29 grudnia 2011

Nes W. Kruk

Czy szamanizmu można nauczyć się przez internet?

Kategoria: Twarda Ścieżka
Tematy/tagi: Internetrozwój osobistyszamanizm

foto


Poprzez ciało

Trudno się rozmawia z kimś, kto z góry zakłada, że ma rację i nic go nie przekona. Często ludzie mylą wiedzę z informacją. Czasem mając dobre intencje próbują dorobić sobie teorię do faktu, że nie mają kontaktu z linią przekazu, mają natomiast dostęp do informacji (sieć, książki). Moda na szamanizm karmi ich ambicje, w końcu tak łatwo zostać szamanem. Czy rzeczywiście łatwo zostać szamanem? O trudnej ścieżce szamańskiej pisałem już w innym miejscu. Ktoś, kto nie ma dostępu do tradycyjnych praktyków szamanizmu często twardo broni teorii, iż szamanizmu można uczyć się przez sieć. Skoro definicję szamanizmu można naginać... Definicję tak, ale szamanizm pozostaje szamanizmem. Uczymy się przez praktykę, poprzez ciało. Nauczyciele są ważni - to oni przekazują, oceniają kandydata, ucznia. Jak ocenić, skoro dostajemy tylko porcję słów? Gdy rozmawiam z kimś poprzez internet, nie widzę jego/jej ciała, jego ruchu, języka gestów, tańca, nie słyszę śpiewu, emocji w głosie, nie czuję zapachu potu i ziemi...

Gdy linia zostaje przerwana, prowadzą duchy. Mogą naprowadzić adepta na informację, techniki przez sieć, ale uczyć zaczną dopiero, gdy wystawią go na ciężką próbę, w której zmierzy się z własną słabością, będzie musiał umrzeć i się narodzić, a temu towarzyszy ból. Czy tego doświadczy przez internet? Czy przez internet będzie w stanie opróżnić wnętrzności, wystawiając ciało na ekstremalne warunki i doznania, by dotrzeć do wizji, która będzie go prowadzić?

Szaman musi mieć kontakt z ziemią. To z niej czerpie swoją moc uzdrawiania i transformacji. Jeśli jest odcięty od źródła, nie ma mowy o szamanizmie. Szaman pracuje poprzez ciało - to się nie zmieniło mimo postępu technologii. Pobębnienie przez pół godziny, medytacja przy świeczce i tego typu praktyki są odprężające i relaksujące, mogą nawet być transportujące, ale nie przekraczają pewnej ważnej granicy - ekstazy i transu. Wojciech Jóźwiak nazwał to Twardą Ścieżką, by odróżnić właśnie te praktyki, które działają poprzez ciało. Ja nie nazywam tego twardą ani miękką, ale po prostu Ścieżką. Może nie dorosłem do nazywania, może nie mam takiej potrzeby.

Co do duchów w internecie, to jest ich mnóstwo. Zwłaszcza tych głodnych. Gry online, porno, wielkie portale i centra, wyszukiwarki. Jeśli spojrzysz na świat ani-mistycznie, zobaczysz duchy wszędzie, nie tylko w lesie... Pytanie tylko, czy są to duchy, którym chcesz dać się prowadzić.


Mistrzu prowadź

Co jakiś czas dostaję e-mail z pytaniem, czy będę go uczył, czy będę jego przewodnikiem, guru, nauczycielem, itd. Mam wystarczająco dużo pracy z własną praktyką, więc czemu miałbym brać jeszcze odpowiedzialność za kogoś, kogo nigdy nie spotkałem osobiście? Zresztą nie wiem dlaczego ludzie oceniają mnie po tym, co napisałem i powiesiłem gdzieś w sieci. Jakie to ma znaczenie? Znałem kiedyś osobę, która sporo pisała o szamanizmie (imienia z grzeczności nie wymienię). Czytając jej wypowiedzi wydawać by się mogło, że wie o czym pisze. Niestety gdy spotkałem ją osobiście, okazało się, że jej wiedza na temat szamanizmu to tylko... teoria. Dlaczego więc ludzie piszą do mnie z prośbą o przewodnictwo, choć w zasadzie nic o mnie nie wiedzą, poza słowami, które w zasadzie nie świadczą o moim doświadczeniu, a mogą być zbiorem cudzych mądrości? Nie wiem. Dziwi mnie to niezmiernie i zwykle odpowiadam takim osobom, by uważały na nauczycieli, bo prędzej czy później trafią na kogoś, komu się wydaje, że może uczyć innych. Dotyczy to szczególnie nastolatków, dla których dwudziestoparolatek jest kandydatem na nauczyciela, choć z mojej perspektywy jest on takim samym wędrowcem co ów nastolatek. Obserwowałem kiedyś pewną grupę okultystyczną, którą założyła właśnie 25-letnia osoba. Taka osoba ma nabitą głowę teoriami i wizjami własnej potęgi, ale w zasadzie niczego nie wie o życiu, a mimo to uważa siebie za kogoś, kto ma prawo doradzać innym. Nauczyciele, którzy mieli duży wpływ na losy ludzkości, nieważne czy pozytywny czy negatywny, zanim stali się nauczycielami żyli tak jak inni, mieli rodziny, dzieci, musieli najpierw doświadczyć trudu życia, by wiedzieć, czego nauczają. Życie wirtualne jest pozbawione tych trudów. Tu każdy może być mistrzem, wystarczy że będzie kopiował cudze mądrości. Jak sprawdzić jego autentyczność jeśli nie osobiście? Czy jego nauki mają wpływ na jego osobiste życie? Czy kryje się pod maską oświeconego, czy też nie ukrywa swoich słabości i wad? To są ważne kwestie dla kogoś, kto szuka nauczyciela, zwłaszcza szamanizmu.


Praktyka

Bez praktyki szamanizm jest prostą drogą do zrobienia krzywdy sobie lub innym, którzy uwierzą, że taki ktoś rzeczywiście potrafi uzdrawiać. Zresztą same przypadki uzdrowienia nie muszą świadczyć o czyjejś mocy. Efekt placebo i moc wiary jest siłą, która również z powodzeniem może uzdrowić.

Jest sporo praktyk i technik, które uchodzą za szamańskie, choć w spłyconym wydaniu z szamanizmem niewiele mają już wspólnego. Jedną z takich sztandarowych kwestii związanych z modą na szamanizm jest poszukiwanie totemu („zwierzęcia mocy”). Ktoś zafascynowany filmem lub strzępem informacji wchodzi na forum o szamanizmie i dowiaduje się, że może nawiązać kontakt z własnym totemem w prosty i wygodny sposób, np zadając sobie pytanie lub poprzez medytację i wizualizację. Można też pojechać na warsztaty szamańsko-jakieś-tam, najlepiej w weekend i gdzieś poza miasto. Efektem takich mitów jest zatrzęsienie wilków, orłów, jaguarów, jeleni itd. Czy to nie zastanawiające, że większość ludzi jest odcięta od własnej mocy i gdy doświadczają weekendowych technik wydaje im się, że nawiązali kontakt z Wewnętrznym Przewodnikiem (Totemem, Zwierzęciem Mocy)? Są nagle potężnymi szamanami... uzależnionymi od rodziców, supermarketów, stacji paliw? Gdzie tu ryzyko, gdzie balansowanie na granicy życia, by odnaleźć tego Ducha, który pojawia się w ekstremalnych stanach poprzez głodówkę, izolację, kontakt z naturą bez zabezpieczenia? Odnoszę wrażenie, że ludzie tzw. cywilizowani, wychowani w otoczeniu ubezpieczeń, emerytur, leków przeciwbólowych, telewizji w większości przypadków nie są przygotowani na prawdziwą praktykę szamańską. Owa pozorna łatwość nawiązania kontaktu z Mocą jak dla mnie świadczy jedynie o powszechnym zjawisku tworzenia projekcji i mitów, a nie o autentycznym odrodzeniu pierwotnej duchowości. Bo kto by chciał być dzięciołem, wiewiórką albo... karpiem? Internet wręcz przesiąknięty jest teoriami, relacjami, praktykami i własnymi fantazjami. Jak to przesiać, jak wyodrębnić prawdziwe wizje od fantazji?


Informacja, Wiedza i Internet

Pomijając fakt, że szamanizm a praktyki szamańskie to nie to samo, odpowiadam na postawione w tytule pytanie: szamanizmu nie można nauczyć się przez internet. W internecie można jedynie zdobyć informacje, których wartość często jest złudna. Jednak informacja to nie wiedza. To samo dotyczy szukania wiedzy w książkach. Tam również są informacje, czasem przydatne, czasem to steki bzdur. Te informacje jednak trzeba sprawdzić osobiście, nie brać nic na wiarę. Ślepa wiara szkodzi szamanizmowi. Szamanizm to wiedza praktyczna, która ma służyć uzdrawianiu. Kto opiera się tylko na fantazjach, ten powiela iluzję. Kto szuka mistrza w człowieku, który w sieci tka iluzję zakładając złotą maskę, staje się łatwym łupem duchowego pasożyta, a w najlepszym razie - ignoranta.

Jaki więc jest sens tworzenia stron o tematyce szamańskiej? Dobre strony są źródłem informacji a nie mitów. A więc piszą osoby, które są praktykami, a nie teoretykami. Ewentualnie są to miejsca, gdzie można umówić się na spotkania, działania, itp. Problem w tym, że laik po przeczytaniu tekstów nie rozpozna, czy autor strony lub tekstu traktującego o szamanizmie jest dobry w tym o czym pisze. Zwłaszcza, gdy autor chwali się medalami i dyplomami, mistrzami - to zawsze robi wrażenie. Nawet uczestnicząc w warsztacie możemy wyrobić sobie błędne wyobrażenie na temat szamanizmu. Dla kogoś, kto pierwszy raz doświadcza takich wyjazdowych tripów autentyczne doświadczenie może być przeinaczone egzotyką nieznanych technik, słów, działań. (Prowadzący oczyszcza miejsce machając wachlarzem, ale czy obserwator wie, co dzieje się na planie duchowym? Czy prowadzący nie tworzy jakiegoś podpatrzonego widowiska na potrzeby uczestników warsztatu?) Internet pod tym względem jest wręcz stworzony do tkania iluzji. Cóż to za problem stworzyć stronę z ładnymi obrazkami zwierząt i Indian? Albo nawet bez Indian, niech będą jakieś obrazki stylizowane na szamańskie. To nic, że symbolika bez sensu, liczy się wrażenie, wizerunek i marketing.


Jak szukać?

Praktykom i adeptom uzdrawiania odpowiadam – ucz się poprzez kontakt z ziemią (czysta moc żywiołów a nie idei), nie poprzez Internet. Jeśli nie masz nauczyciela, ucz się technik w praktyce i dąż do doskonałości warsztatowej. Informacje znalezione w sieci sprawdzaj na sobie. Pozwól by prowadziły cię duchy a nie definicje i idee. Jeśli jesteś powołany do roli uzdrowiciela, będziesz o tym wiedział. Jeśli nie, nie ma co pchać się na siłę w rolę, która wymaga sporego nakładu pracy, w praktykę, w której ryzykujesz życie i zdrowie.

Laikom mogę doradzić tylko jedno - szamanizm to nie zabawa ani sposób na spędzenie weekendu. Większość ludzi, których interesuje szamanizm, nie są kandydatami na uzdrowicieli. To trzeba wyraźnie zaznaczyć. Nie znaczy to, że praktyki szamańskie są dla nich nieosiągalne, niewłaściwe i zakazane. Wręcz przeciwnie. Techniki szamańskie prowadzone przez doświadczonego praktyka i pod jego okiem są jedną z lepszych sposobów na odnalezienie zdrowia i równowagi. Jeśli ktoś ci sprzedaje szamanizm w weekend, dostaniesz właśnie taki towar, za jaki zapłaciłeś/aś. Jeśli cierpisz z powodu głodu duchowych przeżyć, pierwotne techniki mogą ci pomóc odnaleźć drogę do swojej Mocy, ale też nie są sposobem na duchową turystykę. Jeśli chcesz skorzystać z internetowej oferty, prześledź historię prowadzącego, opinie o nim (wystarczy wygooglać imię i nazwisko - warto poświęcić czas, by przyjrzeć się osobie, której chce się zawierzyć własny rozwój). Nie opieraj się na autobiografii, bo każdy sprzedawca zachwala swój towar. Bądź sceptyczny/a i nie bój się pytać. Często ludzie bez doświadczenia zasłaniają się tym, że wiedza jest tajemna i ktoś nowy nie zrozumie. Zwróć szczególną uwagę na osoby, które w swojej ofercie mają szeroki wachlarz technik, umiejętności i dyplomów. Szamanizm to żmudna i wieloletnia praktyka. Ceń sobie zwłaszcza tych praktyków, którzy nie boją się przyznać, że sami wciąż się uczą tego, co przekazują innym, którzy nie udają wszechwiedzących podpierając swój autorytet niewiedzą uczestników warsztatów i kursów. Jeśli ktoś jest ezoterycznym omnibusem i co sezon oferuje nowe warsztaty, najprawdopodobniej nie zgłębił należycie wiedzy i ograniczył się tylko do stworzenia płytkiego pakietu dla ezoturystów lub dodał jakieś szamańskie elementy dla urozmaicenia.

Poza tym to wybór każdego z nas, czy chce być turystą, czy podróżnikiem.


Do zobaczenia w rzeczywistości. W sieci nie znajdziesz mnie, tylko obrazy i słowa...


zdjęcie Autora

Nes Havason



komentarze

[foto]

1. Czasem Google nie pomogą • autor: Wojciech Jóźwiak2011-12-29 10:16:52

Piszesz, Nes:

wystarczy wygooglać imię i nazwisko


Czasem nie wystarczy. Zdarzyło mi się dwa lub trzy razy przy okazji zamieszczania ogłoszeń w Tarace, że szukałem w Internecie danych o pewnych prowadzących ogłaszane warsztaty - i nie znajdowałem nic, prócz paru informacji, które było widać, że są pilnie kontrolowane przez samych "guru'ów". Pełna ściema: nie wiadomo, skąd się dany człowiek wziął, instytucje na które się powołuje, nie istnieją (w Internecie), nieznane "urodzeniowe" imię-nazwisko. Ktoś coś napisał, ale nie wiadomo czy o NIM, czy o kimś podobnie się pseudonimującym. We wszystkich przypadkach, które mam na myśli, byli to Rosjanie.

Nes:
Taka próżnia informacyjna też jest informacją. Ale to prawda, że czasem google nie wystarczy. Bo trzeba samemu się przekonać. Problem w tym, że i tak można dać się złapać na przynętę.
[foto]

2. ostrożność, anonimowość • autor: Nes W. Kruk2011-12-29 19:20:43

Nie można też przesadzić z nieufnością, jechać na warsztaty naładowanym podejrzliwością. Tu trzeba zachować zdrowy rozsądek. Jeśli np nie mamy informacji na temat prowadzącego, a widzimy, że ktoś się o to stara, to już powinna się włączyć czerwona lampka.

Stosowanie pseudonimu, drugiego imienia jeszcze nie świadczy o nieczystych pobudkach prowadzącego. Jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że każdy ma swoje imię aż do śmierci, czasem zmieni nazwisko wżeniając się, i to wszystko. Zmiana imienia to jednak nic dziwnego. Od dawna ludzie to robią. Imię to etykietka, która coś mówi o człowieku. Jak ktoś ma imię jak tysiące innych ludzi, to nic to nie mówi, dlatego ktoś może mieć potrzebę posługiwania się "swoim", które może się zmienić za rok, dziesięć lat. Ale też nie powinien ukrywać tego urzędowego, chyba że działalność jest niezgodna z prawem funkcjonującym w danym kraju. Jak ukrywa, tzn że coś tu nie gra. Może nie ukrywać, ale też się nim nie chwalić.

Z doświadczenia wiem (dałem się złapać dwóm sektom, za drugim razem byłem pewien, że już nigdy nigdy, a tu jednak), że sama ostrożność i zdrowy rozsądek też mogą nie wystarczyć. Nawet inteligentny człowiek może dać się złapać w sieć. Tu dobrze jest znać mechanizmy funkcjonujące w sektach. One są przeważnie takie same (guru ma zawsze rację, stopniowe wprowadzanie do tajemnic, odcięcie od świata, czarno-biały światopogląd - dzielenie na my-oni, itd) i być tego świadomym, wyczulonym na te sygnały. Oczywiście nie podchodzić do każdego jak do potencjalnego sekciarza, tylko mieć gdzieś w głowie takiego strażnika, który da nam znać w porę, nie da się uśpić endorfinami.

Sekta, która więzi (bo przecież religijność jakiejś grupy nie musi być toksyczna, nie każda sekta to samo zło) jest niebezpieczna pod tym względem, że łapie ludzi szukających czegoś więcej niż przysłowiowy schabowy i tivi, zostawia spustoszenie w krajobrazie ducha, wysysa i niszczy emocjonalnie i duchowo. W kulturze zachodniej sekta jest kojarzona ze złem (spadek po wojujących z herezją?). Na wschodzie sekty łączą jakąś grupę ludzi. Nie musi to być zniewalające. Sygnałem, że coś nie gra jest problem z odejściem z takiej grupy. Jeśli chcemy pójść dalej własną ścieżką i namawia się nas na pozostanie, to znaczy, że czas najwyższy uciekać. Dobry nauczyciel nie zatrzymuje uczni, cieszy się z ich rozwoju i wolności.

Dodam jeszcze z innego miejsca:
"Ostrożność zachowałbym szczególnie w stosunku do nauczycieli duchowych. Tu bardzo łatwo się wyłożyć. Sam nauczyciel może wpaść w pułapkę przywiązania do własnego wizerunku nauczyciela i automatycznie będzie zwalczał wszelkie próby podważenia jego autorytetu. Przekonałem się na własnej skórze, jak w jednej chwili guru może obrócić całą wspólnotę przeciwko temu, kto otwarcie zadaje pytania. ;)
Co innego nauczyciele, którzy uczą nas jakiejś wiedzy lub technik. Ci są mniej szkodliwi, choć też mogą szkodzić, jeśli przekazują błędne informacje lub techniki. Przynajmniej nie wierzą w swoją "Wszechwiedzę" i bezpośrednie połączenie z bogiem."

3. Prawdę mówiąc... • autor: Nierozpoznany#11372011-12-30 17:55:16

...wolał bym się dowiedzieć czy (i jak) da się odciąć od tej całej "nadwrażliwości" i "duchowości"? Przecież to współcześnie wyłącznie przeszkadza... a mi się to to wiecznie przesącza do życia, dosłownie jak woda przez uszkodzoną tamę.
[foto]

4. nadwrażliwość i duchowość • autor: Nes W. Kruk2011-12-30 19:46:31

"...wolał bym się dowiedzieć czy (i jak) da się odciąć od tej całej "nadwrażliwości" i "duchowości"? Przecież to współcześnie wyłącznie przeszkadza... a mi się to to wiecznie przesącza do życia, dosłownie jak woda przez uszkodzoną tamę."
Prawdę pisząc nie rozumiem pytania. Jaką duchowość i nadwrażliwość masz na myśli? Czy chodzi o potrzebę obcowania z czymś więcej niż programem tivi? Czy nadwrażliwość na marketing i ceny w czasie wyprzedaży poświątecznej?
Swoją drogą bardzo ciekawy obraz wody (uczucia) i uszkodzonej tamy (blokada, strażnik). :)

5. Nadwrażliwość, czyli • autor: Nierozpoznany#11372011-12-31 17:16:24

Już tłumaczę.

Niestety - i to uważam za moją klątwę - uczuję więcej niż normy państwowe przewidują.

Spróbuję to wytłumaczyć na przykładzie.

Często gdy jestem gdzieś, czuję tak jak by dane miejsce chciało mi o sobie opowiedzieć.

Powiedzmy: jestem w zupełnie obcym mieście, chodzę, snuję się bez celu... i nagle czuję ze jestem w złym miejscu. To znaczy - że dane miejsce jest złe przez duże Z. Sprawdzam w książkach - acha, w tamtym miejscu była np kwatera gestapo lub cos w tym stylu...
W taki sposób trafiłem na parę miejsc po pacyfikacjach czy jakichś bitwach. Bez map, bez kopania w historii...

Z resztą nie chodzi tylko o takie miejsca jak opisane powyżej. Tak samo jest na przykład z lasami (szczególnie z lasami).
Nie dość że widzę las jako wielką żywą istotę złożoną z innych istot, to czuję ze ta istota ma swój charakter, i coś do przekazania.

A to w zasadzie sam czubek góry lodowej.

Radziłem się psychiatry (i to nie jednego) (na wypadek gdyby to były urojenia) - pogadali o "nadwrażliwości emocjonalnej", porobili testy, powiedzieli "zasadniczo wszystko w normie" i "jeśli to by przeszkadzało, zaproponujemy leki".

Radziłem się sporej ilości "duchowych ludzi" - mówili o "wrodzonych darach" a nawet o "powołaniu", a słysząc że się chcę na to zamknąć, dziwili się - no normalnie można się zastrzelić z radości... ja się na żadne "powołania" nie piszę...

Wiem że niektórzy uznali by to za dar - ale ja nie.
Gdybym miał wybór, wolał bym być "statystycznym pożeraczem żywności przetworzonej". Najlepiej naukowym materialistą i absolutnym ateistą.

Bo tak szczerze: PO CO komu taka wrażliwość? Mnie to tylko męczy i życie utrudnia. Stąd pomysł - napiszę tutaj, może mi ktoś coś doradzi

6. Nihil, • autor: Ewa122012-01-01 16:01:42

Piszesz, że wczuwasz się w miejsca, odbierasz je. Potem piszesz, że Cię to męczy i utrunia życie.
Przecież to Twój wybór czy czuć miejsce czy nie!
Dlaczego Cie to męczy...
Męczy smutek, tragedia, cierpienie - gdy nie wiemy po co przyszło i co z tym zrobić.
Gdy ktoś (miejsce traktuj jak osobę lub zbór osób) smutny - pocieszasz go.
Gdy ktoś cierpiacy - dajesz ulgę w cierpieniu.
Gdy ktoś w tragicznej sytuacji dajesz miłość, nadzieję.
Gdy nie rozumie - tłumaczysz.
Może się to odbywać w wirtualu - za pomocą myśli.
By dawać trzeba generować (być odbiornikiem i nadajnikiem) to co chcesz dać. Ty masz wybór czym dysponować.
Ewa Bednarczyk-Witoszek

7. Problem jest taki... • autor: Nierozpoznany#11372012-01-01 20:11:55

...że ja tego NIE kontroluję. Nie potrafię wywiesić jakiegoś odpowiednika tabliczki "nie przeszkadzać". Po prostu gdzieś jestem i takie odczucia/myśli/whatever same do mnie przychodzą.

Kiedyś mnie to nawet ciekawiło (właśnie dlatego zacząłem sprawdzać miejsca w których się "dziwnie" czułem) - teraz tylko męczy.

Co do reszty... ja na prawdę nigdy się nie pisałem na bycie pocieszycielem całego świata. Niech się tym zajmie ktoś kto ma do tego predyspozycje i chęci.
[foto]

8. hydrozagadka • autor: Nes W. Kruk2012-01-01 20:56:02

Przecież to Twój wybór czy czuć miejsce czy nie!
Chciałem odpisać, że to nie zawsze jest wybór, że czasem się tego nie kontroluje i być może Nihil ma właśnie z tym problem, ale sam odpowiedział:
"ja tego NIE kontroluję. Nie potrafię wywiesić jakiegoś odpowiednika tabliczki "nie przeszkadzać".

Odbiega to nieco od tematu, ale niech będzie, że to pociągniemy dalej.

Nihil, wróćmy do tej tamy i wody. Jesteś świadom, że tego nie kontrolujesz, więc to oczywiste, że nikt cię nie przekona, że to dar. Dla ciebie to przekleństwo. Co to za frajda być bombardowanym obrazami i emocjami, których nie chce się czuć i widzieć. Idziesz do jakiegoś domu i czujesz się w nim źle. Inni nic nie czują, dla nich to tylko dom i z twojej perspektywy twoja percepcja tylko utrudnia funkcjonowanie.

ja na prawdę nigdy się nie pisałem na bycie pocieszycielem całego świata. Niech się tym zajmie ktoś kto ma do tego predyspozycje i chęci.
Można na to spojrzeć dwojako.
Po pierwsze w kontekście szamanizmu. Ktoś ma predyspozycje szamańskie, inną wrażliwość (nadwrażliwość), percepcję, świat wewnętrznych przeżyć, widzi i słyszy to, czego ludzie z otoczenia nie widzą i nie słyszą. Oznacza to, że w społeczeństwie plemiennym jest powołany do roli szamana, szamanki, czarownika, uzdrowiciela, itp. Co ktoś taki ma zrobić, gdy żyje w naszej cywilizacji? Może się na to zgodzić i zacząć trening (naukę) rozwijając swoje umiejętności. dzięki treningowi uczy się kontroli, panowania nad umiejętnością. Przypisując to do obrazu początkowego - uczy się, kiedy można, należy otwierać tamę, a kiedy zamykać. Dzięki temu tama ma się dobrze, nie ma powodzi, itd. Może się nie zgodzić. Wówczas popada w chorobę psychiczną, jeśli emocje są silniejsze od odporności psychicznej, bądź balansuje na granicy dwóch światów starając się zachować równowagę, nie żyjąc w pełni ani w jednym ani w drugim. Jest też trzecia opcja, niejako wynikająca z pierwszej i drugiej - uczy się kontrolować umiejętność, ale tylko po to, by ją stłumić i nie korzystać z niej. Zamyka się na te doświadczenia, znieczula.
Po drugie w kontekście ogólnym. Można to potraktować jako kolejny zmysł albo bardzo rozwinięta intuicję (znów nadwrażliwość). Jeśli spojrzy się na to jak na dar, automatycznie otwiera sobie furtkę do praktycznego zastosowania tego daru - unikania miejsc, sytuacji, które nie są zdrowe, przyciąganie energii, które pomagają. Jeśli chce się widzieć w tym przekleństwo, bo tak mówi dotychczasowe doświadczenie, wówczas wszelkie działania będą skupiały się na stłumieniu lub pozbyciu się wrażliwości.

Czy próbowałeś to kontrolować poza szukaniem rady u psychiatrów?
PS. Dobrze, że przynajmniej nie masz kompleksu chrystusa, bo to często spotykane u osób, które "widzą więcej". :P

9. Dzięki • autor: Nierozpoznany#11372012-01-01 22:10:34

Cóż, wygląda na to że muszę się po prostu pogodzić (zamiast zaprzeczać lub uciekać) i nauczyć się to kontrolować.

I wykorzystywać, bo tak po prostu zablokować... chyba szkoda

Dziękuję za podpowiedzi :-)

Życzcie mi powodzenia

10. * * * • autor: Nierozpoznany#39222012-01-02 23:55:12

powodzenia
[foto]

11. wybory • autor: Nes W. Kruk2012-01-03 00:36:22

"Cóż, wygląda na to że muszę się po prostu pogodzić (zamiast zaprzeczać lub uciekać) i nauczyć się to kontrolować."
Absolutnie nie musisz. To zawsze jest twój wybór. Tak jak twoim wyborem było nie branie pigułek. Mnie osobiście zaakceptowanie siebie wydaje się najrozsądniejsze, ale można inaczej... Można, nie trzeba...

12. * * * • autor: Nierozpoznany#27862012-01-03 05:31:16

"Mnie osobiście zaakceptowanie siebie wydaje się najrozsądniejsze, ale można inaczej..."
Można... Tylko po co? :-)

13. * * * • autor: Nierozpoznany#55782012-01-04 08:45:45

Nes napisał:
"Mnie osobiście zaakceptowanie siebie wydaje się najrozsądniejsze, ale można inaczej..."
Xena napisała:
Można... Tylko po co? :-)
Pewnie dlatego, że uczymy się poprzez doświadczenia właśnie; dlatego, że nie rodzimy się z umiejętnością akceptowania siebie i innych. Więc po to, aby zacząć rozumieć coś najistotniejszego (siebie/ o sobie , siebie we Wszechświecie i odwrotnie), czego nawet dobry nauczyciel a już na pewno Internet, nie są w stanie przekazać/nauczyć. Droga nie-akceptowania siebie i stosowania przeróżnych uników złudnie tylko jest łatwiejszą, mało-wysiłkową. Prędzej czy później spostrzegamy,idąc nią, że prowadzi, nie donikąd, ale mocno dookoła. Ale można też optymistycznie zauważyć , że przebyta właśnie droga, przybliżyła nas do celu, jakim jest akceptowanie siebie więc i innych. Oczywiście o ile tym razem tak wybierzemy. Patrząc na własne życie,na wybierane/doświadczane/ przebyte drogi, zauważam, że te dookoła są nieuniknione; a nawet coś jak "obowiązkowe" do przejścia.

Komentowanie wyłączone wszędzie od 1 sierpnia 2020.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)