Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

28 kwietnia 2013

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Twarda Ścieżka i podobne sposoby (odcinków: 66)

Szałas potu: jak to się robi

Kategoria: Twarda Ścieżka
Tematy/tagi: szałas potuwarsztaty w terenie

« Oparcie w punktach mocy Czy Twarda Ścieżka jest katolicka? »

Warto przypomnieć...

1.

Najpierw znajdujemy Miejsce i Gospodarza. Albo raczej Gospodarza mające Miejsce. Tym razem Gospodarzem był Darek Kurzątkowski (na zdjęciu w różowym), a miejscem, które oto widzimy, był ogród permakultury przy Uniwersytecie w Getyndze:

2.

Napis na tablicy wykłada się: „Zdrowie ekosystemu. Przyszłościowe miejsce dla roślin, zwierząt i ludzi dzięki permakulturze”. Ze zwierząt szczególnie polecano jeża:

3.

Jeże niestety nie pokazały się, za to były kosy, sikory, zięby i pokrzewki, wyżej latały pustułki i kanie, a cały ten teren był ostoją chomika (tego dzikiego europejskiego) i dla chomików obsiewano pasy ziemi słonecznikiem, którego suche łodygi było widać. W ogóle to było pół kilometra od miasta Götingen.

Ale miejsce nie było wcale przesadnie, choć to środek Niemiec, uporządkowane:

4.

Za improwizowanym płotkiem chodziły piękne kury:

5.

Kolejnym niezbędnym elementem szałasu potu są kamienie. Miejscowe kamienie okazały się wapieniem; cała okolica stoi na wapieniu. Wapień do szałasu się nie nadaje. Dlatego jakiś kilometr stamtąd znaleźliśmy kamienie „obce”, używane do utwardzania drogi. Był to kwarcyt. Okazało się później, że znakomicie wiąże i oddaje ciepło; w ogniu w ogóle nie pękał. Mały magiczny minus tych kamieni był taki, że są kanciaste – jednak bardziej zaleca się kamienie okrągłe, otoczaki. Ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma.

6.

Miejsca na szałas już wybrane. Środkowa jama, gdzie będą włożone gorące kamienie, już wykopana. Widły, które tu leżą, służą jako miara średnicy szałasu. Wbijamy kije, z których będzie szkielet szałasu. Kije są gatunku extra-super: są to proste pręty wycięte z miejscowych krzewów leszczyny. (Leszczyna rosnie tu bujniej niż w Poslce!) To ma jeszcze te zaletę, że przy okazji pozyskiwania kijów nie zniszczyliśmy ani jednego drzewa, gdyż te pręty to gałęzie. Także ziemia była bardzo dobra do takich prac: w miejscowej glinie kije stały prosto, nie trzeba było ich trzymać, ani dodatkowo mocować. (Na mazowieckim piasku nie bywa tak dobrze.)

7.

Kije już tworzą prawie pełny krąg, jest ich 12, razem będzie ich 16, wtedy zaczniemy je zginać i wiązać w szkielet:

8.

Wiążemy kije. Widać już kształt szałasu:

9.

Przybywają pomocnicy:

10.

Szkielet gotowy:

11.

Jeden z miejscowych uczestników ceremonii przyniósł bardzo stylowego idola:

12

Idol został zatrudniony jako strażnik ceremonii. Idol, ognisko, wejście do szałasu i środkowa jama na kamienie tworzyły jedną linię.

Na szkielecie szałasu układamy koce:

13.

Na sam wierzch przyjdzie jeszcze plandeka. Dla uszczelnienia stosuję także płótno żaglowe, ale było on za ciężkie i za duże, by je wozić przez pół Europy, więc jednak użyliśmy lżejszych plandek, choć to niestety plastik. Robienie szałasów potu wymaga kompromisów między ideałem a rzeczywistością...

14.

Stos, w którym wygrzewane będą kamienie. Znów kompromis: mieliśmy dostęp tylko do takiego drewna, które tu widać: odpadowe deski, głównie z palet. Do tego (brrr...) z gwoździami. Prawdę mówiąc, nie radzę tego... Drewno cięte i wbijane gwoździami wnosi „niekorzystną energię”. Ale, zapewne dzięki ochronie miejscowego silnego „magicznego pola”, wspieranego przez jeże, chomiki i naszego idola, ceremonia udała się nad podziw dobrze!

Uczestnicy, razem 18 osób, Polacy i Niemcy, byli uważni, zdyscyplinowani i skupieni na działaniu. Ela, mieszkanka Berlina, znakomicie tłumaczyła. Wielki okrągły Księżyc wzeszedł znad gór Harzu. W dolinie światłami świeciła Getynga. Na dworze było ciepło jak w środku lata. W szałasie było gorąco, kamienie świeciły długo, myśli wędrowały ku sprawom najważniejszym. Wśród intencji uczestników powtarzało się hasło: żeby ludzie żyli w zgodzie z Ziemią!

Zdjęć z samej ceremonii oczywiście i jak zwykle nie mam – to nie jest coś, co się fotografuje. Następne zdjęcia są już „po”, następnego dnia, przy okazji rozbierania instalacji:

15.

Tu na „rodzinnym” zdjęciu, od lewej: Rafał, Ela, Darek, Giovana, ja i Ela.

Nie ma Ani... Więc tu ona:

16.

...nad jeziorem Oderstausee w górach Harz, gdzie się wybraliśmy. Dalej, w miasteczku Braunlage, była istna feeria czarownic: udekorowane nimi były skwery, domy, a nawet druty w poprzek ulicy. Oto mała próbka:

17.

Dlaczego? Bo za parę dni miał być Dzień św. Walpurgii i na Brockenie, sławnej górze czarownic, miały się odbyć „czarownicowe” imprezy. Brocken okazał się jednak dla nas niedostępny, choć sama góra nie taka wysoka, 1141 metrów nad poziomem morza. Stamtąd w prostej linii 10 km, idąc szlakiem dwa razy tyle, do tego pogoda po pełni zmieniła się z lata w przedwiośnie, deszcz zaczął lać... Wróciliśmy do zacisznej gościnnej Getyngi, a następnego dnia do domu.

Darku, Giovano! Dziękuję i nieustannie zapraszam Was do Polski – razem z waszymi niemieckimi przyjaciółmi!

Twarda Ścieżka i podobne sposoby: wstęp na końcu

O tej ścieżce rozwoju, którą sam praktykuję, blog trochę autopromocyjny. ( -- Wojciech Jóźwiak)

Uwaga: Ten blog jest multi-blogiem, czyli każdy praktyk Twardej Ścieżce może tu pisać, jeśli chce.


« Oparcie w punktach mocy Czy Twarda Ścieżka jest katolicka? »

komentarze

1. Szałas • autor: Nierozpoznany#57362013-05-07 08:36:04

Czasami uczestniczę, czasami też prowadzę Szałas. Zawsze zastanawiam się co do tego czy i jak bardzo osoby prowadzące Szałas maja świadomość tego co robią jesli świadomie odchodzą od rytuału. Jeśli Wojtku piszesz: Znów kompromis: mieliśmy dostęp tylko do takiego drewna, które tu widać: odpadowe deski, głównie z palet. Do tego (brrr...) z gwoździami. Prawdę mówiąc, nie radzę tego... Drewno cięte i wbijane gwoździami wnosi „niekorzystną energię”. Ale, zapewne dzięki ochronie miejscowego silnego „magicznego pola”, wspieranego przez jeże, chomiki i naszego idola, ceremonia udała się nad podziw dobrze! gdzie jednocześnie jesteś "guru" na, którego powołują się Twoi uczniowie, i jednocześnie gdzieś w mojej pamięci jest Twój tekst o miejscach gdzie powinno prowadzić się takie uroczystości to nie do końca jakoś mi to się zgrywa. Zastanawiam się nad tymi gwoździami i innymi sprawami "Szałasowymi" i dalej będę uczestniczył w szałasach, które są na skraju tradycji do czasu kiedy ktokolwiek nie powie mi, że tradycje i rytuał Indiańskiego Szałasu Potu, które są łamane za każdym razem to bzdura.
A gwoździe z drewna pochodzącego z palet można powyciągać, jeśli nie można było np, kupić innego materiału na ogień, ale zapewne jeże załatwiły równowagę, pewnie gdyby były jeżozwierze byłoby jeszcze fajniej.
Wed
[foto]

2. Nieustanne wyzwanie • autor: Wojciech Jóźwiak2013-05-07 10:21:11

Drogi Wedzie; praktyka, szałasowa lub jakakolwiek inna, jest nieustanną konfrontacją zasad z realnym warunkami "tu i teraz". Jest też nieustannym eksperymentowaniem. Czasem takie eksperymenty pozwalają zobaczyć jakiś aspekt praktyki, którego się wcześniej nie widziało, a który okazuje się cenny. Oczywiście trzeba być świadomym wzorca, czyli tego, jak powinno być. Z drugiej strony wzorzec praktyki, nie tylko tej, musi być dość luźny, bo inaczej nic byś/bym nigdy nie zrobił, czekając wiecznie na odpowiednie warunki. Przy szałasie potu są też zasady-rygory, których bym nie przekroczył, w ramach żadnego eksperymentu, np. wchodzenie w ubraniu albo robienie zdjęć samej ceremonii. Pozdrawiam i życzę udanych szałasów potu.

3. Drogi Wojtku: oczywiście... • autor: Nierozpoznany#57362013-05-09 10:22:16

Drogi Wojtku: oczywiście masz rację jest nas, białych sporo i możemy sobie poeksperymentować, native nie mają tej możliwości pozostało ich po 500 latach okupacji 10%. Cóż zgadzam się z Tobą również, że mając za sobą tysiącletni, nieutracony dorobek kulturowy, trwale i wypracowane już Drogi nie tylko, że możemy, ale nawet powinniśmy eksperymentować, a szczególnie łamiąc te głupie zasady wymyślone przez tych niedouczonych dzikusów - może nam to pozwolić na zobaczenie tych wszystkich nowych aspektów praktyki, których nie zauważyliśmy wcześniej (ciekawe czemu nie zauważyliśmy). Nie ponosimy tez jakiejkolwiek odpowiedzialności za zmiany w rytuale i to jaki mogą one mieć wpływ na innych uczestników - przecież wyrazili oni swoją zgodę świadomie - ;)
Jasne, że wystarczy nie robić zdjęć i rozebrać się do szałasu by rytuał został spełniony.
Ciekawe co na to powiedzieliby Dziadkowie?

4. Pozwoliłem sobie na... • autor: Nierozpoznany#57362013-05-09 14:50:32

Pozwoliłem sobie na wpisanie komentarza po pewnej konsultacji z osoba, która jest dla mnie przedstawicielem "ostatniej fali" transferów, które zostały przekazane dla białych od native z terenu ameryki północnej. Konkretnie od Czarnych stóp i Czejenów. Są wśród nich min. osoby, które są strażnikami czynnej Fajki, Szałasu itp.. Ponieważ to co ja otrzymałem pochodzi sprzed około 30 lat staram się by Rytuał Szałasu był raczej dostosowany do aktualnych intencji jakie wyrażane są ze źródła skąd on pochodzi, do uważnej samoobserwacji siebie i osób uczestniczących własnie w tej ceremonii jeśli ją prowadzę. Ponieważ jest to grono osób z, którymi mam kontakt jest to możliwe (nigdy nie odważyłbym się na prowadzenie szałasu warsztatowo lub z taki sposób bym nie zapewnił sobie kontaktu duchowego i fizycznego co najmniej przez 40 dni od zakończenia Szałasu z osobami, które w nim uczestniczą) .
Osoby z grona, które w ostatnim okresie otrzymały transfer na rytuały nie dopuszczają do jakiejkolwiek zmiany w rytuale. Nie będę komentował takiego podejścia, jedynie stwierdzam fakt co do aktualnej tendencji wśród osób, które znam.
Na co ja sobie pozwalam...raczej na ograniczenia wobec swojej małości i mocy rytuałów. 

[foto]

5. "Nie dopuszczają do jakiejkolwiek zmiany w rytuale" • autor: Wojciech Jóźwiak2013-05-09 20:14:00

>>> "...nie dopuszczają do jakiejkolwiek zmiany w rytuale."

Hmmm...
(A) Mam szacunek dla takiej postawy, jak i do każdej postawy wiernego i nieugiętego trzymania się tradycji i zazdroszczę (trochę, a trochę nie) tym, którzy w ogóle jakąkolwiek tradycję mają.
(B) Niedopuszczanie do jakichkolwiek zmian wydaje mi się niedawną reakcją Indian (i wraz z nimi Indianistów) na napór cywilizacji Białych w Ameryce. Indianie nie mogą nic zmieniać w szłasach tak samo jak Żydzi nie mogli niczego zmieniać w szabatach. (Żyjąc w rozproszeniu pomiędzy obcą im i napierającą cywilizacją.)
(C) Kultury Indian Prerii są młode. Ich początkiem było przejęcie umiejętności konnej jazdy i hodowli koni, od Białych. XVII wiek, lata 1600-te. Obyczaje musiały szybko ewoluować. Szałas potu zapewne też. Kiedy się czyta opowieści Black Elka, wcale szałas potu nie wygląda tam na "serce" ich kultury-religii.
Wszystko to piszę nie po to, żeby umniejszać Indiańszczyznę, tylko żeby nie padać przed nią na kolana. Ani nie przenosić na nią protestanckiego rygoryzmu.
Z szacunkiem~~
[foto]

6. To dotyczy wszelkich tradycji i rygoryzmów • autor: Wojciech Jóźwiak2013-05-09 20:23:57

Dla ścisłości, to co napisałem wyżej, dotyczy wszelkich przekazów, także np. jogi czy buddyzmu. Kiedy zaczynamy praktykować coś, co pochodzi z Indii, z Tybetu czy z Japonii, to na starcie jest konflikt: wewnętrzny, w poprzek danej osoby, i jednocześnie zewnętrzny, pomiędzy osobami przyjmującymi różne stanowiska.
Jedni mówią: trzymajmy się Mistrzów i ich Drogi najściślej jak potrafimy, a jeśli nie całkiem   potrafimy, to lepiej nie róbmy nic!
Drudzy mówią i mają na to różne argumenty, których tu nie będę wyliczać: Choćbym pękł, to za Chiny nie stanę się Chińczykiem, Hindusem, Tybetańczykiem czy innym. Ale u licha w naukach i praktykach tych Mistrzów coś jest, coś cennego, co czuję, choćby po swojemu i co jest mi potrzebne. Więc ja to będę robić po swojemu, nawet jeśli Mistrz mnie z gompy/zendo itd. wyrzuci. I robią.
Dodam, że ja stanowczo zaliczam się do tej drugiej grupy.

7. hm.. • autor: Nierozpoznany#57362013-05-10 08:39:51

To dotyczy wszelkich tradycji i rygoryzmów -  też tak miałem, ale w moim przypadku było to za sprawą nierozliczonych spraw ze zbyt rygorystycznym ojcem - ;)Gdybym nie miał problemów w "temacie' - nie zabierałbym na ten temat głosu, zresztą sprawa jest znaczne szersza dotyczy różnych praktyk, z różnych kulturowo obszarów.Jedynie co mogę zrobić w tej sprawie to wypracować sobie jakąś przestrzeń po, której będę się poruszał, badał ją.Osobiście będę podążał do centrum akurat tego rytuału, poszukując możliwie wielu pierwiastków wewnątrz, może w ten sposób będzie można zachować tradycję i jednocześnie "nie badać kosmosu rozpraszając energię na podróże nieekonomicznymi rakietami.
tak, tylko, że temat sobie wystygł w intencji, którą miałem, a intencją było nie oburzenie na nieprzestrzeganie tradycji (zresztą niektóre tradycje są w chwili obecnej zwracane przez białych dla Native) to zupełnie chodziło o co innego...Chodziło mniej więcej o to:
Dlatego jakiś kilometr stamtąd znaleźliśmy kamienie ?obce?, używane do utwardzania drogi. Był to kwarcyt. Okazało się później, że znakomicie wiąże i oddaje ciepło; w ogniu w ogóle nie pękał. Mały magiczny minus tych kamieni był taki, że są kanciaste ? jednak bardziej zaleca się kamienie okrągłe, otoczaki.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)