
Trudno się rozmawia z kimś, kto z góry zakłada, że ma rację i nic go nie przekona. Często ludzie mylą wiedzę z informacją. Czasem mając dobre intencje próbują dorobić sobie teorię do faktu, że nie mają kontaktu z linią przekazu, mają natomiast dostęp do informacji (sieć, książki). Moda na szamanizm karmi ich ambicje, w końcu tak łatwo zostać szamanem. Czy rzeczywiście łatwo zostać szamanem? O trudnej ścieżce szamańskiej pisałem już w innym miejscu. Ktoś, kto nie ma dostępu do tradycyjnych praktyków szamanizmu często twardo broni teorii, iż szamanizmu można uczyć się przez sieć. Skoro definicję szamanizmu można naginać... Definicję tak, ale szamanizm pozostaje szamanizmem. Uczymy się przez praktykę, poprzez ciało. Nauczyciele są ważni - to oni przekazują, oceniają kandydata, ucznia. Jak ocenić, skoro dostajemy tylko porcję słów? Gdy rozmawiam z kimś poprzez internet, nie widzę jego/jej ciała, jego ruchu, języka gestów, tańca, nie słyszę śpiewu, emocji w głosie, nie czuję zapachu potu i ziemi...
Gdy linia zostaje przerwana, prowadzą duchy. Mogą naprowadzić adepta na informację, techniki przez sieć, ale uczyć zaczną dopiero, gdy wystawią go na ciężką próbę, w której zmierzy się z własną słabością, będzie musiał umrzeć i się narodzić, a temu towarzyszy ból. Czy tego doświadczy przez internet? Czy przez internet będzie w stanie opróżnić wnętrzności, wystawiając ciało na ekstremalne warunki i doznania, by dotrzeć do wizji, która będzie go prowadzić?
Szaman musi mieć kontakt z ziemią. To z niej czerpie swoją moc uzdrawiania i transformacji. Jeśli jest odcięty od źródła, nie ma mowy o szamanizmie. Szaman pracuje poprzez ciało - to się nie zmieniło mimo postępu technologii. Pobębnienie przez pół godziny, medytacja przy świeczce i tego typu praktyki są odprężające i relaksujące, mogą nawet być transportujące, ale nie przekraczają pewnej ważnej granicy - ekstazy i transu. Wojciech Jóźwiak nazwał to Twardą Ścieżką, by odróżnić właśnie te praktyki, które działają poprzez ciało. Ja nie nazywam tego twardą ani miękką, ale po prostu Ścieżką. Może nie dorosłem do nazywania, może nie mam takiej potrzeby.
Co do duchów w internecie, to jest ich mnóstwo. Zwłaszcza tych głodnych. Gry online, porno, wielkie portale i centra, wyszukiwarki. Jeśli spojrzysz na świat ani-mistycznie, zobaczysz duchy wszędzie, nie tylko w lesie... Pytanie tylko, czy są to duchy, którym chcesz dać się prowadzić.
Co jakiś czas dostaję e-mail z pytaniem, czy będę go uczył, czy będę jego przewodnikiem, guru, nauczycielem, itd. Mam wystarczająco dużo pracy z własną praktyką, więc czemu miałbym brać jeszcze odpowiedzialność za kogoś, kogo nigdy nie spotkałem osobiście? Zresztą nie wiem dlaczego ludzie oceniają mnie po tym, co napisałem i powiesiłem gdzieś w sieci. Jakie to ma znaczenie? Znałem kiedyś osobę, która sporo pisała o szamanizmie (imienia z grzeczności nie wymienię). Czytając jej wypowiedzi wydawać by się mogło, że wie o czym pisze. Niestety gdy spotkałem ją osobiście, okazało się, że jej wiedza na temat szamanizmu to tylko... teoria. Dlaczego więc ludzie piszą do mnie z prośbą o przewodnictwo, choć w zasadzie nic o mnie nie wiedzą, poza słowami, które w zasadzie nie świadczą o moim doświadczeniu, a mogą być zbiorem cudzych mądrości? Nie wiem. Dziwi mnie to niezmiernie i zwykle odpowiadam takim osobom, by uważały na nauczycieli, bo prędzej czy później trafią na kogoś, komu się wydaje, że może uczyć innych. Dotyczy to szczególnie nastolatków, dla których dwudziestoparolatek jest kandydatem na nauczyciela, choć z mojej perspektywy jest on takim samym wędrowcem co ów nastolatek. Obserwowałem kiedyś pewną grupę okultystyczną, którą założyła właśnie 25-letnia osoba. Taka osoba ma nabitą głowę teoriami i wizjami własnej potęgi, ale w zasadzie niczego nie wie o życiu, a mimo to uważa siebie za kogoś, kto ma prawo doradzać innym. Nauczyciele, którzy mieli duży wpływ na losy ludzkości, nieważne czy pozytywny czy negatywny, zanim stali się nauczycielami żyli tak jak inni, mieli rodziny, dzieci, musieli najpierw doświadczyć trudu życia, by wiedzieć, czego nauczają. Życie wirtualne jest pozbawione tych trudów. Tu każdy może być mistrzem, wystarczy że będzie kopiował cudze mądrości. Jak sprawdzić jego autentyczność jeśli nie osobiście? Czy jego nauki mają wpływ na jego osobiste życie? Czy kryje się pod maską oświeconego, czy też nie ukrywa swoich słabości i wad? To są ważne kwestie dla kogoś, kto szuka nauczyciela, zwłaszcza szamanizmu.
Bez praktyki szamanizm jest prostą drogą do zrobienia krzywdy sobie lub innym, którzy uwierzą, że taki ktoś rzeczywiście potrafi uzdrawiać. Zresztą same przypadki uzdrowienia nie muszą świadczyć o czyjejś mocy. Efekt placebo i moc wiary jest siłą, która również z powodzeniem może uzdrowić.
Jest sporo praktyk i technik, które uchodzą za szamańskie, choć w spłyconym wydaniu z szamanizmem niewiele mają już wspólnego. Jedną z takich sztandarowych kwestii związanych z modą na szamanizm jest poszukiwanie totemu („zwierzęcia mocy”). Ktoś zafascynowany filmem lub strzępem informacji wchodzi na forum o szamanizmie i dowiaduje się, że może nawiązać kontakt z własnym totemem w prosty i wygodny sposób, np zadając sobie pytanie lub poprzez medytację i wizualizację. Można też pojechać na warsztaty szamańsko-jakieś-tam, najlepiej w weekend i gdzieś poza miasto. Efektem takich mitów jest zatrzęsienie wilków, orłów, jaguarów, jeleni itd. Czy to nie zastanawiające, że większość ludzi jest odcięta od własnej mocy i gdy doświadczają weekendowych technik wydaje im się, że nawiązali kontakt z Wewnętrznym Przewodnikiem (Totemem, Zwierzęciem Mocy)? Są nagle potężnymi szamanami... uzależnionymi od rodziców, supermarketów, stacji paliw? Gdzie tu ryzyko, gdzie balansowanie na granicy życia, by odnaleźć tego Ducha, który pojawia się w ekstremalnych stanach poprzez głodówkę, izolację, kontakt z naturą bez zabezpieczenia? Odnoszę wrażenie, że ludzie tzw. cywilizowani, wychowani w otoczeniu ubezpieczeń, emerytur, leków przeciwbólowych, telewizji w większości przypadków nie są przygotowani na prawdziwą praktykę szamańską. Owa pozorna łatwość nawiązania kontaktu z Mocą jak dla mnie świadczy jedynie o powszechnym zjawisku tworzenia projekcji i mitów, a nie o autentycznym odrodzeniu pierwotnej duchowości. Bo kto by chciał być dzięciołem, wiewiórką albo... karpiem? Internet wręcz przesiąknięty jest teoriami, relacjami, praktykami i własnymi fantazjami. Jak to przesiać, jak wyodrębnić prawdziwe wizje od fantazji?
Pomijając fakt, że szamanizm a praktyki szamańskie to nie to samo, odpowiadam na postawione w tytule pytanie: szamanizmu nie można nauczyć się przez internet. W internecie można jedynie zdobyć informacje, których wartość często jest złudna. Jednak informacja to nie wiedza. To samo dotyczy szukania wiedzy w książkach. Tam również są informacje, czasem przydatne, czasem to steki bzdur. Te informacje jednak trzeba sprawdzić osobiście, nie brać nic na wiarę. Ślepa wiara szkodzi szamanizmowi. Szamanizm to wiedza praktyczna, która ma służyć uzdrawianiu. Kto opiera się tylko na fantazjach, ten powiela iluzję. Kto szuka mistrza w człowieku, który w sieci tka iluzję zakładając złotą maskę, staje się łatwym łupem duchowego pasożyta, a w najlepszym razie - ignoranta.
Jaki więc jest sens tworzenia stron o tematyce szamańskiej? Dobre strony są źródłem informacji a nie mitów. A więc piszą osoby, które są praktykami, a nie teoretykami. Ewentualnie są to miejsca, gdzie można umówić się na spotkania, działania, itp. Problem w tym, że laik po przeczytaniu tekstów nie rozpozna, czy autor strony lub tekstu traktującego o szamanizmie jest dobry w tym o czym pisze. Zwłaszcza, gdy autor chwali się medalami i dyplomami, mistrzami - to zawsze robi wrażenie. Nawet uczestnicząc w warsztacie możemy wyrobić sobie błędne wyobrażenie na temat szamanizmu. Dla kogoś, kto pierwszy raz doświadcza takich wyjazdowych tripów autentyczne doświadczenie może być przeinaczone egzotyką nieznanych technik, słów, działań. (Prowadzący oczyszcza miejsce machając wachlarzem, ale czy obserwator wie, co dzieje się na planie duchowym? Czy prowadzący nie tworzy jakiegoś podpatrzonego widowiska na potrzeby uczestników warsztatu?) Internet pod tym względem jest wręcz stworzony do tkania iluzji. Cóż to za problem stworzyć stronę z ładnymi obrazkami zwierząt i Indian? Albo nawet bez Indian, niech będą jakieś obrazki stylizowane na szamańskie. To nic, że symbolika bez sensu, liczy się wrażenie, wizerunek i marketing.
Praktykom i adeptom uzdrawiania odpowiadam – ucz się poprzez kontakt z ziemią (czysta moc żywiołów a nie idei), nie poprzez Internet. Jeśli nie masz nauczyciela, ucz się technik w praktyce i dąż do doskonałości warsztatowej. Informacje znalezione w sieci sprawdzaj na sobie. Pozwól by prowadziły cię duchy a nie definicje i idee. Jeśli jesteś powołany do roli uzdrowiciela, będziesz o tym wiedział. Jeśli nie, nie ma co pchać się na siłę w rolę, która wymaga sporego nakładu pracy, w praktykę, w której ryzykujesz życie i zdrowie.
Laikom mogę doradzić tylko jedno - szamanizm to nie zabawa ani sposób na spędzenie weekendu. Większość ludzi, których interesuje szamanizm, nie są kandydatami na uzdrowicieli. To trzeba wyraźnie zaznaczyć. Nie znaczy to, że praktyki szamańskie są dla nich nieosiągalne, niewłaściwe i zakazane. Wręcz przeciwnie. Techniki szamańskie prowadzone przez doświadczonego praktyka i pod jego okiem są jedną z lepszych sposobów na odnalezienie zdrowia i równowagi. Jeśli ktoś ci sprzedaje szamanizm w weekend, dostaniesz właśnie taki towar, za jaki zapłaciłeś/aś. Jeśli cierpisz z powodu głodu duchowych przeżyć, pierwotne techniki mogą ci pomóc odnaleźć drogę do swojej Mocy, ale też nie są sposobem na duchową turystykę. Jeśli chcesz skorzystać z internetowej oferty, prześledź historię prowadzącego, opinie o nim (wystarczy wygooglać imię i nazwisko - warto poświęcić czas, by przyjrzeć się osobie, której chce się zawierzyć własny rozwój). Nie opieraj się na autobiografii, bo każdy sprzedawca zachwala swój towar. Bądź sceptyczny/a i nie bój się pytać. Często ludzie bez doświadczenia zasłaniają się tym, że wiedza jest tajemna i ktoś nowy nie zrozumie. Zwróć szczególną uwagę na osoby, które w swojej ofercie mają szeroki wachlarz technik, umiejętności i dyplomów. Szamanizm to żmudna i wieloletnia praktyka. Ceń sobie zwłaszcza tych praktyków, którzy nie boją się przyznać, że sami wciąż się uczą tego, co przekazują innym, którzy nie udają wszechwiedzących podpierając swój autorytet niewiedzą uczestników warsztatów i kursów. Jeśli ktoś jest ezoterycznym omnibusem i co sezon oferuje nowe warsztaty, najprawdopodobniej nie zgłębił należycie wiedzy i ograniczył się tylko do stworzenia płytkiego pakietu dla ezoturystów lub dodał jakieś szamańskie elementy dla urozmaicenia.
Poza tym to wybór każdego z nas, czy chce być turystą, czy podróżnikiem.
Do zobaczenia w rzeczywistości. W sieci nie znajdziesz mnie, tylko obrazy i słowa...
Nes Havason
2. ostrożność, anonimowość • autor: Nes W. Kruk 2011-12-29 19:20:43
3. Prawdę mówiąc... • autor: Nihil 2011-12-30 17:55:16
4. nadwrażliwość i duchowość • autor: Nes W. Kruk 2011-12-30 19:46:31
5. Nadwrażliwość, czyli • autor: Nihil 2011-12-31 17:16:24
6. Nihil, • autor: ewa12 2012-01-01 16:01:42
7. Problem jest taki... • autor: Nihil 2012-01-01 20:11:55
8. hydrozagadka • autor: Nes W. Kruk 2012-01-01 20:56:02
9. Dzięki • autor: Nihil 2012-01-01 22:10:34
11. wybory • autor: Nes W. Kruk 2012-01-03 00:36:22
12. * * * • autor: Xena 2012-01-03 05:31:16
13. * * * • autor: HANA 2012-01-04 08:45:45
Autor, jego teksty
Aby pisać komentarze zaloguj się lub zarejestruj.
Udostępnij:

Drukuj
1. Czasem Google nie pomogą • autor: Wojciech Jóźwiak 2011-12-29 10:16:52
Czasem nie wystarczy. Zdarzyło mi się dwa lub trzy razy przy okazji zamieszczania ogłoszeń w Tarace, że szukałem w Internecie danych o pewnych prowadzących ogłaszane warsztaty - i nie znajdowałem nic, prócz paru informacji, które było widać, że są pilnie kontrolowane przez samych "guru'ów". Pełna ściema: nie wiadomo, skąd się dany człowiek wziął, instytucje na które się powołuje, nie istnieją (w Internecie), nieznane "urodzeniowe" imię-nazwisko. Ktoś coś napisał, ale nie wiadomo czy o NIM, czy o kimś podobnie się pseudonimującym. We wszystkich przypadkach, które mam na myśli, byli to Rosjanie.
Nes:
Taka próżnia informacyjna też jest informacją. Ale to prawda, że czasem google nie wystarczy. Bo trzeba samemu się przekonać. Problem w tym, że i tak można dać się złapać na przynętę.