Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

16 maja 2010

Janusz P. Waluszko

e-tom: Świt narodów europejskich

Benedykt Ziętara, Świt narodów europejskich, Warszawa 1985 (2)
Część 2


  < poprzedni    1    (2)    3    4    5    dalszy >  

Część 2.



Francja

Późniejszą Francję stworzył Karol Łysy, choć sam był (wg pojęć dzisiejszych) Niemcem z ambicjami do opanowania całości imperium, zdołał opanować (tylko i aż) całą Galię: zlikwidował ostatecznie królestwo Akwitanii (zupełnie inaczej wyglądałaby Francja ograniczona do części północnej, bez południa). Zrazu był to zlepek dwu królestw frankijskich na północy, w/w Akwitanii, zdobyczy na pograniczu Burgundii, Septymanii i Katalonii oraz (czysto teoretycznie) Bretanii (w znacznej części Galii władza królów z Paryża jeszcze przez całe wieki miała mieć tylko formalno-tradycyjny charakter), co w ogólnych zarysach odpowiada współczesnej Francji. Do uniezależnienia prowincji nie doszło, bo - podobnie jak frankijskie centrum - rozpadły się (zwłaszcza Akwitania) na mniejsze regiony. Były one silnie zintegrowane politycznie, gospodarczo i kulturowo, z lokalnym świętym i poczuciem, że to właśnie jest ojczyzna/partia. Karol Łysy, zajęty rywalizacją z braćmi, nie umiał zadbać o swą główną powinność, organizację obrony kraju, głównie przed Normanami (ograniczał się do płacenia haraczu, pozostawiając w ich rękach bazy wypadowe u ujścia rzek i na przybrzeżnych wyspach). Karol Wielki by kontrolować prowincje (i swych urzędników) mianował hrabiami Franków ze wschodu, a dla obrony granic tworzył marchie; teraz - wszystko było zagrożonym pograniczem - każdy lokalny hrabia uzyskał faktycznie uprawnienia zarządcy marchii (z tytułem margrabiego, a nawet księcia: dux), bo sam musiał organizować obronę. Pozycja hrabiów zależała tylko od sukcesów w organizacji oporu, także wobec króla. Najwybitniejsi zorganizowali wokół siebie innych. Książętom Bretanii udało się zająć nawet część Francji (ciekawe, ale z czasem to te ziemie stały się bazą walki o jej autonomię), w Burgundii zachowano nazwę i tradycję, ale nie udało się opanować nawet większej części jej ziem, a w Akwitanii rywalizowało kilka ośrodków (najważniejsze to Tuluza, Poitiers i Clermont w Owernii). Paradoksalnie fakt, że król był malowany, sprzyjał jedności kraju: możni rośli w siłę, formalnie uznając faktycznie bezsilnego króla, bo także im nie opłacało się przyjmować tytułu królewskiego, co narażałoby na opór nie tylko prawowitego władcy, ale i lokalnych rywali, którzy wspierali księcia przeciw tamtemu właśnie dlatego, że króla nad sobą nie chcieli.

W IX w. urzędnicy stali się faktycznie lennikami, a król stracił bezpośrednią więź z (teraz już ich) poddanymi. Karol Wielki zobowiązywał przysięgą do wierności wszystkich wolnych ludzi, ale za Ludwika Pobożnego ciągłe zaprzysięganie zmiennej woli władcy uczyniło to fikcją. Już tylko przysięga osobista (=hołd lenny) brano serio, choć i tę nieraz łamano. Po śmierci Karola Łysego znikła przysięga zbiorowa, a po detronizacji Karola Grubego w 887 hołd składali głównie możni z Galii północnej, w X w. rzadko który książę czy hrabia z południa to robił, nie uważali się też za Franków (w Akwitanii nie przyjęto do wiadomości detronizacji na północy Karola Prostaka, dla nich był królem nadal, bo to nic nie znaczyło). Czasem możni Akwitanii czy Burgundii interweniowali w sprawy Francji; Bretończycy, Baskowie czy Goci nie, bo były one dal niech obojętne. Po detronizacji Karola Grubego (uzurpatora Arnulfa wsparła Bawaria) pojawiło się wielu lokalnych królików - żaden z nich nie był Karolingiem, ale wszyscy (z urodzenia czy zasiedzenia) byli Frankami. Doprowadziło to do wojny domowej. Po 893 Karol Prostak (wspierany przez kościół) opanował Galię północną i Lotaryngię a próbował tego wobec Akwitanii i ziem za Renem. Jego rywal, Arnulf narzucił swą władzę większości owych królików, a nawet koronował się na cesarze, ale w 899 zmarł (w 911 kończy się wschodnia gałąź Karolingów). Karol został jedynym pretendentem do korony, mimo to nie udało mu się zjednoczyć dziedzictwa swego wielkiego imiennika. W 921 musiał uznać (równorzędnym) królem frankijskim Henryka, założyciela dynastii saskiej. Gdy chciał umocnić się we Francji, możni zdetronizowali go w 922, zastępując paru kolejnymi królikami (władca został wzięty do niewoli i zmarł w niej w 929). Z rywalizacji o centrum (Ile-de-France) zwycięsko wyszli Kapetyngowie, ale książęta Francji było marnym cieniem dawnych cesarzy i królów, tracąc kolejne obszary. W 885 w Normandii zaczęli swe władztwo tworzyć wikingowie, w 911 za chrzest i (iście błazeński) hołd uzyskując ją formalnie jako lenno (panująca u nich dyscyplina sprawiała, że mieli przewagę nad Fankami i byli faktycznie niezależni). Choć nadal pół-poganie, wspierali kościół, podporządkowując go sobie i separując od kościoła francuskiego. Byli nieliczni, więc szybko się romanizowali, co nie przeszkodziło im zachować poczucia odrębności (upowszechniało się i wśród miejscowych, którzy zaczęli uważać się za Normanów), choć znajdowało ono wyraz w kulturze frankijskie (w bitwie pod Hastings w XI w. śpiewali Pieśń o Rolandzie a nie pieśni skaldów). W X-XI w. w walce z Normanami wyrosło niezależne księstwo Flandrii (formalnie uznające jednak władzę królów Francji). Podstawą separatyzmu było zachowanie germańskiego języka i zupełnie inny system gospodarki > model cywilizacji (na bazie hodowli owiec > sukiennictwa > handlu z Anglią i Niemcami). Ekspansja Flandrii objęła też ziemie czysto-romańskie.

Całe to poszatkowanie nie zmieniło przywiązania władców do imienia Franków (w opozycji do Lotaryngii czy Teutonów/Sasów), co pozwoliło im grać rolę spadkobierców Karola Wielkiego. Nazwa Francji nie odnosiła się jednak do Akwitanii; co więcej, za Renem istniała nadal Francja wschodnia (dla jej mieszkańców sąsiedzi zza Renu to przeważnie Galowie, choć także Karolingowie - analogicznie do Lotara i Lotaryngii - czy Frankowie zachodni, romańscy, łacińscy, galijscy etc.). Kościelne pojęcie Galii (na określenie królestwa Francji, Akwitanii i Burgundii) było powrotem do nomenklatury antycznej, owocem karolińskiego odrodzenia. Analogicznie Niemcy nazywano Germanią a Lotaryngię (niezbyt adekwatnie) Belgią. Termin Francja skurczył się jednak do Basenu Paryskiego (Ile-de-France), a nazywanie całego kraju Galią było zerwaniem z tradycją imperium Franków. Nową bazą tożsamości był nie lud (Frankowie), a kraj (Galia) i król (ten drugi czynnik dopiero się kształtował w ramach odchodzenia od frankijskiej tradycji dynastycznych podziałów na rzecz zasad elekcji i sakralizacji osoby króla). Jedno i drugie promował kościół. Królowie francuscy - inaczej niż władcy Niemiec - nie zerwali sojuszu z kościołem i z rolą pomazańców bożych. Od pogańskiej siły / szczęścia bardziej miała liczyć się świętość władzy / osoby króla. Za Karola Łysego zaczęto koronować także królowe (córka i żona). Hinkmar, który tego dokonał, stworzył ideologię królewskiego kapłaństwa (owocem tego było oszczędzanie osoby króla, którego nadal można było obalić i więzić, ale żadnego już nie zabito). Potem Hinkmar uznał, że królem-kapłanem był tylko Jezus, a kapłaństwo jest wyższe od królestwa (namaszczenie przez biskupa czyniło królem, ale kapłanów król nie wyświęcał). Sam obrzęd namaszczenia olejami (do wyświęcenia biskupa czy króla, nie do chrztu czy ostatniego namaszczenia) cofał w swych pismach do osoby Chlowiga, czyli do początku monarchii frankijskiej. Powstał mit świętej ampułki z olejami wprost z nieba, czego inni władcy nie znali (we Francji używano jej do początku XIX w.). Było to odwrotnie proporcjonalne do siły upadającej monarchii. Hinkmar wywyższał tym nie tylko swego króla, ale i swą katedrę w Remis, choć monopol na koronację uzyskała dopiero w przyszłości (w XI w. wiara, że jakiś biskup może mieć moc niedostępną innym była uznawana za herezję, ale już w Xii w. się upowszechniła). Król i biskupi wspierali się wzajemnie przeciw możnym, którzy chcieli ich umniejszyć, choć w XI w. tylko 25 z 77 biskupów podlegało bezpośrednio królowi (w Normandii, Bretanii i Akwitanii z Gocją i Katalonią nie było takich w ogóle).

W końcowym okresie panowania Karolingów elekcja (głównie ich rywali przeciw nim) brała górę nad dziedziczeniem tronu i podziałem kraju między członków rodu. Kraj był własnością wszystkich, a nie rodu panującego, a król stawał się pierwszym (przez wyświęcenie) wśród równych (w suwerenności) książąt, co pozwoliło utrzymać jedność kraju. Paradoksalnie, mocną stronę kandydatów do korony była ich... słabość. Taki władca nie zagrażał niezależności książąt, inaczej niż któryś z wielkich. Ród nie grał roli: w 987 ostatecznie wymieniono Karolingów na Kapetyngów, choć jeszcze w XI w. część możnych (zwłaszcza w Akwitanii) miała ich za tyranów i uzurpatorów, a niektórzy (wbrew faktom) stąd właśnie wywodzili ich słabość. Dla utrzymania dziedzictwa można było zadbać o koronację syna za życia ojca. Pół roku po wolnej elekcji w 987 Hugo Kapet doprowadził do koronacji syna Roberta. Zwolennicy nowej dynastii zacierali ślady obalenia Karolingów, głosząc wymarcie starej dynastii, choć nadal żył Karol Lotaryński i jego potomkowie. Kapetyngowie mieli szczęście, unikając problemu braku dziedziców przez 11 pokoleń, trzy wieki (w Niemczech i Anglii brak dziedzica często był w tym czasie powodem upadku kolejnych dynastii i osłabienia władzy monarszej), ale główną ich siłą była wytrwała praca nad odnową monarchii niszczonej za Karolingów przez ich przodków. W początku XI w. elekcję ograniczono jeszcze bardziej, przyjmując zasadę primogenitury. Możnym korona była często tak obojętna, że nawet najwięksi z nich nie przybywali na elekcję (to pozwalało Kapetyngom umacniać swe reguły gry). W XII w. elekcję zastąpiła desygnacja (w Niemczech elekcja istniała nadal, co osłabiało pozycję cesarza wobec książąt). Widząc niewierność wasali, Kapetyngowie zaczęli odbudowywać domenę królewską jako podstawę swej władzy. Nadal też umacniano mit niebiańskiego krzyżma, rozszerzając go w XI w. o moc uzdrawiania przez królów Francji ze skrofułów (to być może uświęcenie przez kościół magicznej mocy władców Franków jeszcze z czasów pogańskich). Obok katedry w Reims ośrodkiem religii królewskiej stało się opactwo St. Denis.

Jednocześnie nadal żywe były dawne uprzedzenia Franków (z biednej-barbarzyńskiej północy) wobec Akwitanii (cywilizowanego południa). Burgundia stała tu w pół drogi, choć bliżej było jej do Franków (cały kraj nazywano Galią nie Francją). Wśród wad południowców pojawiają się ich rzekomo-zepsute obyczaje, strój czy fryzury, ale nie wspomina się o różnicach językowych. Kierując się dumą kronikarze starannie ukrywali zależność lenną ostatnich Karolingów od niemieckich królów > cesarzy. Jednak i oni, i Kapetyngowie - inaczej niż tamci - nadal obstawali przy frankijskiej nomenklaturze swej korony. Nie dbali o Italię rządzoną przez lokalnych władców, ale poczuli się urażeni, gdy w 962 po cesarski spadek sięgnęli władcy Niemiec (Otton zajął Rzym i przyjął tytuł cesarza). Ale cesarz był nie frankijski czy teutoński (niemiecki), a rzymski! Gdy Otton III marzył o cesarstwie chrześcijańskim Karola Wielkiego, we Francji popularyzowano pieśni o Cesarzu z St. Denis, pogromcy Saracenów (czy jego towarzyszach, Rolandzie z Bretanii i Wilhelmie z Akwitanii), opiewające walki w Hiszpanii (a - projektując w przeszłość współczesność epoki krucjat - także wyprawy do Konstantynopola i Jerozolimy). Śpiewano je po francusku, co dawało im większy wpływ na poglądy słuchaczy niż łacińskie kroniki. Pieśni takie odegrały za pośrednictwem kultury rycerskiej ważną rolę w kształtowaniu się francuskiej świadomości narodowej: powstawały w północnej Francji, opisując południowe tereny walk z udziałem ogółu poddanych Karola Wielkiego, więc z taką słodką Francją każdy mógłby się identyfikować, ale... poza Francuzami niemal nikt nie chciał (nawet Normanowie, najbliżsi im językowo, woleli inną redakcję niż z St. Denis, Akwitania zaś miała własną kulturę rycerską z własnymi pieśniami). Jednocześnie Francuzi od końca X w. zacierali wszelkie ślady swej zależności od cesarstwa niemieckiego, a nawet posłusznego mu wówczas papiestwa. Dlatego ostatni Karolingowie, potem Kapetyngowie - wprost proporcjonalnie do swej słabości - używali czasem imperialnej tytulatury. Na tle tej rywalizacji dochodziło nawet do starć młodzieży rycerskiej, gdzie pojawiał się - podobnie jak w literaturze - wątek sporu językowego.

W epoce krucjat francuskich do Hiszpanii, normandzkich do południowej Italii i wspólnych na Bliski Wschód odżył mesjanizm frankijski VIII-IX w. na bazie walki z niewiernymi jako podstawa francuskiej świadomości narodowej. W oczach opinii publicznej czy obserwatorów na Wschodzie krucjaty były dziełem Franków i tak nazywano ogół krzyżowców. Ciekawe jest to, że do Ludwika VII królowie nie mieli udziału w ruchu krucjatowym, był on dziełem możnych, rycerstwa, czasem mas. Podobnie z arcykatolickim charakterem Francji, która zapomniała o antypapieskich deklaracjach synodów (wiernych królom biskupów) francuskich X w. Grzegorz VII miał poparcie możnych i biskupów, ale króla Filipa potępiał jako tyrana i pospolitego zbója. Nie królowie a możni poparli anty/cesarską politykę papieża i udzielili schronienia jego następcy. Książęta pierwsi położyli kres anarchii (rycerzom-rabusiom) w swych dobrach, reformowali administrację i skarbowość, co potem królowie naśladowali w swej stale rozszerzanej domenie. Książęta rozwijali też kulturę i tradycje monarchii francuskiej, choć rozumieli ją jako federację równych sobie suwerenów. Oni też kierowali krucjatami, których początkowy sukces rozbudził dumę narodową. Przestano zazdrościć Niemcom cesarstwa, bo nie szło za nim przywództwo (w tym wielkim dziele) chrześcijaństwa, ba - cesarz okazał się wrogiem papieża. Atakowano Niemców także za język (francuscy autorzy tego czasu nie wiedzieli już, że niemiecki to język ich ukochanych i mitologizowanych Franków). Idee te próbował połączyć opat St. Denis, Suger - francuskie krucjaty i arcykatolicka Francja z jednej strony, a religia królewska z drugiej, a wszystko to podszyte własnym kultem św. Dionizego jako patrona Francji (większą popularnością cieszyli się dotąd święci Marcin czy Remigiusz). A wszystko to przeciw cesarstwu > Niemcom. Udało się to, gdy cesarz Henryk wraz ze swym teściem, królem Anglii w 1124 postanowił uderzyć na Francję. Król Ludwik VI z St. Denis zwołał pospolite ruszenie i... cesarz wycofał się bez walki. Mimo braku bitwy (dla kościoła to tym większy powód do chwały) powszechna mobilizacja i zgoda (zawieszono wojny domowe, np. Szampanii z królem) miały wielkie znaczenie. To wówczas rozwinęła się mitologia l'orie flambe (Oriflamme), świętego sztandaru (z pieśni o Rolandzie: zapomniano, że Karol Wielki dostał swój od papieża i utożsamiono ze sztandarem św. Dionizego), który podniósł król jako lennik St. Denis. Klasztor rozwinął też ideę (w połowie XII w. w postaci fałszerstw historii i dokumentów), że Karol Wielki podarował mu Francję, czego symbolem była danina 4 złotych monet. Jeśli dali ją niewolni, zyskiwali wolność, a że płacić mieli ją wszyscy Francuzi, nazwano ich Frankami = wolnymi (we francuskim oba słowa brzmią podobnie) od wszelkich świadczeń na rzecz obcych. Opatom, wzorem Sugera (w czasie krucjaty powierzono mu nawet tymczasowy zarząd krajem), marzyła się też druga po królu pozycja w państwie, ale uzyskali tylko prawo do przechowywania insygniów królewskich (nawet koronacje odbywały się nadal w Reims). Poza paru królami nikt nie płacił podatku 4 bizantów, żaden król nie uznał też rzekomej darowania klasztorowi kraju przez Karola Wielkiego w 813.

W XII w. pojawiła się idea, że Niemcyniegodne cesarstwa (miano je zresztą w ich wydaniu za niemieckie, nie chrześcijańsko-uniwersalne a cesarze ze swej strony nie rościli sobie praw do władzy nad Francją czy wyższości nad królami francuskimi). Rozwój mitu karolińskiego rodził pytania, czemu to nie jego spadkobiercy a jacyś Teutoni/Alemanowie noszą cesarską koronę/tytuł?! Gdy mit karoliński przyjął również Fryderyk Barbarossa (aż po wyświęcenie Karola Wielkiego przez jego anty/papieża Paschalisa III w 1165) wzbudziło to opór Francuzów. Niemcy nie mogli grać już roli opiekunów papiestwa, skoro cesarz był w sporze z papieżem. Królowie francuscy i ich usłużni genealodzy próbowali nawet wykazać ciągłość dynastii od Merowingów, ale nawet dla ówczesnych historyków było to nie do przyjęcia. Filip > August przyjął nowe imię jako wyraz swych aspiracji, poślubiając, jak jego ojciec, potomkinię Karola Wielkiego po kądzieli, a w rodzinie królewskiej pojawiło się imię Karol - pierwszym był Karol Andegaweński, przyszły król Sycylii. Negowano nadal zmianę dynastii i fakt elekcji, a wybrany cesarzem hr. Robert stwierdził, że woli być bratem dziedzicznego króla Francji niż obieralnego cesarza Niemiec. Po zwycięstwie Filipa Augusta nad cesarzem pod Bouvines, Wilhelm Bretończyk pisał o chwale królestwa i króla Francji (w XIII w. wzorem prawa rzymskiego za ważniejsze uznano państwo niż osobę władcy), przy czym Francja oznaczała tu całość królestwa a nie tylko Ile-de-France, jak dotąd. Oficjalny wykład historii w wersji z St. Denis dał Wilhelm de Nangis w Wielkich księgach historii z 1274, wręczonych królowi Filipowi III. Zostały one spopularyzowane w pieśniach i lekturze, same propagując dialekt z Ile-de-France jako francuski język literacki (w miejsce łaciny i konkurencyjnych dialektów). Dwa główne elementy francuskiej świadomości narodowej to krucjatowy mesjanizm i duma z osiągnięć kultury, która stała się w owym czasie wzorem dla innych. Tę wyższość kulturową uznawali nawet Niemcy, nie mówiąc już o Anglii (opanowanej przez Normanów) i krajach peryferyjnych, gdzie wraz z kulturą rycerską upowszechnia się język francuski w wersji normańskiej bądź Ile-de-France. Przyjmują je nie tylko dwory (z czasem Francuzi obsadzili 2/3 tronów), ale i rycerstwo a nawet mieszczenie Włoch i zachodnich Niemiec aspirujący do rycerstwa (francuski stał się ich językiem międzynarodowym, tak jak łacina była językiem kleru). Wersja z Ile-de-France wzięła górę w XIII w., ale jeszcze w XII istniała literatura w innych dialektach, z normandzkim na czele (zrazu był nawet popularniejszy od dialektu z Ile-de-France). Dodatkowo ujednoliciła wszystko łacina, z której pisarze czerpali wzory i słownictwo, czasem ponad miarę.

Normanowie, mimo romanizacji, mieli silne poczucie odrębności: skandynawskie korzenie, tryumfy wojenne i poczucie misji (ekspansja w kierunku stolic świata, Rzymu i Bizancjum). Normandia w XIII w. związana była z Anglią - oderwanie od niej nastąpiło zanim pojawiły się związki kulturowo-emocjonalne (etniczne), głównie dzięki temu, że dwór angielski był silnie związany z kulturą francuską. Mimo utraty dynastii poczucie odrębności Normanów nie stało się poczuciem etnicznej obcości wobec reszty Francuzów. Podobnie było w dziedzicznych dobrach Plantagenetów we Francji, hrabstwach Anjou, Maine i Touraine czy posiadającej własną dynastię Szampanii - separatyzm nie wyszedł poza wierność dynastii. Inaczej było w Burgundii (tej części, którą włączono do Francji), gdzie zrazu więź z resztą kraju była silniejsza niż przywiązanie do Karolingów. Powstało tu wolne hrabstwo Bretanii, Franche-Comte, ale wybór brata księcia na króla Francji a potem wygaśnięcie dynastii na przełomie X i XI w. związały Burgundię z Francją. Panowała tu boczna linia Kapetyngów, na ogół wierna królom Francji. Nie udało się połączyć w całość części Burgundii, ale i włączyć Franche-Comte do domeny królewskiej, co było wyrazem kompromisu władzy i społeczeństwa, które nie sprzeciwiało się asymilacji z kulturą francuską w XII-XIII w. Bretania w IX-X w. rozbita przez wikingów (ucierpiała bardziej niż inne kraje) lawirowała między hrabstwami należącymi do przyszłych dynastii angielskiej i szampańskiej a Normandią, której w końcu złożyła hołd, nie mogąc liczyć na wsparcie królów Francji. Wraz z Normandią została włączona do Anglii, ale zabicie przez Jana bez Ziemi jej zdetronizowanego władcy, Artura w 1203 przyczyniło się do upadku angielskiego panowania we Francji, która tym razem interweniowała, przejmując tron dla Piotra, wnuka Ludwika VI, co dało przewagę kulturze francuskiej, choć lud zachował język celtycki. Zarówno miejscowa ludność, jak i francuska ludność z Rennes i Nantes oraz nowa francuska dynastia wsparły miejscowy separatyzm i w 1297 król Francji oficjalnie uznał istnienie księstwa Bretanii. Związki z dynastią angielską, potem francuską przyczyniły się do popularyzacji mitów bretońskich (wątek arturiański etc.) w kulturze Francji > Europy. Miejscowa literatura nie rozwinęła się jednak, kler pisał po łacinie, elita feudalna po francusku. Nie udało się, mimo prób w XI-XII w., odbudować własnej metropolii kościelnej w Dol. Bretania stała się politycznie częścią Francji, choć Bretończycy nie stali się Francuzami.

Akwitania żyła własnym życiem, nie czując związku z Frankami, nigdy nie składając hołdu Kapetyngom. Bliżej jej było do strefy śródziemnomorskiej, więc brała udział w krucjatach na Bliskim Wschodzie i w Hiszpanii. W końcu X w. hrabiowie Poitiers zjednoczyli kraj i zostali uznani przez Kapetyngów za książąt Akwitanii. W XI w. najwybitniejszą postacią był Wilhelm V, który został wybrany nawet królem Lombardii - przeciw cesarzowi - zrezygnował, wiedząc czym to grozi. Udało mu się przyłączyć Gaskonię a w swej polityce opierał się na współpracy z (odcinającym się od Francji) kościołem. To on pierwszy realizował ideę pokoju bożego. Jego syn przyłączył także hrabstwo Tuluzy (w czasie, gdy książę - stara stolica też miała się za księstwo - kierował I krucjatą w Ziemi św.), ale się nie utrzymał. Istniały zresztą inne niezależne obszary, jak Narbona, Katalonia, Prowansja (z własną szkołą medycyny w Montpellier, potem jednym z pierwszych europejskich uniwersytetów), a więź językowa nie grała roli póki w XII w. Wilhelm IX nie zaczął sam tworzyć poezji i wspierać na swym dworze trubadurów, którzy na bazie dialektu limuzyńskiego stworzył język literacki d'oc i różną od północnej kulturę rycerską. Poczucie wspólnoty językowej prowadziło do odrębności, która przejawiała się np. w licznych sporach z Frankami w czasie krucjat. Dla obcych wszyscy byli Frankami, ale źródła francuskie zawsze odróżniają Prowansalczyków i Francuzów, z którymi w jednym szeregu w tym sporze stali Normanowie. Kultura prowansalska była świecka, poezja religijnie obojętna i moralnie dwuznaczna, zeświecczenie dotyczyło nawet kleru. W II połowie XII w. Prowansję i Narbonę opanowali katarzy, którzy nie byli tak liczni jak dawniej sądzono, ale wpływowi, a między nimi i katolikami powstała duża sfera neutralna. Tolerancja ze strony możnych sprawiła, że kościół odwołał się do rycerstwa północnej Francji, które Akwitanię zmasakrowało, niszcząc wyższą cywilizację i odrębność etniczno-kulturową południa. Nie umiało się ono oprzeć temu najazdowi, bo nie umiało się zjednoczyć. Niezależność uzyskiwali hrabiowie, biskupi a nawet miasta. Księstwo Akwitanii było równie słabe jak królestwo Francji, do tego dzięki Sugerowi Ludwik VII poślubił w 1137 Eleonorę Akwitańską, otwierając tym drogę do unii (w czasie koronacji przybrał tytuł władcy Francji i Akwitanii), ale... do unii nie doszło, a Eleonora po skandalach w trakcie II krucjaty i rozwodzie poślubiła Henryka II Plantageneta. Dwór Eleonory, potem jej syna Ryszarda Lwie Serce kultywował kulturę akwitańską. Od XIII w. Akwitania podzielona między Anglię i Francję (walczyły o nią dwa wieki) nie mogła się zjednoczyć i zintegrować południa. Próbowała tego dokonać Tuluza, ale krucjata z północy na to nie pozwoliła. Szykany Szymona de Montfort wywołały w 1216 wybuch przeciw Francuzom powstania powszechnego (skalę oporu można porównać chyba tylko z ruchem husyckim w Czechach) pod wodzą hrabiego Rajmunda VII. W 1224 ruszyła nowa krucjata (mimo rozpłynięcia się katarów w separatyzmie katolickiej większości) pod wodzą samego króla Ludwika VIII. W 1229 zawarto pokój, hrabia i król wzajemnie się uznali, co oznaczało koniec autonomii; w tym samym roku powstał uniwersytet w Tuluzie dla propagandy ortodoksji katolickiej i królewskiej ideologii. Po śmierci Rajmunda w 1249 władza w hrabstwie przeszła w ręce przybyszów z północy, a inkwizycja każdy przejaw niezależności miała za herezję.

Rozbicie kontynentalnego imperium Plantagenetów i krwawy podbój południa oznaczało złamanie lokalnego partykularyzmu we Francji. Politycznie kraj zaczął zrastać się z monarchią i jej ideologią. Wyjątkiem była Bretania, a zwłaszcza Flandria, która w ogóle nie uległa integracji. Poza tym jednak utożsamiono interesy narodu i monarchii, a ojczyznę znów rozumiano jak u Rzymian (dodawano wspólną dla uniknięcia nieporozumień z patriotyzmem lokalnym). Odradza się idea imperialna, plany podboju Hiszpanii, Włoch, Niderlandów czy frankofońskich ziem Cesarstwa. Karol Andegaweński opanował królestwo Sycylii, obsadzał tron papieski i planował zdobycie Konstantynopola. Towarzyszyły mu gromady francuskich rycerzy, duchownych i mieszczan, przekonana o tym, że arcychrześcijański naród francuski jest obdarzony szczególną łaską a inni to przy nim grubianie, których celem jest mu służyć. Ekspansja była dziełem i wolą całego narodu, więc gdy Ludwik IX Święty chciał zwrócić zagrabione ziemie sąsiadów - mimo jego wielkiego autorytetu - spotkało się to z oporem, a jego następcy nie byli, dzięki Bogu, świętymi. Taka postawa rodziła opór sąsiadów, szczególnie Włochów, pragnących wygnać Francuzów z kraju, czy Niemców, czujących zagrożenie z powodu zakusów na ich tytuł cesarski. Hiszpanie, a zwłaszcza mieszkańcy Niderlandów pod naporem francuskim kształtowali własne poczucie odrębności etnicznej. W XIII w. sakra religijna władzy królów została wzmocniona interpretacją prawa rzymskiego, przy czym utożsamiono ją z władzą cesarską. Król stał ponad prawem, nie dotyczyła go moralność, mógł zawieszać przywileje... Wszystko, co czynił król, było sprawiedliwe (uzasadniano tak np. wojnę z Flandrią), a wierność była obowiązkiem poddanych, nawet jeśli król osobiście nie był jej godzien. Świadomość narodowa, silnie związana z osobą władcy, sięgała daleko poza kler i rycerstwo, do mieszczaństwa a nawet części chłopów. Obok króla i wiary elementem tego była duma z własnej historii i kultury. Dochodziło wręcz do herezji czy bluźnierstwa, gdy ciało królestwa utożsamiano z ciałem Chrystusa. Ten, dość szowinistyczny, patriotyzm zdał egzamin w czasie wojny stuletniej, będąc lepszym oparciem niż słaba monarchia. Silniejszy niż u elit okazał się przy tym wśród klasy średniej (rycerstwa i mieszczaństwa), która już przed zajęciem Paryża przez Anglików i apelem Joanny d'Arc okazała przykłady męstwa i poświęcenia dla ojczyny!


Janusz P. Waluszko




  < poprzedni    1    (2)    3    4    5    dalszy >  

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)