Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

11 grudnia 2009

Daniel Pinchbeck

Szamanizm a Drzewo Życia
Fragment książki 'Przełamując umysł'. Wyd. .:Okultura:. Warszawa 2010. Przekład: Maciej Lorenc i Dariusz Misiuna

Fragment książki "Przełamując umysł". Wyd. .:Okultura:. Warszawa 2010. Przekład: Maciej Lorenc i Dariusz Misiuna. Książkę kupisz ze strony Wydawnictwa »


Rozdział 11

Szamanizm to technologia poznawania niezwykłych stanów świadomości dla osiągania pewnych konkretnych celów: uzdrawiania, dywinacji i komunikacji ze światem duchów. Historyk religii, Mircea Eliade scharakteryzował główne cechy szamanizmu. Są to: "szczególne relacje z 'duchami', umiejętność osiągania ekstazy magicznego lotu, wznoszenie się do nieba, zstępowanie do zaświatów, zdobycie władzy nad ogniem itd".. Szamanizm może też obejmować magiczną transformację ludzi w zwierzęta, sny prorocze i obcowanie z duszami zmarłych.

Szamański system wierzeń zakłada istnienie innych wymiarów poza dostępnymi nam wymiarami czasu i przestrzeni, w które można wejść dzięki podniesionej świadomości, czyli transowi. Te inne wymiary, przenikające wszystkich ludzi, często zyskują wyobrażenie Axis Mundi, Drzewa Świata, którego korzenie sięgają niższych królestw duchów, a gałęzie pną się do świata bogów. Eliade zauważa: "Świat podziemny, centrum ziemi i 'brama' niebios znajdują się na tej samej osi. W dawnych czasach to właśnie dzięki tej osi można było przemieszczać się z jednego do drugiego rejonu kosmicznego".

Szamanizm to niezwykle stare zjawisko, a na dodatek zadziwiająco szeroko upowszechnione. Niektórzy badacze utrzymują, że pierwotną kulturę szamańską tworzyli koczownicy ze stepów syberyjskich, którzy prowadząc koczowniczy tryb życia przenieśli ją przez Cieśninę Beringa do Ameryki. Ale nie tłumaczy to istnienia w pełni rozwiniętych praktyk szamańskich u Pigmejów z Afryki i aborygenów z Australii. W plemionach australijskich, które ponad czterdzieści tysięcy lat temu żyły w izolacji od reszty ludzkości, doszło do wykształcenia się szamanizmu. Poza współczesnymi kulturami Zachodu szamanizm wydaje się być uniwersalnie ludzkim zjawiskiem. Jeśli chodzi o świat tradycji archaicznych, jego przeciwieństwem są "kulty opętania", wciąż popularne w całej Afryce. W tych tradycjach Bóg lub duch zstępuje na ciało uczestnika transu i pozbawia go autonomii. Tymczasem w transie szamańskim osoba cały czas zachowuje spójność psychiczną. Udaje się w świat duchów, z którego w pełni świadoma powraca do swego hamaka.

Eliade śledzi występowanie międzykulturowych podobieństw pomiędzy systemami szamańskimi z całego świata, od Australii, poprzez Brazylię, aż po Syberię. Dokumentuje mity opowiadające o "wężach kosmicznych", które przyniosły życie na Ziemię; o pierwotnej bitwie, podczas której mężczyźni obalili pierwotny, żeński chaos i inicjowali czas. Pisze o uzdrawiającej mocy górskich kryształów i magicznym oddechu szamana.

Inicjacja szamańska często dokonuje się na skutek choroby. Lekiem jest odkrycie swego powołania. Eliade pisał o słynnym jakuckim szamanie, który zachorował w młodości. Gdyby nie szamanił, mogłoby dojść do nawrotu jego choroby. Szamani często zapadają na jakąś poważną chorobę w młodym wieku. Podczas tej choroby mogą doświadczać wizji duchów lub spotykać duchy przodków. Szamanizm dziedziczy się również w rodowej linii przekazu.

Radykalny sposób na zostanie szamanem to przeżycie uderzenia błyskawicy. Tak o tym pisze Holger Kalweit, niemiecki badacz, który przytacza liczne przypadki szamanów uzyskujących cudowne moce po spotkaniu z 'istotami gromu': "Grecy wierzyli w to, że osoba uderzona przez błyskawicę nabywa moce magiczne. W kulturach plemiennych z całego świata takich szamanów traktuje się z najwyższym szacunkiem dla ich mocy".

Zgodnie z tradycją, przemiana zwykłego człowieka w szamana obejmuje szereg wizji i snów o byciu zabitym, rozczłonkowanym, zjedzonym, zwymiotowanym i ponownie złożonym do kupy przez duchy. Kości szamana lub szamanki zostają zastąpione kryształami kwarcu, metalami szlachetnymi lub podobnymi substancjami magicznymi. I tak na przykład, jak pisze Eliade, na Borneo duchy dawnych szamanów biorą udział w inicjacji nowego szamana. "Rozbijają mu czaszkę, wyjmują z niej mózg, myją go i odnawiają... wkładają złoty pył w jego oczy, wyposażając go w wystarczająco potężny wzrok, by mógł widzieć błąkające się dusze; zakładają mu na paznokcie haki, by mógł porywać dusze i trzymać je w garści; w końcu zaś przeszywają jego serce strzałą, by nauczył się wrażliwości i w pełni utożsamił z chorymi i cierpiącymi". Większość szamanów to mężczyźni. Ale gdy kobiety zostają szamankami, nabierają szczególnej mocy. W niektórych plemionach szamani posiadają niejasną tożsamość płciową. Ubierają się jak kobiety lub przebywają w celibacie.

Eliade podsumowuje obfitą literaturę antropologiczną poświęconą inicjacjom szamańskim mówiąc, że dotyczy ona "śmierci, a następnie mistycznego zbawienia kandydata poprzez zstępowanie do świata podziemnego i wznoszenie się do nieba". Kiedy kandydat na szamana przechodzi inicjację, otrzymuje "potężny przypływ" sacrum. To chwilowe uwolnienie sił ponadzmysłowych, które kandydat musi okiełznać, może być groźne dla bliskich mu osób. Według historyka, Williama Irwina Thompsona szaman jest "transformatorem pobierającym potężne energie, ujarzmiającym je i przemieniającym w słabszy prąd zmienny, którym mogą posługiwać się w domu zwyczajni ludzie". Jako mediator między światem nadludzkim a światem żywiołów pomaga w tworzeniu się cywilizacji.

Tradycyjnie szaman jest uzdrowicielem, ogrodnikiem, bajarzem, jasnowidzem i wprowadzającym w świat duchów. Jednym z jego zadań jest wprowadzanie zmarłych do świata podziemnego. Mądrość szamana, jego związek z królestwem duchów, umiejętność przeżywania ekstazy sprawiają, że jest on "wielkim specjalistą od duszy ludzkiej; on sam ją 'postrzega', ponieważ zna jej 'kształt' i przeznaczenie". Tak o tym pisze Eliade.

Podczas działań szamańskich korzysta się z substancji wytwarzanej w ciele szamana i materializującej się pod postacią płynów, kryształów górskich lub strzałek magicznych. Jak pisze antropolog Alfred Metraux: "Niektórzy badacze powiadają, że moc szamana bierze się z substancji, którą on sam nosi w swym ciele. Gesty wykonywane przez niego podczas działań magicznych wskazują na to, że trzyma on jakiś niewidzialny materiał, który wyjmuje z ciała pacjenta lub przekazuje osobom czy nawet rzeczom z pożytkiem dla ich mocy. Na przykład szamani z plemienia indiańskiego Guarani otrzymywali od duchów pewną substancję, którą mogli przekazywać innym ludziom dla rozwoju ich sił życiowych".

Niektórzy autorzy, jak na przykład Terence McKenna, zrównywali tę substancję z poszukiwaną przez alchemików 'pierwotną substancją' między materią a świadomością. Juliusz Evola pisze w The Hermetic Tradition, dziele poświęconym europejskiej tradycji alchemicznej: "Hermetysta wykonuje pewne działania, poprzez które materializuje i doprowadza do stanu doskonałości ową symboliczną 'Materię'". W języku symbolicznym alchemii ten cudowny materiał nazywany jest "złotem". Alchemicy usiłują je wytworzyć. Jest to produkt uboczny wewnętrznego procesu samo-transformacji.

Szamanizm archaiczny wykształcił wyrafinowane i wysoce pragmatyczne technologie. To, co nazwano później 'miotłą czarownic', było w istocie narzędziem do wcierania maści sporządzonych z wyciągów z belladony, lulka i szaleju, niebezpiecznych roślin zawierających trujące alkaloidy. Według antropologa Michaela Harnera, przy pomocy miotły "nacierano czułe membrany waginy rośliną zawierającą atropinę, a także wywoływano wrażenie ujeżdżania rumaka, czyli typowe złudzenie lotu na sabat czarownic".

Ginzburg podejrzewa, że nocne igraszki Andrew Mana z "dobrymi sąsiadami" były poprzedzone spożyciem trujących roślin. Według Ginzburga, owa technika była znana niektórym uczonym w tamtej epoce: "Szesnastowieczni naukowcy, tacy jak Cardano czy Della Porta potrafili wyrazić odmienny pogląd, zgodnie z którym metamorfozy w zwierzęta, loty i spotkania z diabłem stanowiły następstwo złego wyżywienia lub korzystania z substancji halucynogennych zawartych w wywarach oraz maściach". Ów autor, choć nie posiadający żadnych doświadczeń ze spożywaniem takich substancji, autorytatywnie twierdzi, że żaden napar czy roślina ani technika szamańska nie są w stanie wywoływać tego rodzaju wizji. Mówi: "Trzeba porzucić determinizm biologiczny i uznać kulturowe podłoże takich powtarzających się zeznań".

Oczywiście, Ginzburg nawet nie stara się dookreślić, co ma na myśli, pisząc o kulturowym podłożu tych zjawisk, niemniej jednak jego kategoryczne twierdzenie, że żaden napój czy roślina nie byłyby w stanie wywołać tak przekonujących wizji u Andrew Mana wpisuje się doskonale w typowy dla naukowców dyskurs unieważniający jakiekolwiek myślenie o szamańskim wykorzystaniu roślin psychoaktywnych. W tę tradycję wpisują się również słowa Eliadego, wypowiedziane w jego klasycznym dziele pt. Szamanizm: archaiczne techniki ekstazy, że spożywanie roślin wywołujących wizje w postaci dymu, pokarmu, napoju lub proszku konstytuuje dekadencką fazę w rozwoju szamanizmu:


Narkotyki to tylko wulgarny substytut "czystego" transu. Mieliśmy już okazję zauważyć ten fakt u wielu ludów syberyjskich; stosowanie intoksykantów (alkoholu, tytoniu itd.) to stosunkowo nowa innowacja, która wiąże się ze schyłkiem technik szamańskich. Narkotyki mają imitować stan, którego szaman nie potrafi już osiągać w inny sposób.

Nie mamy tu do czynienia jedynie z błędnym stwierdzeniem, lecz z całkowitym odwróceniem faktów.

Posługiwanie się narkotykami w celu wywoływania stanów transowych jest praktyką starą jak świat i upowszechnioną na wszystkich kontynentach. I chociaż nie jest to jedyny z możliwych sposobów szukania wizji (istnieją wszak taniec, głodówka, medytacja, samoudręczanie itp.), dostarcza on najszybszej drogi do osiągnięcia celu. Odkrycia archeologiczne i antropologiczne, dokonane już po 1951 roku, kiedy to Mircea Eliade opublikował swą książkę, sprostowały jego twierdzenia. Kilka lat później Gordon i Valentina Wassonowie odnaleźli w Meksyku kult grzybów psylocybinowych. Jednakże słowa Eliadego nadal służą za argument przeciwko szybkiemu wywoływaniu stanów mistycznych i przyczyniają się do utrwalania zabobonów odnośnie "narkotycznej intoksykacji".

Ginzburg w swych Ecstasies, wydanych prawie czterdzieści lat po dziele Eliadego, nieustannie zmaga się z tymi przesądami, usiłując przywrócić dyskursowi publicznemu od dawna tłumione fakty. "To niesamowite doświadczenie, które ludzkość wyrażała od tysiącleci za pośrednictwem symboli w mitach, baśniach, rytuałach i ekstazach, pozostaje jednym z ukrytych centrów naszej kultury, naszego sposobu przebywania w świecie". Ginzburg przytacza argumenty na rzecz tezy, że to "niesamowite doświadczenie", to objawienie "form niewidzialnych rzeczy" często stanowi następstwo stanów transowych, wywoływanych roślinami psychoaktywnymi.

Przygląda się takim starym, miejscowym pojęciom jak "czarne żyto" i "szalone zboże", którymi to określano kłosy żyta zarażone grzybem Claviceps purpurea, sporyszem. Owe terminy wskazywały na fakt utraty świadomości po spożyciu sporyszu, co zdarzało się w trakcie szamańskiego upojenia. Akuszerki korzystały ze sporyszu celem przyspieszania porodu. Obecnie syntetyzuje się z niego dietylamid kwasu lizergowego, czyli LSD. Ginzburg przygląda się także mitycznej obecności grzyba Amanita muscaria, czyli muchomora czerwonego, którym posiłkują się szamani syberyjscy i odnajduje ją w opowieściach o pantoflu Kopciuszka i chromej nodze Edypa. Zauważa zbieżność tego motywu z potocznym określeniem stosowanym dla tych grzybów, które nazywa się "jednonóżkami". Konkludując, dochodzi do wniosku, że badając to zjawisko nie miał do czynienia z jedną narracją "tylko z matrycą wszelkich możliwych narracji". Przy okazji, porównuje zadanie czekające historyka do lotu szamańskiego, mówiąc, że "próba uzyskania wiedzy o przeszłości jest także podróżą w świat zmarłych".

W wielu rejonach świata oddziaływanie szamana na świat społeczny znajduje swój wyraz w wyglądzie samej ziemi. Nasypy i kopce pozostawione przez Indian z Ameryki Północnej, rozległe linie Nazca w Peru, kręgi kamienne i linie promieniowania geomantycznego w Europie oraz podobne proste linie drogowe biegnące przez olbrzymie połacie Ameryki Środkowej i Południowej to pozostałości po szamańskim obcowaniu z subtelnymi energiami ziemi. W wielu tych miejscach można zobaczyć wizerunki zwierząt, ptaków i ludzi-ptaków, formy często przyjmowane przez szamanów podczas stanów transowych. Owe proste drogi mogą reprezentować ścieżki używane przez szamanów do lotów w zaświaty. W Europie Kościół chętnie korzystał z tej archaicznej topografii. Wiele katedr i kaplic postawiono wzdłuż dawno zapomnianych linii promieniowania geomantycznego, czyli tzw. "Ley lines". Paul Devereux pisze, że tzw. proste linie drogowe "symbolizują podróż ducha, wędrówki do świata duchów, świata przodków... który może być postrzegany jako inny poziom lub wymiar fizycznego krajobrazu".

Bruce Chatwin opisuje w The Song Lines szamańską geografię australijskich Aborygenów. Wszyscy członkowie plemienia posiadają swą własną pieśń klanową i pieśń osobistą, która wiąże się bezpośrednio z miejscową geografią.

Skała, wzgórze, staw mogą mieć swoje własne kosmologiczne odbicie w legendzie przekazywanej z ust do ust przez niezliczone pokolenia. Zgodnie z tradycją te pieśni pełniły funkcję waluty. Wkraczając na teren jakiegoś klanu trzeba było podzielić się odpowiednim hymnem.

Aborygeni wierzą, że ich mityczni przodkowie stworzyli z pieśni ziemię i zamieszkujące ją istoty. Całe ich życie religijne koncentruje się wokół tego, by "utrzymać ziemię w takim stanie, w jakim ją zastali". Chatwin pisze: "Mężczyzna, który udawał się na 'Walkabout', wędrówkę, brał udział w podróży rytualnej. Kroczył śladami swego Przodka. Śpiewał zwrotki pieśni przodków, nie zmieniając ani słowa ani nuty. W ten sposób odtwarzał akt Stworzenia". Cały kontynent australijski przypomina olbrzymie krosno. Jest poprzecinany takimi pieśniami, będącymi równocześnie splatającymi się mitami stworzenia, harmonijnymi pozostałościami po zdarzeniach geologicznych oraz elementami powierzchni ziemi.

Aborygeni nie oddzielają naturalnych od ponadnaturalnych aspektów rzeczywistości. Ludzkość dla nich ma do wykonania pewną świętą funkcję i jest ona związana z darem, umiejętnością wyróżniającą ją spośród innych żywych stworzeń - językiem.

Pisarz Henry Munn w eseju "The Mushrooms of Language" poświęconym szamanizmowi Mazateków zwraca uwagę na to, że najpotężniejszym skutkiem spożycia grzybów jest natchnienie lingwistyczne. "Ci, którzy je spożywają, są ludźmi języka, olśnionymi przez ducha przemawiającego do tych, którzy mówią". Sama moc uzdrawiania wiąże się z natchnioną mową, "pierwotną czynnością nadawania znaczeń", przekazywaną przez grzyby. "Wbrew temu, co zwykło się uznawać, szamani i Indianie nie zajmują się kontemplacją, tylko aktywną ekspresją za pośrednictwem mowy. To stwórcy zaangażowani w poszukiwanie ontologicznych, egzystencjalnych objawień. Szamani wysławiają świat objawiony.

Rozważania Waltera Benjamina na temat natury języka wtórują światopoglądowi autochtonów: "Język współistnieje nie tylko z wszystkimi obszarami ekspresji ludzkiej myśli, gdzie w tej czy innej mierze się skrywa, ale w ogóle ze wszystkim. Nie ma takiej rzeczy ożywionej i nieożywionej, która by w jakiejś tam mierze nie uczestniczyła w języku, ponieważ naturą wszystkich jest przekazywanie sobie sensu swych myśli". Proces oznaczania jest sam w sobie świętym aktem - "człowiek, nazywając swe mentalne konstrukcje, komunikuje się z Bogiem".

W teorii Benjamina egzystencja języka, sama możliwość ekspresji, zawarta jest w każdym istniejącym przedmiocie. Podobnie u aborygenów, starożytny akt nadawania pojęć, snucia opowieści dosłownie wymyśla, inicjuje świat. Szaman posługuje się językiem, śpiewa pieśni nadając kształt światu.

Jest to zarazem akt twórczy jak i ochronny, leczniczy. Jak to wyłożył Terence McKenna, dla szamana "świat składa się z języka". Mit to warsztat tkacki istnienia.

We wszystkich kulturach szamańskich krajobrazy duchowe i psychiczne istnieją na równi z krajobrazami fizycznymi. Szamanizm tradycyjnie był mocno osadzony w konkretnym miejscu. Pewien szaman z plemienia Szuarów zamieszkującego Amazonię ekwadorską powiedział mi, że wierzy w pochodzenie swych mocy od gór, w których mieszka. Góry przekazały mu swoją energię żywiołów oraz siłę magnetyczną, a za pośrednictwem ayahuaski i tytoniu, jednej z najświętszych roślin w Ameryce Południowej, mógł przekazywać te moce swoim pacjentom.

Mnie samemu oraz innym mieszkańcom miast Zachodu trudno jest zrozumieć to uczucie świętości, ponadzmysłowej mocy ziemi zamieszkiwanej przez niezliczone pokolenia tego samego ludu. Kiedy czytamy o Indianach Uwa - plemieniu kolumbijskim grożącym popełnieniem zbiorowego samobójstwa, jeśli koncerny naftowe będą drążyć ich ziemię - możemy czuć do nich głęboką sympatię. Ale ciężko przychodzi nam wyobrażenie sobie takiej identyfikacji z jakimś fragmentem ziemi, z jakimiś formami i roślinami, która by mogła popchnąć kogoś do samobójstwa w obliczu nagłej zmiany.

Współczesny człowiek, który zostaje owładnięty archetypem szamańskim - doznając wizji świętej ziemi, wielowymiarowego kosmosu - zaczyna panicznie bać się otaczającego go społeczeństwa i coraz rychlejszych procesów globalnej destrukcji. Ale nie jest mu dostępna ta tradycja archaiczna, którą pragnąłby kontynuować. Nasza własna tradycja zdaje się wzbraniać nam dostępu do duchowych wizji. Utraciliśmy związek ze światem natury jako świętym bytem.

Tym niemniej, jeśli uznamy, że szamanizm jest zjawiskiem uniwersalnie ludzkim, oznacza to, że posiadamy wrodzoną sobie zdolność do odzyskania tego wszystkiego, co straciliśmy.


Daniel Pinchbeck


Fragment książki "Przełamując umysł". Wyd. .:Okultura:. Warszawa 2010. Przekład: Maciej Lorenc i Dariusz Misiuna. Książkę kupisz ze strony Wydawnictwa »


Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)