Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

16 listopada 2018

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Antropocen powszedni (odcinków: 19)

Szałasy potu w antropocenie


« Trzy dyskursy i trzy przyszłości Sens warsztatów, pracy z umysłem i ćwiczeń z percepcją »

Jak niektórzy wiedzą, od wielu lat najpierw brałem udział, a potem sam prowadziłem warsztaty w terenie, które najpierw nie miały specjalnej nazwy albo były nazywane szamańskimi, a później zacząłem je nazywać „warsztatami Twardej Ścieżki”. Najważniejszym działaniem w nich był szałas potu. Ostatnie warsztaty z szałasami potu prowadziłem sam trzy lata temu, ale później brałem udział w szałasach prowadzonych przez moich przyjaciół. Od jakiegoś czasu zastanawiam się, czy szałas potu ma sens w obecnych czasach, przy powiększającym się węglowym przegrzaniu? – albo globalnym ociepleniu, jak to się częściej nazywa? Bo być może jest tak, że szałas potu swój sens utracił i stał się praktyką, która afirmuje to, co powinniśmy odrzucić?

Bo na czym polega praktyka szałasu? Bierze się około 1 metra sześciennego drewna (czasem jest to odpadowy chrust, mniej wydajny, którego dlatego trzeba wziąć więcej) i spala w ognisku, w którym rozgrzewa się kilkadziesiąt kamieni. Następnie te kamienie wnosi się do szałasu, gdzie nagrzewają wnętrze tak, że robi się prowizoryczna sauna. W temperaturze powietrza – nigdy jej nie mierzyłem, ale przypuszczam, że taka tam jest – około 70, 80 stopni ludzie się pocą, a właściwie nasze ciała ratują się przed przegrzaniem przez pocenie. Mimo to temperatura ciała rośnie i ten szok termiczny, podobnie jak saunie lub łaźniach parowych, ma działanie ozdrowieńcze, a przy tym, co najważniejsze, czyści umysł, przywraca mentalną równowagę, robi nam „reset”, w czym przypomina działanie niektórych enteogenów. Kto to brał ten zna to poczucie odrodzenia, które przychodzi w szałasie potu i po nim.

Gdzie więc problem? – Otóż w tym, że do zadziałania szałasu potu pali się drewno i zrzuca do atmosfery dwutlenek węgla. Ze spalenia 250 kg węgla zawartego w drewnie (tyle przyjmijmy) powstaje tona dwutlenku węgla, albo 500 m³ tego gazu. Czyli całkiem duży balon: 10 na 10 na 5 metrów. Do tego wytwarzanie pożądanego efektu czyli wysokiej temperatury w szałasie jest znikomo wydajne. Większość energii ze spalanego drewna ogrzewa powietrze nad ogniskiem, może 1 procent jest gromadzony w kamieniach, które szybko stygną jeszcze na etapie wygrzebywania z ogniska i przenoszenia do szałasu. A i tam większość ich ciepła idzie w ziemię, nie w ogrzewanie wnętrza.

Wiem: to co tu piszę, dla mnie też brzmi jak świętokradztwo. Można też zaoponować mówiąc, że przecież nieustannie spalamy masy, ba miliony ton paliw, palimy zarówno w ramach gospodarki, jak i dla rozrywki, i w porównaniu z tamtą spaleniową rozrzutnością jaką nieustannie praktykujemy, szałas potu jest nieznaczącym ułamkiem, i nawet jeśli przy tym tona CO2 pójdzie to atmosfery, to jest nic, które w ogólnym bilansie się nie liczy. Tym bardziej, że ile tych szałasów jest urządzanych, w Polsce powiedzmy? W sumie dziesięć w roku? Jakie one mogą mieć znaczenie?

A jednak. (Tu mi się przypomniała niezapomniana fraza Pink Floyd'ów: Ostrożnie z tą siekierą, Eugeniuszu!) Kiedy rozważamy działania, które mają moc symboliczną i formującą umysły, więc właściwie religijną, a może nawet mają moc magiczną, to trzeba uważać na szczegóły, które przy zwykłej gospodarce moglibyśmy pominąć. Wielokrotnie przed szałasem potu mówiłem, że jest on „energetyczną instalacją”, która służy skupieniu i wzmożeniu siły naszych intencji. I teraz popatrzmy na to nowym okiem: oto przy okazji praktykowania szałasu potu afirmujemy, po pierwsze, spalanie drewna, co można od razu uogólnić na spalanie węglowych paliw, po drugie afirmujemy czynienie tego w sposób maksymalnie rozrzutny, afirmujemy istne potlacze ogniowe! „Wrzućmy jeszcze to i to, niech się zrobi płomień na dziesięć metrów w górę!” W magii podobne przyciąga podobne i nawet jeśli tak nie jest w świecie fizycznym, to właśnie tak się dzieje w świecie mentalnym. Paląc ognie przed szałasem potu stajemy po tej stronie... nie gdzie „wtedy stało zomo”, ale gdzie stoją wszelcy spalacze świata: ci, którzy wykopują i spalają węgiel, wytłaczają i spalają ropę, wypłukują z łupków i spalają gaz ziemny czyli metan. Także ci, którzy podpalają i wypalają lasy i busze, palą śmieci, wypalają łąki. Razem z nimi dołączamy do ich „radosnej działalności”, ale z tą różnicą, że oni mogą to czynić z niewiedzy lub braku alternatyw, czyli w końcu też z niewiedzy i z niemocy. My przy szałasie potu czynimy to jednak inaczej: z pełną świadomością, a właściwe to zobligowani do pełnej świadomości przez powagę samego rytuału.

To co robimy w ramach magicznych rytuałach, jest przez świat wzmacniane. Za to stajemy się odpowiedzialni. Nawet jeśli tak nie jest w świecie fizycznym, to jest tak w świecie umysłu. Frenetycznie paląc drewno, gałęzie, chrust przy magicznym rytuale stajemy się bardziej odpowiedzialni za zło, jakie czyni emisja CO2 – niż by to wynikało z procentowej proporcji, jaka ze spalania w ogóle przypada na spalanie rytualne.

Nie muszę podkreślać, że emisja CO2 jest od jakiegoś czasu złem numer jeden, czymś, z czym należy skończyć, a mówiąc ściślej, radykalnie ograniczyć aż do rozmiarów takich, że ten „nasz” antropogeniczny CO2 będzie znów w całości absorbowany przez biosferę. Jeśli tego nie zrobimy... Nie, zrobimy to! – bo inaczej, tzn. paląc węgiel, ropę, metan, wypalając lasy, łąki, torfowiska, niszcząc (utleniając) próchnicę w glebie, nie przetrwamy.

Czy i jak można zmienić szałasy potu, żeby były bardziej pro-ekologiczne, zarówno w wymiarze praktycznym jak i ceremonialno-magicznym, tego nie wiem. Może Ty wiesz?

Podobne obiekcje należy mieć względem równoległego ceremoniału: chodzenia po ogniu. Tu ogień jest jeszcze większy, a niska wydajność „instalacji” jeszcze niższa. Dochodzi wypalenie trawy na ścieżce... O tym dalej.

Widzę to tak, że szamańskie ceremonie czasu antropocenu powinny być jakoś bardziej „chłodne”. Ich chłód afirmowałby to, czego nam, tzn. światu, zaczyna pilnie brakować i brakować będzie coraz bardziej, mianowicie uzdrawiającej i odradzającej mocy chłodu, zimna, mrozu i przymrozku, lodu i śniegu, zimy, a także nocy. Wraz z chłodem też ciemności i ciszy. Które w przetwarzanym przez ludzi świecie staja się dobrami coraz rzadszymi, trudno dostępnymi, w końcu: luksusowymi.

Tu dodam, że kiedyś podobała mi się kremacja, ale właśnie z wyżej wyłożonych powodów zacząłem sympatyzować ze zwykłym składaniem zwłok do grobu. Ale nie w beton. – W ziemię, w glebę. W chłód, ciemność, ciszę.

W zestawie działań Twardej Ścieżki mamy zakopywanie. Víctor Sánchez z którego najpierw książki, a potem z jego żywego przekazu-warsztatu tę ceremonię wziąłem, nazywał ją pogrzebem wojownika. Wojownicy zawsze mieli coś wspólnego z ogniem. Zaleganie w zasypanej norze w ziemi jest przeciwieństwem tego, co przychodzi z ogniem, bo jest doświadczeniem ciemności, ciszy, chłodu i wilgoci, i bezruchu. Czy to działanie zalecam w miejsce ceremonii ogniowych? Nie całkiem! Bo i do tego działania mam zastrzeżenia, i to też takie, które wymusza antropocen.

Bo co robimy przy ceremonii zakopania? Rozkopujemy ziemię! Człowiek jako gatunek ma dwie wielkie genetycznie nabyte namiętności. Pierwszą omówiłem: to palenie ognisk (lub czegokolwiek) i fascynacja ogniem. Homo nie powinien nazywać się sapiens, tylko palący. Druga ludzką wielką namiętnością jest grzebanie w ziemi, rozgrzebywanie gruntu. Zaczęło się od wydłubywania jadalnych bulw patykiem, poszło przez kopanie i oranie pól, kopanie kanałów od- i na-wadniających, ziemianek i dołów na fundamenty, sypanie kopców i wałów, okopów i nasypów kolejowych i autostradowych. W końcu mamy wokół siebie Ziemię totalnie rozgrzebaną, przegrzebaną, usypaną na nowo. Nie wiem, czy w Polsce, kopanej i oranej od ośmiu tysięcy lat, uchował się choćby kilometr kwadratowy nie przegrzebany przez ludzi tak lub inaczej. Nawet w Tatrach. Jeśli mamy wytworzyć w sobie krytyczne nastawienie do tego nałogu grzebactwa, to powinniśmy zacząć właśnie od działań ceremonialnych i magicznych. Więc zakopywać się (jakby), ale nie kopiąc w ziemi.

Rozkopywanie, rozgrzebywanie gruntu można uogólnić: należałoby tak prowadzić rytuały, aby nie pozostawiały śladów! Aby dane miejsce świata po naszym rytualnym przejściu pozostało nieruszone, niezaburzone. W takim sensie rytuały powinny być nieskazitelne. Albo przynajmniej, żeby przyroda możliwe najszybciej zabliźniała rany. Rany na trawie-darni po chodzeniu po ogniu jednak trwają dość długo. Podobnie gdy zasypuje się dół po pogrzebie wojownika trudno jest jednak przywrócić stan poprzedni tego miejsca, zrekultywować je całkiem.

Z działań Twardej Ścieżki, właściwie, pozostaje marsz transowy, jako nieniszczący środowisko i przechodzący próbę antropocenu. I zawsze pozostaje, jako nieniszcząca, medytacja. Albo wycieczka po wizje, czyli vision quest, w terminach naśladowców Indian.

Z bębnem też jest problem. Szamani kochają swoje bębny i my, ich naśladowcy, tak samo. Zacząłem te rozważania od szałasu potu, ale jednak praktyki z bębnem są pierwsze. Zanim zaczniemy robić coś innego, inne-wszystkie warsztatowe działania, gramy bębnem i słuchamy bębna. Pierwszym działaniem na Twardej Ścieżce są podróże bębnowe. Bęben jest ze skóry, a skóra ze zwierzęcia, najczęściej kozy, która do tego celu została zabita. Domyślam się, że nie było to dla niej (/niego) wzniosłe ani radosne przeżycie. Nie da się oderwać bębna cudownego szamańskiego instrumentu od przemocy zadawania bólu, przerażenia i śmierci tamtemu zwierzęciu. Wiem, chodzę w butach, które też są ze skóry zwierzęcia, podobnie jak jeżdżę samochodem i ogrzewam dom emitując tony dwutlenku węgla, i podobnie zabicie zwierzęcia na bęben może wydać się drobiazgiem wobec ich rozmnażania i zabijania na mięso lub przy produkcji mleka, jak drobiazgiem jest spalenie metra drewna w porównaniu z milionami ton węgla w elektrowniach. Ale granie na bębnie i doświadczanie bębnowego transu nie jest czynnością gospodarczą, tylko rytualną i obowiązują tu surowsze normy moralne, o czym pisałem wcześniej. Ba, normy, które tu obowiązują, są – chyba? – absolutne. Powstaje praktyczne zadanie: czym zastąpić bębny?

Nie zamykam tematu. Bo jeszcze warto byłoby skupić się na tych wartościach, które faktycznie przekazują: szałas potu, chodzenie po ogniu, pogrzeb wojownika, również marsz transowy i wyprawa po wizje, i podróże bębnowe. Być może jednak potrafilibyśmy zmodyfikować te praktyki tak, aby skażenia antropocenu (i te mentalne, i te fizyczne), oraz pojęciowa presja antropocenu, nie naruszały ich sensu.

Antropocen powszedni: wstęp na końcu

O tym, jak antropocen wpływa lub wpływać może na codzienne życie i odwrotnie.


« Trzy dyskursy i trzy przyszłości Sens warsztatów, pracy z umysłem i ćwiczeń z percepcją »

komentarze

[foto]

1. Dopisałem o bębnie • autor: Wojciech Jóźwiak2018-11-17 09:13:15

Dopisałem akapit o bębnie, zobacz. Oraz kilka poprawek. Więc zachęcam do przeczytania jeszcze raz.

2. Wojtku, a zamierzasz... • autor: Mikołaj2018-11-17 18:56:48

Wojtku, a zamierzasz jeszcze kiedyś prowadzić warsztaty twardej ścieżki? Chętnie wziąłbym udział.
[foto]

3. Czy zamierzam? • autor: Wojciech Jóźwiak2018-11-17 20:25:46

Mikołaju, tak, chciałbym. Ale jak widzisz (z tekstu) trzeba je najpierw wymyślić na nowo.

4. taki pomysł... • autor: And21022018-11-18 10:57:03

Nie wiem jak by się organizatorzy na to zapatrywali, ale przyszedł mi do głowy taki pomysł. Chodzi o ogrzanie kamieni by było ekologicznie i "duchowo". Mianowicie można by zbudować wklęsłe zwierciadło sferyczne powiedzmy powierzchni ok 3 m2, i skupiać nim promieniowanie Słońca.Ognisko wiązki bez problemu osiąga setki stopni Celsjusza (nawet więcej). Podobno można nawet tym topić  metale. Moc - przyjmując 1 kW energii z metra kwadratowego łatwo policzyć. Należało by wiązkę skierować na metalową skrzynię (np,ze stali lub miedzi) z kamieniami wewnątrz. Oczywiście  to działa w dni choć trochę słoneczne. Byłby pewien koszt  budowy ,ale potem..  działało by wiecznie.
[foto]

5. And2101: No nie bardzo... • autor: Wojciech Jóźwiak2018-11-18 14:07:39

Moc promieniowania Słońca poza ziemską atmosferą wynosi 1366 W/m2, ale jak czytamy, tylko połowa dochodzi do powierzchni Ziemi, a i to w dni bardzo słoneczne. Ponieważ niebo może być trochę przymglone, przyjmijmy moc = 500 W/m2.
Ciepła właściwego kamieni "pod ręką" nie znalazłem, ale dla piasku wynosi 800 J/kg.K. Podobieństwo liczb budzi pewną nadzieję. Te liczby trzeba podzielić, wynik = 8/5 i oznacza, że gdy przez 8/5 sekundy puszcza się promieniowanie Słońca zebrane z 1 m2 na 1 kg piasku, to temperatura tego piasku podnosi się o 1 stopień. Albo kamieni, bo jedno i drugie głównie składa się z kwarcu, SiO2.
Do jednej sesji w małym szałasie używamy około 20 kamieni po około 5 kg każdy, czyli tych kamieni jest 100 kg.
Kamienie nagrzewany do temperatury co najmniej około 650 stopni C, bo wtedy zaczynają czerwono świecić. Powiedzmy, że podnosimy ich temperaturę tylko o 600 stopni C.
Te dwie liczby mnożymy i mnożymy jeszcze przez wcześniej wyliczone 8/5 sekundy.
Wynik: 96 000 sekund. Tyle czasu trzeba nagrzewać od Słońca masę kamieni używanych w szałasie, żeby je podgrzać o 600 stopni.
Ile to czasu? 1600 minut. Albo 26,7 godziny.
Musielibyśmy grzać kamienie ponad dobę, ale wtedy na pewno Słońce zajdzie.
No to użyjmy większego zwierciadła. Gdyby miało 4 m2 powierzchni, czas nagrzewania zmniejszy się do niecałych 7 godzin.
Z tego wniosek, ze trzeba by używać jakichś niemożliwie wielkich zwierciadeł. Aby ogrzać w godzinę, potrzeba 26.7 m2. Albo użyć wielu mniejszych zwierciadeł skupionych na jednym "garnku" z kamieniami.
Pominąłem tracenie ciepła przez kamienie. Te straty ciepła rosłyby szybko wraz z temperaturą. Ale nawet bez tego widać, że solarny sweat-lodge to pomysł z science-fiction.

6. Dziękuję za wyjaśnienia. • autor: And21022018-11-18 21:37:53

Rzeczywiście, trochę to nie realne takie podgrzewanie. Nie sądziłem ,że potrzeba aż tylu kamieni i to tak gorących. Moc Słońca przyjąłem na 1kW z metra, bo taką energią posługują się przy obliczaniu mocy kolektorów słonecznych w optymalnym ustawieniu w lipcu. Jako ciekawostka link do opisu elektrowni koncentrujących promieniowanie Słońca.

http://www.green-projects.pl/skoncentrowana-energia-sloneczna-przez-cala-dobe/

7. Bezszelestne szałasy • autor: Nugitoraz2018-11-19 22:30:48

W tekście (co jest wyznacznikiem jego dużej jakości) Pan już znacząco sam sobie odpowiedział. Skoro człowiek nie udźwignął ciężaru ognia i ciepła a szałas potu jest pracą z naturą i umysłem na łonie natury to alternatywą i skutecznym remedium powinna być praca z zimnem, wilgocią, ciemnością i ciszą. Choć nie potrafię dostrzec wspomnianej fascynacji ogniem i jamniczego kopania w ziemi. Osoby chorobowo objęte manią palenia wszystkiego to piromani. Oprócz majówek ludzie jakoś nie wspominają i nie tęsknią za biesiadowaniem przy ognisku a częsciej słyszę chęci o np. wędkowaniu. Moim zdaniem odcinamy się zupełnie od przyrody do tego stopnia, że zapominamy o istnieniu gleby, ognia i powietrza. Skłonność mamy do rozkopywania ziemi (możę to zły omen, że nasza planeta nosi tą nazwę) gdy jesteśmy dziećmi. Później wszystkiego pryzmatem i wyznacznikiem są pieniądze. Pieniądze, seks, jedzenie i może sen - nasze fascynacje, dążenia i pozornie szczęściodajne obsesje. Najbardziej wydaje mi się jesteśmy związani z żywiołem wody. Dziwne, że w naszym języku słowa palindromy czyli takie, które czytane wspak brzmią tak samo są tak często związane z wodą: potop, kajak, radar, rotor, oko, sedes. Zupełnie jak bezkresny ocean gdzie wszystko zlewa się w jedno i nie ma różnic. Wszystko i nic.

8. Problem nadmiernej skrajności • autor: Nugitoraz2018-11-19 23:37:22

Jeżeli będziemy wyliczać i doszukiwać się wszędzie wad, błędów, niezgodności i niemożliwości to może się okazać, że już nie będziemy mogli się zatrzymać i żadne działania nie będą odpowiednie. Bo ktoś mógłby powiedzieć, że rolą prowadzącego warsztaty jest sprawdzić czy jego współ-uczestnicy są osobami karanymi, trują środowisko, jedzą mięso, głosują na zielonych i rozdeptują umyślnie pająki i inne entomofagi.

9. To może tańczmy.... • autor: Mieczy.slowa2018-11-20 07:53:53

To może tańczmy. Zbierajmy się gdzieś na łąkach, polach by w rytmie bębnów, grzechotek, kołatek lub innych prostych instrumentów wyśpiewywać pieśni o naszej Ziemii, przyrodzie i zwierzętach. Niech przyjdą wszyscy,nasze dzieci, wnuki i nasi dziadkowie. Niech nasze wnuki i nawet prawnuki usłyszą nasze pieśni o ratowaniu Ziemii i niech z nami zatańczą.

10. Zimna ścieżka • autor: Ignac2018-11-20 12:54:21

No to może alternatywą będą lodowate kąpiele wg nauk Wima Hofa? Podobno wtedy wyczuwa się w brzuchu dziwne ciepło, które daje moc wewnętrzną. Prawdę mówiący, poza ćwiczeniem oddechowym i zimnymi prysznicami, nie wchodziłem w to za głęboko.
[foto]

11. Za a nawet przeciw... • autor: Roman Kam2018-11-20 22:36:38


To, z czym się zgadzam z Wojtkiem to przypuszczenie o poważniejszych skutkach działań "magicznych", "mentalnych" czy jak tam zwał. Z drugiej strony istnieje wyższe dobro. W wypadku działań twarościeżkowych "uzysk" mentalny uczestników, wielokrotnie przewyższa straty termalno-gazowe. Poza tym rozkład biologiczny, rzecz jasna korzystniejszy od spalania, też wiąże się ze spalaniem, głownie utlenianiem i pojawianiem się gazów jak najbardziej cieplarnianych. Przepraszam, że nie przedstawiam tu konkretnych reakcji biochemicznych, ale wstaję o 5:00 stąd niedoczas. Szamani przekraczali w swych umysłach i postępowaniu fakt śmierci. Można powiedzieć, że byli świadomi, co się dzieje, kiedy uśmierca się zwierzę, rozmawiali z jego duchem, wchodzili z nim w porozumienie. Pewnie zbluźnię, ale zabicie kozy dla skóry na bęben, nie jest dla szamana problemem. Ta koza mogła już wydać potomstwo, mogło tych kóz być za dużo i groziły im choroby lub wzrost agresji wewnątrzgatunkowej itd. itp. Natomiast każdy szaman zobaczy problem w masowym, bezdusznym mordzie zwierząt dla zysku. Taka jest właśnie różnica w  e f e k t a c h  dla świata wynikająca z intencji podejmujacego działanie. Jeśli intencja jest właściwa , to spalenie tony drewna lub zabicie kozy nie będzie problemem dla świata. Wręcz odwrotnie, raczej sprowadzi na świat dobro. Nie jestem za przekształcaniem świata na ludzką modłę, jestem za akceptacją świata przyrody, takim, jaki jest. A jaki jest, każdy widzi.     
[foto]

12. Przeczytałem razu pewnego przez swoje okulary... • autor: Roman Kam2018-11-20 22:38:51

...powieść "Lód" niejakiego Jacka Dukaja. Księga gruba, lecz inspirująca i odprężająca. Polecam. Spodobała mi się, chociaż grymaśni stawiają jej zarzut płycizny i efekciarstwa. O, nie! Stanowczo zaprzeczam. Fabuły nie streszczę, ale ma ona piękne odniesienia do prezentowanego tu wątku i jest takim fantastycznym wariantem antropocenu. To rodzaj zawalenia się świata i prób jego odnowy, zlepienia na nowo.  
A ściślej w temacie, to szkoda, że w podstawowych działaniach twardej ścieżki, nie ma jak zmieścić się głodówka. Nie obciąża środowiska, nieznacznie wzrasta zużycie wody, lecz można to trochę skompensować piciem uryny ;) Ogólnie głodówka odciąża na wszelkie możliwe sposoby, lecz jest w poprzek interesów wielkiej Pharmy i biznesu dóbr szybko rotujących, w amerykańskim (nasi kochani Amerykanie) skrócie FMCG. Żartuję. Jest w poprzek naszego chciejstwa.

13. bilans tlenowo-energetyczny • autor: Sławek2018-11-24 11:15:52

Panie Wojciechu, spalając tzw.chrust  będzie miał Pan identyczny wpływ na emisję CO2 do atmosfery dokłądnie taka samą jak podczas procesu tzw.butwienia masy roślinnej. Butwienie to proces rozkładu resztek roslinnych przebiegajacy z udziałem tlenu pod wpływem bakterii i grzybow, a jego produktami są: dwutlenek wegla (IV) CO₂, woda H₂O, amoniak NH₃, oraz jony SO₄²⁻, PO₄³⁻, NO₃⁻.Butwienie jest reakcją egzotermiczną czyli kompostownik w ogrodzie jest zawsze ciepły dopóki mamy w nim butwiejącą masę. Bilans energetyczny też będzie dokładnie taki sam jak podczas spalania.Tak więc z czystym sumieniem możemy spalać chrust który i tak będzie sobie sam powstawał i butwiał o ile człowiek wcześniej go sobie nie spożytkuje.
Zakładając że ludzkość umówiła by się nie wycinać lasów to wtedy można by spokojnie spalać i paliwa kopalne, bo i one też powstały z  umownego ,,chrustu" (tak, wiem, była jeszcze masa zwierzęca ale ona ma taki sam bilans tlenowy jak roślinna) ponieważ rośliny odżywiając się także CO2 generowały nam odpadowo tlen. Te masy węgla zalegające pod ziemią to nic innego jak skarbonizowany ,,chrust"  z drzew które też musiały wygenerować tlen do atmosfery. Ten tlen się nigdzie nie zapodział, należy też o tym pamiętać. Reasumując, problemem jest wycinka drzew z jednoczesnym spalaniem paliw kopalnych.

Co do energii słonecznej nie ma po co wyważać otwartych drzwi: Istnieją doskonałe wszak czyste technologie jej magazynowania ( np.magazynowanie wodoru z elektrolizy wody) - jednak z powodów finansowych koncerny energetyczne i samochodowe wzbraniają się przed jej szerszym zastosowaniem. Biznes części zamiennych do skomplikowanych silników spalinowych musi się dla nich kręcić.Istnieje nawet w

14. istnieje nawet • autor: Sławek2018-11-24 11:19:46

Istnieje nawet w Prawie Energetycznym zapis uniemożliwiąjący produkcję energii elektrycznej przez zwykłego Kowalskiego na użytek własny lub w celu sprzedaży bezpośredniej.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)