiet oraz przejazd dorożką.

Mania St.Valentine's Day w ostatnich latach ogarnęła prawie cały świat. W obyczajowo rygorystycznych Chinach 14 lutego nie żąda się od par okazywania dowodów osobistych w hotelach. Nawet w krajach arabskich święto czyni postępy. Tylko w Indiach jeszcze z nim walczą hinduiści-nacjonaliści. W katolickich Filipinach, chyba pod wpływem francuskiego "Święta całowania", w 2004 r. ustanowiono rekord świata w pocałunkach w dniu św. Walentego, gdy jednocześnie całowało się 5300 par, każda przez minimum 10 sekund.

W Polsce św. Walentego wzywano od wieków jako obrońcę przed dżumą, epilepsją, podagrą, chorobami nerwowymi i umysłowymi. Nie bez racji, w końcu stan zakochania to według medycyny stan chorobowy. Św. Walenty jest u nas nadal patronem pszczelarzy i podróżników oraz miasta Bieruń Stary, gdzie jest kościół pod jego wezwaniem. Przestał jednak być głównym patronem ziemi przemyskiej. Tam posłuchano Watykanu. Obrazy ze św. Walentym jednak wiszą nadal w wielu kościołach w Polsce. Święty przedstawiany jest na nich zazwyczaj jako kapłan w ornacie z kielichem w lewej dłoni a mieczem w prawej, a czasem jako biskup uzdrawiający chłopca z padaczki. Taki cudowny obraz widać wśród wot w kościele w Futomiu. Pozostały też liczne relikwie św. Walentego na Jasnej Górze, w kościele św. Floriana w Krakowie, w poznańskiej farze, w kościele pobernardyńskim w Lublinie, w farze w Chełmnie oraz w kościele w Rudach Wielkich. Co Kościół ma robić z tym wszystkim? Oddać relikwie do muzeów by tam pielgrzymowali młodzi a jego samego pozostawić mediom? Pozwolić by stał się globalnym Erosem? Zastanówmy się raz jeszcze nad zawiłą historią Walentynek.

W średniowiecznej Europie uważano, że w połowie lutego ptaki łączą się w pary, pisał o tym wielki angielski poeta Geoffrey Chaucer w swym "Ptasim sejmiku". Wierzono, że w ten dzień najlepiej jest pisać listy miłosne i łączyć się w pary narzeczeńskie. Ponoć pierwszy taki list napisał Charles, hrabia Orleanu, więziony w londyńskim Tower, do swej żony we Francji w 1415 r. Jednak pierwotny rodowód święta jest bardziej starożytny i całkowicie pogański.

Dzień 14 lutego był w dawnym Rzymie dniem Junony, patronki małżeństw i wigilią Luperkaliów, święta ku czci boga Faunusa, który był bóstwem płodnościowym i królem starożytnych Aborygenów w Lacjum, synem Picusa (Dzięcioła!) oraz wnukiem patrona zasiewów Saturna. Faunus miał być opiekunem bydła i jego rozrodu. Jego imię pochodziło od Qui favet (Ten, który sprzyja), choć był to eufemizm, by go udobruchać, jako że Faunus bywał groźny i straszył pohukując w lesie. Luperkalia obchodzono procesją bractwa Luperków, którego członkowie, półnadzy młodzieńcy, przybrani tylko w kozie skóry, bili napotkane kobiety rzemieniami zrobionymi ze skóry złożonego w ofierze kozła. Był to rytuał mający wzmóc płodność kobiet użyczaną im przez kozłonogiego Faunusa. W wigilię Luperkaliów, w dzień Junony, rzymskie panny pisały swe imiona na kawałkach sukna wkładanych następnie do naczyń. Młodzieniec, który wyciągnął kawałek tkaniny z imieniem dziewczyny, miał jej towarzyszyć nazajutrz podczas święta.Tę erotyczną loterię zniósł dopiero papież Gelazjusz I, gdy ogłosił Walentego świętym i kazał rzymskim młodzianom losować imiona świętych patronów do których mieli zanosić modły.

Luperkalia jednak zwyciężyły i obecnie na całym świecie młodzież 14 lutego biega po ulicach, choć na szczęście bez biczy. W związku z tym pogańskim rodowodem pragnę w dnień byłego św. Walentego wznieść okrzyki: "Walenty bez pięty to faun nieugięty!" oraz "Noc świętego Walentego to wigilia fauna twego!". Tak więc faunie czyń swoją powinność! Jupiter Cię błogosławi i ma w opiece, nawet jak świętego męczennika udajesz.

Jest jednak wyjście, które może przywrócić Walentemu utracone miejsce w Kościele. Otóż istnieje podanie, że w 1430 r. husyci zabili w Jankowicach k. Rybnika pewnego księdza Walentego a na miejscu jego śmierci i pochówku trysnęło źródło bijące do dziś. Rzecz należy sprawdzić i wystąpić o beatyfikację, a następnie o kanonizację. A do Walentyny Tierieszkowej, ku czci której co roku 14 lutego radia komercyjne puszczają piosenkę z refrenem: "Walentyna, Walentyna, to pierwsza w świecie podniebna miss!" niech dalej wzdychają emeryci z PZPR. My zaś zasiądźmy do brydża i trzaskając w stół waletem wypowiedzmy staropolskie, sakramentalne: "Rżnij Walenty! Bóg się rodzi!".

Jacek Dobrowolski
jdobro@wp.pl





Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)