Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

26 listopada 2017

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Czytanie... (odcinków: 185)

Symbole, kultura i natura, twarda ścieżka

Kategoria: Symbole
Tematy/tagi: archetypyDescolaGodzambaGrofJungLemsymboleTwarda Ścieżka

« Zybały i Radziejewskiego Subhasha Kaka: Czym jest świadomość i czy może być w maszynie? »

Włodzimierz Zylbertal napisał tydzień temu:

Symbole są konwencjonalne, przynależą światu znaczeń i wartości, czyli kulturze.

Uderzyła mnie pewność, z jaką zostało wypowiedziane to zdanie. Bo i samo słowo „symbol”, i kontekst tego zdania od razu przypominają pierwszą wydaną w Polsce (po polsku) książkę Carla Gustava Junga, w tłumaczeniu Jerzego Prokopiuka, w prastarym roku 1976, pod tytułem „Archetypy i symbole”. Symbol gra dopiero w związku z archetypem, gdy jest oświetlony archetypem, lub gdy znajdzie się w jego polu. A archetyp, tak, ten Jungowski, jest czymś, co nie bardzo poddaje się podziałowi na to, co należy do „kultury” i na to, co należy do „natury”. Jung był przekonany, że archetypy, archetypowe treści, znajdują sobie jakieś inne drogi do umysłów niż opowiedzenie o nich przez kogoś lub wyczytanie o nich w książkach. Znajdują sobie jakieś pozakulturowe drogi do umysłu. Podobnie jest u Stanislava Grofa, którego gdy się czyta, to jest oczywiste, że dostrzegane przez niego archetypy – inne niż te Jungowskie, ale przecież archetypy!, mam tu na myśli zwłaszcza jego archetypowe 4 fazy okołoporodowe czyli coex'y – nie są przekazywane ani podtrzymywane kulturowo. Bo nawet jeśli, to tylko przez jakieś najbardziej zamaskowane zakątki podświadomości, co do których ów ewentualnie przekazujący je podmiot powie: „nie wiem, co myślę, co mówię”. Ale z drugiej strony archetypy i służące im za wehikuły symbole występują w treści kulturowego krążenia, mówi się o nich, przeżywa je i używa się ich w psychoanalizie, czyli jednak należą do kultury. Należą i nie należą: więc na archetypach i symbolach łamie się tamten podział na kulturowe i naturalne.

Więcej: między innymi na tym – a może głównie na tym – polegała furora psychoanalizy, jej impakt: że odkrywała (lub tylko twierdziła, że odkrywa: nie przesądzam tej sprawy...) coś w naszej psychice, co nie mieści się w kulturze, co z kultury wystaje, co od kultury jest niezależne.

I odwrotnie: krytycy psychoanalizy (nie chce mi się w tej chwili szukać, którzy) właśnie to jej zarzucali i tym usiłowali ją obalić: że nic się jakimiś pozakulturowymi kanałami nie przekazuje, że pacjenci/klienci Junga śnili bóstwa egipskie, bo się o nich zwyczajnie naczytali, ergo żadnych archetypów nie ma, bo „nie ma nic w umyśle, czego by przedtem nie było w zmysłach” (pl.wikiquote.org/wiki/Arystoteles).

Sam podział na to, co naturalne i co kulturowe, który wydaje się tak pewny i oczywisty, jest takim (czymś tak pewnym i oczywistym) zaledwie chwilowo i okazjonalnie, bo tylko w obrębie ontologii należącej do jednego z czterech typów opisanych przez Philippe'a Descolę, mianowicie w tej naszej, obowiązującej w obrębie Nowoczesności, ontologii nazwanej przez Descolę naturalistyczną. Pozostałe typy to: totemizm, który można zasygnalizować jakoś tak: „ja i inni z mojej grupy jesteśmy współistotni naszemu praprzodkowi (który miał postać zwierzęcia, rośliny lub pojęcia... ale to są objaśnienia dla nic nierozumiejących Białych) i jego śladem przeżywamy sen, który ów ustanowił na początku”. Następnie animizm, który w świecie wśród różnych jego mieszkańców – ludzi, czepiaków, tukanów, jaguarów... (przykłady Descoli) – rozpoznaje jedność życia wewnętrznego (psychicznego i obyczajów) pomimo niepodobieństw zewnętrznych, fizycznych: różne ciała, takie same dusze. Trzeci jest analogizm, w którym świat jest składanką fragmentów („szufladek”, „przegródek”), które są następnie łączone na zasadzie podobieństw, np: żelazo – krew – gorąco – gniew – czerwony – planeta Mars; „jako w niebie, tak i na ziemi”. Czwarty naturalizm, gdzie materia czyli to, co zewnętrzne, jest jednolita i rządzi się wszędzie tymi samymi prawami, za to wnętrza (to, co wewnętrzne u różnych bytów) są nieprzeniknione, niepoznawalne i wzajemnie sobie obce. Podział na niemieszające się regimina (realms) natury i kultury jest właściwy tylko temu czwartemu, naturalizmowi. Astrologię uważa się (w myśl Descolańskiego naturalizmu) za nienaukową, więc za przesąd, nie dlatego, że jej obserwacje są nieprawdziwe, ale dlatego, że posługuje się analogistyczną ontologią. W ogóle wojna nauki z ezoteryką jest wojną dwóch ontologii: naturalistycznej z analogistyczną. Dobrym przykładem, w którym wszystko widać, jest subwojna naukowej, czyli naturalistycznej medycyny głównego nurtu z homeopatią – która z kolei jest bezwstydnie analogistyczna. „Bezwstydnie”: ponieważ niczym nie maskuje analogizmu, którym siebie uzasadnia: tego, że „podobne leczy się podobnym”.

W latach późno-siedemdziesiątych, więc w okolicach wydania „Archetypów i symboli” (a także „Fantastyki i futurologii”) przechodziłem duchowy czy ideowy kryzys. Utraciłem wiarę w kulturę. Jej konwencjonalność (tu wracam do wspomnianego na początku fragmentu artykułu-manifestu Włodzimierza Zylbertala), czyli umowność, a więc dowolność i wymienność stała mi się nieznośna. Szukałem jakiegoś twardego gruntu, twardego jądra – jakiegoś hard core. Znalazłem kilka propozycji: była wśród nich astrologia, gdyż pokazywała, że nasze niewątpliwie należące do kultury wyobrażenia i zachowania są zaczepione o procesy natury: o planety i ich ruch. Były archetypy psychoanalityków, najpierw Junga, a dużo później Grofa. Był buddyzm, tybetańska wadżrajana, do której zostałem przekonany tym, że jej niebiańscy bodhisattwowie są w istocie archetypami, niezmiennymi archetypami psychiki każdej, nie tylko tybetańskiej. (Ale tym się trochę rozczarowałem...) W końcu były metody twardej ścieżki, polegające na tym, że działasz, w pewien sposób, na ciało – i obserwujesz reakcje psychiki, czyli jakby własnej wewnętrznej kultury. Niczego nie podpowiadasz przez kulturowy przekaz, czyli przez jakieś słowne lub inne podpowiedzi; lub podpowiadasz jak najmniej. Twarda ścieżka nie potrzebuje suflerów! Ciało – coś spoza kultury – prowadzi. Psychika, czyli wewnętrzna kultura, nastawiona jest jak antena na odbiór.

Dla mniej wiedzących: – Co się robi z ciałem w ramach praktyk twardej ścieżki: rozgrzewa (w szałasie potu), każe leżeć nieruchomo po ciemku (przy zakopaniu do ziemi), unieruchamia siedząc (w medytacji zen bez zen), idzie skupiając się na „byciu chodzonym”, a nie na myślach (marsz transowy), przechodzi mimo oporu-lęku po żarze (w chodzeniu po ogniu), słucha jednego monotonnego dźwięku bębna. W życiu domowym często wystarcza zwykły relaks. Ważne jest w tym wszystkim, że odbywa się to bez indoktrynacji. Kultura powstrzymuje się od nadawania.

O tym, że w sporze Kultury z Naturą opowiadamy się po stronie Natury, opowiada mit o nagich wojownikach. Stanisław Lem przywołał ten mit – w scenerii SF – w powieści „Niezwyciężony”. Jednym z (archetypowych?) nagich wojowników był herbowy heros Godzamba, trochę już zapomniany patron wczesnej „Taraki”.

Descola nie tylko przedstawia podział na cztery typy ontologii. On robi też coś więcej: poza ten podział wyprowadza. Dlatego swoja książkę zatytułował „Poza naturą i kulturą” (Par-delà nature et culture, Beyond Nature and Culture). Znając Descolę, możemy na jedno i na drugie patrzeć jakoś inaczej.

Wracając na początek, czyli do tekstu Włodzimierza Zylbertala: jego propozycja oparcia się na wynegocjowanych i przez to cieszących się szacunkiem i zaufaniem symbolach byłaby bardziej przystępna, gdyby pokazał jakiś przykład – takiego symbolu. Może być nawet zmyślony.

Czytanie...: wstęp na końcu

Czytanie różnych książek i internetów, i uwagi o nich.


« Zybały i Radziejewskiego Subhasha Kaka: Czym jest świadomość i czy może być w maszynie? »

komentarze

[foto]

1. Manfred Lurker, pisał:... • autor: Jarosław Bzoma2017-11-28 07:51:13

Manfred Lurker, pisał: „podstawowa prawda rzeczywistości brzmi, że żadna rzecz nie jest jedynie sobą” (Lurker, 2011, s.3), rzecz zawierać ma w sobie coś więcej, niż ona sama, sens uzyskując dopiero wówczas, gdy człowiek uświadomi sobie, że odsyła do czegoś większego (Lurker, 2011, s.13). W rozważaniach nad problemem istoty i znaczenia symbolu Lurker doszedł do wniosku, że znaczy on „nie tylko odsyłając do znaczenia czegoś innego, lecz także uprzytamniając,  reprezentując jego znaczenie, w pewnym sensie mając w owym znaczeniu udział. Z tego wynika, że nie można po prostu wymyślać lub projektować symboli; są one dane i zakorzenione w praprzyczynie ludzkiego doświadczenia zbiorowego” (Lurker, 2011, s.28).

[foto]

2. Znak jest konwencjonalny,... • autor: Mirosław Piróg2017-11-28 22:59:28

Znak jest konwencjonalny, symbol - jeśli wierzyć Lurkerowi, Jungowi, Tillichowi, Campbellowi etc. - jest wytworem spontanicznym, niezależnym od umowy społecznej, z nieświadomego wyłaniającym się. Zatem znak przynależy kulturze, symbol - naturze. Ale ta stara dyskusja trwa, przynajmniej od "Kratylosa" Platona.
[foto]

3. Sheldrake też • autor: Wojciech Jóźwiak2017-11-29 11:58:05

Rupert Sheldrake, ze swoim konceptem pól morficznych czyli pamięci świata, także łamie-burzy granicę między kulturą i naturą. Zresztą od początku np. pola morficzne  deklamowania wiersza z pamięci ustawia w tym samych szeregu co pola morficzne krystalizacji molekuł związku chemicznego. Żadnej różnicy między kulturą a naturą! Koniec kartezjanizmu.
Na przykładzie Sheldrake’a dobrze widać jak naturalistyczny (w sensie Descoli) paradygmat broni się.
[foto]

4. Homo sapiens jest... • autor: Mirosław Piróg2017-11-30 01:13:38

Homo sapiens jest istotą zdaną z natury na kulturę. Miliony lat temu nie było dyskusji o naturze i kulturze - bo nie było kultury, była tylko natura. Teraz wypadliśmy - jako homo sapiens - poza nawias natury. I dyskutujemy, a ta dyskusja jest możliwa tylko dzięki kulturze. Różnicy nie ma  - i jest zarazem. Nie możemy postawić ostrej granicy między kulturą a naturą, ani w sensie historycznym, ani obecnie, w naszym doświadczeniu bycia człowiekiem. Ale zarazem jest ona obecna - jako granica, wyróżniająca nas od wszystkich innych gatunków. Nie jest ona ostra, jak wspomniałem, ale nawet jako płynne przejście zdominowała ona sposób istnienia tego gatunku. Zatem - jaki to paradygmat? :)
[foto]

5. Ani gen ani mem? • autor: Wojciech Jóźwiak2017-11-30 09:05:10

Mirosławie, ja to wiem. Chodzi o coś innego. Mówi się "natura" na to, co dostajemy przez biologiczne dziedziczenie, przez geny. A "kultura" mówi się na to, co dostajemy przez nauczenie czyli przez naśladowanie innych, a przede wszystkim przez język, przez to, co powiedziane. W ontologii naturalistycznej (wg Descoli) istnieje przekonanie, że te dwie rzeczy, geny i memy są dokładnie rozdzielone, a przede wszystkim, że nie ma jakiegoś trzeciego kanału. Dlatego są odrzucane pomysły takie, jak transfer treści z przeszłych wcieleń. Dlatego Sheldrake został wypchnięty z nauki do New Age, bo postulował trzeci kanał w postaci pól morficznych. Dlatego psychoanaliza jest wciąż "podejrzana na salonach", ponieważ archetypy (Junga, Grofa...) są tym 3-cim kanałem, bo ani to gen ani mem.
[foto]

6. Rozumiem, że chodzi... • autor: Mirosław Piróg2017-11-30 20:13:15

Rozumiem, że chodzi o trzeci kanał, rugowany przez naturalizm. Stąd astrologia i spora kawał ezoteryki, ale też Sheldrake, Jung, Grof i inni są skazani na "drugi obieg" we współczesnej kulturze. Wynika to z tego, że tylko w naturalizmie rozdział natur/kultury jest obecny, bo jest on oparty na silnym rozdzieleniu tych sfer wynikającym z dążenia do redukcji kultury do natury. Kiedyś we Wrocławiu prof. Nosal z zachwytem się wypowiedział o książce Ch. Kocha "Neurobiologia na tropach świadomości" : "Mogłaby zastąpić pięć lat studiowania psychologii". Ot, pokusy naturalizmu!
[foto]

7. Nawet bardziej! • autor: Wojciech Jóźwiak2017-11-30 20:38:55

Nawet bardziej. Bo w innych ontologiach, tak jak je dzieli (a właściwie gliedert -- gliedern, gliederte, gegliegert) Descola, w ogóle nie ma mowy nie tylko o trzecim kanale, ale nawet różnicy między kulturą a naturą nie ma.
U totemistów oczywiście nie ma. U animistów nie ma. U analogistów też nie: chiński cesarz miał siedzieć twarzą na południe, żeby pory roku następowały we właściwym rytmie, a na filmach z Bollywood (Indie pozostały analogistyczne) gdy ojciec krzyczy na syna, to za oknem biją pioruny.
[foto]

8. Tak, jednak naturalizm... • autor: Mirosław Piróg2017-11-30 23:09:58

Tak, jednak naturalizm i Indie tnie na pół  - jego rząd chce podwoić do 2020 wydobycie węgla.
Info z ciekawego bloga: https://exignorant.wordpress.com/2017/10/18/goraczka-wegla-w-indiach/

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)