Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

11 listopada 2000

Wojciech Jóźwiak

Szamańska Częstochowa
Sen o drodze do szamańskiego nieba ponad Czestochową

Kategoria: Sny i wizje
Tematy/tagi: sensymbole

Taki oto sen trafił do mnie dzięki uprzejmości redakcji tygodnika "Gwiazdy Mówią". O Autorce snu wiem tyle, że mieszka w Puławach i ma 22 lata. Sen wydał mi się ogromnie ważny ze względu na zawarty w nim przekaz.

Razem z rodziną i znajomymi szłam do Częstochowy. Było lato, cieplutko, pięknie. Klasztor Jasnogórski leżał u stóp jakiegoś masywu górskiego i miał niezwykle wysoką wieżę. Razem z grupą około trzydziestu osób wspinałam się po krętych stopniach tej wieżyczki. Niektórzy zatrzymywali się, lecz ja szłam ciągle w górę. Gdy wraz z kilkorgiem ludzi dotarłam na szczyt wieży, opuściła się do nas z góry drabina wykonana z rogów łosia. Zaczęliśmy się po niej wspinać. Wyglądała jak tunel, którego środkiem wdrapywaliśmy się ku górze. Po dość długiej i męczącej wspinaczce (wszyscy mieliśmy dłonie i stopy otarte do krwi) dotarliśmy na szczyt owego masywu przy klasztorze. Przed nami roztaczał się piękny widok: zieleń, majestatyczne łosie, dwa potężne orły, a co najciekawsze i najpiękniejsze, przedstawiciele wszystkich ras, kultur i wyznań wspólnie przechadzający się we wzajemnej akceptacji i miłości. Do naszej grupki podeszła zakonnica i porozdzielała nas, kierując do różnych miejsc. Ja poszłam razem z nią do świątyni, gdzie był wspaniały witraż; nie pamiętam, co przestawiał, ale zachwyt, jaki wtedy poczułam, wciąż we mnie jest. Tam dostałam pewne zadanie do wykonania, którego nie pamiętam, bo to był koniec snu.

Sen czyni wrażenie, jakby w nim przemówił nie tylko własny nieświadomy umysł Autorki, ale zbiorowa podświadomość - czyja? polska? Tożsamość duchów zwykle trudno jest jednoznacznie określić.

Częstochowa i Klasztor Jasnogórski pełnią tu rolę symbolicznego środka świata. To jest magiczny punkt, ku któremu wędruje Śniąca. Symbol znakomicie dobrany, bo przecież Jasna Góra od kilkuset lat, przynajmniej od odparcia Potopu Szwedzkiego, jest duchową stolicą - może nie Polski, ale polskiego katolicyzmu. W tej wizji Częstochowa stanowi środek świata taki, jaki pojawia się w mitach i w opowieściach szamanów: jest to bowiem miejsce, gdzie można przedostać się z ziemi do nieba, gdzie ludzie, mieszkańcy Ziemi, kontaktują się z Niebiosami, i gdzie nadal czynny jest środek transportu, mogący przenosić nas do niebios.

Okazuje się jednak, że Jasna Góra nie jest górą najwyższą - i wyżej, ponad wieżą klasztoru, wznosi się druga, jeszcze wyższa góra. Obraz ten należy odczytać symbolicznie, że ponad "realnym katolicyzmem" są jeszcze wyższe piętra życia duchowego.

Te wyższe piętra mają jednoznacznie szamański charakter. Tu rzecz ogromnie znacząca: przecież owe wyższe piętro życia duchowego nie zostało przedstawione w stylu, powiedzmy islamskim, buddyjskim lub judajskim, ani w ogóle jakimś fantastycznym. Senna wyobraźnia nie musiała przecież mieć w tym względzie żadnych ograniczeń! Co więcej, można przypuszczać, że Śniąca w ogóle nie znała żadnych szamańskich obrzędów ani obrazów i po prostu nie bardzo miała się na czym wzorować. Chyba dużo łatwiej byłoby jej wyśnić coś wziętego z filmów o Egipcie albo z gier komputerowych. Czyżby także w tym przypadku sprawdzała się hipoteza, że szamanizm jest wrodzoną, genetyczną religią, dziedziczoną po odległych przodkach?

We śnie trafnie została odczytana i przywrócona (bo zazwyczaj przecież pozostaje w zapomnieniu) symbolika wieży, a szczególnie wieży zwieńczającej świątynię. Wieża jest łącznikiem pomiędzy Ziemią a Niebem. Ludzie budując wieżę wykonują ze swojej strony krok w kierunku nieba, po czym pozostaje im oczekiwanie, aż Niebo odpowie czymś podobnym, budując most od tej drugiej strony.

Niebo odpowiada! Z góry opuszcza się drabina. Wędrówka do nieba po drabinie ma wszelkie cechy klasycznego szamanizmu. Szamani wędrują do niebios w swoich wizjach, używając liny, drabiny, albo wspinają się po gałęziach drzewa sięgającego nieba. Ostatnim śladem podobnych wyobrażeń w judeochrześcijaństwie jest zapisana na jednej z pierwszych stron Starego testamentu wizja patriarchy Jakuba, który widział drabinę wiodąca do nieba, po której chodzili aniołowie.

(Anioł jest wysłannikiem Boga; szaman - odwrotnie - jest delegatem Ziemian odwiedzającym światy bogów, duchów i przodków. Nie popełniamy też błędu, sądząc, że szczyt tej drugiej, naprawdę wysokiej góry jest w istocie niebem.)

(Jahwe na zbudowanie Wieży Babel nie odpowiedział żadną zachętą, nie wysunął drabiny; przeciwnie, pokarał budowniczych pomieszaniem języków. To jest właśnie symbolicznie zaszyfrowany w Biblii moment, w którym jahwiści odcięli się od praktyk i ducha szamanizmu. Więcej o tym przeczytasz w: Klątwa nad Wieżą Babel.)

Kolejnym elementem z szamańskiej scenerii są zwierzęta mocy. Śniąca spotyka dwa ich rodzaje: łosie oraz orły. Zatrzymajmy się przy łosiach. Drabina do wspinaczki do nieba sporządzona jest z rogów łosi. Co oznacza, że owe zwierzęta nie są czymś przypadkowym; przeciwnie: tylko biorąc coś z ich mocy można wykonać tę najwyższą duchowa pracę nad sobą, którą symbolizuje wejście do nieba. Dlaczego jednak łosie? Łoś wydaje się symbolem przypadkowym i kłopotliwym do wyjaśnienia. Nie jest to ulubione zwierzę mocy Zachodu. W Grecji, Rzymie i Palestynie w ogóle nie był znany. Tron Jahwe w wizji Ezechiela otaczają strażnicy z obliczami lwa, orła i byka. Baran symbolizuje Chrystusa, gołąb - Ducha Świętego. W przedchrześcijańskiej Europie obchodzono zimą święta niedźwiedzie. Jeleń pojawia się w mitach greckich i celtyckich, a nawet kozioł użyczył swojej postaci diabłu. Łoś jest w świecie wyobraźni nieobecny. Można powiedzieć, że jako symboliczne zwierzę jest nie obsadzony!

Łoś jest zwierzęciem zamieszkującym skraj świata dostępnego ludziom. Żyje w pierwotnych, wilgotnych lasach, na mokradłach i mszarach, żeruje zanurzając się w wodnych rozlewiskach. Spotkanie z łosiem w przyrodzie sprawia nieodparte wrażenie, że doświadczamy czegoś pierwotnego i prymitywnego, wyłaniającego się z otchłani czasu. Może tylko mamut gdyby zmartwychwstał czyniłby większe wrażenie podobnego rodzaju. Łoś łączy nas symbolicznie z naszą pierwotną prahistorią, z wszystkim, co omszałe, włochate, chłodne i ociekające rdzawą wilgocią. Od tego zwierza blisko już do Żelaznego Jana, dzikiego człowieka żyjącego na dnie leśnego stawu w opowieści braci Grimm i Roberta Bly'a. Łoś jest zwierzęciem wilgoci i chłodu. Łączy nas w jeden krąg z Północą i Wschodem, ze Skandynawią i Syberią. W Polsce kończy się jego zasięg, dalej na zachód i południe nie ma już łosi. Jak widać, masa informacji zakodowana jest w sennym symbolu łosia i jego rogów.

"Drabina z rogów łosia wyglądała jak tunel, którego środkiem wdrapywaliśmy się ku górze" - śniła Autorka. Skojarzenie z tunelem łączy ten obraz z wizją świetlistego tunelu, przez który wędruje do Innego Świata świadomość tych, którzy doświadczyli przeżyć około śmierci. Winda do nieba szamanów ma wiele wspólnego z tym tunelem. I jeszcze jeden ważny szczegół: idzie się do góry wewnątrz drabiny; ta "klatka schodowa" troskliwie otacza wspinających się ze wszystkich stron, zabezpiecza ich. Pamiętajmy, że jest zbudowana z rogów łosia.

Ci, co szli do góry, mieli dłonie i stopy starte do krwi. Szamańska ścieżka nie jest łatwa. Drabina się wysunęła, jest przed tobą. Ale wspinać się musisz sam.

Orły i łosie czekające na szczycie tworzą podobną parę, jak orzeł i wąż towarzyszące Zaratustrze w opowieści Nietzschego. Orzeł symbolizuje to co górne, świetliste i podniebne. Łoś to zwierzę niosące moc dołu, chłodu i wilgoci, moc skraju. Inaczej niż orzeł, który -ulubione godło królów - jest zwierzęciem Środka. Można też oczywiście powiedzieć, że orzeł jest solarny, łoś lunarny. A więc jedność przeciwieństw, pełnia.

Na niebiańskiej górze ponad Jasną Górą Śniąca spotyka "przedstawicieli wszystkich ras, kultur i wyznań wspólnie przechadzających się we wzajemnej akceptacji i miłości". To jest rzecz, o której wiedzą wszyscy, oprócz fanatyków kilku zawistnych kultów. (Przez grzeczność nie wymienię, których...) Dróg do nieba jest wiele. I nigdy za wiele tego powtarzać.

Jak wieża klasztoru była miejscem mocy w świecie niższym, tak miejscem mocy w świecie wyższym jest witraż w ścianie świątyni. Witraż jest mandalą. Na nim kończy się to, co można opowiedzieć.

Znaczące jest też, jak łagodnie w tej wizji Śniąca jest prowadzona przez siły z podświadomości. Jej "ojczyste" katolickie wyobrażenia nie są nigdzie negowane, nie ma niczego, co by ją mogło zaszokować czy wprawić w pomieszanie. Szamański punkt przyłożenia mocy jest swojską Jasną Górą. Na szczycie góry-nieba czeka na nią znajoma zakonnica; nawet nie ksiądz-mężczyzna, bo pewnie z nimi Śniąca ma mniej bezpośredni kontakt. Centralny symbol, mandala, ma też formę wziętą z "ojczystej" religii - postać kościelnego witrażu. Ale znam jeszcze drugi sen tej samej Autorki, gdzie już jej stosunki z ludźmi Kościoła nie są takie pokojowe:

Pod gruszą siedziało trzech mężczyzn: na drewnianym stołeczku siedział starzec symbolizujący chyba wszystkich mędrców świata, obok niego mężczyzna wyglądem przypominający słowiańskiego szamana, zaś trzeci to młody Indianin zatopiony w myślach. Ja siedziałam na wprost owego szamana. Bardzo mnie niepokoił jego hardy wzrok wbity we mnie, więc postanowiłam poczytać mu w myślach. Niestety, on był ode mnie silniejszy i zrobił coś takiego, że przez chwile urwał mi się sen. Kiedy znów zaczęłam śnić, pod gruszą byłam już sama. Bolał mnie strasznie język, okazało się, że mam przecięty z lewej strony, plułam krwią. Przestraszyłam się i pobiegłam do kościoła. Uklękłam w przedsionku i czekałam na przybycie cudownego obrazu Matki Boskiej. W pewnej chwili podszedł do mnie ksiądz i wygonił słowami: "Tu dla ciebie nie ma miejsca." Poczułam się dotknięta, ale wyszłam. Krwawienie z języka ustało.

Sens tego snu da się streścić jako przejaw wątpliwości Autorki, czy jej wizje nie wykraczają już poza to, co przyjęte w jej religii. Odpowiedź znajduje prostą i jednoznaczną: "tu w Kościele dla ciebie nie ma miejsca." Ale to, co działo się w tym śnie, zanim usłyszała ów wyrok, jest dużo ciekawsze.

Jung rozpoznał, jako jeden z odkrytych przez siebie archetypów, postać Starego Mędrca. Śniącej jednak objawia się coś więcej: trójca mędrców. Tym, z którym wchodzi w interakcje, jest druga osoba tej trójcy, słowiański szaman. (Ciekawego, po czym go rozpoznała, bo przecież nic nie wiemy o tym, jak wyglądali szamani u Słowian.)

Co znaczy język zraniony z lewej strony? Jak każda symboliczna rana, oznacza otwarcie. Takie rany, doświadczane w snach, uderzają w te miejsca w ciele, gdzie symbolicznie zgromadzona lub uwięziona jest energia pewnego rodzaju. Więc jaki rodzaj mocy otwiera-uwalnia się w lewej stronie języka? Język, jak wskazuje dwuznaczność tego słowa, jest miejscem mowy. Prawa strona to logika i rozsądek; lewa strona to uczucie i symbol. To jest więc ten rodzaj mowy, poprzez który można wejść w kontakt ze słowiańskim szamanem, a raczej z tym wszystkim, co może symbolizować ta postać.

Trzej mędrcy siedzą pod gruszą. Nie pod dębem, brzozą, sosną. Dlaczego właśnie to drzewo zasłużyło sobie na taki zaszczyt? Dlatego że grusze rosną na miedzach. A ulubionym miejscem objawiania się Mędrców (a także Strażników i Opiekunów) są wszelkie linie graniczne, miedze i skraje.

Dotarł do mnie jeszcze trzeci sen tej samej dziewczyny, w którym wędruje ona - a raczej wykonuje lot - poprzez pokłady kamieni, lodu i skał, do Środka Ziemi. Dokonuje tej wyprawy pod postacią kolorowego, latającego smoka. Bardzo dobry wehikuł dla Kobiety Mocy!

WJ

11 listopada 2000


Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)