zdjęcie Autora

13 lutego 2012

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Kolej warszawsko-wiedeńska (odcinków: 122)

Szczęście Polski po jednej i po drugiej stronie


« Las Pomorsko-Karpacki Marzenia sztabsoficerów »

Jedna strona to zachodnia, na mapie Międzymorza reprezentowana od długiego czasu przez Berlin i za nim stojące Niemcy, wraz z, od niedawna, resztą Zachodniej Europy. Druga to wschodnia, na obrzeżu Międzymorza skupiona („ugłowiona”) w Moskwie, dawniej pospołu z Petersburgiem, reprezentowana przez Rosję sensu raz bardziej stricte to znów bardziej lato. (Od razu przepuśćmy pytanie: skoro na obrzeżu Międzymorza jest jeszcze trzeci punkt przyłożenia mocy – Stambuł /z Ankarą/ - to czemu nie jeszcze ta trzecia opcja? - Z nią mamy czas poczekać, aż Turków będzie 150 milionów i wypasą się na bliskowschodnich, u ich progów, awanturach.)

Skoro za mali-słabi jesteśmy, by sami o siebie zadbać i zabezpieczyć się w odpowiednio mocnym państwie, to rozsądek każe przyłączyć się do imperium sąsiedniego, najlepiej przy tym wytargowawszy odpowiednio korzystne warunki. Z opcją nr jeden, zachodnią, wydawałoby się, że rzecz już została dokonana – ale nie jest to pewne, ponieważ Unia Europejska zmienia się i raczej idzie nie ku Europie Ojczyzn, czyli swobodnego zrzeszenia równych-wolnych republik, tylko w stronę hegemonii Niemiec. Kiedy w Polsce się myśli-mówi o stosunku z Niemcami, to wyświetlają się nam dwa tylko pozornie możliwe warianty: albo Niemcy nas pożrą, jak robili to w epoce Rozbiorów i skrajnie brutalnie w II Wojnie, albo (to drugi wariant) wejdziemy z nimi w spółkę multilateralną, czyli właśnie taką, na jaką zapowiadała się z początku Unia. Czyli będziemy z nimi w jednym koszyku, ale nasza z nimi wspólność będzie złagodzona tym, że nie tylko my z nimi, ale z nimi wielu, prócz nas Francuzi, Szwedzi, Włosi, Hiszpanie, Brytyjczycy i inne egzotyczniejsze nacje. Istnieje wariant trzeci: unia dwojga podobna do tej jaką była Polsko-Litwa lub Austro-Węgry. Oczywiście dla nas możliwa jest rola tylko tego drugiego w parze. W takiej unii my bylibyśmy jak Litwa przy Polsce lub Węgry przy Austrii. Co nakłada na nas (i w ogóle na mniejszego partnera) szczególne obowiązki: ma być „bardziej całościowy” niż ten partner główny! Litwini musieli bardziej dbać od Koroniarzy o interesy wspólnego imperium, Węgrzy musieli być bardziej austrowęgierscy niż Austriacy – i faktycznie tak było.

W Unii Polsko-Niemieckiej musielibyśmy być bardziej niemieccy od Niemców! I to na wielu polach. Uczyć się języka niemieckiego pilniej niż oni. Propagować niemiecką kulturę i rację (wspólnego) stanu. Dbać o (wspólną) gospodarkę. Pilnować, by partnerowi nie przychodziły do głowy jakieś głupstwa grożące osłabieniem i jego i (wraz z nim) wspólnoty. Kontynuować twórczo i świadomie ogromny przecież dorobek niemieckiej cywilizacji. Oczywiście, koniecznym warunkiem byłoby porzucenie przez nas wszelkich, tak licznych, antyniemieckich fochów i uprzedzeń, oraz wielka czystość myślenia o wspólnej przeszłości (i przyszłości), bo (kto to powiedział? [Józef Mackiewicz -- dodano 9 grudnia 2014]) tylko prawda jest ciekawa. Plus tym bardziej konieczna wielka pewność siebie, zaufanie do własnej polskiej narodowej mocy – wymagany byłby tu znacznie wyższy jego poziom niż gdybyśmy mieli wrócić do zamknięcia jak za Gomułki.

Dobrym ćwiczeniem jest w tym miejscu wyobrazić sobie, że na Odrze-Nysie graniczymy nie z Niemcami, a ze Stanami Zjednoczonymi Ameryki, lub przynajmniej ze Zjednoczonym Królestwem Brytyjskim. Przecież wtedy dawno już ten program (który tu orientuję na Niemcy) byśmy realizowali i to z maniackim zapałem!

Z Rosją jest inaczej. Przede wszystkim stosunki Polski i Niemiec w historii były – w porównaniu z polsko-rosyjskimi i jeśli pominąć II Wojnę jako rodzaj popadnięcia Niemców w umysłową chorobą – uderzająco pokojowe. Przeciwnie, historia polsko-rosyjska, a raczej polsko-moskiewska przypomina stosunki Rzymu i Kartaginy, „kto kogo”, zakończone zmiażdżeniem nas i wdeptaniem w czerwone błoto. Chociaż z drugiej strony mamy nieustannie otwarty kanał wspólnie-słowiańskiej sympatii. Gdyby miała dojść do skutku wschodnia, rosyjska (wschodnio-słowiańska, euro-azjatycka) opcja przynależności Polski, to ciężar starań o ten związek leży nie po naszej stronie (jak w przypadku starań o „rękę” Niemiec) – ale po stronie Rosji. Mówiąc najkrócej, to Rosja powinna się tak zmienić, przeobrazić, aby stała się atrakcyjna dla Polaków. W polsko-niemieckim mariażu to my mamy starać się o „rękę” Niemiec; w mariażu polsko-rosyjskim Rosja ma się starać i stosowanie reformować, a my będziemy stać jak skromna samiczka i oceniać wdzięki rogacza ze wschodu. Pytanie, czy Rosja może mieć w tym jakikolwiek interes? Tak! Rosja jest geopolitycznie skazana na stanowienie jedności z Polską. (Ale nie w drugą stronę! My na nich nie jesteśmy skazani, ponieważ mamy opcje zachodnią.) Rosja bez Polski pozostanie wiecznie niedomknięta, a jej zachodnia granica bez Polski będzie jak nie dość zagojona rana. Polska dla Rosji, a właściwie szerzej: dla Wschodniej Słowiańszczyzny, jest taką częścią ciała, bez której reszta kuleje i choruje. Rosji „choroba na Rosję” może być uleczona tylko przez połączenie z Polską, coś jak młodzieniec z samogwałtu, depresji i autodestrukcyjnego ADHD bywa uleczony przez połączenie z kobietą. Zadanie dla Rosji jest proste: oto musi stać się praworządna, demokratyczna, pokojowa, wolnorynkowa i regionalna; musi przemienić się w Stany Zjednoczone Wschodniej Europy i Północnej Azji (ang. skrót byłby USEENA) – wtedy Polacy nagle i ku swojemu zdumieniu odkryją, że oto jest dla nich atrakcyjna! - i ciupasem w te pędy się do niej przyłączą jako jej konstytutywny (czwarty? piąty?) człon.

Kolej warszawsko-wiedeńska: wstęp na końcu

Pochodzę z Łowicza, który w 1845 roku został podpięty do Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej. Mieszkam w Milanówku, który powstał, ponieważ Kolej Warszawsko-Wiedeńska przecięła tutejszy las.


« Las Pomorsko-Karpacki Marzenia sztabsoficerów »

komentarze

[foto]

1. * * * • autor: Przemysław Kapałka2012-02-14 18:56:50

Ciekawe ujęcie. Ale mam dwie poprawki:
1) Granica polsko-niemiecka stała się bardzo spokojna i pokojowa dopiero wtedy, kiedy Polskę udało się wygonić z jej zachodnich ziem, z których nigdy odchodzić nie powinna. Przedtem ciągle były zatargi, a i potem ciągle mieliśmy kłopoty najpierw z Krzyżakami, a potem z państwem pruskim. Wcale tak pokojowo z Niemcami nie było.
2) Nie sądzę, żebyśmy w ewentualnej unii z Niemcami musieli być bardziej niemieccy, niż oni. Niemcy się wyraźnie degenerują a Polska chyba jeszcze nie (a już na pewno nie w takim tempie). A opanowywanie Niemiec idzie nam całkiem dobrze - vide handel w Berlinie Zachodnim pod koniec komuny, wykupywanie niemieckich ziem przez Polaków pod Szczecinem (a straszono nas, że będzie odwrotnie), polscy pracownicy itp. A z drugiej strony fiasko rekrutacji polskich informatyków. Kto tu będzie miał więcej do powiedzenia, to jeszcze się okaże.

re-komentarz Autora:

Dzięki za głos w dyskusji! I uzupełniam: 1) Wyraźnie pisałem, że był spokój w porównaniu ze WSCHODNIĄ granicą. 2) My staniemy się lepszymi Niemcami: ciekawszymi, bardziej twórczymi, bardziej sexy. Jak Szkoci są ciekawsi od Anglików. Niemcy są nam potrzebni jako tło, na którym błyszczą nasze atuty.

   Wojciech Jóźwiak --- autor

Komentowanie wyłączone wszędzie od 1 sierpnia 2020.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)